Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: czytam

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Akcja “Rudolf”

Piękna Krystyna Nechayowa poznała doktora Łukasza Zdanowicza w Zakopanem, wykluł się romans, niestety na drodze ich miłości stoi zaborczy acz oziębły mąż, który nie chce dać żonie rozwodu. I wtem Teodor Nechay zostaje znaleziony martwy, otruty zastrzykiem ze strychniny. Podejrzenie pada na kochanka żony, który zostaje aresztowany po znalezieniu dość oczywistych dowodów. Krystyna w to nie wierzy i prosi męża przyjaciółki, nieco szemranego, ale wziętego mecenasa Mitelskiego, o obronę ukochanego. Proces się przeciąga, Zdanowicz zapada na zdrowiu, a w międzyczasie Downar czuje, że jest w sprawie drugie dno. Zaczyna odkrywać, że Nechaya nienawidziło wielu ludzi - na przykład wzgardzona kochanka i jej platoniczny wielbiciel, a do tego są istotne podejrzenia, że jako pracownik MON[1] sprzedawał wojskowe tajemnice obcemu wywiadowi. Autor zdecydowanie nie wyznaje maksymy, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, bo zza kulis dopowiada cały wachlarz przestępczych działań: mafia w Neapolu, narkotyki, stręczycielstwo, wyjazd do USA… W sprawie pojawiają się same piękne panie, Downar jest zachwycony, bo to jego hobby; nie waha się udać na przesłuchanie do prywatnego mieszkania w niedzielę, całować rączki i prawić tak grube komplementy, że kobiety czują się zażenowane. Dodatkowo ocenia również panów pod względem wyglądu, czując niechęć do rudawego blondyna z czerwonymi dłońmi o grubych palcach. Finał jest należycie zaskakujący, z podwójnym blefem i wkroczeniem milicji tuż przed potencjalnym usunięciem świadka zbrodni.

Szowinizm codzienny: kochanek ignoruje obawy swojej flamy, która obawia się brutalności męża, uspokajając ją wyważonymi słowami, żeby przestała się egzaltować. Nie znosi też, kiedy kobieta płacze, bo wtedy robi się brzydka. Kobiety tracą poczucie czasu, bo się zagadują z kumami o pierdołach. Kiedy są wzgardzone, nie są skłonne do zachowania tajemnicy. Oraz nigdy z nimi nic nie wiadomo, trzeba być przygotowanym na niespodzianki.

Się pije: koniak (noname i Martell), czystą eksportową (pod bigos), kawę, sok pomarańczowy, sok pomidorowy, Chablis, wermut, pomidorowy koktajl, jałowcówkę, wino (pod słone paluszki); drink z gold ginu, soku z grejpfruta i wody sodowej.

Się je: ciastka kruche (do kawy); razowy chleb, grubo posmarowany masłem i z szynką; karpia w galarecie i łososia z rusztu z chrupiącymi bułeczkami (w barze rybnym); kiełbasę, szynkę, jaja na twardo (pod wódkę).

Się pali: Giewonty, a poza tym palą wszyscy, w tym lekarze, a piękne panie dzielą się opinią, że mężczyźni niepalący są mniej męscy.

[1] Nie może to przecież być szef Nechaya, bo przecież to “dawny ideowy komunista, bardzo mocny partyjnie, cieszy się całkowitym zaufaniem Komitetu Centralnego. Nonsens”.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#9/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 25, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Salcia Hałas - Potop. Pieśń o końcu świata

Zaczynałam trzy razy, ale teraz poszło migiem, może dlatego, że wreszcie przeczytałam ze zrozumieniem, że to nie poemat, a proza, tylko krótkie wersy, bo narratorka ma chore płuca i serce, więc się zatyka. Podejrzewam, że książkę o wiele lepiej czyta się w papierze niż w ebooku ze względu na formatowanie, zgaduję, nie miałam wersji papierowej.

Potop ma miejsce w gdańskim gdyńskim Pekinie - osiedlu bieda, ale jednak domków na wzgórzu, domków, zakupionych legalnie, za które właściciele płacą podatek, mają podpięte media. Tyle że pojawia się Przedstawiciel, który chce mieszkańców wykurzyć, domy wyburzyć, a na wzgórzach zbudować luksusowe osiedle. Halina Pigułowa, Ta Która Opowiada; babka Szwajcerowa, Ta, Która Wieszczy; i Zośka Nadzieja, Ta Która Ma Najgorzej, bo z depresją i musi zarabiać na opiekę nad wredną babcią z demencją: trzy kobiety, które widzą sterowany przez Przedstawiciela rozkład domów ich i sąsiadów, podtopienia, podpalenia, leje krasowe, eksmisje. To wszystko doprowadzi do końca świata, one to wiedzą, a władze ignorują, wszak nie leży w ich interesie utrzymanie bieda domów, do telewizji nie pójdą, bo wariatki z nich zrobią.

Uwielbiam każde zdanie, każdą frazę, kobiecą mądrość i obserwacje, jakie stoją za czasem beznamiętną, urywaną narracją. To relacja ze świata wykluczeń, gdzie jeśli kobiety same sobie i innym nie pomogą, to nie pomoże nikt. To jest moja “Masłoska”, ubolewam tylko, że autorka więcej nie wydała. Obiecuję, że z każdą następną książką nie będę tak zwlekać jak z “Potopem”, nie mam wiele na swoje usprawiedliwienie.

Inne tej autorki.

#8

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 20, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 2 komentarze - Skomentuj


Alan Murrin - Coast Road

1994, małe irlandzkie miasteczko. Rzecz się dzieje tuż przed znaczącym referendum dotyczącym rozwodów, które próbuje storpedować kościół i politycy; nie zdradzę fabuły, jak powiem, że rok później opcja rozwodów została dopuszczona, całe 30 lat temu. Jak się łatwo domyślić, przeciwko rozwodom protestowano “w obronie” kobiet, które bez mężczyzn nie dawałyby sobie oczywiście rady. Autor opowiada o trzech kobietach - Izzy, żonie lokalnego polityka, zajmującej się “domem”; Colette - poetce-pariasce, która w niesławie wróciła po tym, jak od męża odeszła do kochanka; wreszcie Dolores - w czwartej, nieplanowanej ciąży, z mężem zdradzającym na prawo i lewo. I z tych historii wcale nie wynika, że kobiety bardzo potrzebują swoich partnerów, ale są przez nich wpędzone w zależność, a za nieposłuszeństwo czy próbę emancypacji płacą. Izzy została pozbawiona firmy, żeby miała czas dla dzieci, a mąż torpeduje kolejne próby przedsiębiorczości, zostawiając jej czas na wolontariat i kościół. Colette mąż za karę odciął od dzieci i pieniędzy, mimo że w ich związku od dawna nie było uczucia, a aktualnie spotyka się z inną kobietą. Ignorowana przez męża Dolores obserwuje, jak ten chodzi na noc do innej kobiety i nie może nic z tym zrobić, przecież jej nie bije i zarabia. Wszystko dzieje się w atmosferze plotek i skandalu, mała społeczność, wszyscy wszystko wiedzą i widzą. Po czym następuje tragedia i płonie jeden z domów.

Doskonale napisana książka o patriarchacie i nierównościach w związkach, z typowo irlandzką lekkością, gdzie ironia i dystans przeplata się z tragedią. Co ciekawe, autor jest mężczyzną, a perspektywa narracji jest typowo kobieca; wiem, można przewracać oczami, że faceci wyjaśniają nam świat, ale tym razem autor widzi trochę ponad przeciętną.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 19, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Frances Mayes - Pod drzewem magnolii

Autorka znana jest głównie z sielskiej relacji osiedlenia się w Toskanii, gdzie słońce, przyjaźni sąsiedzi, zieleń i błogi spokój albo - w kontraście - nieznajomość języka i zwyczajów, niechętne obcym lokalne kliki, brak ogrzewania zimą i inne facecje, na jakie trafia obcokrajowiec. Tym razem nie jest o drugiej młodości we Włoszech, a o Południu, na którym autorka się wychowała. I bynajmniej nie jest sielsko, wspomnienia Mayes są gorące, jeśli chodzi o piękno przyrody czy pogodę, ale znacznie chłodniejsze, jeśli chodzi o rodzinę. Była najmłodszym, późnym dzieckiem, jej siostry już opuściły dom rodzinny, ona została z wiecznie kłócącymi się rodzicami - ojcem furiatem i wiecznie nieobecną, niedostępną matką. I mimo uwielbienia dla Północnej Karoliny, wiodącym motywem w życiu dorastającej dziewczyny była chęć ucieczki i usamodzielnienia się. Kolejne zmiany życiowe - wczesna śmierć ojca, udar i niepełnosprawność matki - nie wytrąciło jej z tego kursu.

Wspomnienia są też opisem zmian, jakim ulegało Południe i obyczajowość między latami 50. a 70. Niewypowiedziane, ale widoczne zasady segregacji, mniej lub bardziej maskowany rasizm przy jednoczesnym współistnieniu białych i czarnych; dziś trudno to zrozumieć, wtedy było normą. To bardzo ciekawa relacja z minionych czasów, nie lukrowana, dodatkowo autorka ma łatwość prostego i szczerego pisania o rzeczach trudnych. Wada - sporo odniesień do amerykańskiej historii i literatury, są przypisy, ale poza udowodnieniem erudycji autorki nie wzbogaca to opowieści.

Inne tej autorki.

#6

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 16, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Bardzo dobry fachowiec

Skojarzenia to przekleństwo, więc cały czas miałam w głowie Johna Pollacka, który przyjechał do Odessy łapać motyle[1]. Amerykanin Eddie Rolson przyjeżdża do Polski, żeby wyśledzić i zlikwidować byłego sekretarza włoskiego mafiozo, który nie dość, że ukradł kompromitujące dokumenty, to jeszcze zaszantażował pracodawcę ich ujawnieniem. Rzecz oczywiście się rozgrywa na kontrastach między Zachodem a Wschodem, Polska to dziki kraj, gdzie nie można ani skorumpować milicji, ani złapać taksówki[2]. W finale zlecenie zostaje wykonane, chociaż z przeszkodami, ale Rolson nie opuszcza Polski i nie inkasuje wynagrodzenia, bo milicja jest od niego sprytniejsza.

Się otacza luksusem: aparat w futerale z jaszczurczej skóry, cadillac, ubranie z niebieskiego tropiku, przeciwsłoneczne okulary w grubej oprawie.

Się pije: niechętnie alkohol w pracy (Rolson, woli sok pomarańczowy i coca-colę), koniak (również gruziński), wódkę, czerwone wino, kompot, kawę, Martini dry z sokiem z cytryny, wodę sodową z syfonu.

Się jada: gotowaną kapustę (popularne w Polsce); masło, szynkę, sardynki, ser tylżycki, bułkę paryską; krakersy i słone paluszki (pod koniak), polędwicę z groszkiem, lody, babkę piaskową; ser, chleb, jajecznicę z kiełbasą krakowską i parówki; krem sułtański, melbę i torty (i się tyje).

Się pali: Winstony (i używa zapalniczki z gazem usypiającym).

Się przechowuje: cukier w puszce po herbacie “Jubileuszowej”.

Się uprawia pożycie intymne: kilkukrotnie.

[1] Oczywiście wiem, że na podstawie książki powstał odcinek “07 zgłoś się”, konkretnie “Przerwany urlop”, gdzie w rolę mordercy wcielił się Troński.

[2] Do wszystkiego są kolejki - do taksówek, po bilety do kina, po pomarańcze.

Inne tego autora.

#5/#2

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 15, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Han Kang - Wegetarianka

Rzecz się dzieje współcześnie, nie że 50 lat temu. Yŏng-hye ma sen, po którym przestaje jeść mięso. Do tej pory mąż, opisujący sytuację, nie narzekał na nią, mimo że była przeciętna i nijaka, ale wypełniała swoje obowiązki. Teraz nie dość, że nie je mięsa, gwałtownie chudnie, to jeszcze odmawia przygotowywania mięsnych dań i wydaje się niezainteresowana zaspokajaniem innych potrzeb męża. Co w takiej sytuacji robi mąż? Oczywiście egzekwuje siłą pożycie intymne oraz skarży się teściowi i siostrze żony, prosząc ich o reakcję. Reakcja również jest siłowa, ojciec bije córkę i przymusza ją do jedzenia mięsa siłą, co w finale doprowadza do próby samobójczej i przymusowej hospitalizacji na oddziale chorób psychicznych.

Drugi epizod to narracja szwagra - niespełnionego artysty. Minęły dwa lata od wydarzeń z pierwszej części, Yŏng-hye jest sama, mąż ją zostawił, bo po co taka żona; żyje sobie powoli na swoich warunkach, coraz chudsza i coraz bardziej eteryczna. Co w tej sytuacji robi szwagier? Wpada w obsesję na punkcie znamienia na pośladku szwagierki, chce ją potraktować jako kanwę, namalować na niej kwiaty i obserwować ruch jej ciała. Absurdalnie, szwagierka się zgadza na uczestniczenie w performance, pewne wątpliwości pojawiają się, kiedy artysta wpada na pomysł przejścia do śmiałych, pornograficznych scen seksu z kimś o ciele pomalowanym w motywy roślinne. Jako że zaproszony model odmawia, volens nolens, artysta maluje sam siebie i nagrywa w trakcie aktu, traktując szwagierkę dość przedmiotowo.

Z trzeciego epizodu, tym razem w narracji rozwiedzionej już siostry (a to niespodzianka), dowiadujemy się, że Yŏng-hye nie opuszcza już szpitala psychiatrycznego, dochodzi do konieczności karmienia na siłę, bo odmawia jedzenia. Całość to historia przemocy, ubranej w pozory troski. Mąż, ojciec, siostra - wszyscy mają prawo dyscyplinować krnąbrnego członka rodziny dla jego (jej) dobra. Znamienne, że narracja wydarzeń jest dookoła bohaterki, o tym, jak jej pogłębiająca się choroba najpierw psychiczna, potem też fizyczna, wpływa na wszystkich dookoła. Trudne tematy, niepopularne, lektura też raczej z tych zostawiających ślady w głowie; rozumiem docenienie autorki Noblem, ale nie wiem, czy chcę czytać więcej.

#4

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 13, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kłodzińska - Błękitne okulary

To jeden z tzw. produkcyjniaków, z jakich słynęła Kłodzińska - źle ludzie robią złe rzeczy tylko dla zysku, wydaje im się, że są sprytni, ale milicja jest sprytniejsza. Grupa mężczyzn zawiązuje spisek, spotykają się w nielegalnym salonie gier w prywatnym mieszkaniu, a jeden z nich - tajemniczy doktor Hacen - zleca im przekręty i skoki, z których kasą dzielą się równo. Nie spotykają Hacena poza szulernią, wiedzą o nim tylko tyle, że jest stary, schorowany, siwy, mówi szeptem, bo miał operację krtani i nosi niebieskie okulary. Sprawa zaczyna się sypać, kiedy pewien prokurator znajduje swojego kolegę otrutego cyjankiem i nie wierzy w samobójstwo[1]; potem pewien nieco szemrany adwokat ulega wypadkowi w swojej łazience. Milicja odkrywa, kim jest Hacen i - zdradzam fabułę - kapitan Szczęsny przebiera się za niego, żeby wyciągnąć z konspiratorów zeznania, kto zabił, a kto kradł.

Się pije: radebergera (na bogato), likier bananowy z kubańskiego sklepu, kawę Neskę, Fruktovit, Istrę, wódkę (ukradkiem, w filiżance), koniak, whisky & soda (w Londynie), wodę mineralną (na wytrzeźwienie), angielską gorzką, wódkę eksportową, wermut, lekko podgrzany burgund, czarną kawę z jarzębiakiem, Armagnac i Hennesy .

Się je: chleb Graham z twarożkiem; kanapki, bigos, rybki z puszki, truskawki ze śmietaną, sałatkę jarzynową z domowym majonezem (w salonie gier); kajzerki z szynką konserwową i bułgarskim dżemem ze śliwek; baleron, chleb, wędzone rybki w oliwie z puszki, ser i masło; lody i ciastka (w kawiarni); pomidorową, barszcz i bigos; solone migdały (na zakąskę); szczupaka w galarecie, ryby faszerowane, szynkę, sałatkę z drobiu i sosy; kurczęta po polsku i sałatę; kefir z młodymi ziemniakami i naleśniki.

Się pali: Carmeny, Sporty, Pall Malle (Francuz, o dźwięcznym nazwisku Moron (sic!)).

Się zażywa luksusu w kąpieli: gałka sosnowa i lawendowe mydło.

Się zażywa: fanodorm, proszki z krzyżykiem.

Się kupuje: żyletki w komisie.

Bawiąc-uczyć: badanie tkanek na okrzemki, żeby potwierdzić utopienie.

[1] Pojawiają się czasem cudownie odjechane komentarze typu, że denat nie był pederastą, ale mógł się z tym kryć, może dlatego leżał w dzień w szlafroku na tapczanie.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#3/#1

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 10, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Susan Faludi - W ciemni

”W ciemni” to też taki długi czytelniczy ogon, czytany kawałeczkami od ponad roku, po części dlatego, że oryginalnie chciałam przeczytać “Reakcję” tej autorki, ale nie ma w ebooku, a papier kosztuje absurdalnie, po części, że coraz ciężej mi idzie czytanie książek papierowych. Ale to nie wina książki, bo jest bardzo dobrym kawałkiem reportażu.

Autorka spisuje swoje rozmowy i odkrycia związane z osobą jej ojca, Istvana Faludi, węgierskiego Żyda, który w jesieni życia zdecydował się na operację uzgodnienia płci, żeby stać się Stephanie Faludi. Przez wiele lat nie utrzymywali kontaktu, co nie dziwi, patrząc na wspomnienia o ojcu - despocie, furiacie, przemocowcu, który po rozwodzie z matką Susan zniknął z ich życia. Książka to próba zrozumienia przemiany, jaka dokonała się w ojcu autorki na podstawie analizy szerszego tła historycznego; wyciągana jest paralela ukrywania prawdziwego “ja” przez węgierskich Żydów, udawania kogoś, kim nie byli, żeby przeżyć. Czy jest to interpretacja specyficzna do przypadku - możliwe, to długa i dość skomplikowana opowieść o skomplikowanej osobie, która dodatkowo nie zawsze mówiła prawdę, a innych źródeł informacji zwyczajnie nie było. Albo były ukryte, jak cudem odnalezione fotografie autorstwa ojca, bo tytuł jest tutaj dwuznaczny. To też historia odchodzenia - późno nawiązanych kontakt odcina większość wcześniejszego życia, znika perspektywa rodzic-dziecko, zostaje rozmowa dwojga dorosłych, którzy w zasadzie się nie znają. W finale to też odchodzenie dosłownie - demencja ojca i jego śmierć to finał opowieści.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 7, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Fredrik Backman - Miasto niedźwiedzia

Nowy rok zaczęłam (no dobra, zaczęłam w 2025, ale dzielnie czytałam do 2 w noworoczną noc) znacznie lepiej, bo wreszcie odważyłam się sięgnąć po pierwszy tom trylogii o Björnstad. Czemu odważyłam - ^dees mnie nastraszyła, że grubo. I rzeczywiście jest grubo, ale jakże wciągająco.

W Björnstad nie ma nic poza drużyną hokejową juniorów. Zespół ciągnie Kevin, 17-letni gwiazdor; inni są mocni we współpracy, ale tylko w pełnym składzie mają szansę na awans, bo za tym idzie dofinansowanie od sponsorów, może szkoła hokejowa, szanse pracy, sława, może kontrakty NFL. Po wygranej na własnym boisku wszyscy idą na imprezę do Kevina - zawodnicy z drużyny, nowy superszybki Amat, który niespodziewanie dołożył się do wygranej, Maya i Ana - 15-latki. Maya jest podekscytowana, bo Kevin jej się podoba, Amat też, bo jemu z kolei podoba się Maya, a do tego nagle został członkiem zespołu. Niestety, zamiast świetnych wspomnień noc kończy się brutalnie, co autor sygnalizuje w zasadzie od pierwszej strony (autorze, mogłeś ostrzec, jak wiedziałeś!). Miasteczko dzieli się na dwie frakcje, jedni nie wierzą w winę chłopaka, inni nie rozumieją, co się stało, ale są po stronie osoby skrzywdzonej. Jedna noc z konsekwencjami dla całego miasta.

Oczywiście autor uderza w miękkie, zwłaszcza pokazując bezradność rodziców, którzy nie są w stanie opatulić dziecka słomą, żeby nigdy nic się nie stało złego. Opowiada o traumie, o zaufaniu, przyjaźni, łatwości oceny i wybieraniu stronnictw. Ja doskonale widzę metody, jakich używa, ale daję się zaangażować do ostatniej strony.

Inne tego autora.

#1

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 6, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Joanna Chmielewska - Rzeź bezkręgowców

Na zakończenie roku przesłuchałam, żebyście Wy nie musiały. To “późna” Chmielewska, kiedy już zabrakło autorce pomysłów, umiaru i klasy, a redakcji krytycyzmu. Fabuła jest pretekstowa - pisarka Joanna przypadkiem ociera się o kolejne morderstwa; giną osoby związane z filmem, nazywane przez autorkę pasożytami, płazińcami itd. (stąd tytuł). Ich winą jest niszczenie literatury wysokiej za pomocą spapranych ekranizacji, co Chmielewską osobiście dotknęło, więc cieszy się z każdej zbrodni. Wszystkie nitki zbiegają się dookoła Ewy Marsz, niegdyś poczytnej pisarki, której kariera utknęła po dwóch kiepskich ekranizacjach i przebojach z wydawnictwem, Joanna ją lubi, więc wprawdzie ochoczo pomaga znajomemu komisarzowi w śledztwie, ale tak, żeby Ewy nie obciążyć. Akcji właściwej - poza krążeniem po mieście i przypadkowych rozmowach - w zasadzie nie ma, mieszkanie Chmielewskiej to główna kwatera chaosu - wszyscy do niej dzwonią, faksują[1] i przyjeżdżają, żeby przy niesmacznym koniaczku i smacznym winku wymieniać informacje. Czasem na zakąskę jest ser albo paszteciki z resztek[2].

Ale pal diabli akcja, jest chaotyczna, ale do czegoś prowadzi w finale. Bardziej mnie irytowały przemycane przez autorkę seksizm i rasizm; przypadkowo oglądana przez okno blondyneczka jest określona na wygląd jako idiotka, pojawia się szydera z osób czarnych. Kiedy kobieta z mężczyznami schodzi do piwnicy i słychać krzyk, nikogo to nie alarmuje, bo wszyscy myśleli, że panowie gwałcą panią, ludzka rzecz. Na podejście autorki do licznie prowadzonych w międzyczasie “biznesów” mogę tylko położyć zen, skoro Joanna chlubi się nieczytaniem umów, wszystko podpisuje w ciemno, a poproszona o wysłanie na jakieś konto pieniędzy, po prostu to robi bez zastanowienia. Złośliwie bym podsumowała, kto tu był blondyneczką idiotką, ale nie jestem przecież złośliwa.

[1] Autorka gardzi “małpią pocztą”, nie korzysta z emaili.

[2] Autorka z uporem opisuje karmienie dochodzących kotów, którymi się “opiekuje”, odpadkami. Zbiera dla nich skórki z kaszanki, rybie szczątki, resztki mięsa kwestionowalnej świeżości…

Inne tej autorki.

#122/#32

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 5, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 3 komentarze - Skomentuj