Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: czytam

John Steinbeck - Tortilla Flat

Tortilla Flat to mała przybrzeżna miejscowość koło Monterey, w Kalifornii. Steinbeck umieścił tam ekipę paisanos, sowizdrzałów i lekkoduchów, na wiecznym rauszu, którzy wesoło przepędzają dni, kradnąc tu i ówdzie, plotkując o paniach nietrudnego dostępu oraz prowadząc filozoficzne dysputy. Naiwny Pirat ze swoim stadem psów, serdeczny i uczynny Jezus Maria, Danny, właściciel najpierw dwóch, potem jednego rozsypującego się domu (po dziadku), Pilon czy Wielki Joe, bywalec aresztów, żyją sobie, raz lepiej, raz gorzej, czasem ponosząc karę za swoje czyny, czasem spędzając wieczór przy galonie wina.

Co mnie szczególnie zachwyciło, to sposób, w jaki Steinbeck opisuje swój świat - pełen kolorów, zapachów, światła. Dawno nie czytałam tak plastycznej książki, pełnej życia. To nie spisany rachunek z Ikei jak u Larssona, który - owszem - tworzy wiarygodny natłok szczegółów, ale świat składający się w mojej głowie podczas czytania w coś realnego.

Inne tego autora:

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 13, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 11 komentarzy - Skomentuj


Monika Szwaja - Dziewice do boju / Zatoka trujących jabłuszek

Przyznam, że z jednej strony bym tę lekturę przemilczała, bo tytuł ma mocno niewyjściowy, ale z drugiej - jestem koneserem popkulturowej papki, więc czemu nie? Umówmy się - to jest taki ekwiwalent puchatego ciastka z bitą śmietaną, milion kalorii przy zerowych wartościach odżywczych, ale w jesienny wieczór bardzo przyjemnie grzeje w głowę. Jeśli przymknie się oko na to, że źli są zawsze głupi i summa summarum przegrywają (przynajmniej moralnie), a wszyscy inni są niesamowicie dobrzy, mili i uczynni, że fabuła rwie się jak poprzecierane na szwach gatki, to na leżaczek się nadaje.

Poznane w poprzednim tomie panie kontynuują działalność klubu "dziewic", a konkretnie każda pozyskuje absztyfikanta. Wszystkie są dzielne, proaktywne i bez względu na okoliczności rozwiązują wszystkie problemy; wszystkie oprócz Marceliny, która nie jest dzielna, ma depresję i syf na kwadracie, ale pozostałe panie do niej jeżdżą i milcząco usiłują ją zmobilizować, dając dobry przykład. W tomie drugim ("... do boju") w Szczecinie odbywa się prestiżowa i międzynarodowa impreza jachtowa, w którą wszyscy są zaangażowani mniej lub bardziej osobiście, nastrój jest podniosły i nieledwie patriotyczny. Finał trzeciego tomu cyklu ("Zatoka") to szczyt cukru w cukrze - cała, rozbudowana o przylegających facetów, odnalezionych rodziców, przysposobione staruszki i niesamowicie etyczną młodzież, udaje się na wycieczkę na Karaiby, gdzie nurzają się w karaibskim klimacie, piją (poza młodzieżą) lokalne drineczki w sposób obfity acz oczywiście kontrolowany, bo trzeba trzymać pion moralny, a do tego ujawniają aferę hochsztaplerską.

Agnieszka, dyrektorka prestiżowej szkoły, zostaje z niej wyrzucona po pomówieniu przez matkę jednego z uczniów o bycie donosicielem UB tylko na podstawie zgodności personaliów. Ponieważ źli muszą być ukarani, donosząca matka okazuje się być nieszczęśliwą idiotką na krawędzi alkoholizmu, ma za to mądrego syna (oczywiście prowadzonego pedagogicznie przez Agnieszkę), który chcę matkę ratować, w przerwach między jachtami, nauką oraz miłością do swojej równolatki Jagi (córki Aliny), z którą się nieustająco "przytula". Agnieszka jak kot ląduje na cztery łapy i z pomocą Jerzego, który w pierwszym tomie nadskakiwał Marceli, ale teraz się przerzucił na rzutką panią dyrektor, otwiera własną szkołę.

Alina podczas swojej pracy w klinice reperującej dzieci po nowotworze poznaje Nikę, 14-latkę z wyciętym kawałkiem twarzy oraz głupią matką, która z nowym mężem woli jechać na trekking do Afryki zamiast wspierać dziecko. Szczęśliwie pojawia się ojciec, przystojny oficer żeglugi, w którym Alina się zakochuje, bo dla odmiany od byłej żony dba o dziecko.

Michalina spodziewa się dziecka ze swoim narzeczonym-psychiatrą oraz po latach odnajduje ojca-Irlandczyka, który okazuje się cudownym człowiekiem, profesorem slawistyki i urodzonym muzykantem (choć jak na niepijącego alkoholika bynajmniej nie wylewa za kołnierz, zwłaszcza na Karaibach). Pani Bożena, toksyczna matka Michaliny, musi nieco zmięknąć, jak nie chce być sama na stare lata.

Najsłabszy jest chyba wątek Marceliny, która - urodziwszy zaraz po wypadku córkę i zostawiona przez narzeczonego-palanta - wyniosła się do odziedziczonej posiadłości w, excuse le mot, Stolcu, gdzie zaczęła obrastać mchem. Na szczęście na posesji miała rzadkie ptaki, więc zaczął się tam kręcić przystojny ornitolog, habilitujący się z pierzastych, co Marcelinę nieco zmotywowało i zaczęła gotować (ale nie sprzątać). Z ornitologiem pojawiła się barwna pani Lila, jego matka, emerytowana fryzjerka teatralna, również motywująca czynem Marcelę do zarządzania swoim domem i ogrodem.

Inne tej autorki.

#116-117

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 9, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bohumil Hrabal - Obsługiwałem angielskiego króla

Trochę mi zeszło, bo po obejrzeniu sztuki zaczęłam czytać książkę. Ale co chwila odkładałam, nie wiem czemu, bo to naprawdę dobrze napisana książka. I taki niehonor, nie doczytać. W końcu doczytałam, a potem jeszcze posłuchałam [2021 - link nieaktualny], bo świetnie czytał Kaczor. Sztuka w poznańskim Teatrze Nowym to w zasadzie (z małymi skrótami) wierna adaptacja, czytając monolog bohatera widziałam sceny z teatru. W książce bardziej oczywista była kwestia czeskiego ruchu oporu, innych niż kolaboracja bohatera, czy to z Niemcami, czy potem z czeskim socjalizmem. Podziwiam ogromnie Hrabala za to, że wziął zwykłego człowieka, obdarzył go całym szeregiem wad, ale dodał mu też i marzenia, przez co Jan Dziecię/Detsche przechodzi przez restauracje, domy publiczne, szemrane hotele, wojnę, więzienie czy wreszcie zesłanie z wewnętrzną radością.

Inne tego autora:

#115 / #10

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 2, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 2 komentarze - Skomentuj


Monika Piątkowska - Krakowska żałoba

Duszna, krakowska historia o tym, jak późno narodziła się i szybko umarła miłość Urszuli i Maurycego, wieloletniego małżeństwa na przełomie wojen. On, bękart i fryzjer, bez miejsca w życiu, poszukuje biologicznego ojca i zostaje opoką krakowskiego półświatka, prowadząc dyskretny lombard, ona, inteligentka bez pieniędzy, opiera się całym swoim życiem na nim, balansując między uczuciem i nienawiścią. Nieślubne dzieci, dulszczyzm, II wojna światowa i ratowanie Żydów, fin de siecle bohemy i mieszczaństwa splatają się w sagę? epopeję? o nadwiślańskim mieście.

Książka jest bogata w zdania, dygresyjna, wielowątkowa (chociaż skupiona na parze bohaterów i ich bliskiej rodzinie), ale taka, nie wiem, miałka? Przez wiele stron budowane jest napięcie tak naprawdę po nic. Długie akapity, długie rozdziały, opowieści się snują, obiecują, robią to - owszem - ładnie, ale na końcu nie ma nic, pogrzeb i żałoba. Ale taka na pokaz, rok i sześć tygodni, po których się nic nie okazuje.

#114

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 31, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Miłoszewski - Gniew

Olsztyn, miasto 11 jezior. Poza tym jest zakorkowany, jesiennie zabłocony, brzydki tam, gdzie oryginalnie germańską architekturę zastąpiła ta z PRL-u i później. W tym mieście prokurator Szacki codziennie stoi w korkach i wymyśla, jak bardzo brutalnie skrzywdzi osobę odpowiedzialną za korki i złą organizację ruchu ulicznego. Stoi w korkach codziennie, mimo że do prokuratury ma przez ulicę, z domku aktualnej konkubentki, Żeni; stoi, bo kursuje po całym mieście - tu przemówienie w szkole, tu trup. Trup w pierwszej chwili zabytkowy, może i poniemiecki, ale szybko się okazuje, że świeżutki, taki niespełna dwutygodniowy, tylko sprytnie spreparowany. Szacki odrywa się więc od zachwytu swoją garniturową elegancją i irytacją tym, że 16-letnia córka znowu nie przygotowała obiadu, chociaż była jej kolej, zaczynając mozolną pielgrzymkę po świadkach, rodzinie, znajomych, prosektorium (gdzie pojawia się ekstrawagancki acz kompetentny doktor Frankenstein i piękna doktorantka, sugerująca strojem, że pod fartuszkiem ma tylko pończochy i może bieliznę). Po czym, jak już wie, jak bardzo brutalnie został uśmiercony denat, ginie (zostaje porwana?) jego córka, a on już się orientuje, że to ostateczna rozgrywka i wymierzona w niego broń.

Ten, zapowiadany przez autora jako ostatni tom[1], podobał mi się chyba najbardziej. Szacki dalej jest irytujący, chociaż mniej niezdarny niż w poprzednich tomach. Może to wpływ partnerującego mu asesora Falka, równie elegancko wygarniturowanego i jeszcze bardziej sztywnego, może to wpływ miasteczka z dziedzictwem i jeziorami. Rozwiązanie intrygi niestety siada fabularnie, dodatkowo - mimo że sprawnie przeprowadzone, bo i napięcie jest, i klimat, i dramat - jest tak niewiarygodne, że nie wiem.

[1] Jasne, wierzę, przecież nie można osadzić akcji tomu czwartego gdzieś pomiędzy.

Inne tego autora.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 30, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 10 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Ręka

Naprawdę, oprawianie tego opowiadanka w książkę to zbrodnia na portfelu czytelnika. Nie dość, że opowiadanie oparte jest na pretekstowości - Wallander szuka mordercy sprzed 50-70 lat - to w cenie pełnoprawnej książki czytelnik dostaje kwity z pralni i to dość podłego gatunku. Z przyjemnością przeczytałam streszczenia książek, listę głównych postaci i głównych miejsc występujących w powieściach Mankella, ale ponad połowa książki to indeks alfabetyczny osób oraz lista nazw ulic i miejscowości. Bardzo cenię książkę elektroniczną, bo jest spora szansa, że do opowiadania wrócę, a książka papierowa zdecydowanie nie miałaby szans zajmować miejsca na półce.

Inne książki tego autora.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 26, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 3 komentarze - Skomentuj


Agata Passent - Kto to pani zrobił

Zbiór felietonów, których wcześniej - ponieważ nie czytam prasy kolorowej - nie miałam okazji czytać, stąd nowość dla mnie. Nowość i ambiwalencja. Bo z jednej strony w większości przypadków obserwacje Passent ma celne, pióro ostre i konkretnie, sytuacje są opisane tak dobrze, jakbym sama je widziała, czasem zabawne, czasem ironicznie, idealnie jak na felieton. Z drugiej strony jednak nie przekonałam się do języka - do bałaganiarskości konstrukcyjnej, dygresji wplatanych bez powodu; za dużo słów, nieuchronnie nasuwało mi się przekonanie o konieczności rozdęcia tekstu do określonej liczby słów, bo wierszówka. Nie uchroniłam się od porównania z Agnieszką Osiecką, tyle że u Osieckiej każde słowo miało swoje miejsce i było po coś. Tutaj słowa są dla przyjemności pisania, co niespecjalnie przekłada się na przyjemność czytania. Felietony są krótkie, o wszystkim, a mimo to odczuwałam znużenie formą.

#111

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 23, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 1 komentarz - Skomentuj


Leopold Tyrmand - Dziennik 1954

Przemęczyłam się przez ten - pisany raptem 3 miesiące - pamiętnik, jak dawno przez nic. To nie tak, że źle się czytało, bo nie. Ale powoli, najwyżej kilka stron dziennie - warto było nie przemykać się szybko nad frazami typu "patrząc na mnie oczyma jelenia gastrycznie doświadczonego" czy "chasyd komunizmu o twarzy wyblakłego onanisty", a do tego całość dygresyjna, pełna polityki, wspomnień i nieliniowej narracji. Sylwetki znajomych, przyjaciół i nieprzyjaciół, zarysowany epizodycznie związek nie-związek z 16-letnią Bogną (nieco odmłodzoną na potrzeby narracji, bo podobno miała jednak 18 lat), 10 lat budowania komunizmu w Polsce, bieda-obiady za 7 zł w Związku Literatów Polskich, gospodarka nie nastawiona na człowieka z pokątnie kupowanymi artykułami pierwszej potrzeby i przeróbkami ubrań z zagranicy u dobrych, przedwojennych krawców. Wzruszył mnie argument autora w rozmowie z przyjacielem, Stefanem Kisielewskim, że nie pisze dla współczesnych, tylko dla czytelników z XXI wieku. Coś w tym jest; dziś Tyrmand byłby świetnym skandalistą-blogerem.

Pisarz został kilka miesięcy wcześniej obłożony nieoficjalnym zakazem drukowania, jak większość jego współpracowników ze zgłuszonego właśnie przez komunistów Tygodnika Powszechnego. Utrzymywał się z korepetycji, tłumaczeń i drobnych zleceń, koczując w niewielkim pokoiku w dawnym budynku YMCA, jednocześnie cierpiąc z niemożliwości publikowania swoich tekstów bez skompromitowania swoich poglądów. Dziennik przerwał w połowie zdania, kiedy pojawiła się okazja napisania i wydania "Złego". Jak to w dzienniku, życie autora jest podane między wierszami, czasem zupełnie epizodycznie - prześledziłam więc szereg artykułów i kawałki biografii pisarza, bo pozostało mi poczucie niedosytu na przykład w kwestii tego, jak zakończył się jego związek z "Bogną".

Pozostało mi też poczucie zazdrości umiejętności wnikliwej obserwacji, lekkości frazy i skrupulatności zapisywania codzienności.

Jak ktoś jest niewytrwały w czytaniu (bo to jednak naście godzin lektury), można poszukać "Dziennika" w audiobooku (bywa na youtube).

Innne tego autora:

#110

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 22, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 2 komentarze - Skomentuj


Sue Townsend - Adrian Mole lat 39 i pół. Lata prostracji

Jak na książkę zamykającą cykl (chyba ze spadkobiercy wydadzą kwity z pralni) - całkiem zgrabne i nawet zatrącające o delikatne wzruszenie zakończenie. Adrian współdzieli z rodzicami domek (i kredyt hipoteczny) przekształcony z chlewika, pracuje w upadającej księgarni, pisze sztukę pt. "Zaraza", którą chce wystawić w lokalnym kółku parafialnym oraz odkrywa, że ma raka prostaty. Jego siostra zaciąga rodziców do plotkarskiego programu telewizyjnego, żeby ustalić, czy jej ojcem nie jest dawny sąsiad Mole'ów, pan Lucas, z którym Paulina Mole miała przed laty romans. Starszy syn Adriana, Glenn, jest żołnierzem w Afganistanie, a młodsza córka, Gracie (l. 5), bojkotuje szkolny mundurek. Żona za to zbyt chętnie się kręci koło lokalnego lorda, niezbyt mądrego, ale bogatego i reprezentacyjnego.

Zgubiłam się, przyznaję, w stosunkach rodzinnych Adriana - w pewnym momencie okazuje się, że ma trójkę dzieci z różnymi partnerkami, ale na tyle dawno czytałam poprzednie tomy, że mogę nie pamiętać. Poza tym jak zwykle - delikatna drwina z rządu i klasy lordowskiej, kryzys roku 2008 i upadek funduszy hedgingowych, małe miasteczko, pisma do premiera i zakaz palenia w miejscach publicznych.

Inne tej autorki.

#109

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 20, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


O spotkaniach autorskich albo Michaśka czyta

[16.10.2014]

Wylaszczyłam się nieco, bo wypadało, nawet umalowałam oko na błyszcząco. Zrezygnowałam tylko z pantofelków na obcasie, bo mżyło i kapało.

Uwielbiam miasto deszczowe i wieczorne, mrugające neonami, pełne ludzi, parasoli, tramwajów, świateł sygnalizacji odbijających się w mokrym bruku. W Zamku tłumy. Spodziewałam się gromadki ludzi w małej salce, kameralnej, tymczasem na bogato - sala Wielka, pod salą stand bogato założony piśmiennictwem Michała Witkowskiego. Głównie panie, trochę młodzieży płci obojga, ale żadnych lujów.

Kawałek "Zbrodniarza i dziewczyny", soczysty, ze zjazdem ciot wrocławskich pod szaletem-miejscem zbrodni, czyta Michaśka. Miękkim głosem, z nastrojem.

Mało o modzie, dużo o inteligentnym szydzeniu sobie z intelektualistów, o tym, czemu bohaterki Lubiewa tak przeklinają (bo muszą, mamo, są samodzielne i lubią przeklinać). Drobna drwina z Camilli Lackberg (kryminał i "Klan" w jednym), pochwała ascetyczności Joe Alexa. Michaśkę skonstrastowano z nobliwym panem profesorem, którego personaliów w przeciwieństwie do informacji, że nie wyznaje się na pudelkach i fejsikach, nie zapamiętałam. Nie wyszło za dobrze, mam wrażenie, że nikt nie przyszedł na nudnawy wykład z językoznawstwa; poznałam po wychodzących przed czasem.



Na koniec fragment z "Drwala", kopalni scen. O tym, jak Michaśka chciał od luja majtki, żeby mu przeprać w rękach w misce. Bo brudne.

Dziś był Miłoszewski, nieco żałuję, że nie poszłam.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 18, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj