Blue Is the Color I Choose
Bo co mam robić? Jestem mentalną jesienią, z jej czerwieniami, pomarańczami i żółciami. A zima to szarość, czerń, blade brązy i w wersji najelegantszej biel i nasycony niebieski w różnych odcieniach.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Bo co mam robić? Jestem mentalną jesienią, z jej czerwieniami, pomarańczami i żółciami. A zima to szarość, czerń, blade brązy i w wersji najelegantszej biel i nasycony niebieski w różnych odcieniach.
Przy stoliku obok rodzina z dziećmi, między innymi starsza córka i młodszy syn. Na widok Mai dziewczynka (tak na oko 10-letnia) mówi do brata (6 lat?):
Ty też byłeś kiedyś taki mały. Ale nie taki ładny.
Przy stoliku obok rodzina z dziećmi, między innymi starsza córka i młodszy syn. Na widok Mai dziewczynka (tak na oko 10-letnia) mówi do brata (6 lat?):
Ty też byłeś kiedyś taki mały. Ale nie taki ładny.
Ten serial to najlepsze z dwóch światów i nie myślę tu bynajmniej o paniach z dodatkowym elementem anatomicznym. Błyskotliwy fizyk, badający burze magnetyczne na słońcu, otrzymuje nagle zestaw kilku zdjęć, pokazujących wydarzenie z przyszłości. Wraz z wezwaną ekipą lokalnej policji odkrywają, że zdjęcia to zestaw wskazówek pokazujących, gdzie zostanie popełnione przestępstwo. W każdym odcinku dostają nowe zdjęcia i z nich, jak z klocków, składają śledztwo mające na celu zapobieżenie przestępstwu. Pikantniej się robi, kiedy na zdjęciach zaczynają pojawiać się członkowie ekipy śledczej. Na razie 5 odcinków, czekam na więcej. Szczerze mówiąc, chyba bardziej niż na inne seriale.
Serial jest brytyjski, przez co dość nieprzewidywalny. Odświeżający też jest zestaw aktorów, bo - przyznam - mieszanie amerykańskimi standardowymi twarzami zaczyna mnie już nieco nużyć (w ostatnio oglądanym V miesza się Lost, 4400, Firefly/Dollhouse, czy we Flashforward - Lost i nietypowo Coupling (bo brytyjski)).
Ten serial to najlepsze z dwóch światów i nie myślę tu bynajmniej o paniach z dodatkowym elementem anatomicznym. Błyskotliwy fizyk, badający burze magnetyczne na słońcu, otrzymuje nagle zestaw kilku zdjęć, pokazujących wydarzenie z przyszłości. Wraz z wezwaną ekipą lokalnej policji odkrywają, że zdjęcia to zestaw wskazówek pokazujących, gdzie zostanie popełnione przestępstwo. W każdym odcinku dostają nowe zdjęcia i z nich, jak z klocków, składają śledztwo mające na celu zapobieżenie przestępstwu. Pikantniej się robi, kiedy na zdjęciach zaczynają pojawiać się członkowie ekipy śledczej. Na razie 5 odcinków, czekam na więcej. Szczerze mówiąc, chyba bardziej niż na inne seriale.
Serial jest brytyjski, przez co dość nieprzewidywalny. Odświeżający też jest zestaw aktorów, bo - przyznam - mieszanie amerykańskimi standardowymi twarzami zaczyna mnie już nieco nużyć (w ostatnio oglądanym V miesza się Lost, 4400, Firefly/Dollhouse, czy we Flashforward - Lost i nietypowo Coupling (bo brytyjski)).
Zestaw nowelek o tym, jak mozolnie i po grudach powstaje jeden film. Kolejne scenki to kolejne wersje scenariusza, przeplatane dyskusjami scenarzystów z producentem. Niektóre epizody są zabawne, niektóre słabsze, sporo złośliwostek pod adresem współczesnego polskiego kina. Oglądałam to kiedyś, dawno temu i mnie rozbawiło. Teraz, po latach i po obejrzeniu "Testosteronu", "Ciała", "Lejdis" czy nieszczęsnego "Chłopaka" głównie widzę kalki, jakie pojawiły się w kolejnych filmach. Nie jest złe, ale nóżka nie drga.
Zestaw nowelek o tym, jak mozolnie i po grudach powstaje jeden film. Kolejne scenki to kolejne wersje scenariusza, przeplatane dyskusjami scenarzystów z producentem. Niektóre epizody są zabawne, niektóre słabsze, sporo złośliwostek pod adresem współczesnego polskiego kina. Oglądałam to kiedyś, dawno temu i mnie rozbawiło. Teraz, po latach i po obejrzeniu "Testosteronu", "Ciała", "Lejdis" czy nieszczęsnego "Chłopaka" głównie widzę kalki, jakie pojawiły się w kolejnych filmach. Nie jest złe, ale nóżka nie drga.
Skusiłam się, bo lubię Knopflera, a soundtrack z "LEtB" od dawna stoi na mojej półce. Tym bardziej dotkliwy wydał mi się kontrast między łagodną, oniryczną i liryczną muzyką a brudnym, brutalnym i brzydkim światem Brooklynu lat 50. Film jest zbiorem słabo posklejanych obrazów, między którymi przechodzą bohaterowie - strajk w fabryce, związek nieposkładanego mężczyzny z transseksualistą, prostytutka zakochana w żołnierzu, a następnie zgwałcona zbiorowo po tym, jak się upiła, bójki uliczne, ślub w celu uratowania honoru dziewczyny w ciąży. Podobne szorstkim stylem do "Tramwaju zwanego pożądaniem", którego fenomenu też nie zrozumiałam. Zdecydowanie pozostanę przy muzyce Knopflera.
W ramach zbierania tematycznego mam też książkę Huberta Selby'ego Juniora w oryginalne. Chętnie oddam, bo nie podejmuję się czytać. Anyone?
Skusiłam się, bo lubię Knopflera, a soundtrack z "LEtB" od dawna stoi na mojej półce. Tym bardziej dotkliwy wydał mi się kontrast między łagodną, oniryczną i liryczną muzyką a brudnym, brutalnym i brzydkim światem Brooklynu lat 50. Film jest zbiorem słabo posklejanych obrazów, między którymi przechodzą bohaterowie - strajk w fabryce, związek nieposkładanego mężczyzny z transseksualistą, prostytutka zakochana w żołnierzu, a następnie zgwałcona zbiorowo po tym, jak się upiła, bójki uliczne, ślub w celu uratowania honoru dziewczyny w ciąży. Podobne szorstkim stylem do "Tramwaju zwanego pożądaniem", którego fenomenu też nie zrozumiałam. Zdecydowanie pozostanę przy muzyce Knopflera.
W ramach zbierania tematycznego mam też książkę Huberta Selby'ego Juniora w oryginalne. Chętnie oddam, bo nie podejmuję się czytać. Anyone?
Zamiast dzwonków sań chlapanie rozmiękłego błota. Na ulicach widać kryzys, światełka są na nielicznych domach. Wbrew zniechęcającemu znakowi "ślepa ulica" Promienista przechodzi gładko w Powstańców Wielkopolskich, gdzie obok siebie mieszka dyskretny urok burżuazji i dzielny przedstawiciel "There, I fixed it"...