Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: czytam

Marta Dzido - Frajda

Ona i on. Poznali się dawno temu, lata 90., czasy kaset, papierowych listów, względnej nastoletniej wolności. Mnóstwo namiętności i fizyczności, przekraczanie kolejnych granic, zaufanie, ty i ja na zawsze, bez względu na świat. Obiecali sobie, że będzie bez wielkich słów, bo nie umieli (jeszcze) w słowa, ale to zaważyło na tym, że się oddalili. On odszedł, ona rozumiała, ona odeszła, on zaakceptował, bo tak było trzeba. Minęły lata, gorące wspomnienia, szukanie wzrokiem w obcym mieście, spotkanie, powrót chociaż na chwilę, rozważanie scenariuszy - czy może jednak by się udało? Czy kłótnia o wynoszenie śmieci zabiłaby namiętność? Czy przekreśliliby swoje przyszłości, lądując na dnie? Jest punkt widzenia obojga na te same sytuacje, z podobną ułomnością pamięci, ale nie wiadomo, jak się losy obojga potoczyły, nie wiadomo, co jest prawdą, a co gdybaniem, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, żeby mieć poczucie, że czytam o czymś, co podobno tylko raz na milion lat.

To jedna z tych książek, które ktoś poleca (chyba w tym przypadku Małgorzata Halber), nic o nich nie wiem, zaczynam czytać i mam rosnące zaskoczenie. I zachwyt. Bo jak to jest napisane! Niby zwyczajne wspominki, gdzieś wyziera transformacja lat 90., na tym dzieje się dorastanie i dojrzewanie, zmiana perspektywy, to co zachwycało nastolatka, może wcale nie zachwycać osoby dorosłej, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale jakby tak sprawdzić, woda się mieni. Bardzo ładna książka.

Inne tej autorki:

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 31, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Miron Białoszewski - Pamiętnik z powstania warszawskiego

Jest rok 1967, ponad 20 lat po wydarzeniach z 1944 roku autor spisuje swoje wspomnienia z czasów powstania. Jeśli pamiętacie ze szkół opowieści o bohaterskich żołnierzach, również młodocianych, o sprycie i igraniu z niebezpieczeństwem, to nie jest to taka historia. 1 sierpnia zastał Mirona na Starówce u kolegi i kiedy okazało się, że nie może wrócić do domu, jego największym zmartwieniem było to, że ma jedyne klucze od mieszkania, więc jego rodzina do tegoż mieszkania nie wróci. Szybko jednak okazuje się, że w mieszkaniach nie da się już mieszkać, bo bomby i pożary, życie przenosi się do piwnic i korytarzy, powstaje druga warstwa Warszawy; nie jest ważne, czy jest miejsce i czyje jest, ważne, czy w razie bombardowania sklepienie wytrzyma, pod filarami bezpieczniej. Pierwszy miesiąc na Starówce to próba oswojenia nowej rzeczywistości - szukanie wody, jedzenia, ludzi i próba przedarcia się z powrotem do rodziny, co wreszcie się udaje Mironowi 1 września, kanałami, trzecią warstwą miasta.

Powstanie to nieustający hałas, modlitwa, odliczanie od odgłosu spadającej bomby do wybuchu, głód, smród fekaliów i rozkładających się niepochowanych zwłok, strach i przenoszenie się z miejsca na miejsce, gdzie większa szansa na przeżycie. Nie dziwi matka uspokajająca niemowlę słowami “Przestań płakać, i tak nie przeżyjesz” (przeżyły obie), ale to nie znieczulica, tylko sposób na poradzenie sobie z beznadziejną sytuacją i groźbą śmierci na każdym kroku. Bo bomby, bo ostrzał, bo zawalenie się osłabionego budynku, bo Niemcy użyją jako żywej tarczy; większość z ludzi odciętych w Warszawie była ludnością cywilną, bez broni, bez umiejętności walki, chcieli tylko, żeby to się skończyło i wróciła namiastka normalności. Są w narracji - dla równowagi - chwile nawet humorystyczne, ot, życie; Białoszewski czasem bezlitośnie pokazuje naiwność czy wręcz głupotę, inna sprawa, że nikt wtedy nie wiedział nic. Pomijając niebagatelną wartość literacką, to dobry kontrapunkt to koturnowej wersji opowieści o tym, jakie to powstanie było ważne, to opowieść o koszcie.

#90 / #17

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 29, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jocelyn i Kester Brent - Na oczach wszystkich

Małżeństwo detektywów - psycholożka i matematyk - zostaje poproszone przez Freda, szkolnego przyjaciela Kestera, o wyjaśnienie dziwnego listu. Jego żona Eileen, dziedziczka ⅓ rodowej fortuny, zmuszona testamentem do mieszkania w posiadłości wraz z apodyktycznym bratem Aleckiem i innymi członkami rodziny, zostaje ostrzeżona, że wspomniany brat planuje jej zabicie. Przyjeżdżają więc do pięknego dworu, gadka szmatka, przyjęcie, łowienie ryb i wtem druga siostra - Beatrix - idzie zrobić nielubianemu brat żart, co kończy się jej śmiercią - spada z tarasu do wody na skały. Niebawem zostają znalezione też zwłoki Aleca, telefon przecięto, ale dzięki inżynierskim umiejętnościom Freda, udaje się połączyć z policją. Ponieważ zamek jest odcięty od świata, mordercą jest ktoś z domowników lub gości, niestety czas śmierci Beatrix wyklucza wszystkich. Sprawę rozwiązuje oczywiście Kester z dopingiem wiernej i zachwyconej Jocelyn, która służy jako gumowa kaczuszka i obiekt ciągłego mansplainingu.

Domyśliłam się, zapewne trochę po tytule, że niekoniecznie trzeba wierzyć temu, co świadkowie widzieli. Dla nieco większej frajdy przydałby się plan zamku, ale domyślam się, że narzezanie takiego byłoby trudne. Klimat brytyjskiej, nieco zdegenerowanej szlachty autorom udało się oddać dość dobrze, ale szowinizm i protekcjonalność bohaterów sprawiają, że podczas czytania przewraca się oczami.

Się je: cynaderki (na kolację), baraninę i apetycznie wyglądające sałatki (na zamku).

Się kpi: z ubrań żony, z jej nieumiejętności czytania drzewa genealogicznego (jasne, ziom, ona chce, żebyś się poczuł ważny, jak jej wyjaśniasz).

Się pije: czerwone wytrawne wino, Johnnie Walker z lodem, koniak (na nerwy).

Się tresuje psa: dobrą kiełbasą.

Się narzeka: na tę dzisiejszą młodzież - A panna Beatrix! Chociaż z innego ojca i z innej matki niż pan Colin, to przecież miała mu być za siostrę, bo za córkę ją nasza pani wzięła. Tak się od małego kochali, że potem już nie jak siostra z bratem. Pewnikiem inna krew się odezwała.

Się pali: „Playersy”, długie amerykańskie.

Się ma romans: z nudów.

Inne tych autorów, inne z tej serii.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 26, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jojo Moyes - Zanim się pojawiłeś

Louisa z dnia na dzień traci ulubioną pracę w kawiarni, zmuszona jest więc szukać nowej. Nie ma specjalnie żadnych kwalifikacji poza otwartością i dobrą wolą, więc perspektywy nie są szerokie, ale ostatecznie znajduje stanowisko opiekunki osoby z paraliżem czterokończynowym. Sparaliżowany Will przed wypadkiem był rzutkim biznesmenem, z piękną narzeczona i znaczącą kasą na koncie, teraz jednak jest nastawiony do świata wrogo, bo nie ma opcji na wyleczenie; Lou nie jest zachwycona, ale rodzina potrzebuje pieniędzy, więc zaciska zęby. Dodatkowo, po jakimś czasie, dowiaduje się przypadkiem, że została zatrudniona w ukrytym celu - Will planuje za pół roku wyjazd do Szwajcarii w celu wspomaganego samobójstwa, a ona - młoda, energiczna, zabawna - ma go od tego pomysłu odwieść. Nie lekarz, nie ksiądz, nie narzeczona, nie rodzina; łatwo się domyślić, że wszystko zawiodło, a presja, pod jaką Lou została bez jej wiedzy postawiona, jest ogromna.

Można do tej książki podejść na dwa sposoby - albo się zżymać, bo klisza kliszą pogania, zabawna przypadkowa dziewczyna pokazuje osobie z paraliżem, że mimo wszystko życie jest piękna, a sama też przy okazji rozpracowuje swoją traumę sprzed lat, albo można cieszyć się sympatyczną lekturą, nieco przypominającą książki Marian Keyes. Ja wybrałam drugą opcję, może nie jestem specjalnie wyrafinowaną czytelniczką, ale chyba zwyczajnie potrzebowałam takiej feel-good (mimo tematyki) lektury. Szczególnie lubię te kawałki o rodzinie Clark - złośliwej, ale czułej siostrze, bałaganiarskiej matce opiekującej się dziadkiem z demencją czy wycofanym, ale kochającym ojcu. Nie wykluczam lektury kolejnych tomów cyklu.

#88

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 25, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zofia Kaczorowska - Szalona noc w Paryżu

Zygmunt, jeden z dyrektorów kombinatu obuwniczego, dostaje telegram z Paryża z zaproszeniem na uroczyste odczytanie testamentu jego francuskiego dziadka. W jeden dzień załatwia paszport (uhm!), bilet na samolot i odkrywa, że tuż obok siedzi piękna sekretarka, panna Ewa, która okazuje się jego kuzynką (co jednak wcale nie sprawia, że wydaje się mniej ponętna). Na miejscu w domu dziadka czeka już reszta ekscentrycznej rodziny, a podcza odczytania dokumentu okazuje się, że to takie Squid Games - majątek dostają ci, co wytrzymają do śniadania o 6 rano. Jest krótki epizod w klubie ze striptizem[1], ale bohaterowie nie uczestniczą w rozrywkach, pada pierwszy trup. Po powrocie krew się leje, tworzą się sojusze, a rano - kiedy zostają tylko Polacy - okazuje się, że dziadek kazał wystrzelić się w kosmos i dzięki dylatacji czasu wrócić za 100 lat (bzdura, ale niech będzie). Problem w tym, że Zygmuntowi gb jfmlfgxb fvę śavłb, n cbqpmnf śavnqnavn qbfgnwr gryrtenz m Cnelżn…

Są książki dobre, są książki słabe, ale niezamierzenie zabawne (zwłaszcza z okresu PRL) i są książki do niczego. Niestety ta należy do ostatniej kategorii. Liczyłam na jakąś rodzinną intrygę z teściową-pijaczką, dwoma rezolutnymi synami, żoną i potencjalną kochanką-sekretarką, niestety nie dostałam nic, nawet głupiej zagadki kryminalnej.

Się je: owsiankę (niechętnie), pasztet i sałatkę z homarów (w klubie nocnym), w girlandach majonezu i zieleni: kraby, żabie udka, pasztety, salami, polędwica, szynka, pomidory, pieczona kura i, jako główny przysmak, ślimaki faszerowane ślimakiem, przesyconym czosnkiem (na rodzinnej kolacji w Paryżu).

Się pije: koniak (na butelki), lurowatą herbatę, mleko (na kaca), francuskie wino (w samolocie), veuve-clicquot.

[1] Klub to oczywiście przykład, jak sobie ludzie wyobrażają dekadencję - a to roznegliżowany Czarny na wejściu, w środku ciemnoskóry Hindus za barem, panowie w damskich szmatkach i z makijażem, ruletka, porno i narkotyki.

Inne tej autorki.

#87

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 24, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Leni Zumas - Czerwone zegary

Bardzo bliska nam dystopia - w USA, po obaleniu Roe vs. Wade w 2022, szybko uchwalono prawa zarodka na równi z prawami człowieka, gdzie za aborcję, pomoc w aborcji czy nawet wiedzę o tym, że ktoś chce aborcji dokonać, ląduje się w więzieniu (nawet nieletnie). Cztery bohaterki - Córka, Żona, Biografka i Znachorka - opowiadają o swojej rzeczywistości. “Córka”, nastoletnia Mattie zaszła w ciążę, której nie chce, bo sama została oddana do adopcji i chociaż żyje w szczęśliwej rodzinie, nie chce narażać potencjalnego dziecka na to, przez co sama przeszła. “Żona”, Susan, nie pracuje, zajmuje się domem i dwójką dzieci (trójką, jeśli liczyć toksycznego i nie zainteresowanego rodziną męża); rozpamiętuje macierzyństwo i usiłuje przypomnieć sobie szczęśliwszą siebie sprzed zostania matką. “Biografka”, Ro, spisuje w wolnym czasie historię dziewiętnastowiecznej polarniczki z Wysp Owczych, a na co dzień pracuje w liceum, uczy Mattie i przyjaźni się z Susan, żoną jednego z nauczycieli. Ro rozpaczliwie usiłuje zajść w ciążę, zanim wejdzie w życie zakaz wspomagania rozrodu u osób samotnych, bo tylko heteroseksualne pary mogą starać się o dziecko. Wreszcie “Znachorka”, Gin, ekscentryczna samotniczka, trzymająca się daleko od ludzi, ale w razie czego pomagająca kobietom w różnych sytuacjach, staje się wspólnym mianownikiem łączącym wszystkich, kiedy zostaje oskarżona o “spędzanie płodu” przez eks-kochankę, zastraszoną przez męża.

Uwspółcześniona, łagodniejsza wersja świata z “Opowieści podręcznej” - tu kobiety mogą jeszcze pracować, ale ich prawa są zawieszone, kiedy pojawia się kwestia rozrodu, wszak komórka ma takie sama prawa jak matka. To, co wspólne, to władza mężczyzn - każda z kobiet jest w sytuacji gorszej niż mężczyzna, który nie zachodzi w ciążę, który może zniknąć, kiedy dokona się zapłodnienie, którego głos jest bardziej słyszalny niż nawet najsilniejszy głos kobiety czy wreszcie konstytuuje rodzinę. Spoiler alert: mimo drakońskich kar wcale nie rodzi się więcej dzieci, zaskakujące.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 22, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - Parker Pyne na tropie

Parker Pyne przez lata był urzędnikiem, zajmującym się gromadzeniem i przetwarzaniem danych statystycznych. Dzięki temu doznał oświecenia, że większość problemów ludzkich da się zgromadzić w kilku kategoriach, a jak się rozpozna kategorię (nuda, finanse, zdrada), to można łatwo temu zaradzić. Po przejściu na emeryturę daje więc do gazety anons treści “Czy jesteś szczęśliwy? Jeżeli nie, zasięgnij rady pana Parkera Pyne'a, 17 Richmont Street”. W pierwszych 7 opowiadaniach dzięki parze współpracowników - pięknej Madeleine i równie atrakcyjnym Claudzie - udających kochanków, damy w potrzebie, napastników czy tancerzy oraz prostej psychologii, Pyne ratuje znudzone sobą związki, udaremnia kradzież, aranżuje przygodę życia czy pokazuje, że nawet po śmierci męża można jeszcze cieszyć się codziennością. W pozostałych 5 historiach, które dzieją się w Azji, Pyne raczej służy jako detektyw, odkrywający morderstwa, oszustwa czy kradzieże.

Jak to u Christie, pełno szowinizmu - kobiety nie można chwalić ani mówić prawdy, należy utrzymywać ją w ciągłej niepewności, inaczej nabiera niepotrzebnej pewności siebie czy rasizmu - Arabowie kłamią tak łatwo jak oddychają, są raczej głupkowaci i umieją tylko potakiwać. Klienci pana Pyne’a rekrutują się z warstw wyższych, wtedy są zarozumiali i pretensjonalni, co jest u autorki zaletą, rzadziej z warstw niższych, a i wtedy detektyw się z nich nieco podśmiewa, skoro tak łatwo jest sprawić, żeby zapomnieli o kłopotach.

Inne tej autorki.

#85 / #16

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 22, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zofia Kaczorowska - Przesyłka z Lizbony

Irena, zniszczona alkoholem, papierosami i narkotykami 29-latka, dostaje drugą szansę - odnajduje ją Michał, Amerykanin polskiego pochodzenia, i proponuje, że przywróci jej świetność. I rzeczywiście - robi z niej gwiazdę estrady, Miriam; nie jest to jednak związek oparty na miłości, Michał wymaga trzeźwości i nie jest zainteresowany Ireną erotycznie, tylko finansowo. W pewnym momencie zaczynają się problemy - ktoś zatruwa lek na gardło piosenkarki, ginie lekarz, który lek miał zbadać, ktoś szantażuje Irenę przeszłością, każąc jej przemycać coś przez granicę, a gdy ta odmawia, cudem unika śmierci w samochodzie-pułapce, ginie “sympatia” lekarza, która widziała mordercę… Dzielny porucznik Warowski rozdziela dwie sprawy - wybuchu i szpiegostwa, do którego zmusza Miriam żądny przygód syn dyrektora i szkodzącego leku[1], który ewidentnie był przyczyną dwóch morderstw. Oczywiście z prologu, gdzie młoda Irena rozbija rodzinę małomiasteczkowego pijaka, wiadomo, skąd się po latach wziął mściciel.

Jak na PRL, to naprawdę jadący po bandzie kryminał, ze wszystkimi tropami - dwoma wątkami: aferą szpiegowską z szantażem i wieloletnią, przygotowaną na zimno wyrafinowaną zemstą (fxemljqmbal qmvrpvnx fcemrq yng mnenżn NVQF bfboę, xgóen qbcebjnqmvłn qb śzvrepv zngxv, fvbfgel v bwpn). Do tego dochodzi homoseksualizm, oczywiście widziany negatywnie przez służby (“amoralny bubek”), jako efekt rozczarowania kobietami.

Luksus w PRL: willa, fiat 125p, kolorowy telewizor i sprzęt wideokomputerowy, pelerynka z lisa lub etola z norek, zagraniczne perfumy, woda toaletowa OR “Masculin” w sprayu, szampan “Veuve clicquot”.

Się je: peto myśliwskiej, zsiadłe mleko, domowe ciasto.

Się pali: służbowe papierosy “Caro”.

Nazwiskizm: Wieńczysław Bicz, Borwicz.

Się ceni: kobiety bez uprzedzeń i przestarzałych poglądów w dziedzinie uczuciowo-seksualnej.

[1] Oczywiście pierwsza diagnoza lekarza, kiedy Miriam skarży się na działanie leku to “histeria”.

Inne tej autorki.

#84

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 19, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Arthur Conan Doyle - Dolina trwogi

Sherlock dostaje donos od osoby z kręgów profesora Moriarty’ego, że właściciel ziemski Douglas zostanie zabity. Zanim jednak detektyw przemyśli, co zrobić, pojawia się inspektor policji potwierdzający fakt morderstwa, więc razem udają się do posiadłości zamordowanego. Na miejscu jest żona i przyjaciel, ale nie są wystarczająco zmartwieni jak na deklarowane uczucia. Szybko wychodzi na jaw, że zbeqrefgjb wrfg zvfglsvxnpwą, mnzvnfg bsvnel mtvaął ancnfgavx. I tu gładko przechodzimy do drugiej części, gdzie do pewnej doliny na Dzikim Zachodzie przyjeżdża McMurdo, fałszerz pieniędzy. Szybko kumpluje się z lokalną Lożą Masońską, która tu jest gangiem bezkarnych morderców i rozpoczyna razem z nimi przestępczą karierę. Tyle że ma wyrzuty sumienia, bo serce kradnie mu piękna panna i zwierzają mu się też uczciwi, zaszczuci ludzie. Jak jesteście starymi wyjadaczkami kryminałów, to oczywiste jest rozwiązanie - McMurdo nie jest tym, za kogo się podaje. I w klamrze łączącej obie części wychodzi, że to Douglas, uciekający przed zemstą gangu.

Bardzo mało detektowania, sporo rysu historycznego; to raczej nietypowa książka przygodowa z elementami kryminału. Wspomniany profesor Moriarty opisywany jest jako geniusz zbrodni o oficjalnie czystych rękach, w książce wprawdzie nie ma powiedziane, że to właśnie on stał za anonimem, ale właśnie dzięki udziałowi Holmesa - wykryciu tajemnicy morderstwa, na której policja by się wyłożyła - dochodzi do śmierci osoby, która miała być chroniona. W finale jest to wyjaśnienie beefu między detektywem a złoczyńcą, co źle świadczy o przenikliwości tego pierwszego.

Inne z tego autora, inne z tej serii.

#83/#15

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 17, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ali Smith - Przypadkowa

Lata 2010. Rodzina Smartów spędza wakacje w Norfolk, nie są jednak specjalnie szczęśliwi, choć utrzymują pozory. Wynajęty dom jest straszną ruiną i Eve - matka - wprawdzie usiłuje odzyskać wpłacone pieniądze, ale decyduje, że zostaną na całe lato; i tak zaszywa się w szopie w ogrodzie, gdzie pisze kolejną popularną książkę, chociaż już jej to nie bawi. Jej drugi mąż, Michael, doktor literatury, wymawia się pracą, żeby wracać do miasta, gdzie sypia z kolejnymi studentkami (i nie tylko), nudzi go spędzanie czasu na prowincji, gdzie nikt nie docenia jego erudycji. 12-letnia Astrid brzydzi się domem, a nudę zabija nagrywając na kosztowną kamerę wschody słońca i analizując wszystko, co widzi. Wreszcie 16-letni Magnus, do niedawna oczko w głowie mamy, genialny matematyk, jest na skraju załamania - żart, który zrobił, żeby przypodobać się popularnym kolegom, zakończył się samobójstwem koleżanki ze szkoły. I w tym momencie pojawia się tajemnicza Amber, która zaczyna rozmawiać ze wszystkimi. Eve myśli, że to studentka Michaela, i stara się traktować ją mimo niechęci z szacunkiem, Michael, że fanka powieści Eve, nie dziwi go więc, że nie interesuje się nim jako samcem, Astrid się w niej od razu zakochuje i uważa za swoją najlepszą przyjaciółkę, a Magnus - po tym, jak przerwała jego próbę samobójczą - zaczyna z nią sypiać. Ten dziwny układ, podawany w narracji każdej z czterech osób - trwa kilka tygodni, po czym nagle się kończy, kiedy Eve wyrzuca Amber, trochę bez pointy, trochę w sytuacji pozwalającej na świeże rozpoczęcie dla każdego członka rodziny.

Dziwna powieść, nie rozumiem jej fenomenu i obecności na listach nagradzanych. Amber, tytułowa Przypadkowa, jest dziwna. Nieskrępowana konwenansami, czasem niegrzeczna, nadszczera tupeciara wchodzi do letniego domu i zostaje, dopóki jej to pasuje. Problem w tym, że nie ma wyjaśnienia - poza przypadkowym zdarzeniem w finale - po co się pojawiła, jaki miała cel i czy to, co zrobiła w londyńskim mieszkaniu Smartów, było od początku zamierzone. Dobrze się czyta, chociaż miejscami krindż przeplata się z sytuacją bez wyjścia, ale chyba niekoniecznie coś z tej lektury zostaje.

Inne tej autorki.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 14, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj