Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: fotografia

Zamek Sychrov

[12.08.2021]

W północnych Czechach zamków i pałaców jak napluć, ze smutkiem omijałam kolejne zjazdy, wybierając tylko dwa z ponad dziesięciu w najbliższej okolicy. XV-wieczny Zamek Sychrov przechodził z rąk do rąk, ostatnimi właścicielami w czasach przedsocjalistycznych byli potomkowie marszałka austriackiej armii, księcia Karola Alaina Rohana, któremu posiadłość zawdzięcza przebudowę w stylu neogotyckim i park angielski. Jak większość lokalnych atrakcji, wstęp jest płatny, podobnie parking; w wersji najmniej wyrafinowanej można wykupić bilet wejścia na teren zamku i do ogrodów, gdzie malownicze stawy, strumyki i kawiarnia w dawnej oranżerii. Wnętrza można zwiedzać z przewodnikiem, dla dzieci są przedstawienia i animacje podczas zwiedzania, ale ponieważ mieliśmy dosyć napięty plan, ogród i okolica wystarczyła aż nadto. Miejsce jest przepiękne, nie zatłoczone i chyba tylko wyjątkowo nie trafiliśmy na ekipę filmową, bo zamek i park często służy jako tło do filmów, w tym zagranicznych.

Strona zamku.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 24, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zamek Sychrov

[12.08.2021]

W północnych Czechach zamków i pałaców jak napluć, ze smutkiem omijałam kolejne zjazdy, wybierając tylko dwa z ponad dziesięciu w najbliższej okolicy. XV-wieczny Zamek Sychrov przechodził z rąk do rąk, ostatnimi właścicielami w czasach przedsocjalistycznych byli potomkowie marszałka austriackiej armii, księcia Karola Alaina Rohana, któremu posiadłość zawdzięcza przebudowę w stylu neogotyckim i park angielski. Jak większość lokalnych atrakcji, wstęp jest płatny, podobnie parking; w wersji najmniej wyrafinowanej można wykupić bilet wejścia na teren zamku i do ogrodów, gdzie malownicze stawy, strumyki i kawiarnia w dawnej oranżerii. Wnętrza można zwiedzać z przewodnikiem, dla dzieci są przedstawienia i animacje podczas zwiedzania, ale ponieważ mieliśmy dosyć napięty plan, ogród i okolica wystarczyła aż nadto. Miejsce jest przepiękne, nie zatłoczone i chyba tylko wyjątkowo nie trafiliśmy na ekipę filmową, bo zamek i park często służy jako tło do filmów, w tym zagranicznych.

Strona zamku.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 24, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Erle Stanley Gardner - Pięć dni w Madison City

Major Doug Selby był prokuratorem okręgowym w Madison City, ale zrezygnował z tej funkcji, bo ważniejsza po ataku na Pearl Harbor roku była obrona kraju; autor umieszcza kilka aluzji plus jedną pokrzepiającą przemowę o konieczności pracy u podstaw, żeby INNI nie odebrali USA tego, co USA może uzyskać ciężką pracą obywateli. Major ma 5 dni urlopu przed powrotem na front, decyduje się więc, żeby odwiedzić przyjaciół - szeryfa Brandona, dziennikarkę Sylwię i “wybitne przystojną” prawniczkę Inez, niechcący włączając się w trwający właśnie głośny proces o milionowy spadek. Zamożna dama zginęła w wypadku, przed śmiercią sporządziła jednak testament, wydziedziczający rodzinę na korzyść swojej gospodyni. Jako że gospodyni również zginęła w wypadku, dziedziczy jej córka, a adwokaci obu stron usiłują ustalić, czy dama była w pełni świadoma i nie została zmuszona do sporządzenia niesprawiedliwego dla rodziny testamentu, co jest nietrywialne. Inez jest adwokatką rodziny testatorki, po stronie rodziny gospodyni sprawę prowadzi A. B. Carr, adwokat-celebryta. Selby przypadkiem obserwuje dziwne spotkanie na dworcu, kiedy Carr - ozdobiony białą gardenią - spotyka kobietę i mężczyznę z podobnymi ozdobami; okazuje się to istotne dla sprawy. W trakcie akcji ginie jedna osoba, druga cudem wymyka się śmierci.

Selby nie ma oczywiście żadnego umocowania poza ustnym stwierdzeniem szeryfa, że “pomaga mu zbierać dowody” oraz w pewnym momencie zostaje współ-adwokatem z Inez, nie przeszkadza mu to oczywiście w przepytywaniu świadków. Jakkolwiek oczywista jest przyjaźń z szeryfem, wszak latami współpracowali, tak dość dziwna jest sytuacja z dziennikarką i adwokatką - Inez jest ewidentnie zazdrosna o Sylwię, obie w momencie wzruszenia rzucają się i wpijają w usta Selby’ego, co ten traktuje jako oczywistą oczywistość.

Społecznie: Czarny posługacz czyści podróżnym buty w pociągu za drobną opłatą, zaś do mniej zamożnych domów, w których nie ma zwyczaju odnoszenia ubrań do pralni, raz na jakiś czas przychodzi praczka.
Edycyjnie: książka zawiera spis bohaterów, bardzo lubię!

Inne tego autora, inne z tego cyklu.

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 23, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Erle Stanley Gardner - Pięć dni w Madison City

Major Doug Selby był prokuratorem okręgowym w Madison City, ale zrezygnował z tej funkcji, bo ważniejsza po ataku na Pearl Harbor roku była obrona kraju; autor umieszcza kilka aluzji plus jedną pokrzepiającą przemowę o konieczności pracy u podstaw, żeby INNI nie odebrali USA tego, co USA może uzyskać ciężką pracą obywateli. Major ma 5 dni urlopu przed powrotem na front, decyduje się więc, żeby odwiedzić przyjaciół - szeryfa Brandona, dziennikarkę Sylwię i “wybitne przystojną” prawniczkę Inez, niechcący włączając się w trwający właśnie głośny proces o milionowy spadek. Zamożna dama zginęła w wypadku, przed śmiercią sporządziła jednak testament, wydziedziczający rodzinę na korzyść swojej gospodyni. Jako że gospodyni również zginęła w wypadku, dziedziczy jej córka, a adwokaci obu stron usiłują ustalić, czy dama była w pełni świadoma i nie została zmuszona do sporządzenia niesprawiedliwego dla rodziny testamentu, co jest nietrywialne. Inez jest adwokatką rodziny testatorki, po stronie rodziny gospodyni sprawę prowadzi A. B. Carr, adwokat-celebryta. Selby przypadkiem obserwuje dziwne spotkanie na dworcu, kiedy Carr - ozdobiony białą gardenią - spotyka kobietę i mężczyznę z podobnymi ozdobami; okazuje się to istotne dla sprawy. W trakcie akcji ginie jedna osoba, druga cudem wymyka się śmierci.

Selby nie ma oczywiście żadnego umocowania poza ustnym stwierdzeniem szeryfa, że “pomaga mu zbierać dowody” oraz w pewnym momencie zostaje współ-adwokatem z Inez, nie przeszkadza mu to oczywiście w przepytywaniu świadków. Jakkolwiek oczywista jest przyjaźń z szeryfem, wszak latami współpracowali, tak dość dziwna jest sytuacja z dziennikarką i adwokatką - Inez jest ewidentnie zazdrosna o Sylwię, obie w momencie wzruszenia rzucają się i wpijają w usta Selby’ego, co ten traktuje jako oczywistą oczywistość.

Społecznie: Czarny posługacz czyści podróżnym buty w pociągu za drobną opłatą, zaś do mniej zamożnych domów, w których nie ma zwyczaju odnoszenia ubrań do pralni, raz na jakiś czas przychodzi praczka.
Edycyjnie: książka zawiera spis bohaterów, bardzo lubię!

Inne tego autora, inne z tego cyklu.

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 23, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


O widokach spod Liberca

[10.08.2021]

Słowem wstępu - tak, to prawda, że Czechy ograniczają napływ turystów z Polski, ale robią to w sposób nie utrudniający życia. Wystarczy ważny paszport covidowy, a dla tych, co nie mogą jeszcze być zaszczepieni (dzieci) trzeba zrobić test przed przekroczeniem granicy (oczywiście powinien wyjść negatywny, z pozytywnym trzeba się udać na kwarantannę, a nie na wojaże). Dodatkowo trzeba się zarejestrować przez formularz lokalizacyjny, podając dane i adres docelowy podróżujących. Informacje czerpałam ze stron rządowych, warto sprawdzić stan aktualny przed wyjazdem. Paszporty i test okazaliśmy raz - przy wstępie do aquaparku w Libercu, gdzie dokładnie sprawdzano daty ważności obu (a jak kto nie miał, można było test na miejscu).

Nasz Grandhotel stoi na wysokości tysiąca dwunastu metrów nad poziomem morza. Czasami odnoszę wrażenie, że to nie hotel, tylko wielka fabryka chmur.
(...) A więc tu mieszkam i pracuję. W Grandhotelu na górze Ještěd. Przedtem szczyt nazywał się Jeschken. A wcześniej Jeschkenberg. A wcześniej Jeschenberge. A wcześniej Jesstied. A wcześniej Jesstiedr.
(...) A więc to mieszkam i pracuję. W zwężającej się ku górze okrągłej rakiecie o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Zbudowano ją z aluminium , z którego robiło się noże i widelce na obozy pionierów, oraz z laminatu, z którego robi się canoe i pychówki na obozy skautów.
(...) Pracuję w hotelu, który nie ma kantów, ale i tak można rozbić sobie głowę i stracić rozum. W hotelu, w którym wszystko jest okrągłe, w którym można zabłądzić równie łatwo jak we mgle, w wielkim mieście albo jak w samym sobie.
(...) W hotelu, nad którym zaczyna się nieskończoność, w hotelu, który niekiedy na całe tygodnie, miesiące, a nawet lata znika w chmurach albo nad chmurami, więc nikt go nie szuka.
-- Jaroslav Rudiš

Żeby wjechać na górę Ještěd, można podjechać samochodem na parking (płatny) albo tramwajem nr 3 (stacja Horní Hanychov). Potem można piechotą - około godziny serpetynową drogą albo trawiastym, stromym zboczem. Można wyciągiem narciaskim (sedačková lanovka), a potem podejść koło 2 kilometrów, można też - co i ja wybrałam - kolejką wagonikową (kabinová lanovka) na samą górę. Kolejka wagonikowa niby jeździ co pół godziny, ale w połowie sierpnia jeździ non-stop, zwłaszcza jeśli są tłumy; a były, chyba najbardziej zatłoczone miejsce podczas moich czeskich mini-wakacji. Zejść można w podobny sposób, dodatkowo na miejscu można wypożyczyć hulajnogę albo - jak kto obrotny - zlecieć na paralotni (patrz galeria). Nie wiem, co jest lepsze - widok samego hotelu, absurdalnie kosmicznego lejka, przesłoniętego czasem chmurami, czy widok z góry na miasto i okoliczne dolinki i wzgórza. W hotelu można spędzić noc lub kilka, nie próbowałam, ale to kuszące (patrz strona hotelu). Można párek v rohlíku ("typicky česká varianta hot dogu"), można piwo z kija albo - co i ja wybrałam - prosecco z kija, wyborne, mimo że w plastikowym kubeczku. Dookoła hotelu są kamulce i kamyki, kontrowersyjna - bo z siusiakiem - rzeźba "Dziecko z Marsa" Jaroslava Róny, zabytkowy krzyż, anteny i przekaźniki (bo hotel od 2000 roku jest własnością Telekomunikacji Czeskiej) oraz chmury. Mało chodzę po górach, jestem stworzeniem raczej przygruntowym, ale byłam zachwycona, to moja ulubiona góra. Ponieważ znalazłam apartament z widokiem na Ještěd (o tym potem), co rano budziłam się, żeby obserwować wędrówkę chmur dookoła góry, a wieczorem zasypiałam patrząc na światła na hotelowej wieży. Bardzo poważnie rozważam powrót jesienią, chociaż na jedną noc.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 21, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


O widokach spod Liberca

[10.08.2021]

Słowem wstępu - tak, to prawda, że Czechy ograniczają napływ turystów z Polski, ale robią to w sposób nie utrudniający życia. Wystarczy ważny paszport covidowy, a dla tych, co nie mogą jeszcze być zaszczepieni (dzieci) trzeba zrobić test przed przekroczeniem granicy (oczywiście powinien wyjść negatywny, z pozytywnym trzeba się udać na kwarantannę, a nie na wojaże). Dodatkowo trzeba się zarejestrować przez formularz lokalizacyjny, podając dane i adres docelowy podróżujących. Informacje czerpałam ze stron rządowych, warto sprawdzić stan aktualny przed wyjazdem. Paszporty i test okazaliśmy raz - przy wstępie do aquaparku w Libercu, gdzie dokładnie sprawdzano daty ważności obu (a jak kto nie miał, można było test na miejscu).

Nasz Grandhotel stoi na wysokości tysiąca dwunastu metrów nad poziomem morza. Czasami odnoszę wrażenie, że to nie hotel, tylko wielka fabryka chmur.
(...) A więc tu mieszkam i pracuję. W Grandhotelu na górze Ještěd. Przedtem szczyt nazywał się Jeschken. A wcześniej Jeschkenberg. A wcześniej Jeschenberge. A wcześniej Jesstied. A wcześniej Jesstiedr.
(...) A więc to mieszkam i pracuję. W zwężającej się ku górze okrągłej rakiecie o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Zbudowano ją z aluminium , z którego robiło się noże i widelce na obozy pionierów, oraz z laminatu, z którego robi się canoe i pychówki na obozy skautów.
(...) Pracuję w hotelu, który nie ma kantów, ale i tak można rozbić sobie głowę i stracić rozum. W hotelu, w którym wszystko jest okrągłe, w którym można zabłądzić równie łatwo jak we mgle, w wielkim mieście albo jak w samym sobie.
(...) W hotelu, nad którym zaczyna się nieskończoność, w hotelu, który niekiedy na całe tygodnie, miesiące, a nawet lata znika w chmurach albo nad chmurami, więc nikt go nie szuka.
-- Jaroslav Rudiš

Żeby wjechać na górę Ještěd, można podjechać samochodem na parking (płatny) albo tramwajem nr 3 (stacja Horní Hanychov). Potem można piechotą - około godziny serpetynową drogą albo trawiastym, stromym zboczem. Można wyciągiem narciaskim (sedačková lanovka), a potem podejść koło 2 kilometrów, można też - co i ja wybrałam - kolejką wagonikową (kabinová lanovka) na samą górę. Kolejka wagonikowa niby jeździ co pół godziny, ale w połowie sierpnia jeździ non-stop, zwłaszcza jeśli są tłumy; a były, chyba najbardziej zatłoczone miejsce podczas moich czeskich mini-wakacji. Zejść można w podobny sposób, dodatkowo na miejscu można wypożyczyć hulajnogę albo - jak kto obrotny - zlecieć na paralotni (patrz galeria). Nie wiem, co jest lepsze - widok samego hotelu, absurdalnie kosmicznego lejka, przesłoniętego czasem chmurami, czy widok z góry na miasto i okoliczne dolinki i wzgórza. W hotelu można spędzić noc lub kilka, nie próbowałam, ale to kuszące (patrz strona hotelu). Można párek v rohlíku ("typicky česká varianta hot dogu"), można piwo z kija albo - co i ja wybrałam - prosecco z kija, wyborne, mimo że w plastikowym kubeczku. Dookoła hotelu są kamulce i kamyki, kontrowersyjna - bo z siusiakiem - rzeźba "Dziecko z Marsa" Jaroslava Róny, zabytkowy krzyż, anteny i przekaźniki (bo hotel od 2000 roku jest własnością Telekomunikacji Czeskiej) oraz chmury. Mało chodzę po górach, jestem stworzeniem raczej przygruntowym, ale byłam zachwycona, to moja ulubiona góra. Ponieważ znalazłam apartament z widokiem na Ještěd (o tym potem), co rano budziłam się, żeby obserwować wędrówkę chmur dookoła góry, a wieczorem zasypiałam patrząc na światła na hotelowej wieży. Bardzo poważnie rozważam powrót jesienią, chociaż na jedną noc.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 21, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Stare Jabłonki

[19-23.07.2021]

Na Mazurach szukałam miejsca, żeby była dostępna woda do pływania oraz w miarę przestrzenne lokum. W Starych Jabłonkach (Alt Jablonken albo Altfinken) nie ma wiele do oglądania, jest to typowa miejscowość noclegowa, ale byłam bardzo zadowolona z hotelu Anders; jest to opinia niesponsorowana, za wszystko zapłaciłam ciężko zarobionymi dukatami i bonem podróżnym. Można powiedzieć, że hotel jak hotel, ale ma i basen ze SPA, i jezioro na posesji (można w klapkach), i też świeże lokalne jedzenie, więc w zasadzie można nie opuszczać hotelu, jak kto nie lubi. Co rano schodziłam setką schodów nad jezioro Szeląg Mały, gdzie najczęściej byłam tylko ja, kaczki, ryby i komary; niestety, któregoś popołudnia był też obrzydliwy owad nieznanego autoramentu, który ugryzł mnie we wrażliwe miejsce po wewnętrznej stronie ramienia, kiedy dmuchałam dziecku materac, nie polecam. Maj najchętniej spędzał czas w basenie, czemu się absolutnie nie dziwię. Szczególnie polubiłam taras restauracji z widokiem na jezioro, czasem z okazjonalnymi wydarzeniami muzycznymi (hity na saksofon z półplaybackiem - tak, zespół folklorystyczny - mocno nie). W odległości spacerowej jest urocza stacyjka PKP, nieco dalej bunkry, ale w bunkrach nie byłam, a na stacji tak. Mieszkałam nie w samym hotelu, tylko w chacie mazurskiej, która z zalet miała ciszę, dwie sypialnie na pięterku i taras.

Hotel, część właściwa Szeląg Mały, poranne mgły (wstałam o 5:50, chociaż nie musiałam!) Jezioro / Schodki kondycyjne Mini-marina i pomost Domki mazurskie, różnej wielkości Konsumpcja z widokiem / Placki ziemniaczane z wędzonym pstrągiem Basen Basen (od zewnątrz) Syrenka Stacja PKP, o poranku i później

PS Płatny parking (wiem, suchar). Ale można wjechać na teren, nie będąc gościem hotelowym.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 17, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Stare Jabłonki

[19-23.07.2021]

Na Mazurach szukałam miejsca, żeby była dostępna woda do pływania oraz w miarę przestrzenne lokum. W Starych Jabłonkach (Alt Jablonken albo Altfinken) nie ma wiele do oglądania, jest to typowa miejscowość noclegowa, ale byłam bardzo zadowolona z hotelu Anders; jest to opinia niesponsorowana, za wszystko zapłaciłam ciężko zarobionymi dukatami i bonem podróżnym. Można powiedzieć, że hotel jak hotel, ale ma i basen ze SPA, i jezioro na posesji (można w klapkach), i też świeże lokalne jedzenie, więc w zasadzie można nie opuszczać hotelu, jak kto nie lubi. Co rano schodziłam setką schodów nad jezioro Szeląg Mały, gdzie najczęściej byłam tylko ja, kaczki, ryby i komary; niestety, któregoś popołudnia był też obrzydliwy owad nieznanego autoramentu, który ugryzł mnie we wrażliwe miejsce po wewnętrznej stronie ramienia, kiedy dmuchałam dziecku materac, nie polecam. Maj najchętniej spędzał czas w basenie, czemu się absolutnie nie dziwię. Szczególnie polubiłam taras restauracji z widokiem na jezioro, czasem z okazjonalnymi wydarzeniami muzycznymi (hity na saksofon z półplaybackiem - tak, zespół folklorystyczny - mocno nie). W odległości spacerowej jest urocza stacyjka PKP, nieco dalej bunkry, ale w bunkrach nie byłam, a na stacji tak. Mieszkałam nie w samym hotelu, tylko w chacie mazurskiej, która z zalet miała ciszę, dwie sypialnie na pięterku i taras.

Hotel, część właściwa Szeląg Mały, poranne mgły (wstałam o 5:50, chociaż nie musiałam!) Jezioro / Schodki kondycyjne Mini-marina i pomost Domki mazurskie, różnej wielkości Konsumpcja z widokiem / Placki ziemniaczane z wędzonym pstrągiem Basen Basen (od zewnątrz) Syrenka Stacja PKP, o poranku i później

PS Płatny parking (wiem, suchar). Ale można wjechać na teren, nie będąc gościem hotelowym.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 17, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Giant Office

[17.07.2021]

Te, co obserwują mnie na Instagramie (no ale jak to, nie wiedziałyście, że mam Insta?), zapewne oczekiwały, że pojawią się zdjęcia z Czech, albowiem byłam w Czechach. Dojdziemy do tego, ale zanim, wrócę jeszcze do połowy lipca, kiedy to udało się po prawie dwóch latach spotkać z inspirującą ekipą z @igerspoznan_, która ma wtyki w całym mieście i można wejść w miejsca, gdzie zwykle nie można. Do punktów obserwacyjnych z widokiem na miasto mogę dołączyć biurowiec Giant Office na Głogowskiej, z którego tarasów widać Dębiec, Grunwald i Centrum. Sam biurowiec jest też inspirującym miejscem do zabawy z fotografią - cegła, szkło, dużo geometrii i zabaw z perspektywą.

Korzystając z #instameet_giantoffice możecie zobaczyć zdjęcia innych fotografów, nie tylko z Poznania. Bardzo lubię obserwować, jak różnie ludzie patrzą na tę samą przestrzeń. Nie ma dwóch takich samych zdjęć, nawet jeśli każdy staje w tym samym miejscu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 14, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Giant Office

[17.07.2021]

Te, co obserwują mnie na Instagramie (no ale jak to, nie wiedziałyście, że mam Insta?), zapewne oczekiwały, że pojawią się zdjęcia z Czech, albowiem byłam w Czechach. Dojdziemy do tego, ale zanim, wrócę jeszcze do połowy lipca, kiedy to udało się po prawie dwóch latach spotkać z inspirującą ekipą z @igerspoznan_, która ma wtyki w całym mieście i można wejść w miejsca, gdzie zwykle nie można. Do punktów obserwacyjnych z widokiem na miasto mogę dołączyć biurowiec Giant Office na Głogowskiej, z którego tarasów widać Dębiec, Grunwald i Centrum. Sam biurowiec jest też inspirującym miejscem do zabawy z fotografią - cegła, szkło, dużo geometrii i zabaw z perspektywą.

Korzystając z #instameet_giantoffice możecie zobaczyć zdjęcia innych fotografów, nie tylko z Poznania. Bardzo lubię obserwować, jak różnie ludzie patrzą na tę samą przestrzeń. Nie ma dwóch takich samych zdjęć, nawet jeśli każdy staje w tym samym miejscu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 14, 2021

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj