Kategoria:
czytam
Jeśli nie czytałyście książki, ale coś się Wam kojarzy, to macie rację - główna oś fabularna tego tomiku została kanwą dla pierwszego odcinka serialu “07 zgłoś się”, choć z pewnymi zmianami w fabule.
Z zagranicy do prywatnych osób przychodzą francuskie sweterki na suwak, w planach są hurtowe ilości pożądanych na rynku płaszczy ortalionowych, w zamian twarda waluta opuszcza kraj, przemycana podczas niby niewinnych wyjazdów (w serialu nielegalnie importowana jest… kremplina). Porucznik Drwień ma rozpracowany cały gang, ale jego zwierzchnik - major Krupski - wcale nie kwapi się do wydania pozwolenia na interwencję, co dla Drwienia jest oczywiste - major zwariował albo dostał łapówkę. Dodatkowo życie osobiste porucznika nie układa się - jego ojciec, przyjaciel majora z czasów wojny, odradza synowi występowanie przeciw szefowi, dodatkowo nie akceptuje jego związku ze starszą od niego Joanną[1]. Narratorem drugiego wątku jest Tomasz, właśnie wyszedł z więzienia za malwersacje na rynku mieszkaniowym, zaczepił się u zgrabnej[2], acz “wybrakowanej” - bo z blizną na twarzy - urzędniczki pocztowej i szuka pracy. Przez więzienne kontakty trafia do prywaciarza Kreczera, zaczyna rozwozić towar, szybko okazuje się, że ma czujne ucho i sprawne ręce w kwestii przesłuchiwania i wymierzania kar, stając się cennym nabytkiem dla przemytniczego gangu, tego samego, co go właśnie porucznik Drwień rozpracowuje. Nie jest też - co przestępcza "inteligencja" docenia - prymitywem; zna się na malarstwie (Kossak, Boznańska), mówi po francusku (bo miał matkę Francuzkę) oraz wie, że pernod to anyżówka. Z serialu wiadomo, jaka jest pointa - Gbznfm - frevnybjl Oberjvpm - wrfg zvyvpwnagrz vapbtavgb, m avrbcngembaą gjnemą, ob jłnśavr jeópvł m cynpójxv mntenavpmarw. Książka wypakowana jest dodatkowo lekko zakamuflowaną erotyką.
Się pali: sporty, carmeny, camele (u inżyniera), wawele, ekstra-mocne, fajkę nabitą wiśniową “Amphorą” (major), z której dym pachnie miodem, kadzidłem i polnymi kwiatami(!), fajkę nabitą tytoniem „Prince Albert” (dym był fiołkowy, aromatyczny), goluazy (pisownia oryginału).
Się pije: Full Light (z lodówki), gin z sokiem pomarańczowym i lodem, ormiański koniak
„Dwin”[3], jarzębiak, koniak, pomarańczówkę, pernod, herbatę “yunan”, jugosłowiański rizling, pilznera.
Się je: słone pałeczki i biszkopty (pod koniak), herbatniki, ogórkową, podsmażony makaron z mięsem, rozpustną kolację z garmażem z „Delikatesów” - kawior, plastry łososia, węgorz i węgierskie salami, popijając to oryginalnym francuskim szampanem, a potem przegryzając bananami, które trafiły się akurat, cukierki „Leśne”, korki jugosłowiańskie(?), bulion rakowy, pieczonego indyka, melbę, podlane butelką wina francuskiego (Beaujolais) - w restauracji.
Się nosi: futra z nurków lub popielic, na każdym paluchu brylant (luksusowa kokota[4]); “zamszową marynarkę i koszulkę polo rozpięta pod szyją. Koszulka była beżowa, o ton jaśniejsza od marynarki. Taki szczegół zdradza klasę faceta” (Kreczet), “piaskowy garnitur z połyskiem, białą koszulę i modny ciemnobrunatny krawat w ukośne żółte pasy. Wyglądał jak starzejący się amant z hollywodzkiego filmu dozwolonego od osiemnastu lat” (inżynier), “satynową piżamę, niebieską w złote pasy” (Tomasz).
Się ma gadżety: porucznik Drwień bawi się czterokolorowym długopisem.
Społecznie: [dzieci] fajne mają życie. Nikt im nie daje dwóch tygodni [na rozwiązanie sprawy], najwyżej klapsa w pupę, jeśli przesolą.
Wspomniany jest dramat żony majora Krupskiego:
— „Nie chciałbyś mieć dziecka?”
— „Jasne, że nie — odparł, całując Ewę w policzek — statystycznie mamy i tak ze dwoje dzieci, wystarczy, nie musimy uczestniczyć aktywnie w produkowaniu wyżu demograficznego, przywykłem do naszego trybu życia, dobrze mi, przysięgam, wcale: nie chcę mieć dziecka...” Uwierzyła? Może. Ale uśmiech miała smutny, przepojony goryczą, jak gdyby była winna przed nim że nie potrafi rodzić, że pozwoliła obozowemu lekarzowi na eksperyment; miała wtedy
czternaście lat, sama była dzieckiem, w szpitalu dostawała lepsze jedzenie.
[1]
— Był telefon do ciebie — odzywa się, żując z apetytem. - Dzwoniła pani Joanna.
— Wróciła?! — Drwień aż się podrywa, patrzy na ojca z niepokojem. — Jak z nią
rozmawiałeś?...
— Nauczono mnie być uprzejmym dla dam — mówi ojciec, sięgając po następne
ciasteczko. — Co oczywiście nie znaczy, że mój stosunek do sprawy się zmienił.
— Mam dwadzieścia cztery lata — rzuca sucho Drwień. —Wolno mi...
— A ona czterdzieści dwa — wtrąca ojciec.
— I co z tego?
— Z tego jeszcze nic. Jestem dialektykiem, rozpatruję zjawiska w ich całokształcie. Znasz mój stosunek do tej pani.
— Kocha mnie! — Drwień rozpoczyna szybki spacer po pokoju, manewrując
między stołem, kredensem i szafą biblioteczną. — I ja ją kocham... Jest nam dobrze ze
sobą... nie rozumiem, jak możesz...
Ojciec dopija herbatę, patrzy z żalem na pustą filiżankę.
— Trudno mi o życzliwy stosunek do kobiety, która po dwóch godzinach znajomości przyprowadziła cię do swojego domu, spiła i wpakowała do łóżka.
(...) Nie wiedziała, że jest stara.
Nie chciała przyjąć do wiadomości, że cały jej urok to teatralny grym. Przynajmniej dla
postronnego obserwatora. Młody kochanek upewniał ją, że jest wciąż młoda i piękna, ale
ja nie miałem jego oczu: widziałem hennę, szminki i tusz, zmarszczki przy wargach,
wiotczejącą skórę na szyi.
[2] Gdyby była amerykańską aktorką, ubezpieczyłaby swoje nogi na ładną sumkę, powiedzmy, sto tysięcy dolarów. Miały tę wartość. Zgrabne łydki spotyka się dosyć często, ale wówczas uda są albo za tłuste, albo zbyt umięśnione. Nogi Marty były skomponowane klasycznie. Posągowo. Uda, łydki, kolana — jak na reklamie pończoch Piersi też miała reklamowe, strome i twarde, na takich byle płócienny stanik wygląda jak arcydzieło gorseciarskie.
Aż dziw, że nie jest modelką.
[3] (...) wcale nie gorszego od najlepszych francuskich. Ktoś mi opowiadał: ormiański
plantator winogron, jeszcze za carskich czasów, chciał kupić od ojców miasta Cognac
tajemnicę produkcji ich sławnego napoju. Odmówili. Wówczas cwaniak ormiański posłał
do Francji swego syna, który najął się do wytwórni koniaku jako zwykły robotnik. I
wywąchał najpilniej strzeżone tajemnice.
