Wiosna mimo zimna powitała nas kwieciem lecącym z drzew. Nie trzeba było, na drzewach też ładnie. Wczoraj w pracy pękło mi ramiączko od stanika i od razu świat wrócił do normy. Jak kto pamięta nieco zdezorientowanego kolegę z portalu obok, to właśnie aplajował do nas do pracy.
I z góry przepraszam, ale muszę. Normalnie zakochana jestem w moim nowych sztruksach z przeceny. To pierwsze portki, które mają podszewkę w śliczne paseczki, płócienną wszywkę wewnątrz kieszeni ze sposobem prania, historyjką i życzeniami, żebym miała w nich fun. I tak, takiego czegoś wymagam od portek za okrągłą sumę z dowolnej walucie. Lee czy inne Wranglery kosztują podobnie, a jakościowo są na poziomie Big Starów czy innych NoName'ów. Niestety, wyrobów firmy McNeal w Poznaniu niet (jak reszta asortymentu Peek&Cloppenburg).

Piotr i Paweł na Tatrzańskiej okazał się być nowym mallem z niezłą powierzchnią, zupełnie przypadkiem akurat na drodze do domu. Cenne.
A poza tym mam zanik weny.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 6, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Przydasie -
Tagi:
berlin, niemcy
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Wiosna mimo zimna powitała nas kwieciem lecącym z drzew. Nie trzeba było, na drzewach też ładnie. Wczoraj w pracy pękło mi ramiączko od stanika i od razu świat wrócił do normy. Jak kto pamięta nieco zdezorientowanego kolegę z portalu obok, to właśnie aplajował do nas do pracy.
I z góry przepraszam, ale muszę. Normalnie zakochana jestem w moim nowych sztruksach z przeceny. To pierwsze portki, które mają podszewkę w śliczne paseczki, płócienną wszywkę wewnątrz kieszeni ze sposobem prania, historyjką i życzeniami, żebym miała w nich fun. I tak, takiego czegoś wymagam od portek za okrągłą sumę z dowolnej walucie. Lee czy inne Wranglery kosztują podobnie, a jakościowo są na poziomie Big Starów czy innych NoName'ów. Niestety, wyrobów firmy McNeal w Poznaniu niet (jak reszta asortymentu Peek&Cloppenburg).

Piotr i Paweł na Tatrzańskiej okazał się być nowym mallem z niezłą powierzchnią, zupełnie przypadkiem akurat na drodze do domu. Cenne.
A poza tym mam zanik weny.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 6, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Przydasie -
Tagi:
berlin, niemcy
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Piosenka o JP2 na melodię Quantanamery pokazuje, że ludzie tworzący coś, co się szeroko nazywa piosenką religijną, nie mają poczucia obciachu.
Ale w zasadzie to ja o Berlinie. Lubię Berlin. Ma śliczne zakątki, wygląda jak mnóstwo kawałków Europy razem wziętych. Piękny park jak poznańska Cytadela, kamieniczki jak w Pradze, nabrzeże jak w Budapeszcie, ruinki jak w Łodzi, kawałki Wrocławia. W co drugiej bramie kryje się piękne podwórko. Jeśli jest brzydki blok z okresu błędów i wypaczeń, ktoś pomyślał i dobudował do niego coś takiego, że zaczyna być ładny i pasować do reszty domów w okolicy - a to kafelki, a to wykusz, a to zabawa kolorami. Tak mógłby wyglądać Poznań, gdyby ktoś o niego zadbał. Oczywiście z planów pt. najpierw namierzymy wieżę telewizyjną na Alexanderplatz, a potem przespacerujemy się do Bramy Brandenburskiej nic nie wyszło, bo poszliśmy w inną uliczkę. Ale i tak było uroczo, bo słońce, ciepło, Starbucks i kamienice. Zbieram się na więcej Berlina w czerwcu przy okazji koncertu Type O Negative. Jakiś tani hostel/pensjonat?
Rano na granicy ustawiła się kobylasta kolejka Niemców, którzy jechali na tanie przedwielkanocne zakupy do Polski. Pewnie naiwnością było jechać po to samo, ale w kierunku przeciwnym, ale mnie się podobało. W telegraficznym skrócie:
- w niemieckim Tchibo to samo, co u nas w Realu, ale mam wrażenie, że zamiast przeliczyć ceny, ktoś zmienił walutę z euro na złotówki (na korzyść reala),
- można dostać Jelly Beansy w kilkudziesięciu smakach (spróbuję ich dzisiaj nie zjeść),
- Peek&Cloppenburg jest całkiem niezłym ciuchowym sklepem, oczywiście po przecenach,
- gdybym mieszkała w .de, wpadłabym w alkoholizm (miętowy Baileys!),
- Sheba występuje w kilkudziesięciu smakach, ograniczyliśmy się do 16 różnych (ca 0,45e...)
- mam pełną szafkę ostrych papryczek nadziewanych serkiem,
- czekolady Dolfin są tańsze w pl i większy wybór (stąd wniosek, że bliżej z Belgii do Polski niż do Niemiec),
- rachunek na ponad 200e boli... No, nie aż tak - warto było.
Traktuję to jako 1. dzień wiosny.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 1, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Piosenka o JP2 na melodię Quantanamery pokazuje, że ludzie tworzący coś, co się szeroko nazywa piosenką religijną, nie mają poczucia obciachu.
Ale w zasadzie to ja o Berlinie. Lubię Berlin. Ma śliczne zakątki, wygląda jak mnóstwo kawałków Europy razem wziętych. Piękny park jak poznańska Cytadela, kamieniczki jak w Pradze, nabrzeże jak w Budapeszcie, ruinki jak w Łodzi, kawałki Wrocławia. W co drugiej bramie kryje się piękne podwórko. Jeśli jest brzydki blok z okresu błędów i wypaczeń, ktoś pomyślał i dobudował do niego coś takiego, że zaczyna być ładny i pasować do reszty domów w okolicy - a to kafelki, a to wykusz, a to zabawa kolorami. Tak mógłby wyglądać Poznań, gdyby ktoś o niego zadbał. Oczywiście z planów pt. najpierw namierzymy wieżę telewizyjną na Alexanderplatz, a potem przespacerujemy się do Bramy Brandenburskiej nic nie wyszło, bo poszliśmy w inną uliczkę. Ale i tak było uroczo, bo słońce, ciepło, Starbucks i kamienice. Zbieram się na więcej Berlina w czerwcu przy okazji koncertu Type O Negative. Jakiś tani hostel/pensjonat?
Rano na granicy ustawiła się kobylasta kolejka Niemców, którzy jechali na tanie przedwielkanocne zakupy do Polski. Pewnie naiwnością było jechać po to samo, ale w kierunku przeciwnym, ale mnie się podobało. W telegraficznym skrócie:
- w niemieckim Tchibo to samo, co u nas w Realu, ale mam wrażenie, że zamiast przeliczyć ceny, ktoś zmienił walutę z euro na złotówki (na korzyść reala),
- można dostać Jelly Beansy w kilkudziesięciu smakach (spróbuję ich dzisiaj nie zjeść),
- Peek&Cloppenburg jest całkiem niezłym ciuchowym sklepem, oczywiście po przecenach,
- gdybym mieszkała w .de, wpadłabym w alkoholizm (miętowy Baileys!),
- Sheba występuje w kilkudziesięciu smakach, ograniczyliśmy się do 16 różnych (ca 0,45e...)
- mam pełną szafkę ostrych papryczek nadziewanych serkiem,
- czekolady Dolfin są tańsze w pl i większy wybór (stąd wniosek, że bliżej z Belgii do Polski niż do Niemiec),
- rachunek na ponad 200e boli... No, nie aż tak - warto było.
Traktuję to jako 1. dzień wiosny.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 1, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tagi:
berlin, niemcy
- 11 komentarzy
- Skomentuj
Piosenka o JP2 na melodię Quantanamery pokazuje, że ludzie tworzący coś, co się szeroko nazywa piosenką religijną, nie mają poczucia obciachu.
Ale w zasadzie to ja o Berlinie. Lubię Berlin. Ma śliczne zakątki, wygląda jak mnóstwo kawałków Europy razem wziętych. Piękny park jak poznańska Cytadela, kamieniczki jak w Pradze, nabrzeże jak w Budapeszcie, ruinki jak w Łodzi, kawałki Wrocławia. W co drugiej bramie kryje się piękne podwórko. Jeśli jest brzydki blok z okresu błędów i wypaczeń, ktoś pomyślał i dobudował do niego coś takiego, że zaczyna być ładny i pasować do reszty domów w okolicy - a to kafelki, a to wykusz, a to zabawa kolorami. Tak mógłby wyglądać Poznań, gdyby ktoś o niego zadbał. Oczywiście z planów pt. najpierw namierzymy wieżę telewizyjną na Alexanderplatz, a potem przespacerujemy się do Bramy Brandenburskiej nic nie wyszło, bo poszliśmy w inną uliczkę. Ale i tak było uroczo, bo słońce, ciepło, Starbucks i kamienice. Zbieram się na więcej Berlina w czerwcu przy okazji koncertu Type O Negative. Jakiś tani hostel/pensjonat?
Rano na granicy ustawiła się kobylasta kolejka Niemców, którzy jechali na tanie przedwielkanocne zakupy do Polski. Pewnie naiwnością było jechać po to samo, ale w kierunku przeciwnym, ale mnie się podobało. W telegraficznym skrócie:
- w niemieckim Tchibo to samo, co u nas w Realu, ale mam wrażenie, że zamiast przeliczyć ceny, ktoś zmienił walutę z euro na złotówki (na korzyść reala),
- można dostać Jelly Beansy w kilkudziesięciu smakach (spróbuję ich dzisiaj nie zjeść),
- Peek&Cloppenburg jest całkiem niezłym ciuchowym sklepem, oczywiście po przecenach,
- gdybym mieszkała w .de, wpadłabym w alkoholizm (miętowy Baileys!),
- Sheba występuje w kilkudziesięciu smakach, ograniczyliśmy się do 16 różnych (ca 0,45e...)
- mam pełną szafkę ostrych papryczek nadziewanych serkiem,
- czekolady Dolfin są tańsze w pl i większy wybór (stąd wniosek, że bliżej z Belgii do Polski niż do Niemiec),
- rachunek na ponad 200e boli... No, nie aż tak - warto było.
Traktuję to jako 1. dzień wiosny.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 1, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tagi:
berlin, niemcy
- 11 komentarzy
- Skomentuj
GALERIA ZDJĘĆ (głównie klatka schodowa i dwa sklepy z home-stuff).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 27, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
GALERIA ZDJĘĆ (głównie klatka schodowa i dwa sklepy z home-stuff).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 27, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
GALERIA ZDJĘĆ (głównie klatka schodowa i dwa sklepy z home-stuff).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 27, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Wielki szacun dla Oleksego, który uświadomił mnie, że często używany przeze mnie określnik "buc" oznacza człowieka małomównego.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 25, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wielki szacun dla Oleksego, który uświadomił mnie, że często używany przeze mnie określnik "buc" oznacza człowieka małomównego.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 25, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Śmieszne -
- 9 komentarzy
- Skomentuj