Tag:
hiszpania
[19.09.2013]
Podstawową różnicą między Portugalią a Hiszpanią jest to, że się mówi gracias zamiast obrigade oraz że w Hiszpanii nikt nie próbuje mówić po angielsku (chyba poza panią w aptece, pozdrawiam). Wzruszyła mnie też troska o sprawiedliwość społeczną, albowiem w godzinach 14-16 były nieczynne sklepy, a 16-18 - restauracje. Ayamonte zachwalane było jako miejsce na zakupy obuwia (shoe shopping!), ale wyznam, że z niespecjalnie chętnym Majem wolę przechodzić przez zakupy internetowe niż naziemne. Poza tym - marina, kafelki, palmy, doskonała lodowato zimna miętowa herbata i słabo stosowane tosty w jednej z przypadkowych kawiarenek.
Przez Isla Christina w zasadzie przejechaliśmy, albowiem nie było gdzie zaparkować, a najmłodszy uczestnik odmawiał spaceru w upale. Ładne, białe miasteczko, piękny port i popołudniowy upał.
Nieustająco mnie cieszy, jak łatwo jest przejechać z kraju do kraju. Bez granic, kontroli, czasem nawet bez zmiany waluty. Tu akurat zmieniał się czas (Hiszpania - jak u nas, Portugalia - godzina do tyłu; co zapewne wyjaśnia ten jet-lag, jaki miałam w sobotę po powrocie), ale poza tym te same czerwone skały, drzewa i mewy. I ta sama zatoka na horyzoncie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[19.09.2013]
Podstawową różnicą między Portugalią a Hiszpanią jest to, że się mówi gracias zamiast obrigade oraz że w Hiszpanii nikt nie próbuje mówić po angielsku (chyba poza panią w aptece, pozdrawiam). Wzruszyła mnie też troska o sprawiedliwość społeczną, albowiem w godzinach 14-16 były nieczynne sklepy, a 16-18 - restauracje. Ayamonte zachwalane było jako miejsce na zakupy obuwia (shoe shopping!), ale wyznam, że z niespecjalnie chętnym Majem wolę przechodzić przez zakupy internetowe niż naziemne. Poza tym - marina, kafelki, palmy, doskonała lodowato zimna miętowa herbata i słabo stosowane tosty w jednej z przypadkowych kawiarenek.
Przez Isla Christina w zasadzie przejechaliśmy, albowiem nie było gdzie zaparkować, a najmłodszy uczestnik odmawiał spaceru w upale. Ładne, białe miasteczko, piękny port i popołudniowy upał.
Nieustająco mnie cieszy, jak łatwo jest przejechać z kraju do kraju. Bez granic, kontroli, czasem nawet bez zmiany waluty. Tu akurat zmieniał się czas (Hiszpania - jak u nas, Portugalia - godzina do tyłu; co zapewne wyjaśnia ten jet-lag, jaki miałam w sobotę po powrocie), ale poza tym te same czerwone skały, drzewa i mewy. I ta sama zatoka na horyzoncie.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zdjęcia kaktusów specjalnie dla ^siwej tak trochę jako rekompensata, że nie udało mi się przywieźć z Fuerte niczego kolczastego.
GALERIA ZDJĘĆ.
I tak dla pamięci: do samolotu zabraliśmy dla dziecka: dwie butelki z wodą, dwa pojemniki z odmierzonymi porcjami mleka, jogurt, pudełeczko z przegryzkami, butelkę z sokiem (jedzenie zostało skrzętnie olane, picie wypite i dodatkowo kupowaliśmy sok jabłkowy na pokładzie). Kocyk i poduszeczkę, przydało się, bo dzięki temu łatwiej się było ze śpiącym dzieckiem umościć. Dwie książki - "Zagroda chłopska", gdzie pokazujemy kotka, pieska, robimy odgłosy innych zwierzątek i objaśniamy, co to jest kultywator i czemu zajączek ucieka przed kombajnem oraz "Koty: 1001 fotografii", gdzie po raz tysiąc pierwszy pokazujemy, gdzie kotek ma oczko i że tutaj robi "mrrau". Pieska Roya, kotka Muji i żyrafkę do spania. I uważam, że to pewna niesprawiedliwość, że na dziecko do lat dwóch nie przysługuje odrębny bagaż podręczny.
(Już przestaję się lansować, wyprztykałam się z okołopodróżnych tematów).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 26, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zdjęcia kaktusów specjalnie dla ^siwej tak trochę jako rekompensata, że nie udało mi się przywieźć z Fuerte niczego kolczastego.
GALERIA ZDJĘĆ.
I tak dla pamięci: do samolotu zabraliśmy dla dziecka: dwie butelki z wodą, dwa pojemniki z odmierzonymi porcjami mleka, jogurt, pudełeczko z przegryzkami, butelkę z sokiem (jedzenie zostało skrzętnie olane, picie wypite i dodatkowo kupowaliśmy sok jabłkowy na pokładzie). Kocyk i poduszeczkę, przydało się, bo dzięki temu łatwiej się było ze śpiącym dzieckiem umościć. Dwie książki - "Zagroda chłopska", gdzie pokazujemy kotka, pieska, robimy odgłosy innych zwierzątek i objaśniamy, co to jest kultywator i czemu zajączek ucieka przed kombajnem oraz "Koty: 1001 fotografii", gdzie po raz tysiąc pierwszy pokazujemy, gdzie kotek ma oczko i że tutaj robi "mrrau". Pieska Roya, kotka Muji i żyrafkę do spania. I uważam, że to pewna niesprawiedliwość, że na dziecko do lat dwóch nie przysługuje odrębny bagaż podręczny.
(Już przestaję się lansować, wyprztykałam się z okołopodróżnych tematów).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 26, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 2 komentarze
- Skomentuj
Górki są miłe, jak się je ogląda z okolic podnóża. Górki oglądane z krętej serpentynki, gdzie co chwila ograniczenie do 40 km/h - już mniej. Na Fuerte jest szaro-zielono-rdzawo, a chmurki raz odsłaniają, a raz zasłaniają kawałki krajobrazu.
GALERIA ZDJEĆ (niektóre zza szyby, widać).
W wzdłuż uroczej FV-30 malutkie miasteczka - Pajara i Betancuria, a kawałek dalej już po płaskim - Antigua.
GALERIA ZDJĘĆ.
(Jeszcze mi zostały kwiatuszki, ale to za jakiś czas).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 17, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Górki są miłe, jak się je ogląda z okolic podnóża. Górki oglądane z krętej serpentynki, gdzie co chwila ograniczenie do 40 km/h - już mniej. Na Fuerte jest szaro-zielono-rdzawo, a chmurki raz odsłaniają, a raz zasłaniają kawałki krajobrazu.
GALERIA ZDJEĆ (niektóre zza szyby, widać).
W wzdłuż uroczej FV-30 malutkie miasteczka - Pajara i Betancuria, a kawałek dalej już po płaskim - Antigua.
GALERIA ZDJĘĆ.
(Jeszcze mi zostały kwiatuszki, ale to za jakiś czas).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 17, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pilniczka i nożyczek do paznokci (nawet jak się ma nieskazitelny manicure, to i tak można sobie złamać paznokieć, a młodzież po ryciu w glebie nagle okazuje się mieć szpony jak kuguar). Długopisu (bo te pocztówki czymś trzeba wypisać). Jak się jest nałogowcem, to warto mieć ze sobą kubki do herbaty.
I kolejne zestawy kolorowych obrazków.
GALERIA ZDJĘĆ - Ajuy - maleńka zatoczka na zachodnim wybrzeżu (drogą FV-621, kilkanaście kilometrów od Pajary) z czarną plażą i sporymi falami (w której podobno w XV wieku wylądowali tu Hiszpanie), trzy dobre restauracje na krzyż, trasa górsko-jaskiniowa (myśmy do jaskiń się nie dowlekli, bo ogólnie duch w narodzie był słaby po rotawirusie).
GALERIA ZDJĘĆ - Oasis Park w La Lajita (5 km na wschód od Costa Calma wzdłuż FV-2), a Mini Zoo kawałek na zachód, w Morro Jable.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 15, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pilniczka i nożyczek do paznokci (nawet jak się ma nieskazitelny manicure, to i tak można sobie złamać paznokieć, a młodzież po ryciu w glebie nagle okazuje się mieć szpony jak kuguar). Długopisu (bo te pocztówki czymś trzeba wypisać). Jak się jest nałogowcem, to warto mieć ze sobą kubki do herbaty.
I kolejne zestawy kolorowych obrazków.
GALERIA ZDJĘĆ - Ajuy - maleńka zatoczka na zachodnim wybrzeżu (drogą FV-621, kilkanaście kilometrów od Pajary) z czarną plażą i sporymi falami (w której podobno w XV wieku wylądowali tu Hiszpanie), trzy dobre restauracje na krzyż, trasa górsko-jaskiniowa (myśmy do jaskiń się nie dowlekli, bo ogólnie duch w narodzie był słaby po rotawirusie).
GALERIA ZDJĘĆ - Oasis Park w La Lajita (5 km na wschód od Costa Calma wzdłuż FV-2), a Mini Zoo kawałek na zachód, w Morro Jable.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 15, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie ogarniam, jak można pojechać nad tak błękitną wodę, na tak złoty piasek i pod tak zielone liście palmowe bez dziecka. Zgadzam się, bywa mniej lub całkiem niekomfortowo, zwłaszcza jak egzemplarz ma własne pomysły w kwestii kierunku i szybkości poruszania się i inne pory aktywności niż rodzice. I owszem, miałam chwile zwątpienia i silne poczucie, że lansowana wszędzie teoria, że matka z dzieckiem powinna mieć ZOMZ do momentu uzyskania przez dziecko walorów społecznych, ma sporo słuszności, ale zwalam to na karb tego, że niespecjalnie dobrze się czułam. Fuertevertura jest miejscem dla dzieci. Ciepłym, przyjaznym, pełnym uśmiechniętych ludzi, którzy łaskoczą w małe stopki i ciumkają do małego uszka. I mimo że z dzieckiem nie można - jak podają przewodniki - objechać całej wyspy w tydzień, to objechaliśmy sobie południowe pół, przywieźliśmy w ubraniach tonę piasku z plaży i wróciliśmy wygrzani w szare polskie przedwiosenne słońce. Zawsze można wrócić; mam wrażenie, że nikt przewrotu na Kanarach nie planuje.
I obiecane zdjęcia. Nudne, bo gdzie nie popatrzyłam, to ładnie.
Costa Calma - zagłębie hotelowe wzdłuż malowniczej FV-2, prowadzącej wschodnim wybrzeżem z półwyspu Jandia do Puerto del Rosario. Poza hotelami i turystycznymi sklepami nie ma w zasadzie nic, ale są najładniejsze plaże.
GALERIA ZDJĘĆ - Morro Jable - kurort i port jeszcze bardziej na południe Jandii. Do portu nie dotarłam, bo plaża przy latarni urocza. Tamże mikrozoo, ale to przy okazji Oasis Parku.
Będzie więcej.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 14, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 4 komentarze
- Skomentuj
Nie ogarniam, jak można pojechać nad tak błękitną wodę, na tak złoty piasek i pod tak zielone liście palmowe bez dziecka. Zgadzam się, bywa mniej lub całkiem niekomfortowo, zwłaszcza jak egzemplarz ma własne pomysły w kwestii kierunku i szybkości poruszania się i inne pory aktywności niż rodzice. I owszem, miałam chwile zwątpienia i silne poczucie, że lansowana wszędzie teoria, że matka z dzieckiem powinna mieć ZOMZ do momentu uzyskania przez dziecko walorów społecznych, ma sporo słuszności, ale zwalam to na karb tego, że niespecjalnie dobrze się czułam. Fuertevertura jest miejscem dla dzieci. Ciepłym, przyjaznym, pełnym uśmiechniętych ludzi, którzy łaskoczą w małe stopki i ciumkają do małego uszka. I mimo że z dzieckiem nie można - jak podają przewodniki - objechać całej wyspy w tydzień, to objechaliśmy sobie południowe pół, przywieźliśmy w ubraniach tonę piasku z plaży i wróciliśmy wygrzani w szare polskie przedwiosenne słońce. Zawsze można wrócić; mam wrażenie, że nikt przewrotu na Kanarach nie planuje.
I obiecane zdjęcia. Nudne, bo gdzie nie popatrzyłam, to ładnie.
Costa Calma - zagłębie hotelowe wzdłuż malowniczej FV-2, prowadzącej wschodnim wybrzeżem z półwyspu Jandia do Puerto del Rosario. Poza hotelami i turystycznymi sklepami nie ma w zasadzie nic, ale są najładniejsze plaże.
GALERIA ZDJĘĆ - Morro Jable - kurort i port jeszcze bardziej na południe Jandii. Do portu nie dotarłam, bo plaża przy latarni urocza. Tamże mikrozoo, ale to przy okazji Oasis Parku.
Będzie więcej.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 14, 2011
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 4 komentarze
- Skomentuj