Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: seriale

Expanse

200 lat później. Ludzkość wyniosła się z Ziemi i zasiedliła układ słoneczny. Podziały zostały - bogata Ziemia, bogaty Mars chętnie korzystają z taniej siły roboczej mieszkańców Pasa dookoła Jowisza, utrzymując celowo kiepskie warunki. Są bunty i mniejsze rewolucje, ale sytuacja jest w miarę stabilna do momentu, kiedy tajemniczy statek najpierw anihiluje Canterbury, ziemski prom przewożący lód, a potem marsjański krążownik Donnager. W obu przypadkach z katastrofy ratuje się ekipa ocaleńców z Canterbury, którzy - głównie w celu ratowania własnej skóry - zaczynają śledztwo. Jednocześnie na Ceres, karłowatej planecie[1] w Pasie Jowisza, detektyw Miller szuka zaginionej córki bogatego naukowca, Julie Mao, która na złość tacie wdała się w lokalny ruch oporu. Wątki się splatają na Erosie, tworząc ładne zakończenie sezonu.

Serial jest (podobno wierną) ekranizacją książki, co mnie bardzo cieszy, bo nieco zmęczyłam się ostatnio serialami, które - jakkolwiek dobre - są oparte nie na scenariuszu, tylko na głosowaniu, który wątek pociągnąć, a kogo odstrzelić. A ja się przywiązuję i nie lubię. Dygresję na bok, kiedy obejrzałam pilota "Expanse", miałam głód jak przy nałogu - wszystko było piękne: scenografia, intryga, kosmos i bohaterowie. Taki cross-over Battlestar Gallactica, Firefly'a i Total Recall (tyle że ludziom w przestrzeni nie wybuchały oczy). Trochę dalej w głąb serialu, ładność pozostała, natomiast bohaterowie poza Millerem i barwną panią senator(?) Avasaralą, zrobili się dość jednowymiarowi. Nie zmienia to faktu, że czekam na kolejny zapowiedziany sezon, który już w 2017.

[1] Człowiek się uczy - myślałam, że to planetoida.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 10, 2016

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Expanse

200 lat później. Ludzkość wyniosła się z Ziemi i zasiedliła układ słoneczny. Podziały zostały - bogata Ziemia, bogaty Mars chętnie korzystają z taniej siły roboczej mieszkańców Pasa dookoła Jowisza, utrzymując celowo kiepskie warunki. Są bunty i mniejsze rewolucje, ale sytuacja jest w miarę stabilna do momentu, kiedy tajemniczy statek najpierw anihiluje Canterbury, ziemski prom przewożący lód, a potem marsjański krążownik Donnager. W obu przypadkach z katastrofy ratuje się ekipa ocaleńców z Canterbury, którzy - głównie w celu ratowania własnej skóry - zaczynają śledztwo. Jednocześnie na Ceres, karłowatej planecie[1] w Pasie Jowisza, detektyw Miller szuka zaginionej córki bogatego naukowca, Julie Mao, która na złość tacie wdała się w lokalny ruch oporu. Wątki się splatają na Erosie, tworząc ładne zakończenie sezonu.

Serial jest (podobno wierną) ekranizacją książki, co mnie bardzo cieszy, bo nieco zmęczyłam się ostatnio serialami, które - jakkolwiek dobre - są oparte nie na scenariuszu, tylko na głosowaniu, który wątek pociągnąć, a kogo odstrzelić. A ja się przywiązuję i nie lubię. Dygresję na bok, kiedy obejrzałam pilota "Expanse", miałam głód jak przy nałogu - wszystko było piękne: scenografia, intryga, kosmos i bohaterowie. Taki cross-over Battlestar Gallactica, Firefly'a i Total Recall (tyle że ludziom w przestrzeni nie wybuchały oczy). Trochę dalej w głąb serialu, ładność pozostała, natomiast bohaterowie poza Millerem i barwną panią senator(?) Avasaralą, zrobili się dość jednowymiarowi. Nie zmienia to faktu, że czekam na kolejny zapowiedziany sezon, który już w 2017.

[1] Człowiek się uczy - myślałam, że to planetoida.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 10, 2016

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jussi Adler-Olsen - Kobieta w klatce / Łowcy bażantów / Wybawienie

Carl Mørck właśnie wrócił do służby po nieudanej akcji, w której został ranny, jeden z jego kolegów zabity, a drugi sparaliżowany leży w szpitalu. Ponieważ nikt nie chce z nim pracować - nie bez powodu, albowiem Carl nie jest miły, lubi wytykać innym niekompetencję, a dodatkowo jest leniwy (polubiłam go od pierwszej minuty), szefostwo wpada na pomysł, żeby założyć Departament Q, w którym analizowane będą sprawy nierozwiązane. Ponieważ za założenie Departamentu policja ma dostać niebagatelną dotację, Mørck szantażuje szefa i dostaje biuro (wprawdzie w piwnicy) oraz współpracowników. W tomie pierwszym zjawia się Assad, emigrant z Syrii, teoretycznie sprzątacz i kierowca (w komplecie mop, rękawiczki i po pierwszej jeździe zakaz prowadzenia auta), a praktyce aktywny i mądry człowiek, który mimo nieznajomości duńskich zwyczajów i problemów lingwistycznych ma nieocenioną intuicję i ogromny zapał. W tomie drugim pojawia się Rose - wyrzucona z innego posterunku punkówa, krnąbrna, leniwa i pyskata. W trzecim - na zastępstwo przychodzi Yrsa, zupełnie niepodobna charakterem siostra bliźniaczka Rose; ten wątek, jakkolwiek zabawny, jest absolutnie niewiarygodny (Ebfr v Lefn gb gn fnzn bfbon, glyr żr mr fpuvmbseravą. Bjfmrz, wrfg pljvyaą jfcółcenpbjavpmxą, n avr rgngbją cbyvpwnagxą, nyr zn wrqra ahzre rjvqraplwal v gnxvr fnzr bqpvfxv cnypój, pb avr cemlxhjn avpmlwrw hjntv. Fcenję bqxeljn cemlcnqxvrz Pney, xvrql fcbq mzlgrtb cemlcnqxvrz ynxvreh an cnmabxpvh Lefl cbwnjvn fvę jmberx, wnxv fbovr xvyxn qav jpmrśavrw anznybjnłn znexrerz Ebfr). Wiarygodne za to są sytuacje biurowe - próby zdrzemnięcia się Carla w biurze, polowanie na muchę-plujkę, niechęć do nadgodzin czy przyjścia o 5 rano, żeby przygotować biuro na wizytację. Oboje współpracownicy kibicują mozolnym próbom zaciągnięcia do łóżka atrakcyjnej pani psycholog przez Carla.

"Kobieta w klatce" to pierwsza, przypadkiem wybrana sprawa - 5 lat wcześniej została porwała znana, młoda pani polityk - Merete. Płynęła ze swoim upośledzonym bratem promem do Niemiec i zniknęła. Akcja toczy się dwutorowo - Carl leniwie zabiera się do przeglądania akt sprawy, szukając niedociągnięć poprzedniego śledztwa, a Merete - ciągle żyjąca - opisuje tortury, jakim poddaje ją tajemniczy porywacz.

"Łowcy bażantów" to grupka zdemoralizowanej młodzieży z ekskluzywnej szkoły z internatem, którzy nabuzowani narkotykami biją lub mordują przypadkowych ludzi. Sprawę podrzuca na biurko Carlowi jeden z pracowników policji, syn oryginalnego śledczego sprzed 20 lat. Ponieważ większość absolwentów porobiła kariery, wznowienie sprawy jest dość niewygodne z punktu widzenia establishmentu, również w samej policji.

"Wybawienie" wchodzi w temat sekt - bezlitosny szantażysta zaprzyjaźnia się z dużymi rodzinami Świadków Jehowy, Kościołów Matki Bożej i podobnych zamkniętych środowisk, porywa dzieci, żąda okupu, a kiedy okup dostaje, zabija jedno z dzieci jako nauczkę. Ponieważ rodziny bardziej niż nad stratą boleją nad opinią w kongregacji, tuszują zniknięcie jednego z dzieci. Sprawa wypływa dosłownie po kilku latach, kiedy w Szkocji policja znajduje butelkę z listem napisanym krwią.

Cykl ma wiele wad - bardzo wydumane sprawy, kompletnie nielogiczne w rachunku zysków i strat, okrutną bezmyślność organów ścigania z nieśmiertelnym "pojedźmy we dwójkę na rekonesans i wpadnijmy na uzbrojoną bandę przestępców, a następnie cudem ujdźmy z życiem", ale jednocześnie to jeden z lepszych cykli kryminalnych, jakie ostatnio czytałam.

Wszystkie tomy zostały zekranizowane (w serii "Department Q").

Inne tego autora:

#99-#101

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 20, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


Jussi Adler-Olsen - Kobieta w klatce / Łowcy bażantów / Wybawienie

Carl Mørck właśnie wrócił do służby po nieudanej akcji, w której został ranny, jeden z jego kolegów zabity, a drugi sparaliżowany leży w szpitalu. Ponieważ nikt nie chce z nim pracować - nie bez powodu, albowiem Carl nie jest miły, lubi wytykać innym niekompetencję, a dodatkowo jest leniwy (polubiłam go od pierwszej minuty), szefostwo wpada na pomysł, żeby założyć Departament Q, w którym analizowane będą sprawy nierozwiązane. Ponieważ za założenie Departamentu policja ma dostać niebagatelną dotację, Mørck szantażuje szefa i dostaje biuro (wprawdzie w piwnicy) oraz współpracowników. W tomie pierwszym zjawia się Assad, emigrant z Syrii, teoretycznie sprzątacz i kierowca (w komplecie mop, rękawiczki i po pierwszej jeździe zakaz prowadzenia auta), a praktyce aktywny i mądry człowiek, który mimo nieznajomości duńskich zwyczajów i problemów lingwistycznych ma nieocenioną intuicję i ogromny zapał. W tomie drugim pojawia się Rose - wyrzucona z innego posterunku punkówa, krnąbrna, leniwa i pyskata. W trzecim - na zastępstwo przychodzi Yrsa, zupełnie niepodobna charakterem siostra bliźniaczka Rose; ten wątek, jakkolwiek zabawny, jest absolutnie niewiarygodny (Ebfr v Lefn gb gn fnzn bfbon, glyr żr mr fpuvmbseravą. Bjfmrz, wrfg pljvyaą jfcółcenpbjavpmxą, n avr rgngbją cbyvpwnagxą, nyr zn wrqra ahzre rjvqraplwal v gnxvr fnzr bqpvfxv cnypój, pb avr cemlxhjn avpmlwrw hjntv. Fcenję bqxeljn cemlcnqxvrz Pney, xvrql fcbq mzlgrtb cemlcnqxvrz ynxvreh an cnmabxpvh Lefl cbwnjvn fvę jmberx, wnxv fbovr xvyxn qav jpmrśavrw anznybjnłn znexrerz Ebfr). Wiarygodne za to są sytuacje biurowe - próby zdrzemnięcia się Carla w biurze, polowanie na muchę-plujkę, niechęć do nadgodzin czy przyjścia o 5 rano, żeby przygotować biuro na wizytację. Oboje współpracownicy kibicują mozolnym próbom zaciągnięcia do łóżka atrakcyjnej pani psycholog przez Carla.

"Kobieta w klatce" to pierwsza, przypadkiem wybrana sprawa - 5 lat wcześniej została porwała znana, młoda pani polityk - Merete. Płynęła ze swoim upośledzonym bratem promem do Niemiec i zniknęła. Akcja toczy się dwutorowo - Carl leniwie zabiera się do przeglądania akt sprawy, szukając niedociągnięć poprzedniego śledztwa, a Merete - ciągle żyjąca - opisuje tortury, jakim poddaje ją tajemniczy porywacz.

"Łowcy bażantów" to grupka zdemoralizowanej młodzieży z ekskluzywnej szkoły z internatem, którzy nabuzowani narkotykami biją lub mordują przypadkowych ludzi. Sprawę podrzuca na biurko Carlowi jeden z pracowników policji, syn oryginalnego śledczego sprzed 20 lat. Ponieważ większość absolwentów porobiła kariery, wznowienie sprawy jest dość niewygodne z punktu widzenia establishmentu, również w samej policji.

"Wybawienie" wchodzi w temat sekt - bezlitosny szantażysta zaprzyjaźnia się z dużymi rodzinami Świadków Jehowy, Kościołów Matki Bożej i podobnych zamkniętych środowisk, porywa dzieci, żąda okupu, a kiedy okup dostaje, zabija jedno z dzieci jako nauczkę. Ponieważ rodziny bardziej niż nad stratą boleją nad opinią w kongregacji, tuszują zniknięcie jednego z dzieci. Sprawa wypływa dosłownie po kilku latach, kiedy w Szkocji policja znajduje butelkę z listem napisanym krwią.

Cykl ma wiele wad - bardzo wydumane sprawy, kompletnie nielogiczne w rachunku zysków i strat, okrutną bezmyślność organów ścigania z nieśmiertelnym "pojedźmy we dwójkę na rekonesans i wpadnijmy na uzbrojoną bandę przestępców, a następnie cudem ujdźmy z życiem", ale jednocześnie to jeden z lepszych cykli kryminalnych, jakie ostatnio czytałam.

Wszystkie tomy zostały zekranizowane (w serii "Department Q").

Inne tego autora:

#99-#101

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 20, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


Louie

Jak już macie dość gładkich seriali o ludziach pięknych, którym w życiu się ostatecznie zawsze układa mimo drobnych niepowodzeń i są skazani na sukces, to zawsze jest "Louie" - serial "komediowy" o 42-letnim rozwodniku, w dużej mierze autobiograficzny (chociaż, oczywiście, granica między rzeczywistością a scenariuszową kreacją jest rozmyta). Louie jest stand-uperem, opowiada na scenie przerażająco zabawne historie o tym, jak to jest być nieatrakcyjnym singlem bez specjalnych perspektyw w Nowym Jorku. W życiu tło tych historii już nie jest specjalnie zabawne, raczej gorzkie, nawet biorąc po uwagę komediowe przerysowanie - niechciany i przypadkowy seks, kontakty z dziećmi po rozwodzie, próby budowania kariery (kilkuodcinkowy cykl o udziale w "Late show" jest dość dramatyczny). Louie jest cyniczny i obserwuje świat bez optymizmu, ale to nie jest tak, że podejmuje same złe decyzje, zwyczajnie tak się składa. Na randce w ciemno jest zmuszony do seksu oralnego, podczas wizyty u zaprzyjaźnionego lekarza jest upokorzony i wyśmiany, jeździ z programem rozrywkowym w miejsca, gdzie niespecjalnie jest widownia. Współczucie miesza się z poczuciem żenady i podziwu, bo jednak rzadko kto jest w stanie się przyznać do masturbacji, spędzenia połowy życia w łóżku i braku celu.

Na boku bardzo podoba mi się kwestia, jak to Amerykanie ładnie określają, heritage aktora/twórcy. Louis C. K. jest z pochodzenia Węgrem, wychowywał się w Meksyku, a C. K. to sposób zrozumiałego dla Amerykanów zapisu nazwiska Szekely.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Louie

Jak już macie dość gładkich seriali o ludziach pięknych, którym w życiu się ostatecznie zawsze układa mimo drobnych niepowodzeń i są skazani na sukces, to zawsze jest "Louie" - serial "komediowy" o 42-letnim rozwodniku, w dużej mierze autobiograficzny (chociaż, oczywiście, granica między rzeczywistością a scenariuszową kreacją jest rozmyta). Louie jest stand-uperem, opowiada na scenie przerażająco zabawne historie o tym, jak to jest być nieatrakcyjnym singlem bez specjalnych perspektyw w Nowym Jorku. W życiu tło tych historii już nie jest specjalnie zabawne, raczej gorzkie, nawet biorąc po uwagę komediowe przerysowanie - niechciany i przypadkowy seks, kontakty z dziećmi po rozwodzie, próby budowania kariery (kilkuodcinkowy cykl o udziale w "Late show" jest dość dramatyczny). Louie jest cyniczny i obserwuje świat bez optymizmu, ale to nie jest tak, że podejmuje same złe decyzje, zwyczajnie tak się składa. Na randce w ciemno jest zmuszony do seksu oralnego, podczas wizyty u zaprzyjaźnionego lekarza jest upokorzony i wyśmiany, jeździ z programem rozrywkowym w miejsca, gdzie niespecjalnie jest widownia. Współczucie miesza się z poczuciem żenady i podziwu, bo jednak rzadko kto jest w stanie się przyznać do masturbacji, spędzenia połowy życia w łóżku i braku celu.

Na boku bardzo podoba mi się kwestia, jak to Amerykanie ładnie określają, heritage aktora/twórcy. Louis C. K. jest z pochodzenia Węgrem, wychowywał się w Meksyku, a C. K. to sposób zrozumiałego dla Amerykanów zapisu nazwiska Szekely.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Rescue me

11 września 2001. Początek kryzys dla całego świata, Nowego Jorku oraz dla FDNY, która przy ratowaniu ludzi z walących się wieżowców straciła 343 strażaków. Tommy Gavin przeżył, ale stracił kuzyna (oraz prawie 100 znajomych) i mimo mijających lat nie daje sobie rady z życiem po ataku. PTSD, alkohol, seksoholizm (wierzcie mi, nic tak nie działa na panie, jak chudy tyłek i odznaka strażaka), bójki oraz wizje - rozmowy z umarłymi, czasem z Jezusem i Matką Boską, nie są jednak tak groźne jak nieustająca żądza pokazania, że jest odważny. Rodzinie (żona + trójka małoletnich dzieci, ojciec i wuj - emerytowani strażacy) to się niespecjalnie podoba, więc atmosfera jest napięta. Napięta jest też atmosfera w Drużynie 62, w której pracuje Tommy, kiedy okazuje się, że sypia z wdową po zmarłym kuzynie, co nie wpisuje się specjalnie dobrze w plan pomagania rodzinom zmarłych strażaków. Sama ekipa w remizie to również barwna zbieranina - głosiciel teorii spiskowych o 9/11 Portorykanin Franco Rivera, z ciągotami do awansu oraz pań, Ken "Lou" Shea - sierżant, koneser kulinarny (ze znaczącą nadwagą) i lowelas, obdarzony ciętym językiem, Sean Garrity - niezbyt inteligentny strażak z kompleksem małego penisa, Mike Silletti - początkowo "świeżak", również niezbyt mądry, za to z ciągotami homoseksualnymi i Bill "Needles" Nelson - szef ekipy, pyskaty, ale szanowany. Od pewnego momentu w ekipie pojawia się drugi Sean - Czarny Sean Johnston - również elokwentny, a do tego zaczyna sypiać z córką Tommy'ego.

Przez 7 sezonów (93 odcinki, długo - oglądałam z przerwami prawie dwa lata, ale warto!) przeplata się umiejętnie tragedia (i to taka, że siedzę przez ekranem, patrzę na napisy i kiwam się z myślą "tym razem przesadzili") i komedia. Scenarzyści wspinają się na wyżyny, dialogi w remizie zmiatają z nóg, zwłaszcza jeśli uczestniczy w nich Lou lub - z drugiej strony krzywej Gaussa - Garrity i Silleti. To jeden z najlepszych seriali obyczajowych, jakie widziałam.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 11, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Rescue me

11 września 2001. Początek kryzys dla całego świata, Nowego Jorku oraz dla FDNY, która przy ratowaniu ludzi z walących się wieżowców straciła 343 strażaków. Tommy Gavin przeżył, ale stracił kuzyna (oraz prawie 100 znajomych) i mimo mijających lat nie daje sobie rady z życiem po ataku. PTSD, alkohol, seksoholizm (wierzcie mi, nic tak nie działa na panie, jak chudy tyłek i odznaka strażaka), bójki oraz wizje - rozmowy z umarłymi, czasem z Jezusem i Matką Boską, nie są jednak tak groźne jak nieustająca żądza pokazania, że jest odważny. Rodzinie (żona + trójka małoletnich dzieci, ojciec i wuj - emerytowani strażacy) to się niespecjalnie podoba, więc atmosfera jest napięta. Napięta jest też atmosfera w Drużynie 62, w której pracuje Tommy, kiedy okazuje się, że sypia z wdową po zmarłym kuzynie, co nie wpisuje się specjalnie dobrze w plan pomagania rodzinom zmarłych strażaków. Sama ekipa w remizie to również barwna zbieranina - głosiciel teorii spiskowych o 9/11 Portorykanin Franco Rivera, z ciągotami do awansu oraz pań, Ken "Lou" Shea - sierżant, koneser kulinarny (ze znaczącą nadwagą) i lowelas, obdarzony ciętym językiem, Sean Garrity - niezbyt inteligentny strażak z kompleksem małego penisa, Mike Silletti - początkowo "świeżak", również niezbyt mądry, za to z ciągotami homoseksualnymi i Bill "Needles" Nelson - szef ekipy, pyskaty, ale szanowany. Od pewnego momentu w ekipie pojawia się drugi Sean - Czarny Sean Johnston - również elokwentny, a do tego zaczyna sypiać z córką Tommy'ego.

Przez 7 sezonów (93 odcinki, długo - oglądałam z przerwami prawie dwa lata, ale warto!) przeplata się umiejętnie tragedia (i to taka, że siedzę przez ekranem, patrzę na napisy i kiwam się z myślą "tym razem przesadzili") i komedia. Scenarzyści wspinają się na wyżyny, dialogi w remizie zmiatają z nóg, zwłaszcza jeśli uczestniczy w nich Lou lub - z drugiej strony krzywej Gaussa - Garrity i Silleti. To jeden z najlepszych seriali obyczajowych, jakie widziałam.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 11, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Battlestar Gallactica

"There must be some kind of way out of here",
Said the joker to the thief,
"There's too much confusion, I can't get no relief".

Wielowątkowa space opera, jednocześnie będąca moralitetem na kondycję ludzkości. Oparta na raczej zabawnym serialu z lat 70., ale w wersji aktualnej dla odmiany obdarzona dużą dozą dramatyzmu i w tle posługująca się motywami ze świata ostatnich 15 lat (terroryzm, tortury podczas przesłuchiwań, zawieszenie praw ludzkości dla wrogów, koalicje i rozłamy, ruch oporu). Ładnie rozegrany mistycyzm, przeznaczenie, wolna wola, nawet z elementami nadprzyrodzonymi tworzy to spójną i dobrze przemyślaną całość.

Ludzkość zbudowała sobie cyborgi - Cylonów. Najpierw typowo metalowe, o określonych funkcjach[0], potem już takie bardziej wyrafinowane, nie od odróżnienia od człowieka, chociaż mogące znacznie więcej, a dodatkowo - pod pewnymi warunkami - nieśmiertelne. Oraz - co okazało się kluczowe dla akcji - wierzące w Jedynego Boga. W pewnym momencie wyewoluowały, w kolejnym - zbuntowały się, w efekcie kilka miliardów ludzi zginęło, kiedy Cyloni zdecydowali, że w imię boga przyniosą ludzkości dobrą nowinę za pomocą głowic atomowych. Ogryzki ludzkości, które się uratowały (około 50 tysięcy ludzi z 12 planet), głównie na pokładzie zabytkowego[1] statku-muzeum, Gallactiki, zaczęły wojnę podjazdową z androidami. Dodatkową przeszkodą okazało się, że Cyloni są rozsiani również wśród ocalałych, niektórzy świadomi i dokonujący aktów sabotażu, niektórzy z wyczyszczoną pamięcią i nieświadomi, że są Cylonami, ale mimo to stanowiący uśpione zagrożenie.

Jest grupa pierwszoplanowych bohaterów - Laura Roslin, przed wojną nauczycielka, była minister edukacji, nagle okazała się być jedyną pozostałą przy życiu osobą z rządu, została prezydentem; Bill Adama, komandor (potem admirał) Battlestar Gallactica, jest żołnierzem ze starej szkoły i mimo że szanse na wygraną są mniejsze niż w bitwie nad Wizną, podejmuje najlepsze (chociaż niekoniecznie popularne) decyzje, żeby ocalić ludzkość. Pierwszy oficer, pułkownik Tigh, alkoholik i raptus, służbista-nawigator Gaeta, załoga statku z inżynierem[2] Galenem na czele, do tego w różnym stopniu karni piloci myśliwców - pyskata i niepokorna Kara Thrace, ryzykant, ale i dobry strateg Lee Adama (syn tego Adamy) czy tajemnicza Sharon Valerii stanowią duży potencjał akcji, również od strony humorystycznej. Nieco chaotycznie działa naukowiec Gaius Baltar, któremu ludzkość zawdzięcza holocaust, ponieważ sypiając z piękną Cylonką dał jej dostęp do zabezpieczonych serwerów obronnych, trochę z głupoty, trochę z nierozwagi. Trudno mu to ukrywać, tym bardziej że cały czas Cylonkę widzi, rozmawia z nią, a nawet czasem kopuluje, ku niejakiemu zdziwieniu przypadkowych widzów. I sam nie wie, czy zwariował on, czy reszta świata.

Wszyscy jesteśmy Cylonami. W pewnym sensie.

[0] Od zawsze - mimo w zasadzie bajkowego sztafażu, bałam się robotów kroczących AT-AT w "Gwiezdnych wojnach", taki irracjonalny lęk, mimo że straszniejszy od nich był choćby dowolny siepacz Jabby. Tutaj na widok Centurionów, a zwłaszcza gdy skanowali otoczenie, cierpła mi skóra, za każdym razem. Z kolei, po obejrzeniu "Red Dwarfa", nie jestem w stanie na poważnie oglądać żadnego klasycznego sf ze statkami kosmicznymi, bo zaczynam nucić "It's cold outside".

[1] Przestarzałego nawet jak na tamte czasy, co okazało się zbawienne - Cyloni mogli przejąć całą skomputeryzowaną elektronikę, pozostały więc analogowe telefony (z czasów naszej wojny wietnamskiej), ręczne wytyczanie kursu, przełączniki i walkie-talkie. W ogóle pod względem scenograficznym serial jest prześliczny - każda kartka papieru, ramka na zdjęcia, książka jest przycięta w kształt ośmiokąta.

[2] Wszystkie starcia na linii inżynier kontra teoretyk/wojskowy/polityk/prawnik są z góry skazane na wygraną tych pierwszych.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 11, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


Battlestar Gallactica

"There must be some kind of way out of here",
Said the joker to the thief,
"There's too much confusion, I can't get no relief".

Wielowątkowa space opera, jednocześnie będąca moralitetem na kondycję ludzkości. Oparta na raczej zabawnym serialu z lat 70., ale w wersji aktualnej dla odmiany obdarzona dużą dozą dramatyzmu i w tle posługująca się motywami ze świata ostatnich 15 lat (terroryzm, tortury podczas przesłuchiwań, zawieszenie praw ludzkości dla wrogów, koalicje i rozłamy, ruch oporu). Ładnie rozegrany mistycyzm, przeznaczenie, wolna wola, nawet z elementami nadprzyrodzonymi tworzy to spójną i dobrze przemyślaną całość.

Ludzkość zbudowała sobie cyborgi - Cylonów. Najpierw typowo metalowe, o określonych funkcjach[0], potem już takie bardziej wyrafinowane, nie od odróżnienia od człowieka, chociaż mogące znacznie więcej, a dodatkowo - pod pewnymi warunkami - nieśmiertelne. Oraz - co okazało się kluczowe dla akcji - wierzące w Jedynego Boga. W pewnym momencie wyewoluowały, w kolejnym - zbuntowały się, w efekcie kilka miliardów ludzi zginęło, kiedy Cyloni zdecydowali, że w imię boga przyniosą ludzkości dobrą nowinę za pomocą głowic atomowych. Ogryzki ludzkości, które się uratowały (około 50 tysięcy ludzi z 12 planet), głównie na pokładzie zabytkowego[1] statku-muzeum, Gallactiki, zaczęły wojnę podjazdową z androidami. Dodatkową przeszkodą okazało się, że Cyloni są rozsiani również wśród ocalałych, niektórzy świadomi i dokonujący aktów sabotażu, niektórzy z wyczyszczoną pamięcią i nieświadomi, że są Cylonami, ale mimo to stanowiący uśpione zagrożenie.

Jest grupa pierwszoplanowych bohaterów - Laura Roslin, przed wojną nauczycielka, była minister edukacji, nagle okazała się być jedyną pozostałą przy życiu osobą z rządu, została prezydentem; Bill Adama, komandor (potem admirał) Battlestar Gallactica, jest żołnierzem ze starej szkoły i mimo że szanse na wygraną są mniejsze niż w bitwie nad Wizną, podejmuje najlepsze (chociaż niekoniecznie popularne) decyzje, żeby ocalić ludzkość. Pierwszy oficer, pułkownik Tigh, alkoholik i raptus, służbista-nawigator Gaeta, załoga statku z inżynierem[2] Galenem na czele, do tego w różnym stopniu karni piloci myśliwców - pyskata i niepokorna Kara Thrace, ryzykant, ale i dobry strateg Lee Adama (syn tego Adamy) czy tajemnicza Sharon Valerii stanowią duży potencjał akcji, również od strony humorystycznej. Nieco chaotycznie działa naukowiec Gaius Baltar, któremu ludzkość zawdzięcza holocaust, ponieważ sypiając z piękną Cylonką dał jej dostęp do zabezpieczonych serwerów obronnych, trochę z głupoty, trochę z nierozwagi. Trudno mu to ukrywać, tym bardziej że cały czas Cylonkę widzi, rozmawia z nią, a nawet czasem kopuluje, ku niejakiemu zdziwieniu przypadkowych widzów. I sam nie wie, czy zwariował on, czy reszta świata.

Wszyscy jesteśmy Cylonami. W pewnym sensie.

[0] Od zawsze - mimo w zasadzie bajkowego sztafażu, bałam się robotów kroczących AT-AT w "Gwiezdnych wojnach", taki irracjonalny lęk, mimo że straszniejszy od nich był choćby dowolny siepacz Jabby. Tutaj na widok Centurionów, a zwłaszcza gdy skanowali otoczenie, cierpła mi skóra, za każdym razem. Z kolei, po obejrzeniu "Red Dwarfa", nie jestem w stanie na poważnie oglądać żadnego klasycznego sf ze statkami kosmicznymi, bo zaczynam nucić "It's cold outside".

[1] Przestarzałego nawet jak na tamte czasy, co okazało się zbawienne - Cyloni mogli przejąć całą skomputeryzowaną elektronikę, pozostały więc analogowe telefony (z czasów naszej wojny wietnamskiej), ręczne wytyczanie kursu, przełączniki i walkie-talkie. W ogóle pod względem scenograficznym serial jest prześliczny - każda kartka papieru, ramka na zdjęcia, książka jest przycięta w kształt ośmiokąta.

[2] Wszystkie starcia na linii inżynier kontra teoretyk/wojskowy/polityk/prawnik są z góry skazane na wygraną tych pierwszych.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 11, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj