Kategoria:
ogladam
Znaleziona po samobójczym skoku z mostu, uznana za zaginioną Prairie wraca do domu po 7 latach. Jej przybrani rodzice są zaskoczeni nie tylko powrotem, ale i tym, że - wcześniej niewidoma - odzyskała wzrok. Niespecjalnie chce opowiadać o tym, co się z nią działo, ale widać (również po bliznach na plecach), że przeszła przez coś traumatycznego. Wprawdzie rodzice chcą ją izolować od świata, dla jej bezpieczeństwa, ale Prairie ma coś do zrobienia - nocami spotyka się z zebraną ad hoc grupą 5 osób, którym opowiada o tym, co się z nią działo. Według jej opowieści była przez 7 lat przetrzymywana przez psychopatycznego naukowca, Hapa[1], wraz z 4 innymi porwanymi, którzy - jak i ona - mieli za sobą doświadczenie śmierci klinicznej, po której wrócili do życia z nową umiejętnością. Teraz usiłuje z pomocą słuchaczy odratować pozostałe ofiary Hapa, mimo że nie wierzy jej nikt - ani rodzice, ani FBI.
To mariaż wątków z różnych filmów - badań nad fenomenem śmierci klinicznej i kontaktem z tym, co po drugiej stronie ("Linia życia") oraz wywiadów z ludźmi chorymi psychicznie, którzy są bardzo przekonujący w opisie swojego wyimaginowanego świata ("K-Pax" czy "Don Juan de Marco"). Czy można wierzyć Prairie? Czy rzeczywiście wraz z pozostałymi 5 więźniami dotknęła absolutu i ma umiejętność wskrzeszania martwych za pomocą specjalnej choreografii? Czy - jak uważali jej rodzice i lekarza - ze względu na trudne dzieciństwo choruje psychicznie i żyje w stanie ciągłej psychozy? Pierwszy (czy będą kolejne?) sezon tego nie precyzuje.
[1] Dr Hunter Aloysius "Hap" Percy, grany przez Jasona Issacsa to normalnie taki psychopata, że w porównaniu z nim Lucius Malfoy to przedszkolaczek.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 14, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Będąc dobrą żoną, kupiłam mężowi pod choinkę kolorowe skarpetki i biografię Lemmy'ego Kilmistera (uprzedzając pytania, ze skarpetek też się ucieszył). TŻ więc, na fali sentymentu, na sylwestrowy wieczór znalazł film, którego najważniejszą cechą jest kameo Lemmy'ego; może to nie jest aż tak bardzo zła produkcja, ale raczej z dolnego centyla. Nie ratuje jej prawie goły Sandler i długowłosy Buscemi.
Frontman amatorskiego zespołu metalowego, Chazz (Fraser), usiłuje dopukać się do jakiejkolwiek wytwórni i zaprezentować im swoją demówkę. Niestety, nikt nie chce jej wysłuchać. Po kłótni z dziewczyną, która nieco uszkodziła go fizycznie oraz wyrzuciła z mieszkania wraz z płytami, zdesperowany wymyślił wtargnięcie do lokalnej rozgłośni radiowej i ubłaganie prowadzącego o zaprezentowanie ich taśmy, licząc, że to przyniesie wymarzony kontrakt płytowy. Oczywiście nie wszystko poszło dobrze, wraz z pozostałymi członkami zespołu (Sandler i Buscemi) niechcący wyciągają plastikowe pistolety naładowane ostrym sosem i biorą załogę stacji jako zakładników, transmitując porwanie na całe Los Angeles. Chcą tylko zaprezentowania swojego demo, ale ponieważ jest nagrana na taśmie do magnetofonu szpulowego, ulega zniszczeniu podczas próby emisji. Sytuacja się zaognia, studio jest otoczone setkami krzyczących fanów, policja się zbroi, w szybie wentylacyjnym przekrada się jeden z pracowników, a Chazz występuje żądaniami, które nagle popierają pracownicy radia, kiedy dowiadują się, że właściciel zamiast rocka planuje puszczać złote przeboje.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 2, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Będąc dobrą żoną, kupiłam mężowi pod choinkę kolorowe skarpetki i biografię Lemmy'ego Kilmistera (uprzedzając pytania, ze skarpetek też się ucieszył). TŻ więc, na fali sentymentu, na sylwestrowy wieczór znalazł film, którego najważniejszą cechą jest kameo Lemmy'ego; może to nie jest aż tak bardzo zła produkcja, ale raczej z dolnego centyla. Nie ratuje jej prawie goły Sandler i długowłosy Buscemi.
Frontman amatorskiego zespołu metalowego, Chazz (Fraser), usiłuje dopukać się do jakiejkolwiek wytwórni i zaprezentować im swoją demówkę. Niestety, nikt nie chce jej wysłuchać. Po kłótni z dziewczyną, która nieco uszkodziła go fizycznie oraz wyrzuciła z mieszkania wraz z płytami, zdesperowany wymyślił wtargnięcie do lokalnej rozgłośni radiowej i ubłaganie prowadzącego o zaprezentowanie ich taśmy, licząc, że to przyniesie wymarzony kontrakt płytowy. Oczywiście nie wszystko poszło dobrze, wraz z pozostałymi członkami zespołu (Sandler i Buscemi) niechcący wyciągają plastikowe pistolety naładowane ostrym sosem i biorą załogę stacji jako zakładników, transmitując porwanie na całe Los Angeles. Chcą tylko zaprezentowania swojego demo, ale ponieważ jest nagrana na taśmie do magnetofonu szpulowego, ulega zniszczeniu podczas próby emisji. Sytuacja się zaognia, studio jest otoczone setkami krzyczących fanów, policja się zbroi, w szybie wentylacyjnym przekrada się jeden z pracowników, a Chazz występuje żądaniami, które nagle popierają pracownicy radia, kiedy dowiadują się, że właściciel zamiast rocka planuje puszczać złote przeboje.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 2, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 4 komentarze
- Skomentuj
[Uwaga, zdradzam fabułę.]
Ethan, agent federalny, szuka zaginionej przed kilkoma tygodniami koleżanki po fachu (z którą miał romans). Po wypadku budzi się w małym miasteczku gdzieś w Idaho, otoczony dziwnymi ludźmi, którzy - jak się okazuje - przede wszystkim zapobiegają wyjazdowi z miasta. O dziwo, znajduje poszukiwaną koleżankę, ale starszą o ładnych kilka lat, ponieważ sporo czasu upłynęło od ich spotkania (choć dla Ethana były to tygodnie). Nic się nie zgadza, nie ma telefonów komórkowych, nikt nie odbiera w domu Ethana, podobnie jest ignorowany przy próbie rozmowy z szefem. Tymczasem żona Ethana z synem, zaniepokojone brakiem postępu w śledztwie, planują go odnaleźć.
Tyle że to serial zupełnie nie o tym. Wiem, że już samym tytułem zdradziłam największe zaskoczenie serialu, ale tajemnica z pierwszego odcinka i tak bardzo szybko się wyjaśnia (i zastanawia mnie, czy autor książki, na podstawie której powstał serial, miał możliwość czytać Zajdla). To nie sensacyjny thriller, to utopijny sf o odciętym od ludzkości zbiorowisku ludzi, otoczonych przez wrogów, których - de facto - sami sobie stworzyli i o trudności rządzenia społeczeństwem, niebezpieczeństwem między zbyt dużą ilością informacji, a jej brakiem. Dwa sezony, oparte o różny zestaw bohaterów, po kolei odsłaniają kulisy projektu, który spowodował powstanie miasteczka. Zgrabne zakończenie, kilka oczywistych braków fabularnych, ale do wybaczenia; smutna jest tylko konstatacja, że nie jesteśmy całkiem fajnym gatunkiem.
"Cylinder van Troffa" jest typową dla Zajdla powieścią gadaną, teraz to się ładnie nazywa - szkatułkową: książka A (w zasadzie wprowadzenie i posłowie) jest napisana przez naukowca, który w dokumentach zaginionego kolegi znajduje jego materiały z poszukiwań na zrujnowanej Ziemi (książka B) i tłumaczenie znalezionego w ruinach rękopisu, pozostawionego przez kosmonautę, który opuścił Ziemię w XX wieku i wrócił w XXII (książka C). Mieszkańcy Ziemi, chcąc uniknąć przeludnienia, wysłali w przestrzeń kilka misji, które miały znaleźć nowe planety i jednocześnie zablokowali płodność pozostałym na Ziemi ludziom. Niestety zrobili to tak niefortunnie, że rozmnażać się mogły - za pozwoleniem - osobnicy z wartościowym genonem (10%) i - już bez pozwolenia, na skutek błędu metody - osobnicy zdegenerowani (10%). Pozostała część - 80% "średniaków" wymarło. Aby zapewnić lepsze warunki "elicie", wartościowi odlecieli na księżyc, zostawiając "bezwartościowym" zniszczoną Ziemię i mimimum pozwalające na przeżycie, licząc na to, że za kilkadziesiąt lat wrócą i zasiedlą Ziemię od nowa. Tak naprawdę to jednak książka o miłości - wylatujący na wyprawę kosmonauta zostawia na Ziemi dziewczynę, która dzięki wynalazkowi jego znajomego profesora, ma czekać na niego w cylindrze, w którym czas prawie nie płynie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 1, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[Uwaga, zdradzam fabułę.]
Ethan, agent federalny, szuka zaginionej przed kilkoma tygodniami koleżanki po fachu (z którą miał romans). Po wypadku budzi się w małym miasteczku gdzieś w Idaho, otoczony dziwnymi ludźmi, którzy - jak się okazuje - przede wszystkim zapobiegają wyjazdowi z miasta. O dziwo, znajduje poszukiwaną koleżankę, ale starszą o ładnych kilka lat, ponieważ sporo czasu upłynęło od ich spotkania (choć dla Ethana były to tygodnie). Nic się nie zgadza, nie ma telefonów komórkowych, nikt nie odbiera w domu Ethana, podobnie jest ignorowany przy próbie rozmowy z szefem. Tymczasem żona Ethana z synem, zaniepokojone brakiem postępu w śledztwie, planują go odnaleźć.
Tyle że to serial zupełnie nie o tym. Wiem, że już samym tytułem zdradziłam największe zaskoczenie serialu, ale tajemnica z pierwszego odcinka i tak bardzo szybko się wyjaśnia (i zastanawia mnie, czy autor książki, na podstawie której powstał serial, miał możliwość czytać Zajdla). To nie sensacyjny thriller, to utopijny sf o odciętym od ludzkości zbiorowisku ludzi, otoczonych przez wrogów, których - de facto - sami sobie stworzyli i o trudności rządzenia społeczeństwem, niebezpieczeństwem między zbyt dużą ilością informacji, a jej brakiem. Dwa sezony, oparte o różny zestaw bohaterów, po kolei odsłaniają kulisy projektu, który spowodował powstanie miasteczka. Zgrabne zakończenie, kilka oczywistych braków fabularnych, ale do wybaczenia; smutna jest tylko konstatacja, że nie jesteśmy całkiem fajnym gatunkiem.
"Cylinder van Troffa" jest typową dla Zajdla powieścią gadaną, teraz to się ładnie nazywa - szkatułkową: książka A (w zasadzie wprowadzenie i posłowie) jest napisana przez naukowca, który w dokumentach zaginionego kolegi znajduje jego materiały z poszukiwań na zrujnowanej Ziemi (książka B) i tłumaczenie znalezionego w ruinach rękopisu, pozostawionego przez kosmonautę, który opuścił Ziemię w XX wieku i wrócił w XXII (książka C). Mieszkańcy Ziemi, chcąc uniknąć przeludnienia, wysłali w przestrzeń kilka misji, które miały znaleźć nowe planety i jednocześnie zablokowali płodność pozostałym na Ziemi ludziom. Niestety zrobili to tak niefortunnie, że rozmnażać się mogły - za pozwoleniem - osobnicy z wartościowym genonem (10%) i - już bez pozwolenia, na skutek błędu metody - osobnicy zdegenerowani (10%). Pozostała część - 80% "średniaków" wymarło. Aby zapewnić lepsze warunki "elicie", wartościowi odlecieli na księżyc, zostawiając "bezwartościowym" zniszczoną Ziemię i mimimum pozwalające na przeżycie, licząc na to, że za kilkadziesiąt lat wrócą i zasiedlą Ziemię od nowa. Tak naprawdę to jednak książka o miłości - wylatujący na wyprawę kosmonauta zostawia na Ziemi dziewczynę, która dzięki wynalazkowi jego znajomego profesora, ma czekać na niego w cylindrze, w którym czas prawie nie płynie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 1, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Chciałam obejrzeć tylko dlatego, że główną (no, jedną z głównych) rolę gra Chris Pratt, do tej pory znany mi głównie z roli mega-niedojdy z "Parks & Recreation", a WTEM obsadzany jako superbohater oraz obiekt pożądania. I jeśli macie podobne motywacje jak ja (albo wręcz się wahacie), to czym prędzej wątpliwości odrzućcie, bo "Strażnicy" są chyba najlepszym filmem przygodowym w kosmosie, jaki widziałam w ciągu ostatnich 5 lat (albo i 10). I nie, Pratt nie jest takim superbohaterem jak nie przymierzając Robert Downey Jr., ale do roli prostolinijnego cwaniaczka nadaje się idealnie. Fabuła raczej nieskomplikowana - grupka przypadkowo zebranych poszukiwaczy przygód, na początku niespecjalnie się lubiących, każdy ze swoim celem, sprzymierzają się, żeby dostarczyć artefakt i nie dopuścić do zagłady planety. Za to wykonanie - doskonałe. Człowiek-kafar, zielonoskóra atrakcyjna dama o skomplikowanej przeszłości, sarkastyczny szop pracz i może mało elokwentne, za to bardzo poręczne drzewo ("I AM GROOT") wraz z osieroconym Ziemianinem w pięknie wybudowanych statkach kosmicznych z fantastycznymi efektami latają, spadają, prawie-że-umierają, a na samym końcu ratują świat przerzucając się celnymi ripostami.
Czekam na drugą część, obowiązkowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 30, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Chciałam obejrzeć tylko dlatego, że główną (no, jedną z głównych) rolę gra Chris Pratt, do tej pory znany mi głównie z roli mega-niedojdy z "Parks & Recreation", a WTEM obsadzany jako superbohater oraz obiekt pożądania. I jeśli macie podobne motywacje jak ja (albo wręcz się wahacie), to czym prędzej wątpliwości odrzućcie, bo "Strażnicy" są chyba najlepszym filmem przygodowym w kosmosie, jaki widziałam w ciągu ostatnich 5 lat (albo i 10). I nie, Pratt nie jest takim superbohaterem jak nie przymierzając Robert Downey Jr., ale do roli prostolinijnego cwaniaczka nadaje się idealnie. Fabuła raczej nieskomplikowana - grupka przypadkowo zebranych poszukiwaczy przygód, na początku niespecjalnie się lubiących, każdy ze swoim celem, sprzymierzają się, żeby dostarczyć artefakt i nie dopuścić do zagłady planety. Za to wykonanie - doskonałe. Człowiek-kafar, zielonoskóra atrakcyjna dama o skomplikowanej przeszłości, sarkastyczny szop pracz i może mało elokwentne, za to bardzo poręczne drzewo ("I AM GROOT") wraz z osieroconym Ziemianinem w pięknie wybudowanych statkach kosmicznych z fantastycznymi efektami latają, spadają, prawie-że-umierają, a na samym końcu ratują świat przerzucając się celnymi ripostami.
Czekam na drugą część, obowiązkowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 30, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
"You're the worst" dzieje się w Los Angeles, ale jednym z głównych bohaterów jest Brytyjczyk, więc to wyjaśnia poziom społecznej niestosowności, na jaki się czasem wzbijają scenarzyści.
Jimmy jest pisarzem, autorem jednej książki, ale głównie znany jest z tego, że wszyscy go nienawidzą; nie bez powodu - jest egocentrykiem, pijakiem, chamem, nie waha się powiedzieć czegoś nieprzyjemnego (umówmy się - mówi same nieprzyjemne rzeczy), a do tego na ślubie byłej dziewczyny, Becki, usiłuje ją zaciągnąć do łóżka, a kiedy się nie udaje, obraża ją. Wychodzi z Gretchen, osobą równie egoistyczną i nieprzyjemną jak on, lądują szybko razem w łóżku, bez zobowiązań. Tyle że - wbrew wszystkim swoim wadom - zaczynają się lubić i chcą ze sobą być. Sytuacje ubarwia kilkoro bohaterów drugoplanowych - Edgar, weteran z Iraku, cierpiący na PTSD, współmieszkaniec/kucharz Jimmy'ego, Becca i jej niezbyt udany mąż Vernon czy Lindsay, najlepsza przyjaciółka Gretchen, narkomanka i nimfomanka, wprawdzie zamężna, ale niefanatycznie.
Wydawałoby się, że po "You're the worst" nie może być nic bardziej budzącego politowania czy lekkiego obrzydzenia kondycją ludzką, ale jednak - palmę pierwszeństwa oddaję serialowi "Peep show". Dwóch współlokatorów - Mark i Jeremy - diametralnie się od siebie różni, ale łączy ich jedno - obydwaj są straszliwymi flusiami, z trudnością egzystującymi w społeczeństwie. Mark pracuje w korporacji jako specjalista od kredytów, podkochuje się w Sophie, koleżance z pracy, co prowadzi do wielu żenujących incydentów (np. osikania dokumentów w biurze kierownika). Jeremy, aspirujący choć pozbawiony talentu muzyk, usiłuje przespać się z kimkolwiek (w pierwszym sezonie z urodziwą, ale ekscentryczną sąsiadką), dodatkowo nieustająco konkuruje z Markiem i swoim kumplem, Super Hansem.
Poczucie żenady podnosi sposób filmowania - zbliżenia na twarze bohaterów, czasem rybie oko i ich wewnętrzne głosy, komentujące sytuację w sposób, na który zwykle sobie nikt nie pozwala, jeśli chce być akceptowany w towarzystwie innych.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 25, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
"You're the worst" dzieje się w Los Angeles, ale jednym z głównych bohaterów jest Brytyjczyk, więc to wyjaśnia poziom społecznej niestosowności, na jaki się czasem wzbijają scenarzyści.
Jimmy jest pisarzem, autorem jednej książki, ale głównie znany jest z tego, że wszyscy go nienawidzą; nie bez powodu - jest egocentrykiem, pijakiem, chamem, nie waha się powiedzieć czegoś nieprzyjemnego (umówmy się - mówi same nieprzyjemne rzeczy), a do tego na ślubie byłej dziewczyny, Becki, usiłuje ją zaciągnąć do łóżka, a kiedy się nie udaje, obraża ją. Wychodzi z Gretchen, osobą równie egoistyczną i nieprzyjemną jak on, lądują szybko razem w łóżku, bez zobowiązań. Tyle że - wbrew wszystkim swoim wadom - zaczynają się lubić i chcą ze sobą być. Sytuacje ubarwia kilkoro bohaterów drugoplanowych - Edgar, weteran z Iraku, cierpiący na PTSD, współmieszkaniec/kucharz Jimmy'ego, Becca i jej niezbyt udany mąż Vernon czy Lindsay, najlepsza przyjaciółka Gretchen, narkomanka i nimfomanka, wprawdzie zamężna, ale niefanatycznie.
Wydawałoby się, że po "You're the worst" nie może być nic bardziej budzącego politowania czy lekkiego obrzydzenia kondycją ludzką, ale jednak - palmę pierwszeństwa oddaję serialowi "Peep show". Dwóch współlokatorów - Mark i Jeremy - diametralnie się od siebie różni, ale łączy ich jedno - obydwaj są straszliwymi flusiami, z trudnością egzystującymi w społeczeństwie. Mark pracuje w korporacji jako specjalista od kredytów, podkochuje się w Sophie, koleżance z pracy, co prowadzi do wielu żenujących incydentów (np. osikania dokumentów w biurze kierownika). Jeremy, aspirujący choć pozbawiony talentu muzyk, usiłuje przespać się z kimkolwiek (w pierwszym sezonie z urodziwą, ale ekscentryczną sąsiadką), dodatkowo nieustająco konkuruje z Markiem i swoim kumplem, Super Hansem.
Poczucie żenady podnosi sposób filmowania - zbliżenia na twarze bohaterów, czasem rybie oko i ich wewnętrzne głosy, komentujące sytuację w sposób, na który zwykle sobie nikt nie pozwala, jeśli chce być akceptowany w towarzystwie innych.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 25, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczyna się grubo, bo od samobójstwa, w wyniku którego 8 osób rozsianych po całym świecie (4 panów, 3 panie i transseksualistka) zaczyna współdzielić myśli. Na początku opornie i z przerażeniem, bo kontakt pojawia się znienacka (doprowadzając czasem do zabawnych sytuacji), potem już coraz gładziej i z całkiem niezłymi efektami. Meksykanin Lito jest zręcznym aktorem w bardzo złych filmach, Will sprawnym policjantem z Chicago, Kenijczyk Capheus uwielbia filmy z Van Dammem i doskonale jeździ wszystkim, co ma cztery koła, a Wolfgang z Berlina włamuje się do sejfów i lubi się bić. Hinduska Kala jest farmaceutką i ma kilka cennych umiejętności survivalowych, Koreanka Sun to bizneswoman, ale też mistrzyni kick-boxingu, transseksualna Mike/Nomi jest hakerką z San Francisco, a Islandka Riley (mieszkająca w Londynie) pracuje jako DJ-ką i to właśnie jej trauma sprzed lat posuwa całą akcję do przodu.
Serial to szeroko pojęta kontynuacja pomysłu twórców - Tykwera i Wachowskich - "Atlasu chmur", moim zdaniem o wiele bardziej udana (i bez naklejania aktorom gumowych twarzy). Fantastyczne lokalizacje - Berlin, Londyn, Seul, San Francisco, Chicago, Mumbaj, Nairobi, Mexico City, sporo o pożyciu intymnym (16+ i bez cenzury, więc golizna jest, dodatkowo wiele elementów LGBT), a wszystko przyprawione dość sprawnie zbudowaną intrygą i sporą dozą humoru.
Moje guilty pleasure - Will, policjant z Chicago, wygląda jak młody Mark Wahlberg. Nagle poczułam się 20 lat młodsza.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 20, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 4 komentarze
- Skomentuj