Tata machnął koniaczek, który zdobył kopę medali na festiwalu alkoholowym,
kosząc Francuzów jak pod Borodino.
[4] Gębę ma jak szympansica, nos płaski, ślepka malutkie, każdy
ząb w inną stronę. I zawsze przychodzi z innym przystojniakiem. Skaczą koło niej jak
pieski na tylnych łapkach, mizdrzą się, po rączkach cmokają.
Inne tego autora:
Inne z tego cyklu.
#94
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 26, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W serii “Klub Srebrnego Klucza” powieść pojawiła się pod tym tytułem z taką okładką, wydania od roku 2004 noszą już tytuł “I nie było już nikogo”. W tym wydaniu rzecz się dzieje na Wyspie Murzynków u wybrzeży Devonu, nazwanej tak z powodu kształtu przypominającego charakterystyczny kształt głowy mieszkańca Afryki, nie wiem, jak to jest zmienione w nowszych wydaniach, jeśli jest.
Zaproszenie na wakacje do nowoczesnej acz tajemniczej willi na wyspie dostaje 10 niezwiązanych ze sobą osób - para służących, zamożny “złoty” młodzieniec, łowca przygód, były wojskowy, emerytowany sędzia, nauczycielka, zamożna właścicielka ziemska, były policjant i znany lekarz. Każde z nich otrzymuje inną, choć bliżej nieokreśloną, obietnicę - pracę, spokojne wakacje wśród dawnych przyjaciół czy okazję biznesową. Na miejscu okazuje się, że willa jest znakomicie wyposażona, para służących zadba o potrzeby gości, ale gospodarza nie ma, za to wszyscy słyszą złowrogą wiadomość z płyty, na której ktoś przypomniał obecnym ich przestępstwa, za które nie zostali ukarani. Chwilę później pada pierwszy trup, a do pozostałych dociera, że ktoś zdecydował się ich wymordować w myśl dziecięcej rymowanki.
To kryminał bez śledztwa, jeśli nie liczyć prób podejmowanych przez topniejącą grupę gości na wyspie, żeby odkryć, gdzie ukrył się psychopatyczny gospodarz, a potem - kiedy dociera do nich, że jest to “jeden z dziesięciu” - kim on jest. Wyjaśnienia udziela sam “gospodarz”, wrzucając wyznanie w butelce do wody, gdzie jest po jakimś czasie odnalezione. Autorka zostawia tropy, ale dla mnie były zbyt nieprzejrzyste, żeby je zrozumieć (np. nie znałam frazy pmrejbal śyrqź/erq ureevat, która jest podpowiedzią). Znakiem czasów są niektóre ze zbrodni, za które są ukarani zaproszeni na wyspę goście - łowca przygód zostawia na pewną śmierć 21 tubylców w Afryce, motywując to wymówką, że mieszkańcy Afryki śmierć traktują w innych kategoriach (zapewne lżej lub mniej zobowiązująco, sic!) niż Europejczycy; zasadnicza stara panna nie waha się przed wyrzuceniem ciężarnej służącej, która - z braku perspektyw - popełnia samobójstwo; guwernantka wysyła podopiecznego na pewną śmierć, żeby jej ukochany uzyskał spadek. Żadnemu z obecnych spowodowana przez nich śmierć nie spędza snu z powiek, dopiero przed samym końcem odczuwają żal czy wyrzuty sumienia.
Inne tej autorki, inne z tego cyklu.
#93
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 25, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Major Doug Selby był prokuratorem okręgowym w Madison City, ale zrezygnował z tej funkcji, bo ważniejsza po ataku na Pearl Harbor roku była obrona kraju; autor umieszcza kilka aluzji plus jedną pokrzepiającą przemowę o konieczności pracy u podstaw, żeby INNI nie odebrali USA tego, co USA może uzyskać ciężką pracą obywateli. Major ma 5 dni urlopu przed powrotem na front, decyduje się więc, żeby odwiedzić przyjaciół - szeryfa Brandona, dziennikarkę Sylwię i “wybitne przystojną” prawniczkę Inez, niechcący włączając się w trwający właśnie głośny proces o milionowy spadek. Zamożna dama zginęła w wypadku, przed śmiercią sporządziła jednak testament, wydziedziczający rodzinę na korzyść swojej gospodyni. Jako że gospodyni również zginęła w wypadku, dziedziczy jej córka, a adwokaci obu stron usiłują ustalić, czy dama była w pełni świadoma i nie została zmuszona do sporządzenia niesprawiedliwego dla rodziny testamentu, co jest nietrywialne. Inez jest adwokatką rodziny testatorki, po stronie rodziny gospodyni sprawę prowadzi A. B. Carr, adwokat-celebryta. Selby przypadkiem obserwuje dziwne spotkanie na dworcu, kiedy Carr - ozdobiony białą gardenią - spotyka kobietę i mężczyznę z podobnymi ozdobami; okazuje się to istotne dla sprawy. W trakcie akcji ginie jedna osoba, druga cudem wymyka się śmierci.
Selby nie ma oczywiście żadnego umocowania poza ustnym stwierdzeniem szeryfa, że “pomaga mu zbierać dowody” oraz w pewnym momencie zostaje współ-adwokatem z Inez, nie przeszkadza mu to oczywiście w przepytywaniu świadków. Jakkolwiek oczywista jest przyjaźń z szeryfem, wszak latami współpracowali, tak dość dziwna jest sytuacja z dziennikarką i adwokatką - Inez jest ewidentnie zazdrosna o Sylwię, obie w momencie wzruszenia rzucają się i wpijają w usta Selby’ego, co ten traktuje jako oczywistą oczywistość.
Społecznie: Czarny posługacz czyści podróżnym buty w pociągu za drobną opłatą, zaś do mniej zamożnych domów, w których nie ma zwyczaju odnoszenia ubrań do pralni, raz na jakiś czas przychodzi praczka.
Edycyjnie: książka zawiera spis bohaterów, bardzo lubię!
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#92
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 23, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Anonimowy narrator, dziecko 13-letniej Wietnamki i katolickiego misjonarza z Europy, rozpoczyna od opisu nagłej ewakuacji Sajgonu w 1975 roku, kiedy to USA uznało, że nie będzie jednak włączać się w politykę wewnętrzną Wietnamu i z godnością odejdzie przed naporem bojówek komunistycznego Wietkongu[1]. Sojusznicy demokracji zniknęli ze swoją zaawansowaną dyplomacją i uzbrojeniem, pozostawiając wspieranych Wietnamczyków na lodzie. Narrator pomaga przy ewakuacji podwładnych swojego szefa, Generała, ale zdaje sobie sprawę, że do samolotu zmieści się tylko promil zagrożonych, a reszta, cóż, w najlepszym razie straci pozycję, w gorszym - trafi do reedukacyjnego obozu albo od razu zginie. To nie pierwsza trudna decyzja bohatera, bo od lat podejmuje tylko takie, będąc tajnym agentem komunistów - pracuje dla demokracji tylko po to, żeby dostarczać wywiadu. Podobnie dzieje się w Stanach, gdzie dla ukrycia swojej roli, narrator przyczynia się lub wręcz sam morduje ludzi. Oczywiście, ma wyrzuty sumienia, wszak jest wyjątkowo inteligentny, dobrze wykształcony, widzi wady komunizmu, ale jego młodzieńcza sympatia (patrz tytuł) dla obiektywnie najsprawiedliwszej ideologii jest silniejsza od rozsądku. USA też nie pomaga - zatrudniony na planie filmowym u Mistrza, który tworzy Wielkie Dzieło o Wietnamie (nietrudno odkryć, że mowa o “Czasie Apokalipsy”) - widzi ogromne zadufanie Amerykanów i ich pogardę dla niedawno wspieranej wietnamskiej demokracji. Wraca wreszcie do Wietnamu, ale to, co zastaje, nie jest tym, czego się spodziewał.
To trudna książka, brutalna i nierówna oraz - jak inne książki o szpiegach - od samego początku pokazuje, że z bycia szpiegiem nie da się wyjść bohaterem. Sporo rozliczeń, jakże aktualnych w roku 2021, o “pokojowym wsparciu” czy “rozjemczej” roli Stanów Zjednoczonych w światowych konfliktach, to gorzko brzmi nawet teraz, kiedy już chyba nikt nie wierzy w dobrą wolę polityków, hojnie lobbowanych przez producentów broni, żywności czy chemii. W tle pojawia się też bogaty obraz emigracji etnicznej, niekoniecznie zgodny z wizją grzecznych, łatwo asymilujących się Azjatów.
[1] I tak, jest coś znaczącego w tym, że przypadkowo wzięłam tę książkę w momencie, kiedy analogiczna akcja dzieje się w roku 2021 w Kabulu.
#91
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 22, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Cytując autora: "książka ta nie jest monografią dermatologicznych wykwitów, lecz zbiorem felietonów poświęconych pewnym zjawiskom językowym". Felietony publikowane były w krakowskim dodatku do Gazety Wyborczej w latach 2013-2016, co jest o tyle istotne, że widać już, jak od tego czasu zmienił się język. Według Rusinka, "małpka" jako mała ilość wysokoprocentowego alkoholu była w odwrocie, a protesty - wtedy KOD i Czarny Protest - raczej bawiły hasłami niż oddawały wściekłość zebranych; znak czasu. Forma felietonu jest dość skrótowa - dwie-trzy kindlowe strony, czasem to wystarcza do opisania jakiegoś zjawiska, czasem to ciut za mało. Cenię oko i ucho Rusinka do żartów językowych i lapsusów typu "twarz rajstop" czy "Pistorius odpowiada z wolnej stopy", doceniam głos w sprawie feminatywów (że nie niszczą męskości i równie dobrze mogą być traktowane jako neutralne nie tylko w zawodach sfeminizowanych) czy leciutką szyderę z nowomowy typu "wysort" czy "ceramika łazienkowa dolna". Nie jest to lektura obowiązkowa, ale całkiem przyjemna rozrywka językowa.
Inne tego autora tutaj.
#90
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 20, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
“Nocna ulewa w Palmowa Niedziele roku 1930 zmieniła w potok ulice Bonapartego od placu Saint-Germain-des-Pres aż po ulicę du Four”. Jean-Marc Berger, młody student malarstwa, niepokoi się, bo nie może złapać taksówki na dworzec, żeby wrócić do rodzinnego Lyonu i oznajmić rodzinie, że się żeni. Piechotą nie pójdzie, bo walizki oraz czuje się coraz bardziej chory. Wreszcie nadarza się okazja, na dworzec zabiera go przypadkowy kierowca, Amerykanin, mimo problemów dojeżdżają tuż przed odjazdem, niestety w zamieszaniu ktoś podmienia jedną z walizek. Najpierw rodzina, zarządzana przez rygorystyczną babcię, jest zaskoczona, kiedy dowiaduje się, że młodzieniec zaręczył się z dobrze ponad 30-letnią kobietą[1], ale to nic w porównaniu z szokiem, kiedy po otwarciu podmienionej walizki ze środka wypada odcięta damska ręka, w której Jean-Marc rozpoznaje po tytułowym pierścionku rękę swojej narzeczonej, panny Sarrazin.
Policja z Lyonu i Paryża łączy swe siły w zaskakująco zgodnej i pełnej kurtuazji współpracy. W pięknym mieszkaniu w Neuilly znajdują rzeczywiście zwłoki flamy studenta, zamordowanej ciosem w rdzeń kręgowy, z ręką odciętą post mortem. Okazuje się, że dama była ekspertką od Van Gogha, a Jean-Marc, genialny kopista, dla “wprawy” kopiował dla niej obrazy mistrza. Z całego świata zaczynają się sypać zgłoszenia od kolekcjonerów, którzy kupili od panny Sarrazin “oryginały”, dla zaciemnienia sytuacji trop wiedzie do poprzedniej narzeczonej młodego Jean-Marca, panny Augusty i - mimo wątpliwości policji - do owego “Amerykanina”, który podwiózł delikwenta na dworzec feralnej nocy. Rozwiązanie zbrodni jest wcale nietrywialne - avrbfgebżal złbqmvravrp j pmnfvr xłógav jlznpuhwr fmglyrgrz v avrpupąpl cemreljn eqmrń xeętbjl anemrpmbarw, cb pmlz jśpvrxłl jlovrtn, avrśjvnqbz, żr jłnśavr hxbpunaą mnovł, mnś wrw olłl xbpunarx cb manyrmvravh mjłbx bqpvan eęxę, żrol hxnenć złbqmvrńpn mn moebqavę. Policja zaskakująco łatwo nawiązuje komitywę ze świadkami, typu zastawienie pułapki na dziennikarzy przy pomocy zmyślnego tragarza (“trącając się kieliszkami, naśmiewali sie z tego wspólnie”), gorzej z przesłuchiwanymi (jedno samobójstwo, jedno załamanie nerwowe).
Mimowolny humor:
- Jean-Marc - zagadnęła Maria-Luiza (...) - a czy to, co przywiozłeś dla mnie z Paryża, było w tamtej walizce?
Jean-Marc speszył się.
- Ja ci nic nie przywiozłem. Ostatnio zupełnie nie miałem czasu. A wczoraj była niedziela.
Maria-Luiza wybuchnęła płaczem. Emilia odezwała się:
- Chcesz klapsa?
Mimo wszystko ten epizod rozładował atmosferę.
Uregulował i wyszedł nie dopiwszy koniaku, co wprawiło w takie zdumienie gości stojących przy barze, że odprowadzili go wzrokiem aż do drzwi.
Się je: kawę i rogaliki na śniadanie, kanapki, piwo i kawę na obiad. Policja dzieli się też wierszykami:
„Podejrzany się trzyma, gdy w twym brzuchu nic nima”.. Autorem tego wierszyka był
olbrzymi Chicambaut, który od rana do wieczora coś podjadał. Na ten temat inny jego kolega ułożył następująca złotą myśl: „Zapomnisz o swoim żołądku pod warunkiem, że będziesz o nim pamiętał”.
Niech Allach [pisownia oryginału] ma cię w swojej opiece. Pójdziemy coś przekąsić za wasze zdrowie i żeby czekanie na was nie nadwątliło naszych sił, prawda, Truflot?
- Tak jest. Kto zje, ten śpi.
Był to jeszcze jeden z aksjomatów Chicambauta, na podstawie którego utarła się o nim opinia, że nawet we śnie jada.
Szowinizm:
[Śpiewaczka] Zaśmiała się. Co za śmiech! - pomyślał Belot. - Stowarzyszenie Żon Prawowitych powinno jej sprawić złoty kaganiec, aby udaremnić jej ten śmiech.
[1] Dwanascie lat starsza od niego! Co to za narzeczona! (...) Ale wiadomo, że materac wypchany banknotami jest lepszym środkiem na zmarszczki niż wszelkie maseczki kosmetyczne.
Inne z tego cyklu.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 18, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Przy placu de Vosges 61, w fabryce szczepionek (ale nie na covid, bo rzecz jest z lat 30. ubiegłego wieku) ktoś zabija Coucheta, zamożnego właściciela fabryki, a z sejfu za plecami zwłok znikają pieniądze na wypłaty. Jedynym świadkiem jest dozorczyni, która ze swojej pakamery widzi tylko cienie ludzi i rozpoznaje ich po krokach. Wie też wszystko o wszystkich w kamienicy - że pani de Saint–Marc, żona byłego ambasadora z pierwszego piętra, właśnie rodzi, na drugim piętrze mieszkają wariatki[1] i państwo Martin, ona jest kłótliwa, a on to skromny urzędnik w biurze notarialnym. Couchet okazuje się mieć skomplikowane życie osobiste - ma elegancją żonę z wyższych sfer, dodatkowo kochankę - tancerkę Ninę, która mieszka w hoteliku pokój obok syna Coucheta - bezrobotnego narkomana, a sytuację dodatkowo gmatwa fakt, że pani Martin z drugiego piętra była niegdyś pierwszą żoną denata. Maigret, niezguła, poczciwiec, o nieco pozbawionych wyrazu oczach, kręci się po Paryżu, rozmawiając z kolejnymi osobami, czasem użyje nieco przemocy[2], czasem przesłuchiwanej da na taksówkę[3], ale w końcu z rozmów i przyjrzeniu się zwyczajom wynoszenia śmieci przez mieszkańców kamienicy, rozwiązuje podwójną zagadkę kradzieży i morderstwa.
Się dba o męża:
Kiedy kładł się spać, pani Maigret obudziła się po to tylko, by na wpół przytomnie wymamrotać: — A kolację przynajmniej jadłeś?
Się zażywa: kokainy, eteru (lepszy od kokainy).
Się pije: małe piwo w trakcie służby (na pragnienie), wermut (u przesłuchiwanych), aperitif koloru rubinowego (tancerka), nalewkę śliwkową (przywozi ją z Alzacji siostra pani Maigret).
Się je: kanapki z anchois, wędzoną szynkę z Alzacji.
[1] To stara Matylda! Była kucharka. Widział ją pan? Wygląda jak wielka ropucha. Mieszka w sąsiednim pokoju, z siostrą wariatką. Obie są równie stare i równie obrzydliwe! Od czasu jak tu mieszkamy, wariatka nigdy nie wyszła nawet ze swego pokoju. — Dlaczego tak krzyczy? — No właśnie! Zawsze ją napada kiedy zostaje po ciemku sama. Boi się jak dziecko. I wyje… Nie mówiąc o tym, że to ani zdrowe ani apetyczne, dwie staruchy w jednym pokoju!
[2] Maigret nie miał czasu na długie perswazje. Chwycił ją za ramię i dłonią zakrył usta: — Cicho! Pani się myli! Jestem z policji… Nim sens tych słów dotarł do jej świadomości, szamotała się zdenerwowana, próbowała kąsać, kopać obcasem. Trzask rozdartego jedwabiu — puściło ramiączko sukni.
[3] Komisarz wsunął jej w rękę stufrankowy banknot, skinął na przejeżdżającą taksówkę i z rękoma w kieszeni bąknął: — Do jutra…
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#88
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 17, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Maniek, prawie 40-letni weteran po kilku misjach w Afganistanie, wegetuje w sublokatorskiej klitce, bo nie jest w stanie wrócić psychicznie do życia wśród ludzi. Odwiedza dawnym kompanów, którzy albo na cmentarzu, albo - podobnie jak on - nie radzą sobie w cywilu. Unika rodziny, boi się z jakiegoś powodu widoku swojego chrześniaka. Próbuje spisać wspomnienia z misji, nie idzie mu, chociaż wziął solidną zaliczkę od wydawnictwa. Zuza, 24-letnia współlokatorka, przychodzi się do Mańka upijać. Pracuje w firmie produkującej gry, ale to, co ją zajmuje, to tajemnica jej rodziny. Matka zginęła lata temu w wypadku samochodowym, ojciec z wujem mieszkają wraz z babcią, osuwającą się coraz bardziej w demencję. Zuza nagle staje się dla babci swoją zmarłą matką i trafia na ślad tajemnicy sprzed lat. To opowieść o dwóch śledztwach - u Mariana to świat wspomnień z Afganistanu, u Zuzy - rozwikłanie tajemnicy śmierci matki.
To opowieść o tym, czy nieświadomość jest dobrodziejstwem czy przekleństwem. Maniek musi pogodzić się z przeszłością, by zacząć żyć, a nie wegetować, słuchając bułgarskiego rapu przy tanim alkoholu. Zuza z kolei czuje się niepełna bez wiedzy o swojej matce i o tym, co zdarzyło się kilkanaście lat wcześniej. Wciągające, a zakończenie - mimo że niedramatyczne - nie rozczarowuje.
Inne tego autora.
#87
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 15, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Guy Haines, obiecujący młody architekt, chce się ożenić z ukochaną Anną, jedzie więc do rodzinnego miasteczka Mercalf, żeby uzyskać zgodę na rozwód ze swoją pierwszą żoną, Miriam. Nie spodziewa się problemów, zwłaszcza że nie widziana od dawna Miriam oznajmiła, że jest z kimś innym w ciąży. W pociągu trafia na Charlesa Bruno, zdegenerowanego złotego młodzieńca, który niespodziewanie wpada na pomysł, żeby obaj panowie pozbyli się swoich problemów - Bruno zabije niewierną Miriam, a Haines skróci żywot ojca Bruno. Guy oczywiście otrząsa się na samą myśl, ucieka z pociągu, pozostawiając jednak czytaną właśnie książkę. Kiedy dowiaduje się, że ktoś zamordował Miriam, doskonale wie, kto dokonał tej zbrodni, ale ukrywa fakt znajomości z Charlesem przed całym światem, bo boi się oskarżenia o współudział. Jak się łatwo domyślić, Bruno ma go w garści i stopniowo wkręca się w krąg najbliższych znajomych architekta, wbija na bezczelnego na jego ślub z Anną, cały czas manipulując i szantażując coraz bardziej pogrążającego się w szaleństwie Hainesa, jednocześnie zapewniając go o swoim rosnącym braterskim (czy aby?) uczuciu do niego.
Jaka to jest męcząca opowieść! Bruno jest psychopatą, nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia (a jeśli, skutecznie je tłumi alkoholem), natomiast w Hainesie kotłują się emocje jak u Raskolnikowa. Niestety, podobnie jak u Raskolnikowa, zanika logika wraz z narastającą paranoją i poczuciem osaczenia, wkrada się chaos i przypadek. Morał z tej opowieści jest taki, że trzeba trzymać się z daleka od psychopatów, nie podawać żadnych informacji o sobie przypadkowym ludziom, a jeśli ktoś Wam zaproponuje udział w morderstwie, zwróćcie się do policji, a nie dawajcie się szantażować.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#86
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 12, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kolejny epizod z życia Marii Kostki, Amerykanki, która niespodziewanie stała się dziedziczką majątku rodzinnego w Czechach; trochę mi przeszkadza to, że mimo upływu dwóch lat od wydania poprzedniego tomiku, dalej jesteśmy w roku 1997, niedługo po śmierci księżniczki Diany. Odnaleziony w wyniku nieudanej kradzieży obraz, zwany w zamku “Pożarem w burdelu”, został zwrócony prawowitym właścicielom - holenderskiej rodzinie królewskiej, a rodzina Kostków zostaje zaproszona na uroczystość odsłonięcia dzieła. Ojciec, doczytawszy, ile stracił, nie jedzie, jego miejsce zajmuje więc - po kłótni - pani Cicha, która "konserwowała" obraz za pomocą mopa i orzechówki. Do Holandii jadą więc sfrustrowana milczeniem narzeczonego Maria, wiecznie pijana kucharka i nadużywająca psychotropów hrabina Vivien, zirytowana, bo córka nie chce się podzielić z nią diamentową biżuterią od starej ciotki. Sytuacja niespodziewanie się nie komplikuje, wizyta jest sukcesem, Maria wpada w oko przystojnemu Holendrowi, gdy wtem odzywa się milczący przez cały tom Max Laun i wszystko się komplikuje. Czy zdziwicie się, że więcej w następnym odcinku za kolejne dwa lata?
Inne tego autora tutaj.
#85
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 9, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj