Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: czytam

Isaac Asimov - Powiew śmierci

Brade jest wykładowcą chemii na uniwersytecie, zrobił doktorat, jest sumienny i pracowity, ale nie ma specjalnych ambicji, od lat czeka tylko na wymarzoną asystenturę, co oznacza stabilizację, bo teraz co roku czeka na przedłużenie kontraktu. Kiedy w pracowni znajduje zwłoki jednego ze swoich studentów, Neufelda, przede wszystkim martwi się, jak to wpłynie na jego notowania na uczelnianej giełdzie. Dopiero druga myśl to podejrzane okoliczności - doktorant, który zginął w trakcie prostego eksperymentu, bo pomylił nieszkodliwą substancję z trującą - dają mu do myślenia, czy było to samobójstwo, czy jednak morderstwo. Policjant przydzielony do sprawy nie wydaje się zbyt inteligentny (oczywiście do czasu), więc Brade sam zaczyna śledztwo z obawy, że wina spadnie na niego.

I jak sam kryminał jest całkiem zgrabny, w starym stylu samotnego detektywa broniącego swojego dobrego imienia i podejrzewanego przez policję, dodatkowo ze zjadliwą obserwacją środowisk akademickich, tak ma parę wad. Asimov rozepchał książkę sporą porcją podręcznika chemii, czasem nie związaną z akcją, więc czasem trochę nuda. Ale znacznie gorsze są wstawki obyczajowe, zwłaszcza dotyczące studentek. Kobiety są oceniane tylko za wygląd, komentowana jest ich atrakcyjność, potencjalne kompleksy (które oczywiście dziewczyna musi mieć, bo ma nadmierny zarost na twarzy) i… waga: np. z kłótni w pierogarni Brade wyciąga wniosek, że Neufeld dbał o swoją narzeczoną, bo chciał ograniczyć jej jedzenie, żeby nie przytyła do ślubu (sic!). Zapewne znak czasów, ale nawet w wikipedii stoi, że “Asimov w pewnym stopniu kultywował swój obraz jako sympatycznego rozpustnika” oraz - już w wersji angielskiej - zdarzało mu się obmacywać fanki na konwentach. Nowe, nie znałam.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#101 / #20

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 30, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Claire Keegan - Drobiazgi takie jak te

Jak po części sugeruje tytuł, rzecz jest krótka objętościowo. Połowa lat 80. XX wieku, dla ludzi urodzonych chwilę wcześniej to prawie współczesność. Bill Furlong, handlarz węgla z małego irlandzkiego miasta, ma kiepskie pochodzenie. Przyszedł na świat jako nieślubne dziecko służącej, a ku zaskoczeniu wszystkich jej ekscentryczna chlebodawczyni bynajmniej nie wykopała jej za drzwi, co było świątobliwym zwyczajem w tych czasach. Dzięki temu Bill miał szansę dorastać u pani Wilson w dobrych warunkach i dojść do życiowej stabilizacji - własna firma, żona i pięć córek. Zbliża się Boże Narodzenie - zakupy prezentów, przygotowania, strojenie domów, coraz bardziej świąteczna atmosfera; dla Billa i jego pracowników jednak to okres najbardziej intensywnej pracy w rozwożeniu opału. Bill wprawdzie głównie zajmuje się już głównie zarządzaniem i windykacją, co niekoniecznie mu sprawnie idzie, ale ktoś musi, ale decyduje się sam zawieźć węgiel do pobliskiego klasztoru. W klasztorze mieści się znana w okolicy pralnia, gdzie większość pań domu wysyła pranie z gwarancją śnieżnej czystości, którą zapewniają zręczne ręce przygarniętych przez siostry upadłych dziewcząt. I tam Bill spotyka jedną z młodych kobiet, półnagą, głodną, zamkniętą w szopie za karę. Kiedy próbuje rzecz wyjaśnić, przełożona pacyfikuje go sprawnie, zajście wyjaśnia żartem niesfornych podopiecznych i przekazuje pozdrowienia dla małżonki. Bill zostaje sam z myślami, co robić w tej sytuacji, kiedy rozmawia z żoną czy sąsiadami, słyszy, że wszystko jest w porządku i nie powinien za wiele o tym myśleć, bo od myślenia boli głowa.

Zjawisko pralni u sióstr Magdalenek jest teraz szeroko znane i komentowane, ale oczywiście to nie było tak, że przemoc i wykorzystywanie “nieczystych”, “grzesznic”, “tych, które zeszły na złą drogę” działo się w próżni. Tak jak w miasteczku Billa, prawie współcześnie (ostatnie placówki zamknięto w 1996 roku) wszyscy wiedzieli, że za bramami klasztoru niekoniecznie jest różowo, ale udawali, że to normalne, bo dzięki temu mogli pławić się w swojej wyższości moralnej i za cenę drobnego datku raz do roku rozgrzeszyć się z konieczności zapewnienia wsparcia niegodnym.

#100! [Tak, puryści mogą się ze mną kłócić, czy audiobooki się liczą, ale ignoruję opcję, że nie]

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 29, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wioletta Grzegorzewska - Stancje

Wiolka dowiaduje się, że mieszka za blisko Częstochowy i jednak nie dostała akademika. Lata 90., opcji jest jakby niewiele. Na szczęście przypomina sobie, że znajoma z jej rodzinnej wsi prowadzi hotel robotniczy na przedmieściach. Hotel “Wega” to dziwne miejsce, przechowalnia ruskich handlarzy bazarowych, byłych więźniów i ludzi nieco poza nawiasem społeczeństwa. Wiolka wpasowuje się w to miejsce bardzo szybko, dlatego nagła konieczność opuszczenia hotelu jest trudna. Na dworcu zaczepia ją oblatka, siostra Stanisława i proponuje zakwaterowanie w półotwartym klasztorze. Absurdalnie, to miejsce też jest łatwe do zaakceptowania mimo twardych zasad, konieczności sprzątania i narastającej atmosfery nierealności powodowanej przez chorobę psychiczną siostry przełożonej, która w Wiolce widzi swoją zmarłą w czasie wojny córkę Anulę. Kiedy i tej lokalizacji kończy się termin przydatności, dziewczyna zaczyna pracę w McDonaldzie i wreszcie wynajmuje samodzielne mieszkanie, gdzie może spotykać się ze starszym od niej panem Kamilem.

Sama peregrynacja przez różne typy zakwaterowania jest przyczynkiem do niekończących się dialogów z dziadkiem, które odbywają się w głowie Wioli; jej zniknięcie z rodzinnej wioski, niezwerbalizowana niechęć do powrotu na święta czy wakacje to kolejny krok dojrzewania. Kocha rodzinę, ale potrzebuje samodzielności i próbowania nowych rzeczy. Nie mniej ważne są realia połowy lat 90. - handel na bazar, siermiężne ubrania, ruch pielgrzymkowy, pierwsze fast foody, trudne pierwsze kroki na uczelni, gdzie bywa przemoc seksualna czy następuje zderzenie z wyobrażeniami, kiedy to wymarzone studia okazują się być kiepskiej jakości szkółką.

Inne tej autorki.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 27, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dmitrij Głuchowski - Metro 2034

Od wydarzeń z poprzedniego tomu minął rok, na stacji Sewastopolskiej panuje niepokój, bo przerwana została ciągłość dostaw z Linii Okrężnej. Wysyłani zwiadowcy nie wracają. Hunter, jeden ze skrzywdzonych bohaterów poprzedniego tomu, bierze ze sobą Homera, staruszka, który szuka natchnienia do napisania eposu na miarę imiennika, i idzie dowiedzieć się, co się stało. Po drodze zgarniają Saszę, córkę dysydenta, która czuje dziwny związek z Hunterem i chce szukać w nim coraz bardziej zamierającego człowieczeństwa (wiem, wiem, ale tu nie szukałam mocnych bohaterek kobiecych). Hunter odkrywa, że brak dostaw to efekt blokady, bo jedną ze stacji opanowali bandyci i wraca na Sewastopolską, żeby ich zniszczyć ogniem. Homer przypadkiem dowiaduje się, że to nieprawda - na stacji jest nieuleczalna, zaraźliwa choroba, a tylko przypadkiem spotkany muzyk Leonid twierdzi, że wie, gdzie jest mityczny Szmaragdowy Gród, gdzie wiedzą, jak leczyć.

Serio aż przetarłam oczy, jak dotarło do mnie, że poprzedni tom czytałam 10 lat temu, co poniekąd też wyjaśnia, dlaczego niewiele pamiętam poza wymową finału. Ten tom zaczynałam chyba ze trzy razy i jakoś nie byłam w stanie skończyć. Może to efekt tego, że akcja jest dość zagmatwana i pretekstowa, trudno mi było skupić się na celu wyprawy, na psychologii postaci i nie przewracaniu oczami nad wątkiem romantycznym i romansowym (to dwa różne!). Trochę o nadziei, o wspomnieniach ze świata, który się skończył, trochę proroczych wizji i wtem nagły finał, może nie aż tak nagły jak w pierwszym tomie, ale no weźcie. Chcę “Metro 2035”?

Inne tego autora.

#98

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 25, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - Podróż w nieznane

Lata 50. XX wieku. Betterton, młody obiecujący naukowiec, znika bez śladu. Wywiad podejrzewa, że zwiał za żelazną kurtynę, zaczyna więc śledzić jego żonę, Olivię, która “dla poradzenia sobie ze stresem” wyjeżdża do Casablanki. Niestety w drodze ulega wypadkowi i walczy w szpitalu o życie. Agent wywiadu, Jessop, zaczepia Hilary Craven, młodą, załamaną kobietę, która - po rozpadzie małżeństwa i śmierci dziecka - przyjechała odebrać sobie w tych pięknych okolicznościach przyrody życie. Zaczepia i zamiast opowiadać, jakie to życie jest piękne, proponuje układ - będzie udawała Olivię Betterton, co może naprowadzić wywiad na trop naukowca-renegata, a ponieważ jest to akcja wysokiego ryzyka, może w trakcie spotkać upragniony koniec. Hilary się zgadza, pomaga w tym jej podobieństwo do żony Bettertona. Na początku nic się nie dzieje, podróże, przypadkowe znajomości, wtem Hilary wraz z grupą innych naukowców-uciekinierów jedzie w nieznanym kierunku.

Jak jeszcze w miarę akceptuję kryminały Christie, tak książki sensacyjno-szpiegowskie są bardzo toporne i z tezą. Naukowcy, którzy uciekli z Zachodu, to albo “lewacy”, albo opętani naiwną wizją współpracy między narodami, albo sprzedawczyki czy - jak Niemka - chcą zawładnąć światem. Ośrodek demonicznego milionera, który całym przedsięwzięciem zarządza, jest chyba pierwowzorem siedzib złoli w stylu filmów o Bondzie - ukryty w górach, sterylnie czysty, pełen zamaskowanych w ścianach przejść. A, i na żądanie dla naukowców dostarczane są prostytutki. Albo żony. Dodatkowo jest pełno stereotypów i szowinizmu: niebiali są tępi i prymitywni, na tyle, że nikt ich nie traktuje jak potencjalnych świadków, bo są za głupi, żeby coś zapamiętać czy skojarzyć. Paryż jest niebezpieczny, wszystko może się zdarzyć. Kobiety, nawet w żałobie, zobowiązane są dbać o pozory - makijaż i uczesanie, dodatkowo mają “naturalne” zdolności przystosowawcze. Wisienka na czubku - w książce pojawia się bohaterski Polak, Boris Pawłowicz Glydr (sic!).

Inne tej autorki.

#97 / #19

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 22, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Paula Hawkins - Błękitna godzina

Kilka lat po śmierci Vanessy Chapman, ekscentrycznej artystki-samotniczki, mieszkającej na wyspie Eris, dostępnej tylko podczas odpływu, udaje się zebrać jej dzieła na wystawie. Wszyscy są zachwyceni nietypową dla niej rzeźbą z kości i porcelany, zamkniętą w szklanym sześcianie, wszyscy poza przypadkowym widzem, prywatnie antropologiem, który w jednej z kości rozpoznaje kość ludzką. To wydarzenie odgrzewa konflikty sprzed lat - po śmierci Chapman jej dzieła odziedziczył Douglas Lennox, marszand i kochanek artystki, co doprowadziło do wściekłości jego zdradzaną żonę, bo teraz obrazy i rzeźby znienawidzonej rywalki pojawiły się w jej domu. Po śmierci Douglasa zarządzanie fundacją przejął jego syn, Sebastian i właśnie on wysyła teraz swojego podwładnego i przyjaciela, Beckera, żeby rozmówił się z mieszkającą na wyspie Grace Haswell, przyjaciółką Vanessy, która od lat dość niechętnie porządkuje dokumenty i artefakty, ciągle zalegające w domu artystki. Becker jest zachwycony, bo uwielbia twórczość Chapman od lat i nie przejmuje się tym, że ta misja może być trudna lub niewdzięczna. Narracja przeskakuje między wyimkami z pamiętnika Vanessy, relacją coraz bardziej zaniepokojonego Beckera, który dodatkowo zaczyna odczuwać niepokój widząc, jak jego ukochana Helena mimo ciąży spędza coraz więcej czasu z Sebastianem, swoim dawnym narzeczonym, oraz wreszcie opowieścią Grace, doktor medycyny na pół etatu w pobliskiej wsi.

O, jakie to wszystko jest gęste i niepokojące. Sama wyspa Eris, dostępna tylko dwa razy dziennie przez kilka godzin, jest wspaniała, ale bywa posępna, niepokojąca i zabójcza. Między Beckerem, aktualnym partnerem Heleny i ojcem jej mającego niebawem przyjść na świat dziecka i Sebastianem, bogatym dziedzicem-lekkoduchem, dawnym narzeczonym Heleny, przez lata zbudowała się dziwna zależność i niezdrowa nierównowaga. Nienawiść lady Emmeline, wdowy po Douglasie, do wszystkiego, co ma związek z Vanessą, przelewa się na Beckera, który nie dość, że uwielbia artystkę, to jeszcze zabrał dziewczynę jej synowi. Z listów i pamiętników powoli buduje się obraz artystki - genialnej, chociaż wplątanej w szkodliwy dla niej związek z lekkoduchem Julianem, po zniknięciu którego jednak cierpi latami. Wreszcie Grace - brzydka i niezgrabna, zaufana przyjaciółka Vanessy, mieszkająca z nią podczas śmiertelnej choroby nowotworowej - usiłuje tak manewrować dostępem do dokumentów i informacji, żeby nie postawić swojej mistrzyni w złym świetle. Nie jest to książka wybitna, miejscami irytuje niedopowiedzeniami, ale bardzo dobrze się czyta, mimo że nie jest to typowy kryminał ze śledztwem.

Inne tej autorki.

#96

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 20, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Francis Durbridge - Portret Alison

Greg Forrester pracuje nad zleceniem - maluje na potrzeby pewnego czasopisma piękną modelkę Jill - kiedy przez telefon otrzymuje dramatyczną informację: jego brat, Louis, zginął w wypadku we Włoszech. Okazuje się, że po dwudniowym pijaństwie wpadł na błyskotliwy pomysł, żeby jechać swoim bentleyem trudną, górską drogą. W wypadku zginęła też jego najnowsza flama, Alison, a jej zrozpaczony ojciec pojawia się w pracowni i prosi o namalowanie portretu zmarłej na podstawie zdjęć i pięknej sukni. Niedługo potem, kiedy Greg odwiedza drugiego brata, Davida, ktoś w jego pracowni zabija Jill, ubraną w suknię Alison, a zdjęcia dziewczyny znikają. Akcja się zagęszcza, kiedy Greg dostaje dziwny telefon w sprawie pocztówki od zmarłego brata, napada na niego wściekły narzeczony Jill, sugerując romans, ktoś podrzuca z powrotem zdjęcia, a do tego okazuje się, że Alison wcale nie zginęła w wypadku.

To bardzo rzetelna, sympatyczna ramotka, gdzie Scotland Yard oczywiście podejrzewa malarza, ale to angielska policja, więc rzecz się dzieje w sposób pełny rewerencji, malarz mówi, że nie, więc grzecznie się wszyscy sobie kłaniają i pozwalają mu prowadzić samodzielnie śledztwo, chociaż oczywiście są czasem o krok przed nim. Trochę zabawnych fraz (mieszkanie tchnęło atmosferą męskiego sybarytyzmu w najlepszym guście), trochę szowinizmu i protekcjonalności w stosunku do kobiet, a cała intryga jest prawie że współcześnie skomplikowana, ze zwrotami akcji.

#95/#18

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 17, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Richard Powers - Listowieść

Kilka osób z różnych powodów zaczyna się interesować drzewami. Patricia, profesorka botaniki, odkrywa, że drzewa to więcej niż rośliny, to skomplikowany stadny organizm, który umie się porozumiewać. Mimi, córka emigranta z Korei, wpada w furię, kiedy miasto bez uprzedzenia niszczy zagajnik pod jej biurem. Douglas, nieco dziecinny weteran z Wietnamu, chce wesprzeć jakikolwiek szczytny cel, pomaga więc Mimi. Nick jest artystą, chce kontynuować piękny projekt swojej rodziny, gdzie drzewo odgrywa centralną rolę. Neelay, programista-geniusz z silną niepełnosprawnością ruchową, planuje stworzenie wirtualnego świata, lepszego od realnego (tu, przyznam, przewracałam oczami, myślalam, że ten koncept się już dawno zdewaluował)... Losy tych wszystkich (i kilku innych - mesjanistycznej Olivii po doświadczeniu śmierci klinicznej, psychologa Adama czy małżeństwa Raya i Dorothy) osób się ze sobą splatają, kiedy odkrywają wyniszczającą politykę USA w kwestii wycinki drzew, przyłączają się więc do najpierw pokojowych, potem - gdy metoda zawodzi - mniej pokojowych metod blokowania wycinek kilkusetletnich drzew.

Z jednej strony to epicki i całkiem składnie napisany alarm w obronie drzew, których z roku na rok nie tylko w Stanach Zjednoczonych ubywa. Nie dostaliśmy Ziemi i tego, co na Ziemi, do zużycia, ma służyć kolejnym pokoleniom, ale - czego się obawia ustami swoich bohaterów autor - raczej dla nich nie starczy. Raczej, bo głosy rozsądku, mówiące o zaprzestaniu rabunkowej gospodarki leśnej, niszczenia samoregulujących się ekosystemów, rozwłóczanie szkodników i chorób z kontynentu na kontynent, są traktowane jako głosy eko-oszołomów, wariatów i szkodliwych dla interesu społecznego. Autor zadaje te pytania głównie przez Patrycię i Adama, wyśmiewaną, ale zrehabilitowaną po czasie naukowczynię i psychologa, doktoryzującego się z zachowań ideowych: czemu trudno myśleć o przyszłości, kiedy za chwilę możemy odkryć, że właśnie zniszczyliśmy przyszłość? Czemu poza skrajną grupą świat - politycy, policja, przemysł nie widzi, że stoimy na krawędzi? Czemu tylko nieliczni potrafią położyć na szali swoje życie, żeby nawoływać do opamiętania? Z drugiej strony… miałam dostać jedną z najważniejszych książek ostatnich lat, a nie porwała mnie. Ekologia? Była u Kingsolver. Wielu bohaterów - chociażby ostatnio u Doerra, Franzena i nie tylko. Całość jest przydługa, napchana teoretyzowaniem, streszczanymi badaniami naukowymi i czasem upchniętymi na siłę wątkami pobocznymi. Czytalna, jak najbardziej, ale czy wybitna - niekoniecznie.

#94

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 12, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Marta Dzido - Małż

Magda została zredukowana. Wprawdzie tylko w firmie, ale dla niej oznacza to redukcję całego życia. Mateusz, jej narzeczony, dalej w tejże firmie pracuje, a kiedy coraz później wraca, ma pretensje - że nie szuka pracy, że rachunek za telefon wysoki, że nie sprząta w domu, skoro całe dni nic nie robi, a nawet nie przygotowuje się aktywnie do mającego nadejść skromnego ślubu, który jednak wcale nie ma być skromny według Mateusza. Gorzej, Magda się zmienia - z potulnej, grzecznej i sumiennej staje się wulgarna, czepliwa i zwyczajnie niegrzeczna, gorzej - wytyka Mateuszowi zdradę, a tak nie może być. I rzeczywiście, tak nie może być. Po fiasku kolejnych pseudoprac z mobbingiem, poniżej kwalifikacji, użebranych po znajomych i rodzinie, więc tym bardziej wstyd, bo oni ryzykowali swoją nieposzlakowaną opinią, a ona co, Magda zrywa zaręczyny, zaczyna pozować nago studentom i niespodziewanie odkrywa w Mikołaju, który niespecjalnie umie w rysunek, umiejętność prawdziwego życia.

Dziwna to historia, w pewnym momencie rozwidlona na zagładę lub nadzieję. Celne, sarkastyczne obserwacje wczesnej polskiej przedsiębiorczości przeplatają się z nieudanym wejściem w dorosłość, gdzie bez wsparcia się nie da, a nieliczni wspierający chcą tylko ukształtować Magdę na swoje podobieństwo, z szarością codzienności i kolejnymi porażkami, które przechodzą w niezdiagnozowaną depresję. Praca to fikcja, związki to fikcja, macierzyństwo to fikcja, szacunek dla drugiego człowieka to fikcja, co w takim razie jest prawdziwe? Tytułowy “małż”, wytatuowany nad tyłkiem znajomej? Nie wiem, ale chcę więcej książek Dzido.

Inne tej autorki.

#93

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 11, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


H. K. Rönblom- Senator wraca

Mała szwedzka miejscowość Kärdla[1], wszyscy się znają, a już zwłaszcza znają rodzinę Fenningów - ciężko pracującą, kostyczną żonę, leniwego męża, kapitana w stanie spoczynku, który nie pracuje od powrotu z wojska, kręci się po okolicy i aktualnie podrywa żonę właściciela hotelu, córkę Siri, niezbyt ładną, za to głupawą i syna Nisse’a, który właśnie zdał maturę (kiepsko, bo kiepsko, ale zdał). I nagle idzie hyr, że z Ameryki wraca po latach brat kapitana, podobno senator i podobno milioner, co z jednej strony rodzinę cieszy, bo od zawsze kiepsko im się wiedzie, z drugiej martwią się, bo jak tu godnie go przyjąć oraz może będzie się domagał czegoś. Ale do wizyty nie dochodzi, bo amerykański Fenning zostaje znaleziony martwy w strumieniu opodal domu rodzinnego. Policja sprawdza alibi rodziny jako najbardziej podejrzanej, ale wszyscy mieszkańcy kierują spojrzenia na sąsiada Fenningów, młodego Ronny’ego, który ma tego pecha, że jego ojcem był amerykański czarny dżentelmen. Książka ma cztery części - przedstawienie wsi i rodziny, w drugiej ginie gość, w trzeciej zaś do akcji wkracza Paul Kennet, dziennikarz z żyłką detektywistyczną i razem z miejscowymi osobami z kręgów prawnych snuje rozważania, wreszcie w czwartej wszyscy gromadzą się w podupadłej willi rodziny Fenningów, gdzie mordercę dosięga ramię sprawiedliwości.

Bardzo przyjemna ramotka, z elementami humorystycznymi (“miał zęby i oczy wiewiórki ustawicznie rozglądającej się za jakimś orzeszkiem do schrupania. Chwilowo miał minę przepraszającą i wyglądał tak, jak gdyby gotów był nawet zrezygnować z orzeszka”). Śledztwo policyjne jest bardzo powierzchowne, ciekawsze są już hipotezy adwokata, autora kryminałów i hotelarza, ale tak naprawdę dopiero dziennikarz robi uczciwą wizję lokalną, szuka śladów i wiarygodnego motywu.

[1] Co ciekawe, aktualnie ulokowana w Estonii. Fikcyjna lokalizacja czy były zmiany granic od lat 50.?

Inne z tej serii.

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 2, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 1 komentarz - Skomentuj