Kategoria:
slucham-literatury
Dwie zmyłki - rzecz nie ma nic wspólnego z Biblią, a mimo pochodzenia autora i serii, nie jest to kryminał osadzony w PRL-u, a klasyka w stylu angielskim. Terry Blain, samodzielny i nieco niesztampowy pracownik agencji detektywistycznej zamiast na urlop (łowienie łososi w Szkocji) dostaje zadanie ochrony Toma Devera, znanego przedsiębiorcy, na którego życie ktoś kilkukrotnie nastawał. Żeby zminimalizować zagrożenie, Dever zabiera detektywa i grupę znajomych na odciętą od świata wyspę, zwaną Arką Noego; przyjeżdża on, jego zaufana sekretarka, bratanek, doktor rodzinny i współpracujący z nim naukowiec wraz z małżonką. Na wyspę dociera też niespodziewanie młoda wychowanka Devera, której nikt się nie spodziewał. Mimo wszelkich zabezpieczeń trup pada szybko, ale niespodziewanie nie jest to milioner, a jego sekretarka. Niedługo potem znika doktor oraz ciało pierwszej ofiary, a łącze telefoniczne zostaje przerwane, więc nie można poprosić o wsparcie z lądu. Blain musi wyjaśnić, kto jest mordercą, zanim będzie za późno.
To bardzo uczciwa zagadka, nawet dość oczywista, domyśliłam się fabularnego twistu dość szybko. Lubię, jak rzecz dzieje się w zamkniętym miejscu, z ograniczoną liczbą uczestników i nie ma żadnych cudów, tylko badanie śladów, poszlak i ludzkich motywacji. Dever, na którego życie się ktoś zasadza, jest osobą niespecjalnie sympatyczną, dziś powiedzielibyśmy, że to atencjusz i pracoholik, który uważa, że jest najważniejszy, sen jest dla słabszych, a że przy okazji jego agresywnego procesu inwestycyjnego zamknięto jakąś elektrownię w Brazylii, trudno. Autor przemyca trochę szydery z kobiet, co są plotkarkami, histeryczkami i podrywaczkami/łowczyniami posagów. Nie to, co mężczyźni.
inne z tej serii.
#104 / #22
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 4, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dwie zmyłki - rzecz nie ma nic wspólnego z Biblią, a mimo pochodzenia autora i serii, nie jest to kryminał osadzony w PRL-u, a klasyka w stylu angielskim. Terry Blain, samodzielny i nieco niesztampowy pracownik agencji detektywistycznej zamiast na urlop (łowienie łososi w Szkocji) dostaje zadanie ochrony Toma Devera, znanego przedsiębiorcy, na którego życie ktoś kilkukrotnie nastawał. Żeby zminimalizować zagrożenie, Dever zabiera detektywa i grupę znajomych na odciętą od świata wyspę, zwaną Arką Noego; przyjeżdża on, jego zaufana sekretarka, bratanek, doktor rodzinny i współpracujący z nim naukowiec wraz z małżonką. Na wyspę dociera też niespodziewanie młoda wychowanka Devera, której nikt się nie spodziewał. Mimo wszelkich zabezpieczeń trup pada szybko, ale niespodziewanie nie jest to milioner, a jego sekretarka. Niedługo potem znika doktor oraz ciało pierwszej ofiary, a łącze telefoniczne zostaje przerwane, więc nie można poprosić o wsparcie z lądu. Blain musi wyjaśnić, kto jest mordercą, zanim będzie za późno.
To bardzo uczciwa zagadka, nawet dość oczywista, domyśliłam się fabularnego twistu dość szybko. Lubię, jak rzecz dzieje się w zamkniętym miejscu, z ograniczoną liczbą uczestników i nie ma żadnych cudów, tylko badanie śladów, poszlak i ludzkich motywacji. Dever, na którego życie się ktoś zasadza, jest osobą niespecjalnie sympatyczną, dziś powiedzielibyśmy, że to atencjusz i pracoholik, który uważa, że jest najważniejszy, sen jest dla słabszych, a że przy okazji jego agresywnego procesu inwestycyjnego zamknięto jakąś elektrownię w Brazylii, trudno. Autor przemyca trochę szydery z kobiet, co są plotkarkami, histeryczkami i podrywaczkami/łowczyniami posagów. Nie to, co mężczyźni.
inne z tej serii.
#104 / #22
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 4, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Greg Forrester pracuje nad zleceniem - maluje na potrzeby pewnego czasopisma piękną modelkę Jill - kiedy przez telefon otrzymuje dramatyczną informację: jego brat, Louis, zginął w wypadku we Włoszech. Okazuje się, że po dwudniowym pijaństwie wpadł na błyskotliwy pomysł, żeby jechać swoim bentleyem trudną, górską drogą. W wypadku zginęła też jego najnowsza flama, Alison, a jej zrozpaczony ojciec pojawia się w pracowni i prosi o namalowanie portretu zmarłej na podstawie zdjęć i pięknej sukni.
Niedługo potem, kiedy Greg odwiedza drugiego brata, Davida, ktoś w jego pracowni zabija Jill, ubraną w suknię Alison, a zdjęcia dziewczyny znikają. Akcja się zagęszcza, kiedy Greg dostaje dziwny telefon w sprawie pocztówki od zmarłego brata, napada na niego wściekły narzeczony Jill, sugerując romans, ktoś podrzuca z powrotem zdjęcia, a do tego okazuje się, że Alison wcale nie zginęła w wypadku.
To bardzo rzetelna, sympatyczna ramotka, gdzie Scotland Yard oczywiście podejrzewa malarza, ale to angielska policja, więc rzecz się dzieje w sposób pełny rewerencji, malarz mówi, że nie, więc grzecznie się wszyscy sobie kłaniają i pozwalają mu prowadzić samodzielnie śledztwo, chociaż oczywiście są czasem o krok przed nim. Trochę zabawnych fraz (mieszkanie tchnęło atmosferą męskiego sybarytyzmu w najlepszym guście), trochę szowinizmu i protekcjonalności w stosunku do kobiet, a cała intryga jest prawie że współcześnie skomplikowana, ze zwrotami akcji.
#95/#18
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 17, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Greg Forrester pracuje nad zleceniem - maluje na potrzeby pewnego czasopisma piękną modelkę Jill - kiedy przez telefon otrzymuje dramatyczną informację: jego brat, Louis, zginął w wypadku we Włoszech. Okazuje się, że po dwudniowym pijaństwie wpadł na błyskotliwy pomysł, żeby jechać swoim bentleyem trudną, górską drogą. W wypadku zginęła też jego najnowsza flama, Alison, a jej zrozpaczony ojciec pojawia się w pracowni i prosi o namalowanie portretu zmarłej na podstawie zdjęć i pięknej sukni.
Niedługo potem, kiedy Greg odwiedza drugiego brata, Davida, ktoś w jego pracowni zabija Jill, ubraną w suknię Alison, a zdjęcia dziewczyny znikają. Akcja się zagęszcza, kiedy Greg dostaje dziwny telefon w sprawie pocztówki od zmarłego brata, napada na niego wściekły narzeczony Jill, sugerując romans, ktoś podrzuca z powrotem zdjęcia, a do tego okazuje się, że Alison wcale nie zginęła w wypadku.
To bardzo rzetelna, sympatyczna ramotka, gdzie Scotland Yard oczywiście podejrzewa malarza, ale to angielska policja, więc rzecz się dzieje w sposób pełny rewerencji, malarz mówi, że nie, więc grzecznie się wszyscy sobie kłaniają i pozwalają mu prowadzić samodzielnie śledztwo, chociaż oczywiście są czasem o krok przed nim. Trochę zabawnych fraz (mieszkanie tchnęło atmosferą męskiego sybarytyzmu w najlepszym guście), trochę szowinizmu i protekcjonalności w stosunku do kobiet, a cała intryga jest prawie że współcześnie skomplikowana, ze zwrotami akcji.
#95/#18
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 17, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest rok 1967, ponad 20 lat po wydarzeniach z 1944 roku autor spisuje swoje wspomnienia z czasów powstania. Jeśli pamiętacie ze szkół opowieści o bohaterskich żołnierzach, również młodocianych, o sprycie i igraniu z niebezpieczeństwem, to nie jest to taka historia. 1 sierpnia zastał Mirona na Starówce u kolegi i kiedy okazało się, że nie może wrócić do domu, jego największym zmartwieniem było to, że ma jedyne klucze od mieszkania, więc jego rodzina do tegoż mieszkania nie wróci. Szybko jednak okazuje się, że w mieszkaniach nie da się już mieszkać, bo bomby i pożary, życie przenosi się do piwnic i korytarzy, powstaje druga warstwa Warszawy; nie jest ważne, czy jest miejsce i czyje jest, ważne, czy w razie bombardowania sklepienie wytrzyma, pod filarami bezpieczniej. Pierwszy miesiąc na Starówce to próba oswojenia nowej rzeczywistości - szukanie wody, jedzenia, ludzi i próba przedarcia się z powrotem do rodziny, co wreszcie się udaje Mironowi 1 września, kanałami, trzecią warstwą miasta.
Powstanie to nieustający hałas, modlitwa, odliczanie od odgłosu spadającej bomby do wybuchu, głód, smród fekaliów i rozkładających się niepochowanych zwłok, strach i przenoszenie się z miejsca na miejsce, gdzie większa szansa na przeżycie. Nie dziwi matka uspokajająca niemowlę słowami “Przestań płakać, i tak nie przeżyjesz” (przeżyły obie), ale to nie znieczulica, tylko sposób na poradzenie sobie z beznadziejną sytuacją i groźbą śmierci na każdym kroku. Bo bomby, bo ostrzał, bo zawalenie się osłabionego budynku, bo Niemcy użyją jako żywej tarczy; większość z ludzi odciętych w Warszawie była ludnością cywilną, bez broni, bez umiejętności walki, chcieli tylko, żeby to się skończyło i wróciła namiastka normalności. Są w narracji - dla równowagi - chwile nawet humorystyczne, ot, życie; Białoszewski czasem bezlitośnie pokazuje naiwność czy wręcz głupotę, inna sprawa, że nikt wtedy nie wiedział nic. Pomijając niebagatelną wartość literacką, to dobry kontrapunkt to koturnowej wersji opowieści o tym, jakie to powstanie było ważne, to opowieść o koszcie.
#90 / #17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 29, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest rok 1967, ponad 20 lat po wydarzeniach z 1944 roku autor spisuje swoje wspomnienia z czasów powstania. Jeśli pamiętacie ze szkół opowieści o bohaterskich żołnierzach, również młodocianych, o sprycie i igraniu z niebezpieczeństwem, to nie jest to taka historia. 1 sierpnia zastał Mirona na Starówce u kolegi i kiedy okazało się, że nie może wrócić do domu, jego największym zmartwieniem było to, że ma jedyne klucze od mieszkania, więc jego rodzina do tegoż mieszkania nie wróci. Szybko jednak okazuje się, że w mieszkaniach nie da się już mieszkać, bo bomby i pożary, życie przenosi się do piwnic i korytarzy, powstaje druga warstwa Warszawy; nie jest ważne, czy jest miejsce i czyje jest, ważne, czy w razie bombardowania sklepienie wytrzyma, pod filarami bezpieczniej. Pierwszy miesiąc na Starówce to próba oswojenia nowej rzeczywistości - szukanie wody, jedzenia, ludzi i próba przedarcia się z powrotem do rodziny, co wreszcie się udaje Mironowi 1 września, kanałami, trzecią warstwą miasta.
Powstanie to nieustający hałas, modlitwa, odliczanie od odgłosu spadającej bomby do wybuchu, głód, smród fekaliów i rozkładających się niepochowanych zwłok, strach i przenoszenie się z miejsca na miejsce, gdzie większa szansa na przeżycie. Nie dziwi matka uspokajająca niemowlę słowami “Przestań płakać, i tak nie przeżyjesz” (przeżyły obie), ale to nie znieczulica, tylko sposób na poradzenie sobie z beznadziejną sytuacją i groźbą śmierci na każdym kroku. Bo bomby, bo ostrzał, bo zawalenie się osłabionego budynku, bo Niemcy użyją jako żywej tarczy; większość z ludzi odciętych w Warszawie była ludnością cywilną, bez broni, bez umiejętności walki, chcieli tylko, żeby to się skończyło i wróciła namiastka normalności. Są w narracji - dla równowagi - chwile nawet humorystyczne, ot, życie; Białoszewski czasem bezlitośnie pokazuje naiwność czy wręcz głupotę, inna sprawa, że nikt wtedy nie wiedział nic. Pomijając niebagatelną wartość literacką, to dobry kontrapunkt to koturnowej wersji opowieści o tym, jakie to powstanie było ważne, to opowieść o koszcie.
#90 / #17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 29, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Parker Pyne przez lata był urzędnikiem, zajmującym się gromadzeniem i przetwarzaniem danych statystycznych. Dzięki temu doznał oświecenia, że większość problemów ludzkich da się zgromadzić w kilku kategoriach, a jak się rozpozna kategorię (nuda, finanse, zdrada), to można łatwo temu zaradzić. Po przejściu na emeryturę daje więc do gazety anons treści “Czy jesteś szczęśliwy? Jeżeli nie, zasięgnij rady pana Parkera Pyne'a, 17 Richmont Street”. W pierwszych 7 opowiadaniach dzięki parze współpracowników - pięknej Madeleine i równie atrakcyjnym Claudzie - udających kochanków, damy w potrzebie, napastników czy tancerzy oraz prostej psychologii, Pyne ratuje znudzone sobą związki, udaremnia kradzież, aranżuje przygodę życia czy pokazuje, że nawet po śmierci męża można jeszcze cieszyć się codziennością. W pozostałych 5 historiach, które dzieją się w Azji, Pyne raczej służy jako detektyw, odkrywający morderstwa, oszustwa czy kradzieże.
Jak to u Christie, pełno szowinizmu - kobiety nie można chwalić ani mówić prawdy, należy utrzymywać ją w ciągłej niepewności, inaczej nabiera niepotrzebnej pewności siebie czy rasizmu - Arabowie kłamią tak łatwo jak oddychają, są raczej głupkowaci i umieją tylko potakiwać. Klienci pana Pyne’a rekrutują się z warstw wyższych, wtedy są zarozumiali i pretensjonalni, co jest u autorki zaletą, rzadziej z warstw niższych, a i wtedy detektyw się z nich nieco podśmiewa, skoro tak łatwo jest sprawić, żeby zapomnieli o kłopotach.
Inne tej autorki.
#85 / #16
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 22, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Parker Pyne przez lata był urzędnikiem, zajmującym się gromadzeniem i przetwarzaniem danych statystycznych. Dzięki temu doznał oświecenia, że większość problemów ludzkich da się zgromadzić w kilku kategoriach, a jak się rozpozna kategorię (nuda, finanse, zdrada), to można łatwo temu zaradzić. Po przejściu na emeryturę daje więc do gazety anons treści “Czy jesteś szczęśliwy? Jeżeli nie, zasięgnij rady pana Parkera Pyne'a, 17 Richmont Street”. W pierwszych 7 opowiadaniach dzięki parze współpracowników - pięknej Madeleine i równie atrakcyjnym Claudzie - udających kochanków, damy w potrzebie, napastników czy tancerzy oraz prostej psychologii, Pyne ratuje znudzone sobą związki, udaremnia kradzież, aranżuje przygodę życia czy pokazuje, że nawet po śmierci męża można jeszcze cieszyć się codziennością. W pozostałych 5 historiach, które dzieją się w Azji, Pyne raczej służy jako detektyw, odkrywający morderstwa, oszustwa czy kradzieże.
Jak to u Christie, pełno szowinizmu - kobiety nie można chwalić ani mówić prawdy, należy utrzymywać ją w ciągłej niepewności, inaczej nabiera niepotrzebnej pewności siebie czy rasizmu - Arabowie kłamią tak łatwo jak oddychają, są raczej głupkowaci i umieją tylko potakiwać. Klienci pana Pyne’a rekrutują się z warstw wyższych, wtedy są zarozumiali i pretensjonalni, co jest u autorki zaletą, rzadziej z warstw niższych, a i wtedy detektyw się z nich nieco podśmiewa, skoro tak łatwo jest sprawić, żeby zapomnieli o kłopotach.
Inne tej autorki.
#85 / #16
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 22, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sherlock dostaje donos od osoby z kręgów profesora Moriarty’ego, że właściciel ziemski Douglas zostanie zabity. Zanim jednak detektyw przemyśli, co zrobić, pojawia się inspektor policji potwierdzający fakt morderstwa, więc razem udają się do posiadłości zamordowanego. Na miejscu jest żona i przyjaciel, ale nie są wystarczająco zmartwieni jak na deklarowane uczucia. Szybko wychodzi na jaw, że zbeqrefgjb wrfg zvfglsvxnpwą, mnzvnfg bsvnel mtvaął ancnfgavx. I tu gładko przechodzimy do drugiej części, gdzie do pewnej doliny na Dzikim Zachodzie przyjeżdża McMurdo, fałszerz pieniędzy. Szybko kumpluje się z lokalną Lożą Masońską, która tu jest gangiem bezkarnych morderców i rozpoczyna razem z nimi przestępczą karierę. Tyle że ma wyrzuty sumienia, bo serce kradnie mu piękna panna i zwierzają mu się też uczciwi, zaszczuci ludzie. Jak jesteście starymi wyjadaczkami kryminałów, to oczywiste jest rozwiązanie - McMurdo nie jest tym, za kogo się podaje. I w klamrze łączącej obie części wychodzi, że to Douglas, uciekający przed zemstą gangu.
Bardzo mało detektowania, sporo rysu historycznego; to raczej nietypowa książka przygodowa z elementami kryminału. Wspomniany profesor Moriarty opisywany jest jako geniusz zbrodni o oficjalnie czystych rękach, w książce wprawdzie nie ma powiedziane, że to właśnie on stał za anonimem, ale właśnie dzięki udziałowi Holmesa - wykryciu tajemnicy morderstwa, na której policja by się wyłożyła - dochodzi do śmierci osoby, która miała być chroniona. W finale jest to wyjaśnienie beefu między detektywem a złoczyńcą, co źle świadczy o przenikliwości tego pierwszego.
Inne z tego autora, inne z tej serii.
#83/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 17, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sherlock dostaje donos od osoby z kręgów profesora Moriarty’ego, że właściciel ziemski Douglas zostanie zabity. Zanim jednak detektyw przemyśli, co zrobić, pojawia się inspektor policji potwierdzający fakt morderstwa, więc razem udają się do posiadłości zamordowanego. Na miejscu jest żona i przyjaciel, ale nie są wystarczająco zmartwieni jak na deklarowane uczucia. Szybko wychodzi na jaw, że zbeqrefgjb wrfg zvfglsvxnpwą, mnzvnfg bsvnel mtvaął ancnfgavx. I tu gładko przechodzimy do drugiej części, gdzie do pewnej doliny na Dzikim Zachodzie przyjeżdża McMurdo, fałszerz pieniędzy. Szybko kumpluje się z lokalną Lożą Masońską, która tu jest gangiem bezkarnych morderców i rozpoczyna razem z nimi przestępczą karierę. Tyle że ma wyrzuty sumienia, bo serce kradnie mu piękna panna i zwierzają mu się też uczciwi, zaszczuci ludzie. Jak jesteście starymi wyjadaczkami kryminałów, to oczywiste jest rozwiązanie - McMurdo nie jest tym, za kogo się podaje. I w klamrze łączącej obie części wychodzi, że to Douglas, uciekający przed zemstą gangu.
Bardzo mało detektowania, sporo rysu historycznego; to raczej nietypowa książka przygodowa z elementami kryminału. Wspomniany profesor Moriarty opisywany jest jako geniusz zbrodni o oficjalnie czystych rękach, w książce wprawdzie nie ma powiedziane, że to właśnie on stał za anonimem, ale właśnie dzięki udziałowi Holmesa - wykryciu tajemnicy morderstwa, na której policja by się wyłożyła - dochodzi do śmierci osoby, która miała być chroniona. W finale jest to wyjaśnienie beefu między detektywem a złoczyńcą, co źle świadczy o przenikliwości tego pierwszego.
Inne z tego autora, inne z tej serii.
#83/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 17, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Słucham (literatury) -
- 0 komentarzy
- Skomentuj