Kategoria:
fotografia
Najpierw trzeba wiedzieć, dokąd iść. A iść trzeba na ulicę Mickiewicza 20. Kamienica przy Mickiewicza 20 jest narożna (róg Dąbrowskiego) i mieści chyba wszystko, co może mieścić, więc potem trzeba jeszcze wiedzieć, czego szukać.
J. mi powiedziała, więc wiedziałam - baru kawowego Brisman. I znalazłam. Doskonała kawa, na kawie namalowany mlekiem miś. I jak zwykle kawę piję czysto rozrywkowo, tak dziś nawet udało mi się wykrzesać z siebie chęć do pracy, więc sami rozumiecie (no dobrze, latte było wzmocnione drugą porcją espresso, ale i tak). Na półeczce znalazłam album z graffiti Banksy'ego; obrazki znam, ale świetne oprócz tego są teksty - o tym, że jeśli ktoś chce wprowadzać ład, to zostaje policjantem, a jak ktoś chce sprawić, że będzie ładniej - graficiarzem. I inne.

Kawę mi przygotowywała Rojes, robię hałas dla Rojes, bo to świetna kawa. I z misiem. A następnym razem zabieram Majuta i idziemy na kakao, bo też jest.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 7, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Znęcona miniaturą w skansenie, wybrałam pałac w Lubostroniu na rodzinny obiad. Bo i ładnie, i restauracja z menu na www. Restauracja rzeczywiście urocza i to, co w menu, smaczne i świeże (oraz - co ciekawe - nie czeka się latami). Niesamowity, wielki park, a w środku mały, uroczy pałac z figurą Atlasa na dachu. Na zwiedzanie trzeba się umawiać, więc jedynie zapukaliśmy do ozdobnych drzwi. Po okolicy, dla odmiany po niemiecko-polskim zalewie w Biskupinie, krążyła grupa radosnych Holendrów. Wyglądali na zachwyconych.




GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 5, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jednego, małego. Maj sobie wybrał.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 4, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Po tym Berlinie zostałam z jeszcze większym niedosytem. Pospacerowałam po ulicach, na których kawałki Berlińskiego Muru mieszają się z architekturą współczesną i zabytkami. Gdzie w Cafe Tolerance są pyszne omlety, a Maj dostanie plasterki ogórka, a ja porozumiewawczy uśmiech od kucharza, który też ma dzieci. Malownicza droga dookoła Tiergarten, Schloss Charlottenburg, niedźwiedź przebrany za Statuę Wolności w Ambasadzie Amerykańskiej. Miasto niedźwiedzi, rowerów, egzotyki zmieszanej z tradycją, czystych chodników. Mogłabym w Berlinie zamieszkać, wiecie? Ale na razie pomieszkam w Poznaniu, trochę tęskniłam. Dzisiejszy szybki spacer przez Jeżyce i z powrotem pokazał mi, że bardziej niż trochę.

GALERIA ZDJĘĆ (również z Zoo).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 4, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zaszedł mnie znienacka. Zajęta byłam przeglądaniem wakacyjnych zdjęć, praniem powakacyjnej garderoby, wietrzeniem głowy ze wspomnień, a tu nagle jutro TŻ prowadzi do przedszkola naszą już trzyletnią córkę (bo ja idę się szkolić).
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 3, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zaraz pod Berlinem, w odległości nawet nie pozwalającej na drzemkę podczas jazdy (nieco ubolewałam), jest Poczdam. A w Poczdamie same parki i ogrody, zabytkowe wille i świat zamożnych Niemiec prawie jak sprzed wojny. Od dawna chciałam pojechać do letniego pałacu Sanssouci [1], ale jakoś mi się nie składało. I mimo że tłumy turystów (również azjatyckich), że zwiedzanie biletowane (ale tylko zamek, park bezpłatny), że park jest raczej do oglądania, a nie do bycia w, to miłe miejsce. Z kaczkami do karmienia, kamyczkami do wrzucania, kwiatkami do wąchania. Bardzo mnie ujęły ekonomiczne szklarenki na rośliny w postaci drzwi w murku - otwarte, roślinka się wietrzy, zamknięte - się grzeje za szybą. Nieco mniej - brak koszy na śmieci, przez co trzeba maszerować ze śmieciami przez cały ogród. Słabe.
Umówmy się też, że to ja się upieram, żeby jakieś parki, pałace i ławki. Majutowi wystarczają kamyczki i studzienki ściekowe. I murki.

Nie trafiłam na poczdamską starówkę, głównie dlatego, że skusił mnie papierowy przewodnik na restaurację[2] pośrodku niczego (a konkretnie w samym środku ogródków działkowych), w której są najładniejsze zachody słońca. I owszem, są całkiem-całkiem. Dla dzieci jest menu drukowane na papierze rysunkowym, w komplecie z kredkami, więc po wyborze (albo przed) można pomalować. I można bezglutenowy makaron, wot Europa.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Bez trosk. Idealne na wakacje.
[2] Am Pfingsberg, nazwa absolutnie nie do wymówienia, ale jedzenie mają zacne, a ich jabłkowy szprycer uratował mój wieczór.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 1, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W Muzeum Historii Naturalnej zakochałam się po zdjęciach na Jonesblogu [link nieaktualny]. Oczywiście moje zdjęcia nie mogą się równać, ale Muzeum Historii Naturalnej jest niesamowite rzeczywiście. Taki spełniony sen szalonego alchemika, z tymi wszystkimi słojami w zalewie, malowniczymi wypchanymi zwierzętami i ażurową klatką schodową. I ogromnym, wielce włochatym mamutem. Z windą, gdzie trzeba. I z lupkami, pod którymi można oglądać jakieś mikre szczątki żyjątek. I z okrągłą, ogromną kanapą, na której kilkanaście osób może się położyć i obejrzeć na suficie film o kosmosie (wprawdzie po niemiecku, ale i tak).
A już całkiem wzruszyło mnie, że - w przeciwieństwie do większości przybytków rodzaju dowolnego - oprócz kawiarni i sklepu z pamiątkami (oczywiście przy wyjściu), w Muzeum znajduje się strefa piknikowa, gdzie można spożyć własne przyniesione jedzenie. Bo czemu nie.
GALERIA ZDJĘĆ.
PS Okrutnie mnie rozbawiła zorganizowana wycieczka rodaków, której przewodnik w hallu oznajmił, że mają na obczaj tego muzeum godzinę. Nawet z niechętną młodzieżą (mimo teoretycznych zachwytów, że szkielety i dinozaury!, zainteresowania starczyło na wejście; potem już wlekliśmy prawie że za uszy, słysząc o kolejnych rzeczach, których dziecko nasze jedyne nie chce. A było ich dużo), spędziliśmy wśród eksponatów prawie 2 godziny i zobaczyliśmy mały kawałek.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 31, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak berlińskie zoo dalej jest bardzo fajnym zoo, a tym bardziej fajnym, że tym razem zajrzałam i do akwariów, to wiadomo. Warto wziąć wózeczek (jedyne 4 euro za wypożyczenie + zastaw 10 euro; niestety, w Niemczech dalej króluje gotówka za wszystko, a najchętniej monety). Bez wózeczka nie przeszlibyśmy nawet tego kawałka zoo, które przeszliśmy oraz nie przeszlibyśmy dwóch pięter z trzech w akwarium. Zły to ptak, ale naprawdę - upierdliwość transportu tego konkretnego trzylatka wzrosła jeszcze w stosunku do upierdliwości transportu dwulatka, bo do niechęci mobilnej do przemieszczania się dochodzi również niechęć mentalna. Niestety, nie udało się jeszcze uzyskać wyrażenia chęci w jakimkolwiek kierunku poza potrzebami podstawowymi (nikt tak nie umie wyrecytować w restauracji, że winszuje sobie kakoję i fjitki z keciupem). Dojrzewam powoli do modelu "wyjdziesz, kochanie, z domu, jak nauczysz się całek, nie wcześniej". Nie wiem jeszcze, co na to ja i moja trzeźwość umysłu.

(nie da się bez wózka, nawet jak są żyrafy)


(zamknęli i Chewbaccę)


Z przykrością muszę stwierdzić, że zupełnie nie było sensu wjeżdżać na berlińską wieżę telewizyjną, zwłaszcza o zachodzie słońca. Słońce zdążyło zajść, zanim wyczekaliśmy w kolejce na nasze numerki, a na górze okazało się, że wieczorem nie da się zrobić zdjęcia, ponieważ widok jest przez pochylone pod kątem szyby, dodatkowo niesprytnie oświetlone od środka lampami. Można się za to przejechać windą, która robi trasę w 40 sekund. Trochę phi.
Będzie więcej. Jutro wracam. GALERIA ZDJĘĆ.
PS Czemu przed wjazdem na zamkniętą Fernsehnturm zabierają wszystkie napoje? Frapuje mnie to.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 30, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Podróż upłynęła nam pod znakiem wiatraków, wież prądowych, wałeczków zbożowych[1], tuneli wyglądających jak król Julian. Wiadomo, autostrada prawie od Poznania do samego Berlina z przerwą na korek z okazji wykopyrtniętej do rowu ciężarówki, fachowo zaopiekowanej ze stratą na dwóch pasach. Po czym - po przyjeździe do uroczego hotelu tuż przy Checkpoint Charlie - okazało się, że jednak oczekiwanie społeczne u młodzieży było takie, żeby pojechać, owszem, ale potem wrócić do domu. Królowej to nieco nie zachwyciło, albowiem Maj posiada niesamowite umiejętności w niechodzeniu, jeśli chodzić nie chce. I w nielubieniu[2]. I niestraszny mu żaden chodnik, na którym można siąść w pozie rozpaczliwej. A szkoda. Bo wieczorny Berlin jest pełen zapachów ("cio to tak śmiejdzi?!"), ludzi, neonów i historii przeplatającej się z nowoczesnym budownictwem.
Na czubek nowoczesnego budownictwa na Potsdamer Platz można wjechać windą, która w 20 sekund pozwala na wjechanie na 24. piętro. Z którego widać, i owszem. I trochę wieje, a nie wszyscy chcą założyć kurteczkę. Dzień pierwszy, walka z własną irytacją i oczekiwaniami.
Nie mam myszki, więc więcej zdjęć, jak wrócę.
[1] Nie mylić z wołeczkami.
[2] Na nielubienie trenujemy wyliczankę. Że coś jest bzitkie. Śmiejdzi kompostem[3]. Jeśt umaziane błotem! Obsikane! Pomajowane ciarną kjedką! (Zwykle śmiech pojawia się przy umazaniu błotem, potem jest już lepiej).
[3] MiniMini bawiąc uczy, Maj wie, co to jest i z czego się robi kompost.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 28, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Chwilę przed zdmuchnięciem. To były intensywne miesiące, dni i godziny.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 27, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 7 komentarzy
- Skomentuj