Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: maja

Paderewski Restaurant a sprawa pierników

Lubię ludzi z pasją. Ludzi, którzy są na tyle zafascynowani tym, co robią, że czekają na ciebie, witają cię w drzwiach i od razu anonsują, że dziś jest fantastyczny sos z prawdziwków i domowy rosół. I tak jest w restauracji Paderewski, jak sama nazwa wskazuje na ul. Paderewskiego z widokiem na Rynek i, niestety, na wiecznie obitą deskami ruinę dawnego 5-10-15 na rogu.

Domowy makaron (w świecie znany jako fresh pasta), świeże warzywa, dania dnia (żeby się klientom nie znudziło menu) i czasem domowe ciasta (pytać, bo szybko schodzą). Z głośników podczas pierwszej wizyty usłyszałam soundtrack z "Apartamentu", a to dla mnie taki znak od świata, że będzie dobrze (tak, wystarczy, że w sklepie usłyszę ulubioną piosenkę i karta sama mi drży w portfelu). Jest regał z książkami, również kucharskimi, nie ma natomiast kącika dla dzieci, ale myślę, że da się o to lobbować. Wadą też są strome schody (podobna lokalizacja architektoniczna jak w Ptasim Radiu), bo restauracja jest na piętrze i nie ma alternatywy.

A w niedzielę dekorowałam z Majem pierniki. Wprawdzie moja córka była najmłodsza, ale nadrabiała mikry wiek rozmachem (ogromnie się cieszę, że to nie ja musiałam potem sprzątać te wiórki kokosowe i posypkę z dużej powierzchni) i inwencją twórczą. Groszki układałam ja.

A w następnym odcinku o Festiwalu Rzeźby Lodowej, jak będzie zapotrzebowanie społeczne. Będzie?

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 12, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 13 komentarzy - Skomentuj


A dziś 2 lata i 3 miesiące

Z tej okazji nowe łóżeczko w już całkiem własnym pokoju.

EDIT: Odpowiadając na pytania - pierwsza noc przespana do 8 rano, po dosłownie 5 minutach walki, że "nie to juśko" dziewczę się położyło, powierciło 40 minut, po czym przysnęło, dwa razy chodziliśmy pogłaskać, o 5 wysiorbało flaszkę mleka i usnęło ponownie. Kiedy TŻ przyszedł zerknąć o 11, leżała głową w przeciwną stronę niż położona, kiedy głaskałam koło 3, na materacu obok łóżka rezydował kot czarno-biały. Więcej zdjęć będzie, jak wyrzucę zalegającą od ubiegłego roku zawartość dwóch skrzynek i przyjdą naklejki na ścianę. I zegar, bo tiktak musi być.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 26, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 3 komentarze - Skomentuj


Żeby wam te plusy nie zasłoniły minusów

Uwielbiam Majowy szyk przestawny, zwłaszcza w stanowczej dzierżawie: "A to dzidzi[1] jest!". Przyjęło się do domowego słownika logiczne gramatyczne "butko" (liczba pojedyncza od "butki") czy niepodobne, ale jednak podobne "akai" ("okulary"), na futrzane bydlęta też mówimy czasem "Bulsik" i "Sialsik". Kindersztuba wpaja się sama, wystarczą odpowiednie słowa kluczowe (dziś rano TŻ odpinał kilkanaście razy zapięcie, mówiąc "proszę, Maju", żeby za każdym razem usłyszeć dziarskie "dziękuje, tatuś!". Na blipie wspominałam o ślicznej i ściśle złączonej z oczkami jak jelonek Bambi wypowiedzi: "Cioto, tatuś? Kjedki! Daubyś?".

Kłopotliwe była zignorowanie śródnocnego "kajetka jedzie!" czy "kotek psisiet! miau! miau!", bo emocje są na tyle silne, że jeśli pozostają bez odpowiedzi, mogą spowodować kryzysik.

Do tego wszystkiego niestety dziecko me ma doskonałą pamięć i upór nosorożca. Od tygodnia wita mnie po wejściu do placówki edukacyjnej głośny okrzyk "Mama!", który płynnie przechodzi w trwającą (z przerwami) kilkadziesiąt minut litanię, ostatnio adresującą problem latarni przy placu zabaw. "Mama, poputa jest, lampa nie świeci, poputa, nie działa, duga działa, lampa nie działa tu", w której to litanii muszę we właściwych miejscach potwierdzać, upewniać, zaprzeczać, wyjaśniać, dawać nadzieję ("przyjdzie pan i naprawi, poza tym zobacz - wczoraj nie świeciła ta przy furtce, a dziś już świeci"). Dzisiaj doszła paląca kwestia panów, którzy rano zrzucali z dachu zeskrobaną nawierzchnię, a po południu byli już zniknęli, pozostawiając syf na chodniku ("źjuciali! nie ma pana! bjudno jest! umyć"). Szukam mojego syfonu do gryzienia.

W sobotę dwa lata i 3 miesiące.

[1] Maj dla siebie samej jest zamiennie dzidzią, Mają, a czasem nawet i Majutem.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 23, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 9 komentarzy - Skomentuj


Zen a sztuka puszczania latawca

TŻ jest prawie najbardziej wyluzowaną osobą w domu[1]. Prawie, bo bardziej wyluzowany jest Szarszyk, ale koty wszystkich zostawiają w tej dziedzinie w tyle, więc żaden wstyd. Dlatego też TŻ wozi w bagażniku samochodu latawiec i kiedy tylko mocniej dmuchnie za oknem, spogląda tęsknie i mówi, że może by dziś. I dziś tak. Dobrze robi człowiekowi, jak trzyma w ręku walczący z wiatrem kawałek kolorowego materiału.



[1] Ja mam tak 0.8 Filifionki, więc w ogóle nie biorę udziału w żadnych rankingach.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 5, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 5 komentarzy - Skomentuj


Now it's all Hallows Eve - the moon is full

... Will she trick or treat - i bet she will.

Do drzwi zapukało pięć nastoletnich panien, przemalowanych na zombie (1) i na gotyckie lolitki-wampirzyce (4). Tym razem byłam przygotowana, pomna amerykańskich horror stories miałam zapas słodyczy foliowanych firmowo (bo w domowych wypiekach mogą być żyletki). Maj jeszcze nie robił obchodu dzielnicy w celu pozyskania walorów cukierniczych, ale nie widzę problemu w tym, żeby za rok-dwa zrobić obchód po znajomych domach. Zdecydowanie wierzę w radość zabawy maluchów w kostiumach dyń, piratów, wróżek i biedronek. Na razie ze słodyczy wygrywają jelly belly i czekoladowe wafelki, a pracowicie upieczone przeze mnie paluchy wiedźmy moczę sobie w herbacie brzoskwiniowej.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 1, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 6 komentarzy - Skomentuj


Upał zelżał

Pierwszy lakier na małym paznokietku nieco przereklamowany, albowiem ciężko wytłumaczyć dwulatce, że trzeba poczekać, aż wyschnie. Więc w efekcie jest lakier na paluszkach, na poduszce i na odzieży. Bez efektu wow.

Ale ja nie o tym. Nagła zmiana pogody przyniosła mi L4 i poczucie, że jestem marnym żuczkiem, którego przerasta wejście po schodach na pierwsze piętro. I nie dla mnie jesienne liście, mgły o poranku, słońce sugerujące +2 stopnie za oknem, tylko syrop, tabletki na drut kolczasty w gardle i aspiryna (i czosnek, dużo czosnku). I kiedy już przestałam widzieć w lustrze zapuchniętą strzygę, a zobaczyłam człowieka, poszłam zdrowieć w ciepłe. Do Palmiarni.

Za każdym razem zdumiewa mnie, że są inne kolory, że inaczej pachnie, że zauważam inne rzeczy niż poprzednio (ot, nigdy wcześniej nie widziałam szaro-burego pręgowańca, przemykającego pod ławeczkami), że teraz w "7 kontynentów" można dostać śniadania. Małe rzeczy. Chcę oranżerię, chyba kiedyś wspominałam.

Złapałam się też na tym, że przestałam myśleć. Podróżuję od-do, wykonuję, mam listę rzeczy, czasem nieprecyzyjną, ale boleśnie powtarzalną. Sprawdzam, wkładam, suszę, zamiatam, składam. I trudniejsze - przytulam, próbuję rozumieć, nie wpadam w irytację, znajduję radość z rzeczy nienadzwyczajnie porywających. Jeszcze się nie nauczyłam, że stracone okazje się powtórzą, że zachód słońca będzie tak malowniczy i za tydzień czy za dwa lata i wtedy może. Żarłocznie czytam cokolwiek, niestety zwykle tęskniąc za tekstem porywającym i wprowadzającym w ten stan, że muszę przewrócić kartkę, żeby zobaczyć, co dalej. Mało casu, kruca bomba. I nie, rozwiązaniem moich problemów nie jest nowy, lepszy depilator, płukanie zatok czy wyklikanie biletu. Wiosna - tak.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 16, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 0 komentarzy - Skomentuj


Nudne, ale mnie się nader

Pan w żółtym kapeluszu poucza Ciekawskiego George'a, że nie wolno malować po ścianach. Maj potwierdza i wykonuje gest przygany, dodając, że "Nie, nunu, Dźiorć". Indaguję, pokazując na malunki na ścianach: "Zobacz, Maju, pan mówi George'owi, że nie wolno malować po ścianach. A tu, zobacz, kto tak pomalował?". Maj niezrażony: "To nie Dźiorć, to ja!".

Po nocnej histerii Maj niespecjalnie wstaje. Budzę, pukam w plecy, łaskoczę, głaszczę i negocjuję. Wreszcie klepię po pupie i pytam: "Jest tam kto?". Maj: "Siku jest!".

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 11, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 2 komentarze - Skomentuj



Pod slońce, dzień 9

Nie mogłam siedzieć w domu. Głównie dlatego, że energia do klikania w Garden of Time zbiera się bardzo wolno i strasznie irytuje mnie patrzenie na pasek postępu, a poza tym też, że jestem napędzana słońcem i kiedy widzę za oknem, że jasno, to muszę. Lubię, gdy słońce grzeje mnie przez przednią szybę mojej Cytryny, a kiedy patrzę w lusterko, widzę tęczowy refleks światła. To jest dzień na leniwe śniadanie w Chimerze (i tak, zaproszenie na facebooku było całkiem serio, było przyjść; ja w każdym razie prawie że skończyłam ostatniego Stiego Larssona i mam nieco syndromu odstawienia, bo się przyzwyczaiłam). To jest dzień na Ogród Dendrologiczny, którym nie byłam od ponad dwóch lat. Poprzednio wlekłam się żółwim tempem z brzuchem pod brodą, dziś pozwalałam chować do kieszeni polara kasztany, szyszki i żołędziowe czapeczki (oraz nosiłam, bo księżniczce nie chce się chodzić i wydawałam bądź chowałam do torby pluszowe lewki, smoczek, ciasteczko czy pycie). Poczucie wygrzania++, a do tego na paznokciach mam I'm Suzi I'm Chocoholic, w kolorze kasztanów. To już wiecie, gdzie mnie szukać jesienią[1].

[1] W pracy. Ha. Ha. Nie wygrałam 56 milionów.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 29, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 1 komentarz - Skomentuj


Dzień 7

Cały niedzielny poranek siedziałam w słońcu (no, jak ta blondynka w dowcipie, kiedy nikt nie patrzył, to trochę wychodziłam). Dziś nie, ale trochę tego słońca we mnie zostało, mimo że raz wróciłam się z parkingu do domu, dwa razy prawie spod pracy do auta, a w sklepie trzy razy wracałam do tego samego regału. Nie mam kiedy przygotować planu, żeby nie robić zbędnych kilometrów. Za to wieczorem umawiam się, że teraz wyjdę i jakby co, to wrócę, bo jestem zaraz obok i zareaguję na wołanie. O dziwo, działa. Chciałabym, żeby takie układy działały w Prawdziwym Życiu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 27, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 0 komentarzy - Skomentuj