Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: portugalia

Portugalia - Cabo Sao Vincente

[20.08.2013]

Wysunięty najbardziej na południowy zachód punkt Europy, koniec świata przed okresem wypraw na daleki zachód, kiedy jeszcze panowało złudne przekonanie, że się dopłynie do Indii, jeśli się będzie odpowiednio długo płynąć. Must have. Pojechałam głównie dla latarni, aczkolwiek ostatecznie wylądowaliśmy - poniekąd celowo - na zachód słońca, kiedy latarnia była już zamknięta do zwiedzania. Wzdłuż drogi na koniec półwyspu, po obu stronach stały sznury samochodów, z których - wiem, że lemingi nie skaczą, ale nic nie poradzę na to, że skojarzenia mam wdrukowane - do krawędzi klifów wychodziły kolejne osoby. Wyznam, że brzegi powinny mieć barierki, albowiem jestem nieco strachliwa i jak zerknęłam w dół, stojąc całkiem daleko od krawędzi, to jednak w środku coś mi podskoczyło.

Miało dramatycznie wiać, konieczne bluzy; na miejscu okazało się, że owszem, z codziennych 35 stopni temperatura zjechała do 24, ale najmniejszego podmuchu. Tylko światła fleszy, szum fal, mewy i latarnia błyskająca oczkiem. Pewnie rzecz do jednorazowego zobaczenia, ale taka z gatunku, że zostaje w człowieku. Dodatkowo bardzo wzrusza mnie, że mogę zabrać córkę w takie miejsce i nie będzie to dla niej kolejny punkt na mapie. Owszem, największa frajda była z tego, że pełnia księżyca, że jedziemy po całkiem ciemku i że potem były frytki, ale i tak. Wzrusza mnie to bardzo, bo cudownie mieć w sobie taką łatwość, że bierze się świat jak garść piasku na plaży. Cały jest Twój ten świat, żuczku.



Wprawdzie na mapie pojawiła mi się informacja o ostatnim miejscu z kiełbasą przed drogą do Ameryki, ale zjedliśmy w pobliskim Sagres. Nie można opuścić restauracji, która reklamuje się jako Best Burger Ever [2021 - restauracja zamknięta]. Może nie były najlepsze, ale całkiem dobre.



Więcej o półwyspie, a tu GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 20, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 2 komentarze - Skomentuj


Portugalia - Cabo Sao Vincente

[20.08.2013]

Wysunięty najbardziej na południowy zachód punkt Europy, koniec świata przed okresem wypraw na daleki zachód, kiedy jeszcze panowało złudne przekonanie, że się dopłynie do Indii, jeśli się będzie odpowiednio długo płynąć. Must have. Pojechałam głównie dla latarni, aczkolwiek ostatecznie wylądowaliśmy - poniekąd celowo - na zachód słońca, kiedy latarnia była już zamknięta do zwiedzania. Wzdłuż drogi na koniec półwyspu, po obu stronach stały sznury samochodów, z których - wiem, że lemingi nie skaczą, ale nic nie poradzę na to, że skojarzenia mam wdrukowane - do krawędzi klifów wychodziły kolejne osoby. Wyznam, że brzegi powinny mieć barierki, albowiem jestem nieco strachliwa i jak zerknęłam w dół, stojąc całkiem daleko od krawędzi, to jednak w środku coś mi podskoczyło.

Miało dramatycznie wiać, konieczne bluzy; na miejscu okazało się, że owszem, z codziennych 35 stopni temperatura zjechała do 24, ale najmniejszego podmuchu. Tylko światła fleszy, szum fal, mewy i latarnia błyskająca oczkiem. Pewnie rzecz do jednorazowego zobaczenia, ale taka z gatunku, że zostaje w człowieku. Dodatkowo bardzo wzrusza mnie, że mogę zabrać córkę w takie miejsce i nie będzie to dla niej kolejny punkt na mapie. Owszem, największa frajda była z tego, że pełnia księżyca, że jedziemy po całkiem ciemku i że potem były frytki, ale i tak. Wzrusza mnie to bardzo, bo cudownie mieć w sobie taką łatwość, że bierze się świat jak garść piasku na plaży. Cały jest Twój ten świat, żuczku.



Wprawdzie na mapie pojawiła mi się informacja o ostatnim miejscu z kiełbasą przed drogą do Ameryki, ale zjedliśmy w pobliskim Sagres. Nie można opuścić restauracji, która reklamuje się jako Best Burger Ever [2021 - restauracja zamknięta]. Może nie były najlepsze, ale całkiem dobre.



Więcej o półwyspie, a tu GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 20, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 2 komentarze - Skomentuj


O portugalskim queście w poszukiwaniu modyfikowanego

Ponieważ pakuję się zawsze z planem, dokładnie i przez kilka dni, tym razem udało mi się nie wziąć góry od kostiumu kąpielowego. Mojej. Dół mam. Na szczęście mam też kostium jednoelementowy (tutaj trudno nie dopakować stanika).

Bardziej problematyczne okazało się założenie, że mleko modyfikowane dla młodzieży da się kupić w każdym sklepie na rogu. Dziecko me odmawia mleka klasycznego, takiego pochodzącego od krowy, a nie z fabryki. TŻ wymyślił nawet chytry plan, że od września przestawiamy zstępną na szklankę białego w formie klasycznej, ale nie wróżę sukcesu, albowiem. Portugalia turystyczna, bogato wyposażona w restauracje, bary i lodziarnie, ma mało sklepów, a już zwłaszcza ma mało sklepów z szerszym asortymentem. Bez trudu zlokalizowaliśmy Intermarche, niestety poza słoiczkami z jabłkami, co do których mam podejrzenia, że pochodzą z Polski, znaleźliśmy gotowe mleko w tetrapakach. Modyfikowane, owszem, ale budzące u Mai delikatnie mówiąc niechęć. W proszku było jedynie mleko zwykle, efekt podobny. Wypożyczyliśmy samochód (nie tylko, że po mleko) i pojechaliśmy zwiedzać okoliczne wsie. Lidl - są moje ulubione pieluchy, mleka nie ma (jest za to holenderska gouda). Long story short, mleko modyfikowane można kupić za srogą cenę w aptece. Bebilon dodatkowo w każdym kraju nazywa się inaczej - w Irlandii chyba Aptamil, a w Hiszpanii - Almirón. Kryzys zażegnany, a ja wyjadam zwykłe mleko w granulkach na sucho, bo lubię.

Poza tym jak to na wakacjach - piasek w pościeli, lepię się od kremu z filtrem 50 (Mai jest brązowy jak foczka mimo grubej warstwy smarowidła), ocean, błękitne niebo, mewy i szyszki pinii zdradziecko trzeszczące wysoko nad głową, jak się leży w hamaku. Opracowaliśmy system nagradzania restauracji - kiedy przychodzimy ponownie, rozpoznawani ze względu na najmłodszą, która z wdziękiem mówi "Obligade! Jol łelkam!", obsługa się profesjonalnie cieszy i wszyscy mamy udział w zyskach.

Vila Real de Santo António * Ayamonte * Isla Cristina

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 20, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 2 komentarze - Skomentuj


O portugalskim queście w poszukiwaniu modyfikowanego

Ponieważ pakuję się zawsze z planem, dokładnie i przez kilka dni, tym razem udało mi się nie wziąć góry od kostiumu kąpielowego. Mojej. Dół mam. Na szczęście mam też kostium jednoelementowy (tutaj trudno nie dopakować stanika).

Bardziej problematyczne okazało się założenie, że mleko modyfikowane dla młodzieży da się kupić w każdym sklepie na rogu. Dziecko me odmawia mleka klasycznego, takiego pochodzącego od krowy, a nie z fabryki. TŻ wymyślił nawet chytry plan, że od września przestawiamy zstępną na szklankę białego w formie klasycznej, ale nie wróżę sukcesu, albowiem. Portugalia turystyczna, bogato wyposażona w restauracje, bary i lodziarnie, ma mało sklepów, a już zwłaszcza ma mało sklepów z szerszym asortymentem. Bez trudu zlokalizowaliśmy Intermarche, niestety poza słoiczkami z jabłkami, co do których mam podejrzenia, że pochodzą z Polski, znaleźliśmy gotowe mleko w tetrapakach. Modyfikowane, owszem, ale budzące u Mai delikatnie mówiąc niechęć. W proszku było jedynie mleko zwykle, efekt podobny. Wypożyczyliśmy samochód (nie tylko, że po mleko) i pojechaliśmy zwiedzać okoliczne wsie. Lidl - są moje ulubione pieluchy, mleka nie ma (jest za to holenderska gouda). Long story short, mleko modyfikowane można kupić za srogą cenę w aptece. Bebilon dodatkowo w każdym kraju nazywa się inaczej - w Irlandii chyba Aptamil, a w Hiszpanii - Almirón. Kryzys zażegnany, a ja wyjadam zwykłe mleko w granulkach na sucho, bo lubię.

Poza tym jak to na wakacjach - piasek w pościeli, lepię się od kremu z filtrem 50 (Mai jest brązowy jak foczka mimo grubej warstwy smarowidła), ocean, błękitne niebo, mewy i szyszki pinii zdradziecko trzeszczące wysoko nad głową, jak się leży w hamaku. Opracowaliśmy system nagradzania restauracji - kiedy przychodzimy ponownie, rozpoznawani ze względu na najmłodszą, która z wdziękiem mówi "Obligade! Jol łelkam!", obsługa się profesjonalnie cieszy i wszyscy mamy udział w zyskach.

Vila Real de Santo António * Ayamonte * Isla Cristina

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 20, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 2 komentarze - Skomentuj


Portugalia - Vila Real de Santo António

[19.08.2013]

Nieustająco bawi mnie, jak bardzo Portugalczycy (i Hiszpanie) podkreślają, że to, co mają, jest prawdziwe. A to Vila Real, a to Basilica Real. Może dlatego, że mają jakieś sztuczne?

Bardzo lubię miasteczka z mariną. Nieduże, z uporządkowaną starówką (przewodniki zeznały, że to miasteczko odbudowane pokazowo po trzęsieniu ziemi w XVIII w., żeby pokazać graniczącej z nim Hiszpanii, że można), biało-błękitne. W wodzie w porcie wesoło baraszkują ryby, w sklepach niestety lokalna wersja plażowego deptaka.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 3 komentarze - Skomentuj


Portugalia - Vila Real de Santo António

[19.08.2013]

Nieustająco bawi mnie, jak bardzo Portugalczycy (i Hiszpanie) podkreślają, że to, co mają, jest prawdziwe. A to Vila Real, a to Basilica Real. Może dlatego, że mają jakieś sztuczne?

Bardzo lubię miasteczka z mariną. Nieduże, z uporządkowaną starówką (przewodniki zeznały, że to miasteczko odbudowane pokazowo po trzęsieniu ziemi w XVIII w., żeby pokazać graniczącej z nim Hiszpanii, że można), biało-błękitne. W wodzie w porcie wesoło baraszkują ryby, w sklepach niestety lokalna wersja plażowego deptaka.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 19, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 3 komentarze - Skomentuj


Algarve, początek

Jasno, biało, oślepiająco. Od oceanu bryza, ale oszałamiający skwar. Drzewa, które roboczo nazywam baobabami, chociaż pewnie to zupełnie co innego.

Wszystko jest dobrze do wieczora, kiedy pada pytanie "A teraz wracamy już do domu?". Córka ma ten sam gen, co my oboje z TŻ, chociaż umiemy sobie wmówić, że i poza domem jest komfortowo. Ona jeszcze nie.

A sopa de peixe to nie jest zupa z groszku, tylko rybna. Ale i tak była dobra.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 18, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 5 komentarzy - Skomentuj


Algarve, początek

Jasno, biało, oślepiająco. Od oceanu bryza, ale oszałamiający skwar. Drzewa, które roboczo nazywam baobabami, chociaż pewnie to zupełnie co innego.

Wszystko jest dobrze do wieczora, kiedy pada pytanie "A teraz wracamy już do domu?". Córka ma ten sam gen, co my oboje z TŻ, chociaż umiemy sobie wmówić, że i poza domem jest komfortowo. Ona jeszcze nie.

A sopa de peixe to nie jest zupa z groszku, tylko rybna. Ale i tak była dobra.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 18, 2013

Link bezpośredni - Tag: portugalia - 5 komentarzy - Skomentuj