Prezentowo
Znalazłam na Amazonie kilka śmiesznych drobiazgów:
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Znalazłam na Amazonie kilka śmiesznych drobiazgów:
Znalazłam na Amazonie kilka śmiesznych drobiazgów:
Prasówka:
"śląska policja zatrzymała pięciu mężczyzn, którzy oszukiwali na handlu węglem. Oszuści wpadli na gorącym uczynku podczas mieszania 600 ton węgla z gruzem. Policja przejęła też nagrania wideo, na których przestępcy rejestrowali cały proceder. Robili to, bo nie ufali pracownikom, którym zlecali mieszanie węgla z kamieniami i gruzem."
Reportaż z wyjazdu do Warszawy. Najlepiej skrótowy w formie słowotoku:
Albo fotki:
Nuda, nie?
Prasówka:
"śląska policja zatrzymała pięciu mężczyzn, którzy oszukiwali na handlu węglem. Oszuści wpadli na gorącym uczynku podczas mieszania 600 ton węgla z gruzem. Policja przejęła też nagrania wideo, na których przestępcy rejestrowali cały proceder. Robili to, bo nie ufali pracownikom, którym zlecali mieszanie węgla z kamieniami i gruzem."
Reportaż z wyjazdu do Warszawy. Najlepiej skrótowy w formie słowotoku:
Albo fotki:
Nuda, nie?
IKEA, co by nie mówić, nie sprawia problemów. Jedno z pudełek na buty okazało się być pęknięte, pojechałam, przyjęli reklamację bez słowa, dali nowe, do widzenia. Byłam wczoraj bardzo dzielna, z garderoby wyekspediowałam na śmietnik koło 10 par starych butów, co to "jeszcze można w nich iść do sklepu". Jasne, można. Tylko po co? Podobnie ze starymi koszulami, znoszonymi sukienkami sprzed 15 kilo (jasne, można "po domu", ale w efekcie mam pół szafy "po domu", a szafa - jak wiadomo - nie jest z gumy). Wprawdzie jeszcze skrzynki z ciuchami nie rozdysponowałam między śmietnikiem a koszem PCK, ale powiedzcie - czyż nie jestem dzielna? (dobra, dzielna byłabym, jakbym przestała kupować nowe ciuchy. I książki. I jedzenie. Jassne).
Jest pięknie:


Z okazji zaoszczędzonego miejsca zainaugurowałam na balkonie wiosnę za pomocą kupionej od przemiłego pana lawendy:


Sadzenie lawendy nie obyło się bez towarzystwa konsumentów:
IKEA, co by nie mówić, nie sprawia problemów. Jedno z pudełek na buty okazało się być pęknięte, pojechałam, przyjęli reklamację bez słowa, dali nowe, do widzenia. Byłam wczoraj bardzo dzielna, z garderoby wyekspediowałam na śmietnik koło 10 par starych butów, co to "jeszcze można w nich iść do sklepu". Jasne, można. Tylko po co? Podobnie ze starymi koszulami, znoszonymi sukienkami sprzed 15 kilo (jasne, można "po domu", ale w efekcie mam pół szafy "po domu", a szafa - jak wiadomo - nie jest z gumy). Wprawdzie jeszcze skrzynki z ciuchami nie rozdysponowałam między śmietnikiem a koszem PCK, ale powiedzcie - czyż nie jestem dzielna? (dobra, dzielna byłabym, jakbym przestała kupować nowe ciuchy. I książki. I jedzenie. Jassne).
Jest pięknie:


Z okazji zaoszczędzonego miejsca zainaugurowałam na balkonie wiosnę za pomocą kupionej od przemiłego pana lawendy:


Sadzenie lawendy nie obyło się bez towarzystwa konsumentów:
W pracy nudno, pracuję. Jutro kot. Wiem, że będzie dobrze, ale się boję.
W ramach planowania diety zasilam dom w czekolady. Nazbierałam już niezły zapas, Nigella byłaby ze mnie dumna. Oprócz opisywanej na Chocablogu [link nieaktualny] gorzkiej karmelowej, znalazłam w Almie gorzką marcepanową i kawową. Do tego w promocji są Dolfiny za 3,99 - z herbatą earl gray, mleczna saute, z kawą i z grillowanymi migdałami. Czy jest jakaś dieta opierająca się na samej czekoladzie?
Podczas obiadu w SB zadzwoniła komórka faceta opodal. "O, swietnie że dzwonisz! Miałem dzwonić, żeby złożyć ci najserdeczniejsze życzenia, ale skoro to ty zadzwoniłeś, to zrobię to nie płacąc za rozmowę. Hehehe. No, wszystkie najlepszego".
Pojawił się też nowy sklep z durnostojkami o dźwięcznej nazwie "FLO for flowers of...". Obejrzałam pełna na zmianę odrazy, na zmianę zachwytu. Nie spodziewałam się, ile rzeczy można zrobić z plastiku w kolorze różowym. Na szczęście było trochę pluszowych kurczaków, wazoników i ramek na zdjęcia w kolorach czarnych i zielonych, inaczej od zmasowanego ataku różu pękło by mi oko.
W pracy nudno, pracuję. Jutro kot. Wiem, że będzie dobrze, ale się boję.
W ramach planowania diety zasilam dom w czekolady. Nazbierałam już niezły zapas, Nigella byłaby ze mnie dumna. Oprócz opisywanej na Chocablogu [link nieaktualny] gorzkiej karmelowej, znalazłam w Almie gorzką marcepanową i kawową. Do tego w promocji są Dolfiny za 3,99 - z herbatą earl gray, mleczna saute, z kawą i z grillowanymi migdałami. Czy jest jakaś dieta opierająca się na samej czekoladzie?
Podczas obiadu w SB zadzwoniła komórka faceta opodal. "O, swietnie że dzwonisz! Miałem dzwonić, żeby złożyć ci najserdeczniejsze życzenia, ale skoro to ty zadzwoniłeś, to zrobię to nie płacąc za rozmowę. Hehehe. No, wszystkie najlepszego".
Pojawił się też nowy sklep z durnostojkami o dźwięcznej nazwie "FLO for flowers of...". Obejrzałam pełna na zmianę odrazy, na zmianę zachwytu. Nie spodziewałam się, ile rzeczy można zrobić z plastiku w kolorze różowym. Na szczęście było trochę pluszowych kurczaków, wazoników i ramek na zdjęcia w kolorach czarnych i zielonych, inaczej od zmasowanego ataku różu pękło by mi oko.
Wiosna mimo zimna powitała nas kwieciem lecącym z drzew. Nie trzeba było, na drzewach też ładnie. Wczoraj w pracy pękło mi ramiączko od stanika i od razu świat wrócił do normy. Jak kto pamięta nieco zdezorientowanego kolegę z portalu obok, to właśnie aplajował do nas do pracy.
I z góry przepraszam, ale muszę. Normalnie zakochana jestem w moim nowych sztruksach z przeceny. To pierwsze portki, które mają podszewkę w śliczne paseczki, płócienną wszywkę wewnątrz kieszeni ze sposobem prania, historyjką i życzeniami, żebym miała w nich fun. I tak, takiego czegoś wymagam od portek za okrągłą sumę z dowolnej walucie. Lee czy inne Wranglery kosztują podobnie, a jakościowo są na poziomie Big Starów czy innych NoName'ów. Niestety, wyrobów firmy McNeal w Poznaniu niet (jak reszta asortymentu Peek&Cloppenburg).
Piotr i Paweł na Tatrzańskiej okazał się być nowym mallem z niezłą powierzchnią, zupełnie przypadkiem akurat na drodze do domu. Cenne.
A poza tym mam zanik weny.
Wiosna mimo zimna powitała nas kwieciem lecącym z drzew. Nie trzeba było, na drzewach też ładnie. Wczoraj w pracy pękło mi ramiączko od stanika i od razu świat wrócił do normy. Jak kto pamięta nieco zdezorientowanego kolegę z portalu obok, to właśnie aplajował do nas do pracy.
I z góry przepraszam, ale muszę. Normalnie zakochana jestem w moim nowych sztruksach z przeceny. To pierwsze portki, które mają podszewkę w śliczne paseczki, płócienną wszywkę wewnątrz kieszeni ze sposobem prania, historyjką i życzeniami, żebym miała w nich fun. I tak, takiego czegoś wymagam od portek za okrągłą sumę z dowolnej walucie. Lee czy inne Wranglery kosztują podobnie, a jakościowo są na poziomie Big Starów czy innych NoName'ów. Niestety, wyrobów firmy McNeal w Poznaniu niet (jak reszta asortymentu Peek&Cloppenburg).
Piotr i Paweł na Tatrzańskiej okazał się być nowym mallem z niezłą powierzchnią, zupełnie przypadkiem akurat na drodze do domu. Cenne.
A poza tym mam zanik weny.