Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: listy-spod-rozy

O przygraniczu

[24.10.2020]

Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy warto wsiadać w samochód i spędzić w nim dwie godziny, żeby następnie odbić się od granicy i wrócić. Ale Niemcy, szczęśliwie, mimo obostrzeń wprowadzonych tego dnia, zezwolili na ruch przygraniczny do 24 godzin[1], z czego skwapliwie skorzystałam, bo za granicą nikt nie wpadł jeszcze na błyskotliwy pomysł obowiązku maseczek na ulicach oraz zamykania restauracji; nie, nie będę tu dyskutować sensowności wprowadzonych w Polsce obostrzeń, poprzestanę tylko na stwierdzeniu, że przynajmniej nikt nie wpadł na pomysł wrzucenia żyrafy do wulkanu ("szybko szybko zanim dotrze do nas że to bez sensu").

Gubin-Guben jest miastem podzielonym Odrą, z granicą absolutnie uroczą, w postaci mostów oznaczonych po obu stronach słupkami. Jesień uderza kolorami drzew, koniec października wyjątkowo ciepły, jedyne, co psuje plany na szerokie zwiedzanie to szybko zapadający zmrok (mimo że dzień przed zmianą czasu). Nie planowaliśmy żadnych forsownych atrakcji, zwłaszcza że w sobotnie poranki młodzież pławi się w basenie podczas treningów, korzystając z jednej z nielicznych legalnych (jeszcze) opcji na aktywność fizyczną. Problemem oczywiście okazało się skorelowanie naszej pory obiadowej z niemiecką, bo nie zdążyliśmy na lancz przed 14, a zdecydowanie nie byliśmy w stanie - nawet z potencjalną kawą i ciastkiem - doczekać do 17-17:30, kiedy wolno Niemcu obiadokolację; na przyszłość odłożyłam grecką restaurację, pozostając przy dogodnie otwartej gospodzie Lindengarten (Cottbuser Str. 56), gdzie i sznycel, i dobra sałatka, i mój podły niemiecki wystarczył.

Po niemieckiej stronie śliczna, zadbana i pusta starówka oraz muzea, które sobie zostawiam na wiosnę (kontrowersyjne Plastinarium, Oldtimerclub i Miejskie Muzeum Przemysłu), zakupy w niemieckim spożywczaku oraz highlight wyjazdu - źródełko z wodą pitną, które zachwyciło młodzież. Po stronie polskiej - CHWP na ścianie tuż obok ruin kościoła i ogromne centrum handlowe (wiem, sąsiedzi przyjeżdżają na zakupy); inne zabytki też na wiosnę.

Dworzec Guben Cmentarz żydowski Frankfurter Strasse Odra. Z niemieckie strony na polską / Z polskiej na niemiecką Odra Poetensteig Ruiny kościoła farnego w Gubinie Trinkwasserspender

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Jako że to się co chwilę zmienia, sprawdzajcie przed wyjazdem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 8, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dla odmiany o sobocie we Wrocławiu

[3.10.2020]

Do Wrocławia wybraliśmy się głównie w celu steków w Winners Pub (na specjalną prośbę młodzieży), ale przy okazji też odbyliśmy mały spacer kulturalno-konsumpcyjny. Z niesamowicie zatłoczonego Rynku - bo trzeba mieć moje wyczucie, żeby wbić się w sobotę, kiedy to idzie Parada Równości, więc oprócz turystów klasycznych pełno było też “turystów” z misją i bełkotliwymi transparentami - uciekłam na Szewską, gdzie odkryłam, że na Mostek Pokutnic w kościele Marii Magdaleny wchodzi się po 247 stopniach, ale na górze czeka nagroda w postaci figurek Eskariny i Babci Weatherwax (oraz kota). Dalej już było po płaskim - Hala Targowa na piaskowej, wyspa Daliowa i Ostrów Tumski. Wieczorem w roli wisienki na czubku dołożyłam zakupy w EPI, gdzie okazało się, że jest jak w Berlinie, gorąco polecam. Oraz krasnale też polecam, w sumie licznik znalezionych skoczył do 98.

Nie wszystkie plany wypaliły - pod Ogród Botaniczny trafiliśmy niedługo przed zamknięciem, bo krasnale, lody, a to posiedzieć na ławce, te sprawy. Przy okazji zakupów w EPI chciałam wjechać (wjechać windą, żeby nie było) na punkt widokowy w Sky Tower, ale okazało się, że jest dość skomplikowany system rezerwacji ze względu na pandemię i nie chciało mi się czekać. Nie udało się też niedzielne śniadanie w podobno najlepszej (najlepszym?) Dinette, bo ci wszyscy turyści, co w sobotę byli na Rynku, w niedzielny poranek czekali w kolejce przed restauracją. A że padało, to nie przespacerowaliśmy się po okolicznym placu Teatralnym.

Restauracje:

  • Dinette - pl. Teatralny 8, podobno najlepsze śniadania w mieście, łapka w górę, kto był i potwierdza
  • Różowa Krowa - ul. Świdnicka 36, bar mleczny z całkiem smaczną opcją śniadaniową
  • Tawerna Akropolis - Rynek 16/17, grecka
  • Winners Steakhouse Pub - Pawła Włodkowica 5, steki z dodatkami, pieczony czosnek <3
Rynek Krasnal na czasie / Płot Ogrodu Botanicznego Twój Vincent Orkiestra / Widok z Mostka Pokutnic WTEM Parada Równości, wszyscy ładnie w maseczkach! Okolice Ostrowa Tumskiego Tekla i Martynka No nie będzie, mam nadzieję / Pieczony czosnek w Winners Steakpub Ostrów Tumski Hala Targowa Włodkowica

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 25, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


O niedzieli we Wrocławiu

[4.10.2020]

(Będzie i o sobocie).

Miało padać po południu, więc rozczarowana byłam bardzo, kiedy o poranku zza okna przywitał mnie półmrok i mżawka przechodząca w sieknącą ulewę. Awaryjnie, zamiast Ogrodu Japońskiego, zaproponowałam Muzeum Sztuki Współczesnej opodal, mając nadzieję, że kiedy będziemy nasiąkać sztuką zamiast deszczem, pogoda się ogarnie. Żeby Was nie trzymać w niepewności, tak, pogoda się ogarnęła, ale muzeum okazało się być świetnym miejscem z trzech powodów. Po pierwsze sztuka współczesna. Wszyscy znajdą Rafaela, Wenus z Milo, sceny batalistyczne Matejki czy konie Kossaka, bo to jeszcze da się ogarnąć w szkole. Z rzeźby i malarstwa po II wojnie światowej to już tak nie za zbytnio, kilka sztandarowych obrazów Beksińskiego, prowokacje Kantora czy rzeźby Abakanowicz. A tu się można ocierać o dużo dobra, od obrazów przez instalacje, plakaty do rzeźb - jest Chwistek, Witkiewicz, Jarema, wspomniany Kantor i Beksiński, Cybis czy Mikulski (na widok którego oczywiście rzuciliśmy jednocześnie z TŻ "O, Ferdynand Wspaniały"). Nie było nudne nawet dla młodzieży, która - i tu przechodzimy do drugiego powodu - żyje w estetyce "ładnie", że trzeba równo, realistycznie i nie wychodzić poza kartkę, co owocuje dyskwalifikującym podejściem "nie umiem, więc nie zacznę". Wtem okazuje się, że można robić sztukę "brzydką", niepokojącą, z użyciem dziwnych materiałów, z zabawą fakturą, nie wiadomo o czym. Jakie to jest dobre i otwierające! Trzeci powód to sam modernistyczny budynek, zwłaszcza kratownica projektu architekta Hansa Poelziga, gdzie kawiarnia i takie światło, że nie mam słów.

Pawilon Czterech Kopuł Pawilon Czterech Kopuł / Centralna część budynku Beksiński / Mikulski Hala Poelziga

A skoro nastało słońce, przez Pergolę i obok Fontanny Multimedialnej, przeszliśmy do Ogrodu Japońskiego. Nie jest duży, ale urokliwy; karpie i żaby, kamienna ścieżka, po której można z zachowaniem pewnej ostrożności przejść suchą nogą po brzegu stawu, klony i rzeźba.

Fontanna Multimedialna z widokiem na Halę Stulecia Pergola Ogród Japoński Joga na trawie

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 18, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Podlasie tam i z powrotem

[17-21.08.2020]

Nietrywialnym okazało się znalezienie na Podlasiu sensownego noclegu. Do wyboru miałam albo agroturystyki “prywatne”, zwykle mieszczące się na poddaszach zamieszkałych domów lub czterogwiazdkowe hotele w stylu all inclusive, ale że pandemia, to oba z ograniczeniami. Polecona przez znajomą Enklawa Białowieska okazała się perełką, gdzie wygodne, niezależne apartamenty, duża higiena (maseczki, odkażanie, obsługa podaje śniadania) i nie za tłoczno. Jest basen, park linowy, ogród i restauracja oraz tuż za ogrodzeniem drzwi do puszczy, można wypożyczyć na miejscu rowery. Fajny patent w apartamencie - koszyczki do ustawienia kosmetyków w łazience, tam zawsze brakuje miejsca na wszystko. Wada - mimo wyposażenia kuchni trzeba dokupić lub przywieźć płyn do naczyń/tabletki do zmywarki, ręcznik papierowy/ścierkę.

W planach miałam Arkadię w Nieborowie, bo akurat dogodnie mieściła się w połowie trasy, ale niestety nie wyszło; życie pisze scenariusze mocno na kolanie. W obie strony zatrzymaliśmy się tylko na obiad.

  • Posterunek 77 - ul. Heleny Radziwiłłowej 3, Nieborów; niebanalne menu[1] plus mini-muzeum uzbrojenia obok.
  • Karczma Bednarska - ul. Bitwy nad Bzurą 8, Bednary; kuchnia regionalna, łowickie akcenty.
  • Niezapominajka - 3 Maja 44, Hajnówka; świetna kuchnia lokalna i bardzo przyjemne miejsce z ogródkiem.
Posterunek 77 Posterunek 77 Posterunek 77 Niezapominajka

[1] Wyimki z karty: zupy - Gierkowa żołądkowa, rosół z gęsi sąsiada, GS-owski barszczyk z wkładką; dania główne - udo po obywatelsku, przysmak plutonowej Irenki, stek z nielegalnego uboju, roladka Kapitana Żbika, gęś podejrzanej Genowefy P. czy świeża rąbanka.

PS Ja wiem, że nieładnie chichotać z nazw, ale miałam wynotowane różne zabawne miejscowości, które spotkaliśmy po drodze, a potem tę karteczkę zgubiłam. Te zapamiętałam i dalej mnie bawią: Osipy-Wydziory Pierwsze i Osipy-Wydziory Drugie (trzecich nie było), Wdziękoń Drugi (a gdzie Pierwszy?!), Starowiskitki i Wyliny-Ruś.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 7, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - pandemia i demonstracje

[28-30.08.2020]

Berlin w czasie pandemii jest jak najbardziej przyjazny w ramach rozsądnych ograniczeń - trzeba maseczki we wnętrzach (i jest to przestrzegane, chyba że patrz poniżej[1]), w restauracjach goście są proszeni o podanie danych pozwalających na kontakt w razie zakażenia personelu lub współgościa. Nie wiem, czy można nie podać i zostać mimo to, nie miałam z tym problemu. Mieszkałam na Wilhelmstrasse, tuż przy Bramie Brandenburskiej i Pomniku Pomordowanych Żydów Europy, świetne miejsce do rozpoczęcia spacerów po centrum. Większość restauracji, w których jedliśmy, była w tym miejscu, bo traf chciał, że wylądowaliśmy w kulinarnym zagłębiu. Jak wspominałam na stories, w Viale dei Tigli kelner dosadził nas do zbierającej się właśnie przemiłej pani weterynarz z Kilonii, która przyjechała poprotestować przeciwko upadkowi demokracji (patrz poniżej[1]), więc pozostaliśmy ostrożnie przy small talku. Niebawem w restauracji pojawił się Gerhard Schröder, co nie wzbudziło mojej żadnej reakcji, albowiem mam prozopagnozję (TŻ mi wskazał i objaśnił), ale bardzo pobudziło pasywno-agresywną elokwencję jednej z pań przy stoliku opodal, na tyle mocno, że aż ją kelner pacyfikował; niestety nie zrozumiałam, czemu tym razem Kartagina powinna zostać zburzona.

Restauracje:

  • Ram - Wilhelmstraße 79, indyjska
  • Maya - Wilhelmstraße 94, meksykańska [zamknięta]
  • Viale dei Tigli - Wilhelmstraße 75, włoska
  • Five Elephant Mitte - Alte Schönhauser Str. 14, kawiarnia/piekarnia (ale nie śniadania!)
  • Haagen-dazs - Potsdamer Platz 5, lodziarnia
  • Eiffel - Kurfürstendamm 105, śniadania
  • Taverna Berkis - Winterfeldtstraße 45, grecka

Rodzina obiecała mi - po chyba trzech latach, kiedy się to nie udawało - że wejdziemy na Siegessaeule latem, bez konieczności wleczenia ciepłych kurtek. I mimo że chęci były, to plany pokrzyżowała mi nie pandemia jako taka, ale [1] licznie zgromadzeni w sierpniowy weekend protestujący, którym maseczka kagańcem, a szczepionka narzędziem do wszczepienia chipa. Bo zapewne z powodu tłumów na kolumnę nie było opcji na spacer 270 stopni w górę (czy rodzina głośno emitowała radość? Ależ). Highlightem wyjazdu dla mojej córki był oczywiście widok jednego z demonstrantów, który podążał rześkim krokiem w kierunku Grosse Sterne obuty w sandały i z torbą-listonoszką na ukos. Przeczytajcie ostatnie zdanie ponownie, jest precyzyjne. Nie wiem, czy pomylił protesty z Love Parade, w każdym razie nie zmarzł, bo dzień był ciepły, a szedł krokiem dumnego kocura, więc nie przypuszczam, żeby spojrzenia mu robiły. Jako że cała okolica była zamknięta dla ruchu samochodowego, zrobiliśmy dużo kroków #pieszopomieście oraz trafiliśmy na przebogaty pchli targ na Str. des 17. Juni, gdzie sama się odciagnęłam od stołu z kilkudziesięcioma geometrycznymi wazonami ze szkła Murano (próbuję w minimalizm, ale cały czas żałuję!).

Celowo już uderzyłam na Schöneberg po kilka murali (i obiad, przy czym znalazłam must-have na kolejną wycieczkę, a konkretnie otwarte od 2/10/2020 Urban Nation Museum For Urban Contemporary Art) oraz na Steglitz, żeby zobaczyć budynek o dźwięcznej nazwie Bierpinsel (Piwny Pędzel). Do samego budynku nie da się wejść, ponieważ od kilku lat stoi opustoszały, po bezpośredniej okolicy też raczej trzeba ostrożnie, bo miejsce przypomina szalet. Ale jaki on jest śliczny! Ogromnie się cieszę, moja czarne serduszko się wzruszyło. Oraz to nie jest tak, że zawsze wszystko się udaje - szukając śniadania na podstawie polecanek evrdtrp nie udało mi się zjeść śniadania w Father Carpenter, bo nie dało się nigdzie zaparkować, a polecane Five Elephant Mitte okazało się pretensjonalną, hipsterską kawiarnią, gdzie - owszem - dobra kawa, ale do jedzenia przedrożone pieczywo francuskie i raczej na wynos, bo w środku blat i trzy stołki. Więc niekoniecznie jest tak, że warto wszystkim ufać. Mnie oczywiście należy, wiadomo.

Wilhelmstrasse, totalnie zachwyt pomnikiem Elsera[2] Bülowstraße 11 / Siegessaeule Wilhelmstrasse Miś / Mall of Berlin Landwehrkanal Mall of Berlin[3] / Gertrud-Kolmar-Straße Tiergarten Pomnik Elsera[2] / Miś! Bierpinsel Bülowstraße Bierpinsel Bülowstraße Meksykańska / Unter den Linden / Grecka Indyjska / Urodzinowy aperol we włoskiej / Eiffel Berlin

GALERIA ZDJĘĆ.

[2] Georg Elser, człowiek, który prawie zmienił losy świata.

[3] A co można w Mall of Berlin? Można widoki, zwłaszcza z kładki na wysokości Gertrud-Kolmar-Straße, można Teslę, jak kto zasobny, ale można też pyszną herbatę Kusmi Tea, pachnące pianki kąpielowe w Rituals, czekoladki Lindta ze sklepu firmowego oraz zrobić zakupy #paperporn w Idee. I nie tylko, oczywiście.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 30, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 3 komentarze - Skomentuj


Białystok - Pałac Branickich, czyli do czego może doprowadzić zamiłowanie do oliwek

[19.08.2020]

W zasadzie niespecjalnie planowałam odwiedziny w Białymstoku, bo w okolicach Hajnówki było i tak mnóstwo dobra, ale to reszta wycieczki, znudzona zapewne smażonymi w panierce, orzekła, że a może by tak jakaś grecka restauracja w pobliżu. Najbliższa, jak się okazało, była właśnie w Białymstoku, a że było to mniej więcej po drodze z Kruszynian (oraz w planach był też Supraśl, niestety pominięty z braku czasu i ochoty). W ten sposób trochę przypadkowo trafiłam do Pałacu Branickich, czego się nie spodziewałam, ale skoro restauracja była tuż obok - los tak chciał. I jak restauracja niespecjalnie zachwyciła (wszystko w miarę smaczne, ale bez rewelacji, zwłaszcza przesuszone w piecu dolmadakia, plus kelner zignorował moją prośbę o usunięcie pomidora z listy składników sałatki, co mnie zawsze irytuje niepomiernie, zwłaszcza w przypadku komponowania sałatki na bieżąco), tak ogrody przy pałacu - perełka. Goniła nas burza, stąd mocno zaakcentowane niebo i pięknie kontrastujące światło.

Jeśli znacie jakieś inne ciekawe miejsca w Białymstoku, podzielcie się - myślę, że za jakiś czas tam wrócę.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 25, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - Gärten der Welt

[29.08.2020]

To nie tak, że trafiłam do dzielnicy Marzahn (a konkretnie Marzahn-Hellersdorf) śladami serialu ”Dogs of Berlin [1]; okazało się, że przypadkiem właśnie tu mieszczą się Ogrody Świata, całkiem świeży obiekt rekreacyjny dla dużych i małych. Celowo podjechaliśmy od strony Hellersdorfer Strasse, żeby zacząć od kolejki gondolowej - wejść jest więcej, ale wtedy kolejka jest typowo rekreacyjna; bilet na kolejkę jest w dwie strony z opcją przystanku przy wieży widokowej i torze saneczkowym (warto zachować do wyjścia z obiektu, bo inaczej może być smutno). Na wieżę widokową można windą w opcji dla leniwych, ze szczytu przepięknie widać blokowiska Marzahn i Hellersdorf, w tym najdłuższy mural świata (przejeżdżałam obok, przepiękny!). Młodzież oczywiście nie odpuściła zjazdu saneczkami (takimi korytkami na szynach), ja nie jestem fanką przeżyć ekstremalnych, ale wyraziłam ostrożną chęć - nie było dramatu, trochę panikowałam przy zakrętach, na szczęście projektanci byli lepszymi inżynierami niż ja. Młodzież oczywiście zachwycona, choć narzekała, że można było szybciej, więcej i bez powolnego powrotu pod górę.

Same ogrody, do których można albo ponownie przejechać kolejką, albo przejść się piechotą ze wzgórza widokowego, są spore i mają mnóstwo prześlicznych zakątków. Niektóre kawałki były zamknięte (oranżeria balijska czy labirynt), niektóre ominęłam, bo wycieczka była głodna, więc muszę wrócić za rok, zwłaszcza że w 2021 mają otworzyć dwa nowe ogrody. Najciekawszy chyba był Ogród Chrześcijański (Christlicher Garten) ze złotym płotem z biblijnych wersetów, piękny Ogród Japoński, nader przyjemny zwłaszcza w upalny dzień Ogród Wodny i pachnące obłędnie Rozarium. Dla młodzieży młodszej plac zabaw, dla starszych kawiarnie.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Za to już zupełnie celowo pojechałam zobaczyć budynek zwany Bierpinsel, ale o tym w następnym odcinku.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 19, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 1 komentarz - Skomentuj


Białowieża, feat. Rezerwat Pokazowy Żubrów

[18.08.2020]

Chciałam zacząć od wspomnień, wszak w Białowieży i w Rezerwacie bywałam od dziecka, co najmniej 3 razy, ale… niewiele pamiętam. Oderwane sceny, dzik wychodzący na drogę, rower z przywiązaną poduszką zamiast fotelika dziecięcego, muzeum z wypchanymi zwierzętami, w którym mamie pękł sznur koralików.

Rezerwat, oględnie mówiąc, nie był najciekawszym punktem wycieczki, mimo że Majut ogromnie się podekscytował widokiem żubronia z bardzo bliska, ogromnie ale krótko, daleko jeszcze i czy możemy już na obiad. W upalne wczesne popołudnie zwierzęta się pochowały w cień, na tyle daleko, że większości nie było w ogóle widać. Kilka saren, dziki, żubry, konie polskie i podobno łoś, chociaż ja nie widziałam delikwenta. Za to na dobrym przykładzie mogliśmy dziecku pokazać, na czym polega bunt dwulatka (a rodzicom buntowniczki powiedzieć, że to przejdzie).

Ponieważ po upalnym początku dnia wtem spadł rzęsisty deszcz, zamiast Skansenu Architektury Drewnianej i dworca Białowieża-Pałac (ogromnie żałuję), Muzeum Lalek (po szybkim rzucie oka na zdjęcia niekoniecznie) czy trasy spacerowej Żebra Żubra (następnym razem koniecznie!), po bardzo miłym obiedzie w “Pokusie” (Pałacowa 15), zmokliśmy w drodze na punkcik widokowy opodal. Cała okolica to zielone, czasem podmokłe łąki, lasy i pola po horyzont; bociany przylatują tu gromadnie w ramach programu socjalnego Gniazdo+.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 12, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 1 komentarz - Skomentuj


Berlin - Buchstabenmuseum

[30.08.2020]

Mam oczywiście poczucie, że majówka na Rugii i wakacje w Chorwacji anulowane z powodu pandemii to problemy pierwszego świata, jednak było mi z tego powodu dość markotno. Tym bardziej ucieszyłam się, że już można na zachód, więc na urodziny zawinszowałam sobie Berlin. Aktualnie - ale oczywiście to się może zmienić, bo idziemy w górę w statystykach - nie ma problemu z przejechaniem granicy, na ulicach nie trzeba nosić maseczek, ale w sklepach i muzeach już tak. Pewnym novum może być konieczność podania danych osobowych w restauracji na wypadek zachorowania pracownika lub gościa. Starałam się wybierać jedzenie na zewnątrz i takież atrakcje (poza muzeum poniżej, ale w muzeum poza nami była tylko obsługa).

Muzeum Neonów mieści się pod wiaduktem S-bahnu, tuż obok stacji Bellevue. Jest otwarte w dość okrojonym czasie (13-17), więc, jako że przyjechaliśmy ciut za wcześnie, bo plany nam skomplikowała demonstracja przeciwników restrykcji okołopandemicznych (o czym niebawem), to poszliśmy na lody na pobliską Flensburger Strasse. I po wizycie w bogatym, ale beznamiętnym (i drogim) Haagen-Dazsie przy Potsdammer Platz zdecydowanie wolę małe, przydomowe lodziarnie. Miałam tam atak zachwytu pięknymi kamieniczkami (fraza dnia: “tak mogłaby wyglądać Wilda”) do momentu, kiedy wszystko się nie zatrzęsło, bo akurat po wiadukcie przejechał pociąg. Drgania i hałas czuć też w muzeum, tam to jednak mniej przeszkadza mimo ciekawej akustyki - całe muzeum to ciąg połączonych pomieszczeń, z echem i reagującą na kroki betonową podłogą. Muzeum nie jest duże, ale bogate - to zbiór usuniętych z budynków neonów z różnych epok, posortowanych kolorystycznie (ukłon dla tych z OCD), działających lub nie. Fantastyczne miejsce dla fanów typografii, dla nie-fanów też przyjemne, młodzieży lat 11 się podobało (może dlatego, że da się obejrzeć w 20 minut).

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 8, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


O podlaskich kolorach

[18-20.08.2020]

Podlasie to arcyciekawa okolica pod względem etnologicznym. Na styku z Białorusią, mimo egalizaryzującego wpływu PRL-u, mieszkają tu wyznawcy katolicyzmu, prawosławia i muzułmanie. Fantastycznie to widać na cmentarzach, gdzie obok siebie stoją czasem krzyże katolickie i prawosławne (dwu- lub trzybelkowe - pozioma, jak u katolików, jedna ukośna poniżej, druga mniejsza pozioma powyżej), a nagrobki są opisane cyrylicą albo alfabetem łacińskim nawet w ramach tej samej rodziny. Jako że estetykę kościołów mam już nieco opatrzoną (chociaż z chęci przeżyć ekstremalnych nieustająco kusi mnie wyprawa do Lichenia), przejechałam szlakiem malowniczych, ultra-kolorowych - ale w tym dobrym sensie - cerkwi oraz jednego meczetu. Meczet w Kruszynianach okazał się niestety być must-have wszystkich wycieczek z okolicy, na parkingu kilka autokarów; wokół i w środku kłębiły się dzikie tłumy tych, którym nie straszne było zdjęcie obuwia (bo byli tacy, co odmawiali). Zrezygnowałam z wchodzenia do środka, pewnie lepiej się tam wybrać nie w sierpniu. W cerkwiach było różnie - większość była zamknięta na kłódkę, można było jedynie przespacerować się dookoła. W Trześciance proboszcz o sporej wiedzy historycznej i biblijnej snuł opowieści o genezie artefaktów we wnętrzu; w Hajnówce nie weszłam do cerkwi pw. Narodzenia św. Jana Chrzciciela, bo trwała tam długa i skomplikowana choreograficznie msza, zaś w Soborze św. Trójcy sympatyczny duszpasterz zaprosił nas do środka i pokazał, którędy wyjść, jakby było główne wejście zamknięte, co sprowokowało Majuta do uwagi, że był zaskakująco miły jak na księdza. W niektórych miejscach sugerowano umawianie się na zwiedzanie, odpuściłam, bo plan wycieczki był raczej po stronie chaosu.

Nawet jak się jest ateistką, warto mieć chustę do nakrycia głowy przed wejściem, zwyczajnie z grzeczności. Nie jestem wielbicielką zwyczajów religijnych, zwłaszcza wywodzących się z patriarchalizmu, ale do wgapiania się w bogactwo ikon i witraży mogę zrobić wyjątek.

Miejscowości z poniższej listy są wybrane dość losowo - mieszkaliśmy w Hajnówce, zrobiliśmy dwie wycieczki samochodowe (jedna zahaczającą o Białystok, o czym niebawem). Wiele miejsc ominęliśmy - Supraśl z fantastycznie monumentalnymi świątyniami, Pasynki, Klejniki, Sokółkę, Orlę czy drugą enklawę Tatarską w Bohonikach, nie wspominając o wszystkich miejscach z przepięknymi pejzażami po drodze.
Hajnówka - cmentarz i cerkiew cmentarna pw. Wszystkich Świętych, cerkiew pw. Narodzenia św. Jana Chrzciciela i Sobór św. Trójcy
Dubiny - cerkiew pw. Zaśnięcia Matki Bożej
Łosinka - cmentarz i cerkiew prawosławna pw. św. Jerzego i cerkiew św. Apostoła Jakuba
Narew - Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego
Nowa Wola - Cerkiew pw. św. Jana Chrzciciela
Gródek - Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy
Kruszyniany - najstarszy zachowany drewniany meczet
Trześcianka - cerkiew św. Michała Archanioła
Soce - kaplica pw. św. Proroka Eliasza
Puchły - parafia prawosławna pw. Opieki Matki Bożej
Klejniki - Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego

Łosinka - cmentarz Parafia prawosławna pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Narwi Cerkiew pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Dubinach Meczet w Kruszynianach Cerkiew cmentarna pw. Wszystkich Świętych w Hajnówce / Kaplica pw. św. Proroka Eliasza w Socach Cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance Cerkiew pw. św. Jana Chrzciciela w Nowej Woli / Cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance Sobór św. Trójcy w Hajnówce - wnętrze i z zewnątrz Parafia prawosławna pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 6, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 4 komentarze - Skomentuj