Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

W 80 dni dookoła świata z Michaelem Palinem

Ponad 100 lat temu w podróż dookoła świata wyruszył flegmatyczny Fileas Fogg. W 1988 roku na podobny pomysł wpadło BBC i w podróż identyczną trasą wysłało jednego z ex-Monty Pythonów. Mimo że dokument pokazuje +/- współczesność (umownie, bo nie ma ani komórek, ani Internetu - Palin korzysta z faksu i radiostacji na statkach, żeby pogadać z kimś ze statku), podróżowanie "analogowe" (nie samolotem) wcale nie jest znacznie szybsze, zwłaszcza przez Azję. Siedmioodcinkowa seria jest bardzo przyjemna, Palin dowcipny i przemiły, a świat oczami kamery - fascynujący (MPO w Wenecji, uliczny fryzjer w Bombaju, ozdoby uliczne w Emiratach Arabskich, gadatliwi Amerykanie w AmTraku, wężowa restauracja w Chinach). Niedługo w tej samej serii dokumentów BCC ma wyjść "Sahara" - już się nie mogę doczekać :-)

Inne tego autora.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 3, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


W 80 dni dookoła świata z Michaelem Palinem

Ponad 100 lat temu w podróż dookoła świata wyruszył flegmatyczny Fileas Fogg. W 1988 roku na podobny pomysł wpadło BBC i w podróż identyczną trasą wysłało jednego z ex-Monty Pythonów. Mimo że dokument pokazuje +/- współczesność (umownie, bo nie ma ani komórek, ani Internetu - Palin korzysta z faksu i radiostacji na statkach, żeby pogadać z kimś ze statku), podróżowanie "analogowe" (nie samolotem) wcale nie jest znacznie szybsze, zwłaszcza przez Azję. Siedmioodcinkowa seria jest bardzo przyjemna, Palin dowcipny i przemiły, a świat oczami kamery - fascynujący (MPO w Wenecji, uliczny fryzjer w Bombaju, ozdoby uliczne w Emiratach Arabskich, gadatliwi Amerykanie w AmTraku, wężowa restauracja w Chinach). Niedługo w tej samej serii dokumentów BCC ma wyjść "Sahara" - już się nie mogę doczekać :-)

Inne tego autora.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 3, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


W 80 dni dookoła świata z Michaelem Palinem

Ponad 100 lat temu w podróż dookoła świata wyruszył flegmatyczny Fileas Fogg. W 1988 roku na podobny pomysł wpadło BBC i w podróż identyczną trasą wysłało jednego z ex-Monty Pythonów. Mimo że dokument pokazuje +/- współczesność (umownie, bo nie ma ani komórek, ani Internetu - Palin korzysta z faksu i radiostacji na statkach, żeby pogadać z kimś ze statku), podróżowanie "analogowe" (nie samolotem) wcale nie jest znacznie szybsze, zwłaszcza przez Azję. Siedmioodcinkowa seria jest bardzo przyjemna, Palin dowcipny i przemiły, a świat oczami kamery - fascynujący (MPO w Wenecji, uliczny fryzjer w Bombaju, ozdoby uliczne w Emiratach Arabskich, gadatliwi Amerykanie w AmTraku, wężowa restauracja w Chinach). Niedługo w tej samej serii dokumentów BCC ma wyjść "Sahara" - już się nie mogę doczekać :-)

Inne tego autora.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 3, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj




Na ciężarówce

Ciężarówka biała, ale brudna. Oryginalny napis "Jeździmy nawet na koniec świata (a czasem i dalej)" został uzupełniony czyimś palcem o "np. do Rosji".

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 2, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Najsampierw to ja sobie skręciłam kostkę

... jeszcze zanim dojechaliśmy do granicy. Ot tak, na stacji benzynowej. W zasadzie do wieczora było nieźle, aczkolwiek na imprezę nie mogłam założyć butów na obcasach. Niestety po przejściu z hotelu do knajpy (niby niedaleko, ale droga prowadziła przez urocze schody[1]) okazało się, że spuchłam i tyle było z planowanego na dzisiaj zwiedzania Pragi. A szkoda, bo to, co widziałam podczas błądzenia[2] w sobotę, było smakowite.

Smakowite były też zakupy w czeskim markecie. Mam mały zapasik czekolady Studentskiej i, tada, sos serowy. Dokładnie taki jak w Multikinie, bez papryki jak w Casa Fiesta. Niestety, u nas nie widziałam - firma Santa Maria ze Szwecji. Co jest urocze, kasjerka w markecie świetnie się dogaduje po angielsku.

Mieszkaliśmy w hotelu "U Semika". Semik to koń kogośtam ze średniowiecza, uhonorowany pośmiertnie, bo padł z wyczerpania, ratując swojego pana. Też mi nagroda. Hotel doskonale pokazuje, co pięknego można zrobić z odremontowaną kamienicą, która ulokowana jest zaraz pod murem wyszehradzkiego zamku. Na klatce schodowej są spore apartamenty (nasz składał się z kibelka, łazienki, dwóch sporych sypialni (na 3-4 osoby każda) i pokoju "dziennego" z kanapami i telewizorem. W podwórzu restauracja, tania jak barszcz. A na dole w suterenie najpiękniejsza chyba jadalnia, jaką widziałam. Stare, ciemne drewno, wysokie pomieszczenia, na ścianach kamień i półki z książkami. Dużo półek i dużo książek. Znaleźliśmy Kałużyńskiego i "Cuzinkę" Kuncewiczowej. Czeski kołorker znalazł jakąś książkę z dowcipami i rechotał. Przyjemne z pożytecznym.

Praga jest czysta. Może dlatego że na ulicach są specjalne kosze na psie kupy, zaopatrzone w podajniki woreczków.

[1] Jeśli na mapie jest namalowane, że ulica A przeradza się w ulicę B, może to oznaczać, że między A i B są schody, tak na oko 10 kondygnacji i dwa podwórka). Co widać na załączonym obrazku.

[2] Podobnie jest z jeżdżeniem samochodem. Chyba żadna ulica nie przecina się z inną pod kątem prostym. Jadąc według mapy nagle okazuje się, że jesteśmy Zupełnie Gdzie Indziej. Albo że nie ma jak wyjechać w lewo, bo do wyboru jest wjazd na parking podziemny w hotelu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 2, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - Tagi: czechy, praga - 0 komentarzy - Skomentuj


Najsampierw to ja sobie skręciłam kostkę

... jeszcze zanim dojechaliśmy do granicy. Ot tak, na stacji benzynowej. W zasadzie do wieczora było nieźle, aczkolwiek na imprezę nie mogłam założyć butów na obcasach. Niestety po przejściu z hotelu do knajpy (niby niedaleko, ale droga prowadziła przez urocze schody[1]) okazało się, że spuchłam i tyle było z planowanego na dzisiaj zwiedzania Pragi. A szkoda, bo to, co widziałam podczas błądzenia[2] w sobotę, było smakowite.

Smakowite były też zakupy w czeskim markecie. Mam mały zapasik czekolady Studentskiej i, tada, sos serowy. Dokładnie taki jak w Multikinie, bez papryki jak w Casa Fiesta. Niestety, u nas nie widziałam - firma Santa Maria ze Szwecji. Co jest urocze, kasjerka w markecie świetnie się dogaduje po angielsku.

Mieszkaliśmy w hotelu "U Semika". Semik to koń kogośtam ze średniowiecza, uhonorowany pośmiertnie, bo padł z wyczerpania, ratując swojego pana. Też mi nagroda. Hotel doskonale pokazuje, co pięknego można zrobić z odremontowaną kamienicą, która ulokowana jest zaraz pod murem wyszehradzkiego zamku. Na klatce schodowej są spore apartamenty (nasz składał się z kibelka, łazienki, dwóch sporych sypialni (na 3-4 osoby każda) i pokoju "dziennego" z kanapami i telewizorem. W podwórzu restauracja, tania jak barszcz. A na dole w suterenie najpiękniejsza chyba jadalnia, jaką widziałam. Stare, ciemne drewno, wysokie pomieszczenia, na ścianach kamień i półki z książkami. Dużo półek i dużo książek. Znaleźliśmy Kałużyńskiego i "Cuzinkę" Kuncewiczowej. Czeski kołorker znalazł jakąś książkę z dowcipami i rechotał. Przyjemne z pożytecznym.

Praga jest czysta. Może dlatego że na ulicach są specjalne kosze na psie kupy, zaopatrzone w podajniki woreczków.

[1] Jeśli na mapie jest namalowane, że ulica A przeradza się w ulicę B, może to oznaczać, że między A i B są schody, tak na oko 10 kondygnacji i dwa podwórka). Co widać na załączonym obrazku.

[2] Podobnie jest z jeżdżeniem samochodem. Chyba żadna ulica nie przecina się z inną pod kątem prostym. Jadąc według mapy nagle okazuje się, że jesteśmy Zupełnie Gdzie Indziej. Albo że nie ma jak wyjechać w lewo, bo do wyboru jest wjazd na parking podziemny w hotelu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 2, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - Tagi: czechy, praga - 0 komentarzy - Skomentuj


Najsampierw to ja sobie skręciłam kostkę

... jeszcze zanim dojechaliśmy do granicy. Ot tak, na stacji benzynowej. W zasadzie do wieczora było nieźle, aczkolwiek na imprezę nie mogłam założyć butów na obcasach. Niestety po przejściu z hotelu do knajpy (niby niedaleko, ale droga prowadziła przez urocze schody[1]) okazało się, że spuchłam i tyle było z planowanego na dzisiaj zwiedzania Pragi. A szkoda, bo to, co widziałam podczas błądzenia[2] w sobotę, było smakowite.

Smakowite były też zakupy w czeskim markecie. Mam mały zapasik czekolady Studentskiej i, tada, sos serowy. Dokładnie taki jak w Multikinie, bez papryki jak w Casa Fiesta. Niestety, u nas nie widziałam - firma Santa Maria ze Szwecji. Co jest urocze, kasjerka w markecie świetnie się dogaduje po angielsku.

Mieszkaliśmy w hotelu "U Semika". Semik to koń kogośtam ze średniowiecza, uhonorowany pośmiertnie, bo padł z wyczerpania, ratując swojego pana. Też mi nagroda. Hotel doskonale pokazuje, co pięknego można zrobić z odremontowaną kamienicą, która ulokowana jest zaraz pod murem wyszehradzkiego zamku. Na klatce schodowej są spore apartamenty (nasz składał się z kibelka, łazienki, dwóch sporych sypialni (na 3-4 osoby każda) i pokoju "dziennego" z kanapami i telewizorem. W podwórzu restauracja, tania jak barszcz. A na dole w suterenie najpiękniejsza chyba jadalnia, jaką widziałam. Stare, ciemne drewno, wysokie pomieszczenia, na ścianach kamień i półki z książkami. Dużo półek i dużo książek. Znaleźliśmy Kałużyńskiego i "Cuzinkę" Kuncewiczowej. Czeski kołorker znalazł jakąś książkę z dowcipami i rechotał. Przyjemne z pożytecznym.

Praga jest czysta. Może dlatego że na ulicach są specjalne kosze na psie kupy, zaopatrzone w podajniki woreczków.

[1] Jeśli na mapie jest namalowane, że ulica A przeradza się w ulicę B, może to oznaczać, że między A i B są schody, tak na oko 10 kondygnacji i dwa podwórka). Co widać na załączonym obrazku.

[2] Podobnie jest z jeżdżeniem samochodem. Chyba żadna ulica nie przecina się z inną pod kątem prostym. Jadąc według mapy nagle okazuje się, że jesteśmy Zupełnie Gdzie Indziej. Albo że nie ma jak wyjechać w lewo, bo do wyboru jest wjazd na parking podziemny w hotelu.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 2, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Koleżanka ma dylemat

szukam nazwy dla nowej kategorii w zabawkach dziecięcych. Otóż chodzi o pojazdy, które chcę podzielić na: akumulatorowe, jeździki, PEDAŁOWE i pozostałe. No i jest, khm, mały problem z nazwą pedałowe...
W grę raczej nie wchodzą:
- na pedała
- z pedałem
- z pedałami...

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 27, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 2 komentarze - Skomentuj