Tag:
2006
W zasadzie cały cykl to jedna książka o przygodach mmy Ramotswe, rozpoczynających się od "Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1", gdzie agencja powstaje, pojawiają się pierwsze sprawy i znajomi - sekretarka mma Makutse i zaprzyjaźniony właściciel warsztatu samochodowego rra Matekoni. Sprawy, które rozwiązuje pani detektyw, nie są kryminalne, a psychologiczne, bo w psychologii kobiety są dobre. Mimo mojego wrodzonego i pieczołowicie pielęgnowanego cynizmu, podobało mi się - książki są ciepłe, pełne szacunku, zrozumienia, sympatii i uczucia do ludzi, do Afryki i świata. Nie trzeba gumowej opaski z napisem WWJD, żeby postępować uczuciwie i zgodnie z Biblią. Tak jak u Guareschiego, dobrzy są nagradzani, a źli - nie czują się najlepiej i kiedyś zrozumieją, że robią źle.
Inne tego autora.
#25
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 29, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W zasadzie cały cykl to jedna książka o przygodach mmy Ramotswe, rozpoczynających się od "Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1", gdzie agencja powstaje, pojawiają się pierwsze sprawy i znajomi - sekretarka mma Makutse i zaprzyjaźniony właściciel warsztatu samochodowego rra Matekoni. Sprawy, które rozwiązuje pani detektyw, nie są kryminalne, a psychologiczne, bo w psychologii kobiety są dobre. Mimo mojego wrodzonego i pieczołowicie pielęgnowanego cynizmu, podobało mi się - książki są ciepłe, pełne szacunku, zrozumienia, sympatii i uczucia do ludzi, do Afryki i świata. Nie trzeba gumowej opaski z napisem WWJD, żeby postępować uczuciwie i zgodnie z Biblią. Tak jak u Guareschiego, dobrzy są nagradzani, a źli - nie czują się najlepiej i kiedyś zrozumieją, że robią źle.
Inne tego autora.
#25
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 29, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo przyjemny zbiorek z anegdotkami głównie o znawcach win świata - ogorzałych na twarzy pogodnych panach, którzy wypijają w bramie o szóstej rano swoje śniadanie, a potem kontynuują ten miły zwyczaj do wieczora. Tragedia od strony redakcyjnej (pułki w sklepie, interpunkcja woła o pomstę do nieba) i edycyjnej (ładne rysunki, ale po co ćkać na każdą stronę arabeskę i zaczynać każdą anegdotkę od brzydkiego inicjału?).
#24
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 2 komentarze
- Skomentuj
Bardzo przyjemny zbiorek z anegdotkami głównie o znawcach win świata - ogorzałych na twarzy pogodnych panach, którzy wypijają w bramie o szóstej rano swoje śniadanie, a potem kontynuują ten miły zwyczaj do wieczora. Tragedia od strony redakcyjnej (pułki w sklepie, interpunkcja woła o pomstę do nieba) i edycyjnej (ładne rysunki, ale po co ćkać na każdą stronę arabeskę i zaczynać każdą anegdotkę od brzydkiego inicjału?).
#24
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jest Prowansja, trochę branży reklamowej i przygoda. Młody reklamiarz z Londynu zamiast finalizacji świetnego interesu z sześciocyfrową prowizją, zwalnia się z nielubianej pracy. Jest bez środków, ale następuje cud - dziedziczy po wuju hacjendę z winnicą w Prowansji. Przyjaciel sponsoruje wyjazd i daje środki na remont domu i rozwój winnicy. Na miejscu sielanka - winnicę uprawia rolnik i wkłada w to całe serce, dom sprząta obrotna wieśniaczka, wieś piękna, pani notariusz i właścicielka lokalnej restauracji - również. Pięknych kobiet jest tyle, że dla każdego wystarczy. Są prześliczne opisy uczt kulinarnych, połączonych z opilstwem, francuskich imprez pod gołym niebem, przyrody, pikników i leniwego życia, rozpoczynanego od croissanta, filiżanki kawy i lektury lokalnej gazety. Bardzo pozytywne, acz liczba świetnych zbiegów okoliczności trochę nadmiarowa.
Inne tego autora.
#23
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest Prowansja, trochę branży reklamowej i przygoda. Młody reklamiarz z Londynu zamiast finalizacji świetnego interesu z sześciocyfrową prowizją, zwalnia się z nielubianej pracy. Jest bez środków, ale następuje cud - dziedziczy po wuju hacjendę z winnicą w Prowansji. Przyjaciel sponsoruje wyjazd i daje środki na remont domu i rozwój winnicy. Na miejscu sielanka - winnicę uprawia rolnik i wkłada w to całe serce, dom sprząta obrotna wieśniaczka, wieś piękna, pani notariusz i właścicielka lokalnej restauracji - również. Pięknych kobiet jest tyle, że dla każdego wystarczy. Są prześliczne opisy uczt kulinarnych, połączonych z opilstwem, francuskich imprez pod gołym niebem, przyrody, pikników i leniwego życia, rozpoczynanego od croissanta, filiżanki kawy i lektury lokalnej gazety. Bardzo pozytywne, acz liczba świetnych zbiegów okoliczności trochę nadmiarowa.
Inne tego autora.
#23
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Inna niż inne, bo nie o Francji, a o pracy w angielskiej agencji reklamowej. Raczej bez nazwisk (poza najlepszymi w branży), czasem zjadliwie, opisane kilka mechanizmów wyciągania pieniędzy z klienta i powstawania reklamy. W zasadzie wszystko opiera się na blefie - agencja blefuje, że ma świetnych ludzi, którzy stworzą najlepszą na rynku reklamę, ludzie blefują, że nad reklamą pracują, klient blefuje, że zapłaci. A pod spodem przejęcia, giełda, headhunting, robienie dobrego wrażenia, sprzedawanie siebie i firmy. Przyjemnie się czyta, ale żadna rewelacja. Wolę te stricte wspominkowo-prowansalskie.
Inne tego autora tu.
#22
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Inna niż inne, bo nie o Francji, a o pracy w angielskiej agencji reklamowej. Raczej bez nazwisk (poza najlepszymi w branży), czasem zjadliwie, opisane kilka mechanizmów wyciągania pieniędzy z klienta i powstawania reklamy. W zasadzie wszystko opiera się na blefie - agencja blefuje, że ma świetnych ludzi, którzy stworzą najlepszą na rynku reklamę, ludzie blefują, że nad reklamą pracują, klient blefuje, że zapłaci. A pod spodem przejęcia, giełda, headhunting, robienie dobrego wrażenia, sprzedawanie siebie i firmy. Przyjemnie się czyta, ale żadna rewelacja. Wolę te stricte wspominkowo-prowansalskie.
Inne tego autora tu.
#22
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 21, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Duet Płoński-Rybiński (tak, ten Rybiński, który niedawno z nieco ambitniejszej prasy wyniósł się do Faktu) znany jest w kręgach czytelników kryminału z "Góralskiego tanga", a w kręgach ogólniejszych ze scenariusza do niektórych odcinków "Alternatyw 4".
"Balladyna" łączy oba nurty - teoretycznie jest to kryminał, ale trup pojawia się na stronie 202 (na 270 wszystkich), więc i morderstwo, i śledztwo potraktowane jest pretekstowo. Za to przez 200 stron autorzy opisują przygotowania do wystawienia awangardowego przedstawienia "Balladyny" w latach 70. w PRL-u. Żeby było nowocześnie, rzecz się dzieje w kosmosie, wśród komputerów, a grają roboty. Wszystko w ryczącym entourage'u peerelu, widać sporo ówczesnych postaci - wiecznie pijanego kamieniarza-poetę, reżyserów, którzy nieśmiało pytają, czy tu biją, aktorki gotowe dla sławy dać się polansować za kulisami przez 2 godziny lub szczycące się swym szlacheckim pochodzeniem, SPATIF i inne okoliczne pijalnie napojów procentowych, młodych poetów czy zarośniętych grafików; podejrzewam, że ktoś bardziej ode mnie obeznany rozpozna kogoś więcej niż tylko Jasia Himilsbacha, dowcipnie dopowiadającego pointy na próbach w teatrze.
Książka zabija dialogami, kurwy i inne epitety lecą często, panowie się prowadzą zygzakiem, panie też niezbyt prosto. Grafik, który nie czytuje literatury, tworzy projekt programu teatralnego na podstawie ustnego opisu (Alinie wysypują się z dzbanka grzyby, bo malin to ja rysował nie będę, w następnej wersji pojawia się gustowna wygódka), scenografia została zaprojektowana z pomocą pana docenta, specjalisty od maszyn liczących dziesiątej generacji, wszystko gra i błysko, a w dzień premiery widowiskowo się fajczy, co jakiś czas dzwoni ktoś z komitetu, a wszyscy wszystkim podkładają świnie.
#21
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 13, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 4 komentarze
- Skomentuj
Duet Płoński-Rybiński (tak, ten Rybiński, który niedawno z nieco ambitniejszej prasy wyniósł się do Faktu) znany jest w kręgach czytelników kryminału z "Góralskiego tanga", a w kręgach ogólniejszych ze scenariusza do niektórych odcinków "Alternatyw 4".
"Balladyna" łączy oba nurty - teoretycznie jest to kryminał, ale trup pojawia się na stronie 202 (na 270 wszystkich), więc i morderstwo, i śledztwo potraktowane jest pretekstowo. Za to przez 200 stron autorzy opisują przygotowania do wystawienia awangardowego przedstawienia "Balladyny" w latach 70. w PRL-u. Żeby było nowocześnie, rzecz się dzieje w kosmosie, wśród komputerów, a grają roboty. Wszystko w ryczącym entourage'u peerelu, widać sporo ówczesnych postaci - wiecznie pijanego kamieniarza-poetę, reżyserów, którzy nieśmiało pytają, czy tu biją, aktorki gotowe dla sławy dać się polansować za kulisami przez 2 godziny lub szczycące się swym szlacheckim pochodzeniem, SPATIF i inne okoliczne pijalnie napojów procentowych, młodych poetów czy zarośniętych grafików; podejrzewam, że ktoś bardziej ode mnie obeznany rozpozna kogoś więcej niż tylko Jasia Himilsbacha, dowcipnie dopowiadającego pointy na próbach w teatrze.
Książka zabija dialogami, kurwy i inne epitety lecą często, panowie się prowadzą zygzakiem, panie też niezbyt prosto. Grafik, który nie czytuje literatury, tworzy projekt programu teatralnego na podstawie ustnego opisu (Alinie wysypują się z dzbanka grzyby, bo malin to ja rysował nie będę, w następnej wersji pojawia się gustowna wygódka), scenografia została zaprojektowana z pomocą pana docenta, specjalisty od maszyn liczących dziesiątej generacji, wszystko gra i błysko, a w dzień premiery widowiskowo się fajczy, co jakiś czas dzwoni ktoś z komitetu, a wszyscy wszystkim podkładają świnie.
Inne tych autorów:
#21
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 13, 2006
Link bezpośredni -
Tag:
2006
- 4 komentarze
- Skomentuj