Kategoria:
seriale
Dla wszystkich, którzy kłócili się ze mną, że przecież się czepiam, 1983 to jest całkiem dobry serial (jak na garbatego), zapraszam do porównania go z "Counterpart". Owszem, założenia fabuły są nieco inne (równoległe światy kontra równoległa rzeczywistość), ale i tak precyzja kreacji świata, konstrukcja bohaterów (i aktorzy!) czy wreszcie wiarygodność intrygi pokazują, że da się zrobić doskonały serial nie aż tak dużymi środkami (to również prztyczek dla tych, co argumentowali, że budżet zjadła doskonała scenografia(!), więc na tłumacza na polski nie starczyło).
Howard, starszy, niepozorny mężczyzna (J. K. Simmons) od lat pracuje na tym samym stanowisku w jednej z agend ONZ w Berlinie. Codziennie robi dziwne rzeczy ściśle według procedur, których nie rozumie, ale nie zadaje pytań. Po pracy idzie do szpitala, gdzie w powypadkowej śpiączce leży jego ukochana żona, Emily. Pewnego dnia coś się zmienia - wzywa go zwierzchnik, zabiera na spotkanie, gdzie pojawia się drugi Howard, precyzyjny, oschły profesjonalista, kilka poziomów wyżej w hierarchii niż pierwszy Howard, doskonale wie, co robi. Tak jak widz powoli odkrywa, że jako efekt uboczny eksperymentu sprzed 30 lat powstały dwa identyczne światy, tak pierwszy Howard (ze świata Alpha, tożsamego z naszym) odkrywa wreszcie, na czym tak naprawdę polega jego praca, a co dziwniejsze, jak bardzo przez 30 lat (od punktu rozejścia się światów) zmieniło się jego życie w stosunku do życia Howarda drugiego (ze świata zwanego Prime). Howard Prime pojawił się w świecie Alpha, bo ściga terrorystów, którzy przeniknęli ze świata Prime i - stąd spotkanie z Howardem Alpha - ma informację, że życie Emily Alpha jest zagrożone. Jeśli spodziewacie się wodotrysków techniki, to ich nie zobaczycie, bo to raczej thriller psychologiczno-szpiegowski, a nie sf (stąd mała drwina z argumentowania, że budżet jest królem; tutaj zaawansowaną technikę medyczną w postaci osobistego monitora zdrowia da się zasymulować zgrabnie świecącym na niebiesko iPodem mini). Osią fabuły, poza wspomnianymi szpiegami, jest zamiana światów przez Howardów; łagodny i unikający ryzyka Howard Alpha trafia do świata Prime, a jego miejsce zajmuje drugi Howard.
Berlin pojawia się tu absolutnie nieprzypadkowo, miasto podzielone murem, dla mnie dodatkowa radość podczas oglądania. Owszem, większość akcji dzieje się statycznie we wnętrzach mieszkań (więc mogą być kręcone gdziekolwiek), ale i na opuszczonym lotnisku Tempelhof, na stacjach metra i w plenerach Poczdamu; mimo że lokalizacje nie są tu jakoś specjalnie prominentne (i kosztowne), widać, że zostały przemyślane. Kilka rzeczy związanych z lokalizacją trochę zgrzyta, na przykład scenarzyści nie są zbyt konsekwentni z wyborem języka, czasem to angielski (ONZ to usprawiedliwia), czasem to niemiecki (spotkania z ludźmi poza biurem), a czasem wybór jest od czapy. Na szczęście w fabule jest mało dziur[1], nawet przedwczesne zakończenie po dwóch sezonach nie zostawia za wiele nierozwiązanych wątków. Doskonały serial, bawiłam się przednio, zdecydowanie warto unikać internetu, żeby sobie nie zepsuć zaskoczeń.
A! I wątek polski jest. Epizodycznie pojawia się Piotr Adamczyk w absolutnie nieprominentnej roli, mam wrażenie, że tylko na wygląd (dajcie mi aryjsko wyglądającego blondyna, ale żeby umiał dwa zdania sklecić po niemiecku). Oraz w finale jeden ze szpiegów planuje podróż do Warszawy.
[1] Jakbym się miała czepiać, to nie bardzo rozumiem sens zamieszania z bratem i matką Emily, którzy wpadają do szpitala, żądają od Howarda zrzeczenia się opieki (po 20+ latach małżeństwa!), po czym po tupnięciu Howarda Prime, znikają i nie wracają. W świecie Alpha też ich nie ma. Nie narzekam, bratem jest Jamie Bamber, zawsze miło popatrzeć, ale nie wnosi to nic do akcji.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 21, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Nadia (Natasha Lyonne) od jakiegoś czasu przeżywa ten sam dzień - swoje 36. urodziny. Odzyskuje świadomość przed lustrem w mieszkaniu przyjaciółki, spotyka różnych ludzi, robi różne (czasem dziwne) rzeczy, szuka zaginionego kota Owsianki (bardzo ładny biały-rudy kot), żeby ostatecznie zginąć w jakiś wyrafinowany sposób. Jak w “Dniu świstaka”, jako jedyna zapamiętuje przeszłość, jej otoczenie zdaje się codziennie resetować do stanu początkowego. Miota się do momentu, kiedy w windzie lecącej w dół spotyka Alana, który ma ten sam problem - idzie oświadczyć się swojej dziewczynie, ta go odrzuca, więc się upija, a następnego dnia budzi się przed lustrem, wyjmuje pierścionek...
Nowy Jork, mnóstwo barwnych postaci drugoplanowych, świetne dialogi, bardzo zgrabnie rozwiązana logika i wreszcie to, co lubię, czyli sezon zakończony uczciwym finałem. Żeby nie było, to jest serial komediowy, ale raczej taki gorzko-ironiczny, a nie karuzela śmiechu. Nadia i Alan nie bez powodu wpadają w pętlę czasu - kolejne dni pokazują, czemu ich życie było tak puste, że nie byli w stanie być z nikim dłużej niż przez kilka chwil, a degenerujący się świat wokół nich (w stylu czyszczonej pamięci w “Eternal Sunshine of the Spotless Mind”) daje niedwuznacznie do zrozumienia, że czasu mają niewiele. Pobocznie, bardzo rozbawiło mnie, że Nadia jest programistką (testerką?) gier komputerowych i o 11 ma review, na którym team lead chwali kod kolegów, a jej wytyka błąd, który ona błyskawicznie poprawia i wyjaśnia, że to nie był jej błąd. Wstydź się, team ledzie.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 5, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Drugą część historii Joe Goldberga, wrażliwego księgarza z Nowego Jorku, czytałam jednocześnie z oglądaniem serialowej ekranizacji pierwszego tomu. Nie będę wyliczać różnic między książką a ekranizacją (można je znaleźć tu), chociaż niektóre sprawiają, że fabuła “Hidden Bodies” traci nieco sens. Serial można obejrzeć niezależnie od książki, a wcześniejsza lektura nie sprawia, że emocje przy oglądaniu są mniejsze. Doskonałe studium psychopaty, osaczającego swoją wybrankę; można palcami wskazywać zachowania toksyczne i odcinające osobę słabszą od wsparcia otoczenia. Dodatkowo w serialu bardziej niż w książce widać wykorzystanie klisz z komedii romantycznych, które tutaj nabierają jednak złowrogiego znaczenia (z drugiej strony, jakby przeanalizować kilka rom-comów, choćby "Love Actually", to nie do końca jest tak, że promują one zdrowe związki).
Pierwszy tom książki kończył się w momencie ponownego pojawienia się w księgarni Amy, “nowej Beck”, która wprawdzie oszukała wcześniej Joe, płacąc fałszywą kartą, ale okazała się zupełnie taka sama jak on - wnikliwa, wrażliwa, ironiczna i zakochana, a dodatkowo unikająca mediów społecznościowych. Intensywna miłość, porozumienie, fantastyczny weekend w Rhode Island, zaufanie; to wszystko sypie się w pył, kiedy Joe odkrywa, że Amy skorzystała z klucza do księgarni i ukradła wszystkie cenne książki. Mimo analogowości Amy, udaje mu się odkryć, że dziewczyna uciekła do Los Angeles. Rozjuszony Joe zamyka nowojorskie sprawy i udaje się na Zachód zniszczyć oszustkę. Jego umiejętności detektywistyczne pozwalają mu szybko rozstawić pułapki za pomocą ufnych Kalifornijczyków, sprawa się nieco komplikuje po pierwszym morderstwie, które wcale nie przybliża Joe do znalezienia Amy. Znajduje za to przypadkiem dziewczynę - Love, córkę lokalnych potentatów handlowych, dzięki czemu odkrywa, że kalifornijskie życie jest bardzo przyjemne, zemstę odkłada na później, wklejąc się bezszwowo w nowy świat. Oczywiście do czasu, kiedy z jednej strony zaczyna ścigać go przeszłość, a z drugiej wpada z Love w ten sam wzorzec toksycznego związku, w którym musi dbać o swoją miłość za wszelką cenę.
Tak jak w pierwszym tomie miałam jeszcze chwile zawahania, bo jednak do pewnego momentu kibicowałam Joe, Benji był szkodliwym palantem, a o Peach nawet nie będę zaczynać, tak tutaj... Pan Mooney, właściciel księgarni, kwestię kradzieży starodruków kwituje stwierdzeniem, że po to są ubezpieczone. Cała psychopatyczna reszta - poszukiwanie Amy, usuwanie kolejnych przeszkód (czytaj: mordowanie ludzi, którzy na to według Joe zasłużyli), związek z Love i rosnący konflikt z jej bratem Fortym (ach, ci kalifornijscy bogacze, zakochani w tenisie), wpuszczający Joe w spiralę przemocy - już nie daje się obronić niczym. Trochę przeszkadza mi też to “nadludzkim wysiłkiem” - socjotechniczne sztuczki, dzięki którym Joe zdobywa klucze do posiadłości Axla Rose, łatwość dostępu do łodzi Quinnów, czy wreszcie nagły zwrot koła fortuny, dzięki czemu panny lecą na Joe jak labradory na patyk (dwuznaczność zamierzona, detaliczne opisy erotyczne zdarzają się nader często). Wreszcie samo rodzeństwo Quinnów (i trzeci bliźniak Milo), sami w sobie stanowiący socjologiczne kuriozum jeszcze większe niż Joe, sprawiają, że kołek do zawieszania niewiary trzeszczy za bardzo.
Inne tej autorki tutaj.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 1, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Oparty o prawdziwe wydarzenia z 2015, serial opisuje brawurową ucieczkę dwóch więźniów z więzienia o podniesionym rygorze. Więźniowie Matt i Sweat, obydwaj skazani na dożywocie za brutalne morderstwa, przypadkiem odkrywają tunel techniczny. Za pomocą zmanipulowanych strażników - niespecjalnie błyskotliwej opiekunki warsztatu krawieckiego i skorumpowanego strażnika eskortującego - uzyskują narzędzia i w kilka miesięcy, noc w noc, wycinają sobie drogę na wolność. Śledztwo wykazuje szereg zaniedbań i braku kontroli, które pozwoliły na ucieczkę.
Zachwalany jako najlepszy serial 2018, jest absolutnie nijaki i do pominięcia. Mimo niezłych aktorów (Benicio del Toro, Patricia Arquette, David Morse), główną zaletą jest doskonała charakteryzacja, upodabniająca aktorów do postaci rzeczywistych. Ani nie ma napięcia, ani emocji. Porównywanie serialu do Prison Break jest oczywiście mocno nie fair, ale takich przeżyć oczekuję od serialu określanego jako najlepszy. Owszem, Matt (del Toro) jest doskonałym manipulantem, z kolei postać Tillie Mitchell (Arquette) jest dość ambiwaletna: zakochana najpierw w Sweacie, potem ulega Mattowi, bo ma złudzenie, że jest dla nich atrakcyjna mimo ewidentnych braków w urodzie i wieku, jednocześnie boi się więźniów i utraty swojego dotychczasowego życia. Ale to nie wystarcza, żeby czekać na kolejne odcinki. Zdecydowanie całość lepiej sprawdziłaby się jako film, a i to raczej paradokumentalny, a nie sensacyjny.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 19, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Melbourne, lata 20. XX wieku. Phryne Fisher, siostrzenica podpory lokalnej społeczności, Prudence Fisher, powraca w atmosferze skandalu po wojażach po Europie. Skandalu, bo wbrew oczekiwaniom ciotki, która spodziewa się, że prawie 40-letnia stara panna zajmie się skromnie i w zaciszu salonów działalnością dobroczynną, Phryne decyduje się na rozpoczęcie działalności gospodarczej jako kobieta-detektyw (bezbłędnie wykrywając niszę na rynku). Werbuje ekipę - nieśmiałą, ale przedsiębiorczą Dorothy, dwóch taksówkarzy - Berta i Cecila - o nieco łotrowskim pochodzeniu, lokaja o nazwisku Butler (sic!), speca od broni i wynalazków, a przy tym świetnego organizatora czy wreszcie epizodycznie pojawiającą się cwaną sierotkę Jane. Oczywiście w pracy detektywistycznej przydaje się wsparcie lekarza (często w funkcji patologa), co zapewnia znajoma rudowłosa doktor Mac i lokalnej policji; tu komunikacja na początku nie jest prosta, bo inspektor Jack Robinson ogania się od Phryne z niechęcią jak od brzęczącej muchy, ale po kilku błyskotliwie rozwiązanych sprawach (w czym niewątpliwie pomagają niespotykane zdolności panny Fisher do wchodzenia w miejsca niedostępne i zadawanie trudnych pytań) zaczyna ją doceniać jako partnerkę zawodową.
Jak Oslo w prozie Nesbo, tak Melbourne jest dramatycznie niebezpiecznym miastem, bo trup ściele się gęsto i często. Każdy odcinek to jedna sprawa, chociaż dwukrotnie pojawiają się wątki powracające - jeden dotyczy traumy z dzieciństwa Phryne, drugi jej ojca-utracjusza i bon-vivanta. Drugoplanowo duże napięcie budzi zakazana miłość między Dorothy, chrześcijanką i konstablem Hugh Collinsem, protestantem, nie wspominając o ogromnej chemii między Phryne a Jackiem. Serial ładnie lawiruje między dramatycznymi sytuacjami, wymagającymi śledztwa, a mnóstwem humoru, wprowadzanego przez nie liczącą się z pozorami, zawsze chętną do psot (również sypialnianych) panną Fisher. Bardzo przyjemny, niezobowiązujący kryminał w stylu Agathy Christie.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 13, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Beverly (Tamsin Grieg[1]) i Sean (Steven Mangan[2]) Lincolnowie, brytyjscy scenarzyści, właśnie odebrali nagrodę za serial komediowy, kiedy dopada ich Merc Lapidus, amerykański producent, który sugeruje remake nagrodzonego serialu w USA. Multi dinero, multi fik-fik, scenariusz już macie, sami wybierzecie obsadę, Los Angeles, willa z basenem, Emmy i sława. Pierwszy sezon rozpoczyna się przewrotnie od finału, gdzie małżeństwo Lincolnów właśnie sypie się w gruzy, bo pojawiła się ta trzecia, a produkcja serialu to dramatyczne rozczarowanie. Zacznijmy od tego, że Lapidus w ogóle zakupionego serialu nie oglądał, trzeba go dostosować do realiów amerykańskich, któr zdecydowanie cenią inny typu humoru, znika oryginalny tytuł, a co najgorsze, główny bohater, elokwentny erudyta - dyrektor szkoły, zostaje zastąpiony trenerem hokeja. Zamiast dystyngowanego aktora szekspirowskiego po 60. zostaje zatrudniony… Matt LeBlanc, wyciągnięty z lamusa odtwórca roli Joeya z “Friends”.
Jest to absolutnie pyszny serial, w którym nie chodzi zupełnie o komediowe wygrywanie różnic między Brytyjczykami a Amerykanami, chociaż oczywiście jest robione z wielką przyjemnością w każdym odcinku. Beverly jest osobą mocniej stąpającą po ziemi, neurotycznką, nie cierpi Ameryki, ale z czasem zaprzyjaźnia się z kochanką producenta, Carol, oraz nie jest w stanie odmówić imprezom, na których rozdawane są gratisy. Sean łatwo daje się uwieść przyjacielskiemu LeBlancowi, mimo kryzysu, który następuje, kiedy ten ostatni zbyt hojnie macha swoim przyrodzeniem (a wieść niesie, że jest imponujące). Po trzech sezonach wszyscy pracujący przy serialu serdecznie go nienawidzą (serialu, nie Matta, chociaż jego też kilka osób chętnie by wywiesiło na pierwszym napotkanym drzewie), ale mają syndrom sztokholmski, na szczęście sezonów jest pięć i w kolejnych historia wychodzi na szersze wody aż do zgrabnego finału.
[1] Friday Dinner Night, Black Books czy wreszcie cudowny Green Wing.
[2] Holistyczna Agencja Dirka Gently w wersji brytyjskiej i Green Wing, gdzie Mangan jest adoratorem Grieg, ale układ między nimi jest jakże inny.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 7, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Co piątek do domku na londyńskich przedmieściach przyjeżdżają na szabasową kolację Adam i Jonny, dorośli synowie Jackie i Martina. Martin jest przygłuchy i ciągle mu gorąco (męska menopauza?), więc często chodzi po domu w bieliźnie, dodatkowo ma dość luźne podejście do higieny. Adam i Jonny płatają sobie czasem dość grube żarty (z których włożenie surowego jajka w pantofel jest z tych łagodniejszych), oraz obydwaj są z kolei odpytywani o związki przez zaniepokojoną Jackie. Jackie jest dość znerwicowana, zwłaszcza że wieczory często kończą się katastrofami (kanapa spadająca ze schodów, zatrucie 20-letnią konserwą, wizyta uprzejmego inaczej kochanka jednej z babć albo drugiej babci, zwanej Straszną nie bez powodu) oraz zawsze przerywane są czasem kilkukrotnymi wizytami sąsiada, Jima; Jim ma psa, którego się boi, kocha się w Jackie, a poza tym absolutnie nie rozumie społecznych norm (i chowa psie kupy do kieszeni).
Dla mnie to jeden z zabawniejszych seriali komediowych, cieszę się na kolejny sezon. Owszem, humor bywa niewybredny, a całość jest pomyślana raczej jako farsa, a nie intelektualna rozrywka, ale co w tym złego?
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 6, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W tytułowym 1983 roku PRL-owską Polską wstrząsnęła seria zamachów, wyburzających kawałki miast (taki 11 września na większą skalę), w których zginęło sporo ludzi, ale dzięki temu państwo wstało silniejsze, a ZSRR odeszło od bram, socjalizm nie został obalony. 20 lat później Polska w dalszym ciągu jest socjalistyczna, ale bardzo zamożna (ale na ulicach dalej maluchy i polonezy); jest broń atomowa, polskie smartfony, narodowi żyje się dostatniej, chociaż nie można podróżować, a każdy jest inwigilowany przez SB, stanowiące państwo w państwie. Rząd jest wspierany przez Kościół Narodowy, chociaż jeszcze przed 1983 rokiem to właśnie kościoły były ostoją opozycji. Tak, absolutnie nic nie trzyma się w tym kupy - nie ma Wałęsy, Polaka-papieża, Europy Zachodniej (poza dziwnymi desantami Irlandczyków, ewidentnie szpiegami nie mówiącymi po polsku); czytałam “wyjaśnienie”, że ta rzeczywistość jest alternatywna nie od 1983 roku, tylko wcześniej. Jedyne, co można z tym zrobić, to traktować “1983” jako luźne sf z elementami PRL-u, inaczej nic się nie klei[1].
Po tych wspomnianych 20 latach, Kajetan - student prawa, osierocony w zamachach w 1983 roku - na obronie pracy magisterskiej dostaje podchwytliwe pytanie o wolność, ale mimo niezrozumienia tematu (patrz wyżej) zdaje. Jego profesor, ważna figura polskiego prawa, opowiada o procesie o zabójstwo, kiedy zarówno on, jak i prowadzący sprawę milicjant, Anatol, wiedzieli, że skazują niewinnego człowieka oraz pokazuje mu potem tajemnicze zdjęcie z pewnego ślubu z 1982 roku, kiedy “to się wszystko zaczęło”. Nie wiadomo, co się zaczęło, bo tej nocy profesora ktoś zabija. Kajetan zaczyna drążyć, porozumiewa się z Anatolem, razem trafiają na trop “Lekkiej Brygady”, anarchistycznej opozycji młodzieżowej, która chce rozsadzić państwo.
I jeszcze to dałoby się wszystko obronić, jakby do tego siadł ktoś z umiejętnością napisania sensownego scenariusza. Ale nie. Bohaterowie kręcą się po Warszawie (która czasem kręcona jest bodajże i we Wrocławiu), tu ktoś ginie, tam coś wybucha, SB aresztuje milicję, w Małym Sajgonie (enklawie osiadłych Wietnamczyków, skądinąd scenograficznie perełka) rządzi mafijny boss Wujek, który jest nie do ruszenia nawet przez rząd. Na 8 odcinków są trzy czy cztery sceny seksu, kilka pań pokazuje piersi (przy czym czasem zupełnie pretekstowo, np. agentka po pozyskaniu płyty z tajnymi materiałami idzie pod prysznic, a potem goła zaczyna zawartość przeglądać) oraz obowiązkowo jest katastrofa samolotowa pod Moskwą, zatajona przez rząd (śmierć ministra), ślad prowadzący w przeszłość, katastrofa w kopalni oraz szpiedzy z różnych ugrupowań, często dość niejasnych.
Mimo zatrudnienia topowych polskich aktorów (Więckiewicz, Chyra, Zborowski, Błaszczyk, Zbrojewicz, Olszówka) gra aktorska jest teatralna, a pierwszoplanowi aktorzy (Kajetan i Ofelia, bo tak w alternatywnej Polsce były nazywane dzieci urodzone pod koniec lat 70., serio) są z kartonu. Z kartonu są też dialogi, nieudolnie tłumaczone na polski z angielskiego (dlaczego?! Przy takim budżecie nie znaleźli nikogo, kto by je napisał po polsku bez błędów językowych i pozwalających na zagranie, a nie na recytację?!), przy czym na szczególne wyróżnienia zasługują: Wujek, recytujący patriotyczne kocopoły o podniosłości “Inwokacji” głosem robota oraz pani-na-zamku-Tałty, mówiąca prawie że dialogami z Harry’ego Pottera.
Oczywiście, że obejrzę drugi sezon, chociażby po to, żeby się popastwić nad scenariuszem.
[1] Kilka dziur w fabule (nie będę wyliczać nieścisłości w pokazaniu PRL-u), w rot13, bo mogą zdradzać fabułę:
1) cb pb cebsrfbe, jfcółcynahwąpl mnznpul m 1983 ebxh, cbxnmnł Xnwrgnabjv mqwępvr v anzójvł tb qb śyrqmgjn?
2) qynpmrtb nofbyhgavr avxg avr xbwnemlł yhqmv mr mqwępvn, qltavgneml nxghnyavr h jłnqml?
3) wnx Cbyfxn, ovrqan v j fgnavr jbwraalz, antyr mnpmęłn olć abjbpmrfaą xenvaą, avrmnyrżaą bq HFN v Rhebcl Mnpubqavrw, avr jfcbzvanwąp b MFEE?
4) wnx xbśpvół, bcbmlpwn jborp cnegvv, JGRZ fgnł fvę wrw fbwhfmavxvrz?
5) wnxvz phqrz xvyxhfrg Jvrganzpmlxój vajvtvyhwr mn cbzbpą Genfmrx 17 zvyvbaój Cbynxój?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 26, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Eve wprawdzie pracuje w MI5, ale zajmuje się ochroną świadków; praca raczej biurowa i raczej nudna. Podczas kolejnego zebrania w sprawie roztoczenia ochrony nad dziewczyną zamordowanego polityka, przykuwa jej uwagę modus operandi zbrodniarza. Niestety nikt jej nie wierzy, że to może być kobieta. Eve się angażuje, mimo że przekracza to jej kompetencje, wypytuje naćpaną polską modelkę (sic!) i okazuje się, że jej podejrzenia były trafne - zabójca to kobieta. W dalszym ciągu akcji Eve zostaje zwolniona (między innymi) za niesubordynację, ale natychmiast przygarnia ją sławna w wywiadzie specjalistka od szpiegostwa rosyjskiego, która proponuje jej stworzenie zespołu poszukiwawczego kobiety-zabójczyni. Jak to w wywiadzie, informacje przechodzą w dwie strony i niedługo potem następują kolejne morderstwa, a zabójczyni - korzystająca z wielu pseudonimów i przebrań - przedstawia się jako Eve Polastri. Obie panie zaczynają mieć obsesję na swoim punkcie.
Ten serial, przede wszystkim, jest zabawny mimo brutalności i psychopatii Villanelle, która z równą uciechą przymierza sukienkę czy patrzy na konwulsje umierającego. Eve ma mózg jak komputer, bezbłędnie trafiając w poszukiwaniach coraz bliżej przestępczyni, ale nietypowo jest roztargnioną i niezorganizowaną kobietą po czterdziestce, lubiącą słodycze i marudną o poranku. Drugi plan bogaty - geek komputerowy, ekscentryczna lady-szpieg, prowadzący Villanelle jak z rosyjskiej bajki (a co ciekawe, to Duńczyk, z "Mostu"), a wszystko w pięknych okolicznościach europejskich miast.
Teraz do niedoróbek, bo niestety są. No na litość, jak bardzo trzeba się (nie) przyłożyć do researchu, żeby mąż głównej bohaterki, Polak z pochodzenia (istotne w pierwszych odcinkach) nosił nazwisko Polastri? Rdzennie polskie, jasne. Jak bardzo słabe jest też puszczanie się w pojedynkę za brutalną morderczynią, z wiadomym skutkiem? Niewiarę trzeba zawieszać na kołku wielokrotnie, bo wiele jest scen typu "nadludzkim wysiłkiem" czy przewidywania czyjegoś postępowania na bazie nikłych przesłanek. Nie przeszkadza to jednak specjalnie, bo akcja wartka, a jak będę duża, to chcę być taka jak Eve.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 17, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Sofia Karppi, policjantka po przejściach, której mąż niedawno zginął w wypadku, zostawiając ją z dwójką dzieci, wraca do Helsinek. Sprawa, którą dostaje, jest na pierwszy rzut oka łatwa - nad brzegiem rzeki znaleziono damskie ubrania potencjalnej samobójczyni. Do ekipy zostaje włączony młody i gładki policjant, Sakari Nurmi, też - jak się okazuje dalej - po przejściach, ale mniej określonych. Potencjalna samobójczyni okazuje się jednak zamordowana, zawinięta w plastik (zupełnie jak Laura Palmer) i zakopana w białej bieliźnie, z bukietem kalii, na placu pod budowę kontrowersyjnego osiedla. Wszystkie tropy prowadzą do właściciela firmy, Alexa Hoikkali, wizjonera, który planował zasilenie wybudowanych domów w energię wiatrową za pomocą nowego, obiecującego technicznie materiału na wiatraki. Zamordowana Anna - mężatka z dwójką dzieci - okazuje się być kochanką Hoikkali, który jednocześnie starał się bez skutku o dziecko z żoną, znaną aktorką; dla obojga zainteresowanych (męża Anny i żony Alexa) informacja o sekretnym związku i ciąży Anny była szokiem. Dodatkowo ktoś zaczyna szantażować Alexa, porywa mu żonę, a sprawa się komplikuje, kiedy wstępny czas śmierci Anny przestaje pasować do obserwacji policyjnych, bo widziano ją co najmniej dzień po potencjalnej śmierci. Na śledztwo nakładają się osobiste problemy Sofii, którą nastoletnia pasierbica oskarża o przyczynienie się do śmierci ojca, do tego strasznie irytuje są zarówno współpraca z Nurmim i ograniczenia nakładane przez szefostwo. Nurmi też nie jest zachwycony, bo Sofia jest lekkomyślna, woli działać sama niż współpracować, a do tego jego podrywka okazuje się być narkomanką.
To mój pierwszy fiński kryminał i niestety podejście raczej nieudane. Do fabuły wtłoczono za dużo wątków, oprócz morderstwa jest wątek eko-terroryzmu (na pierwszy rzut oka absurdalny w zestawieniu z wspieraniem czystej energii wiatrowej), walki o zyski w firmie i szpiegostwo przemysłowe (nieco diaboliczna siostra Alexa, która za jego plecami prowadzi jakieś mętne interesy oraz Anna okazuje się być bardziej interesowna niż zakochana), niejednoznaczna postać męża w żałobie czy wreszcie tropy prowadzące w przeszłość Anny, znanej niegdyś pływaczki, zaplątanej w handel sterydami oraz wykorzystywanej seksualnie przez lokalnego działacza. Nie pomaga ignorująca wszelkie procedury Sofia, rzucająca się w najbardziej zagrożone miejsca, bo wydaje jej się to aktualnie najlepszym pomysłem. Nawet od biedy jestem w stanie zaakceptować, że Sofia traktuje drzwi jako zbędną przeszkodę, może to fiński zwyczaj, ale w pewnym momencie śledztwo przenosi się do Niemiec, gdzie para fińskich policjantów bez oporów wchodzi do zabezpieczonego przez niemiecką policję mieszkania; no tu jakoś nie wierzę, że działają zgodnie z prawem. Dodatkowo trochę męcząca jest metoda rzucania się na pierwszego lepszego podejrzanego, odtrąbianie zakończenia śledztwa i tylko z powodu uporu Karppi wyjaśnianie luźnych wątków... i tak kilka razy. Zdecydowanie pomogłoby przycięcie o kilka odcinków.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 9, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj