Kategoria:
ogladam
Lekka hiszpańska obyczajówka o panu Lopetegui (śliczne nazwisko, tym bardziej zabawnie brzmiało, jak wszyscy do niego się po nazwisku zwracali, a nie po imieniu), dość sztywnym i kostycznym wykładowcy uniwersyteckim, który - po śmierci ojca - decyduje się w wieku 45 lat na ryzykowny krok zrobienia wreszcie prawa jazdy[1]. Na kursie nie dość, że uczy się razem ze swoją studentką Yolandą, to jeszcze “cierpliwy” instruktor strasznie bohatera irytuje swoimi żarcikami i ciągłym zwracaniem uwagi, do czego Lopetegui bynajmniej nie jest przyzwyczajony. Pod pretekstem błahej historyjki o nauce jazdy pojawiają się pewne historie z przeszłości profesora - jego skądinąd świetna książka o duchach, którą napisał przed, ale wydał 2 miesiące po premierze “Szóstego zmysłu”, odejście ojca i rozpad małżeństwa - oraz Yoli, która jest córką znanego literata, który, jakkolwiek publikuje świetne książki, tak ojcem jest mocno takim sobie.
[1] Jak to mówi młodzież, totalny rel, ja wprawdzie nie miałam podczas kursu jazdy 45 lat, tylko 34, ale zdawanie z ludźmi 15 lat młodszymi jest… trudne, zwłaszcza kiedy okazuje się, że im wszystko wychodzi od ręki, a dodatkowo wszyscy się dziwią, co tu taki starszy pan (sic!) robi.
Chwilę wcześniej zaczęłam też oglądać inny hiszpański serial, “Paquita Salas”, o agentce celebrytów, który niestety okazał się być nieśmieszny w kierunku żenujący. Rolę ekscentrycznej właścicielki agencji gra dość nieudolnie przebrany mężczyzna, wszyscy udają, że jest to kobieta, tyle że to już nie są lata 90. Możliwe, że umykają mi różne lokalne smaczki, trudno; właśnie wysypało nowym sezonem What We Do in the Shadows, który jest pyszny (sceny z dżinem i powiększaniem penisa, płakałam łzami).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Brytyjski komediodramat o dziwnej relacji między Costello Jones, samotną matką, ledwo wiążącą koniec z końcem, niepijącą alkoholiczką, tancerką erotyczną oraz - jak się okazuje - aspirującą pisarką, a homoseksualistą Florianem Selbym, synem lorda i kiedyś dziedzicem fortuny, aktualnie eks-więźniem, hazardzistą i do pewnego stopnia psychopatą. Oboje kochają Iris, 10-letnią córkę Costello, niestety kiedy są blisko siebie, działają sobie na nerwy i eskalują konflikt. Z jednej strony serial pokazuje, jak trudno wyrwać się z ubóstwa i jak ruchy w teorii pomocowe utrzymują ten stan (schroniska, idiotyczne zasady zasiłków), z drugiej, jak ubóstwo jest fetyszyzowane przez lewicę. I jakkolwiek całość się świetnie ogląda, tak miałam wrażenie, że brakuje w tym serialu istotnych fabularnie kawałków - skąd w ogóle przyjaźń Jones i Selby’ego, jaką rolę poza byciem skomplikowaną 30-latką i przyjaciółką ma Gloria, jak Jones wylądowała w zaułku życia i w zasadzie o czym jest ten serial (poza tym, że o tym, że ciężko wychowywać dziecko w niestabilnym świecie biedy).
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 24, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nasza rzeczywistość, ale z drobnymi zmianami. Jedna z nich to odkrycie, że na całym świecie bez żadnego ostrzeżenia nastolatki zaczynają mieć umiejętność rażenia prądem. Serial skacze między różnymi lokalizacjami (czy przypomina to “Sense 8”? być może), pokazując różne reakcje na odkrycie nowej cechy - w USA chcą dziewczęta izolować, zwłaszcza że hormonalne nastolatki potrafiące wywołać krótkie spięcie wszystkiego np. w samolocie są realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa, w krajach arabskich użycie energii elektrycznej zostaje zakazane i grozi śmiercią, w Moldovie[1] autorytarny prezydent chce kobiety inwigilować jak przestępców i tak dalej. Wiele wątków - rodzina burmistrzyni ze Seattle, uwikłanej w politykę; religijna wspólnota odrzuconych przez społeczeństwo dziewcząt, do których trafia Allison, słysząca głos Boga-kobiety[2]; nieślubna córka londyńskiego mafioza; trophy wife prezydenta Moldovy, była gimnastyczka; wreszcie bloger z Namibii, który zaczął publikować filmiki o nowym zjawisku. Na razie dostępny jest pierwszy sezon, który rozpoczął wiele wątków i zostawił je w powietrzu, radzę poczekać z oglądaniem, aż (czy) pojawi się zapowiedź kolejnego.
Niestety, jakkolwiek pomysł uzbrojenia nastolatek, które mają potencjał zmienić przemocową dynamikę świata, jest świeży, tak wykonanie w serialu to w zasadzie zepsuły. Wdano się w niepotrzebne wyjaśnienia, że wyładowania pochodzą z WTEM wyewoluowanego organu, którego nie da się usunąć bez szkody dla kobiety, bo jest połączony z systemem nerwowym. I jeszcze to bym łyknęła, ale WTEM okazało się, że można tę moc przekazywać dorosłym kobietom (i co, tak od ręki im rośnie ten organ elektryczny, serio?). Wielość wątków, z których kilka zaczyna się ze sobą łączyć, jest chaotyczna; pozawieszano sporo strzelb (kim jest tajemniczy jutuber, który szerzy nienawiść do kobiet, co z puczem w Moldovie, kim jest głos bogini w głowie Allison i czy w ogóle da się żyć w społeczeństwie, gdzie kobiety są wyposażone w nielicencjonowaną broń, którą mogą zabić każdego w zasięgu kilkunastu metrów), widać spory budżet, ale nie idzie za tym jakość.
[1] To druga różnica - kreatywne użycie geografii. Istnieje tu mityczny kraj zwany Moldovą lub Karpatią, coś pomiędzy Ukrainą, Białorusią a Rumunią za czasów reżimu Ceausescu.
[2] Ależ oczywiście że skojarzył mi się ten dowcip 54.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 22, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
7 lat temu przeczytałam pierwszy tom cyklu Natalii Osińskiej o Tosi, która odkryła, że znacznie lepiej czuje się jako Daniel. Nie ukrywam pewnego podekscytowania tym, że na Netflixie od wczoraj można obejrzeć ekranizację. W skrócie - idźcie oglądać, nie czytajcie drugiej części notki, to naprawdę świetnie zrealizowana, doskonale zagrana przez fantastycznych młodych ludzi historia o transpłciowości, rodzinie, przyjaźni, zrozumieniu, odkrywaniu siebie i byciu w grupie, która cię rozumie. Ciekawa ścieżka muzyczna, dużo koloru.
Już obejrzałaś? Nie? To wróć, jak obejrzysz, no naprawdę. Bo teraz chciałam podsumować to, co mi się w ekranizacji nie podobało. Książka rozgrywała kilka kontrastów między ubieraną w różowości blondyneczką Tosią z rozczochranym Tośkiem w bluzie i spodniach, film w ogóle tego nie pokazał. Naprawdę w 2023 nie ma kompletnie żadnej różnicy, czy osoba ma zabawny t-shirt i kolorową kamizelkę i pomalowane paznokcie czy makijaż (Konrad tak samo chodził z czarnym lakierem i eyelinerem), czy bardziej luzacko nosi bluzę i bojówki i ma krótsze włosy. Zniknęła ciekawa dynamika w Tośkowym domu, gdzie wiecznie nieobecny, wiecznie spięty, rygorystyczny Marcin (czemu w filmie to taki boomer, toć aktor jest 10 lat młodszy ode mnie!) był równoważony przez kobiecą, nadopiekuńczą, ale też i dociekliwą ciotkę Idalię. Świat domowy i świat szkolny w ogóle się nie przecinają, uporządkowany, pomocny i zaradny Leon nie pojawia się w tym ekosystemie w filmie poza jedną sceną, a w książce był mocnym kontrapunktem dla rozsypanego i wiecznie histeryzującego Tośka. Nie pastwię się już nad zamianą Poznania na Warszawę czy szkoły publicznej na posh szkołę prywatną (i serio w szkole prywatnej nauczycielka gnoi uczennicę za to, że jest ładna i ma makijaż?), ale loft Leona, który uciekł z domu i ledwo utrzymuje się z korepetycji (tu ich nie daje, bo nieustająco chodzi na imprezy)?! guacamole, którym chce częstować Tośka niedługo po szyderze, że kupuje na promocji?! To psuje cały suspens, ujawniany kawałkami w kolejnych tomach, gdzie Leon okazuje się mieć też mroczną tajemnicę. Smutno mi, bo materiał wejściowy naprawdę miał ręce i nogi, była zgrabna historia z tajemnicami, życiem szkolnym, stopniowym docieraniem się wszystkich bohaterów w nowej rzeczywistości i dojściem do stabilnego momentu. Film w zasadzie nie ma fabuły - Tosia pożycza ciuchy od Leona, jest jej w nich lepiej, dociera do niej, że nie jest dziewczyną, po drobnych perturbacjach i jednej bijatyce na stołówce klasa ją akceptuje, po kolejnych akceptuje ją ojciec, a i Leon nie traktuje już Tośka jako przykrywki.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 18, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
2013, zamieszki w Egipcie. Były żołnierz, Jonathan Pine (Hiddleston) pracuje w ekskluzywnym hotelu w Kairze jako tytułowy nocny recepcjonista. Dyskretnie rozwiąże każdy problem gości, dostarczy do pokoju, przekaże informację czy skseruje dokumenty. Właśnie z taką prośbą zgłasza się do niego Sophie, kochanka lokalnego biznesmena; podtekst jest taki, że dokumenty dotyczą zakupu uzbrojenia, które niepokoje na ulicach może przekształcić w regularną wojnę. Czemu Sophie wybrała akurat pracownika hotelu - nie mam pojęcia, ale Jonathan po krótkim tentegowaniu w głowie przekazuje kopie brytyjskiemu wywiadowi. Brytyjski wywiad chętnie dokumenty łyka, ale jest przeciek i Sophie zostaje najpierw pobita, potem - kiedy już z Jonathanem uciekną, zakochają w sobie i on jej obieca ratunek, a wywiad się wypnie - zamordowana. Jonathan dowiaduje się, że za morderstwem stoi nietykalny handlarz bronią, Dickie Roper (Laurie). Dwa lata później, inny hotel, Roper wchodzi ze swoją ekipą do hotelu, cały na biało, nie rozpoznaje pracownika hotelu, ale ten doskonale go zapamiętał. To rozpoczyna skomplikowaną operację, sponsorowaną przez bardzo samodzielną pracowniczkę wywiadu Angelę Burr (Colman), mającą na celu wprowadzenie Jonathana do grona współpracowników Ropera i uzyskanie dowodów na handel bronią oraz ludobójstwo.
To jest typowy le Carré - finta w fincie, każdy może być zdrajcą, nie można ufać nawet najbliższym współpracownikom. Jonathan Pine to taki James Bond - doskonale wyszkolony, nadludzko sprawny, nie waha się pobić ani zabić, ma szelmowski uśmiech i panny lecą na niego jak pszczoły do nektaru, również z wzajemnością, co czasem oczywiście zagęszcza atmosferę. Roper to z kolei uroczy, zabawny złol nad złole, z równie ujmującym uśmiechem bawi się z synkiem, a chwilę potem bije kochankę, każe zastrzelić niewygodnego świadka albo sprzedaje sarin temu, kto zapłaci wystarczająco. Ogląda się bardzo dobrze, jak już się zawiesi niewiarę na kolku, bo taka konwencja. Aktorzy z wyższej półki, wszystko świetnie zagrane, do tego w tle piękne pejzaże, bo akcja przechodzi z Kairu przez Szwajcarię i Majorkę do Maroka i Stambułu.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 16, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Liv (znana również z Instagrama Celeste Barber) jest znaną ekspertką kulinarną, uwielbia dobrze zjeść, wypić i ogólnie nie stroni od zabawy. Czeka na angaż do prestiżowego programu telewizyjnego, gdzie ma zostać jurorką w konkursie. Spontanicznie decyduje się polecieć do rodzinnej Australii na 40. urodziny swojej najlepszej przyjaciółki Amy, gdzie od razu staje się gwiazdą imprezy, niekoniecznie w najlepszym tego słowa znaczeniu. Gdy skacowana i mocno zużyta pojawia się w rodzinnym domu, jej matka i brat po powitaniu jakoś nie skaczą z radości, zwłaszcza że Liv wymawia się nadmiarem pracy z uczestnictwa w ślubie brata i planuje następnego dnia wracać do Nowego Jorku. Tyle że ktoś na plaży kradnie jej torbę z dokumentami, a przy próbie wyrobienia nowych dokumentów mdleje i uderza się w głowę, przez co nadczynny (i nieco zirytowany jej luzactwem) urzędnik kieruje ją na badanie lekarskie, odmawiając wydania pozwolenia do czasu potwierdzenia, że jest zdrowa. Tyle że nie jest, lata imprezowania, alkoholu, narkotyków, przejadania się i nieregularna aktywność fizyczna wyszły w postaci mocno niekorzystnych wyników. Zdeterminowana Liv próbuje więc w krótkim czasie odzyskać formę za pomocą intensywnego treningu na siłowni, w której pracuje jej brat, chwyta się też różnych form “wellnessu”, żeby spotęgować efekt. Jest to serial komediowy, to, co następuje, można opisać tagiem #nieustającepasmosukcesów - z formą idzie jej słabo, facet, który wpadł jej w oko, okazuje się być na odwyku zarówno od alkoholu, jak i od seksu, a przy próbie napisania artykułu o swoich przygodach niszczy też wieloletnią przyjaźń z Amy.
I jakby serial był utrzymany w takim klimatach, byłby nieznośny - Liv jest żenująca, głupawa, nielogiczna, nie uczy się na błędach i zmierza prostą ścieżką do samozniszczenia. Na szczęście po prawie że slapstikowych scenach zaczynają pojawiać się poważniejsze wątki: trauma z przeszłości i rodzinne tajemnice. Dla kilku bardziej serio momentów (i sceny tańca na weselu) warto się przebić przez nieco niezbilansowane pierwsze pół sezonu, gdzie osoba Liv jest zwyczajnie niebezpieczna dla otoczenia, roszczeniowa i egoistyczna. Jak nie lubię oceniać, to dałabym tu 6/10.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W tzw. domu przejściowym mieszka trójka młodych dorosłych w spektrum autyzmu - Jack, Violet i Harrison, opiekuje się nimi Mandy, która planuje studiowanie neurologii, żeby lepiej zrozumieć swoich podopiecznych. Każdy z nich jest inny - Jack jest tzw. wysokofunkcjonującym, super inteligentnym programistą, któremu jednak brak empatii i umiejętności społecznych, przez co trudno mu znaleźć i utrzymać pracę mimo twardych umiejętności technicznych, nie wspominając o tym, żeby z kimkolwiek się zaprzyjaźnił. Sytuacja się komplikuje, bo jego ojciec, właśnie dostał diagnozę agresywnego nowotworu i zależy mu, żeby syn był w stanie sam funkcjonować bez jego wsparcia. Violet nie ma wbudowanych żadnych hamulców w wyrażaniu swoich spontanicznych przemyśleń oraz błyskawicznie angażuje się uczuciowo z ludźmi pierwszy raz widzianymi na oczy, co nieco utrudnia jej pracę za ladą w fastfoodzie. Jej brat ogranicza jej dostęp do portali randkowych, co Violet odbiera jako opresję i reaguje furią, mimo że jego celem jest uchronienie jej przed byciem obiektem nadużycia, również seksualnego. Wreszcie Harrison, wycofany i chorobliwie otyły, boi się opuszczać swój pokój i rozmawiać z ludźmi; jego rodzice wynajęli mieszkanie i zatrudnili Mandy, żeby syn przezwyciężył swoje fobie i potrafił egzystować chociaż z minimalną samodzielnością. Dodatkowo Mandy rozważa przeprowadzkę na drugi koniec Stanów, bo ma opcję na prestiżowy staż, co burzy dotychczasową stabilizację.
Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Z jednej strony to ważne, żeby pokazywać, jak wygląda świat z perspektywy osób neuroatypowych, jak trudne jest dla nich dostosowanie się do tysięcy niezrozumiałych zasad współżycia społecznego i jakie wyzwania stoją przed rodzinami takich osób, bo wypuszczenie dzieci w świat nie jest tak łatwe jak osób neurotypowych. Nie ma wiele opcji - albo dziecko zostaje pod opieką rodzica/opiekuna, co oznacza brak planu B, kiedy rodzica/finansowania zabraknie; albo wychodzi ze strefy komfortu i dostosowuje się do wymagań społecznych; albo trafia do zamkniętej placówki i jest traktowane jak osoba ubezwłasnowolniona. Z drugiej, serial pokazuje sytuacje ekstremalne, w których czasem już za późno na zsocjalizowanie bohaterów, jest też do bólu amerykański. Na pewno nie jest to temat lekki i przyjemny, zwłaszcza dla rodziców dziecka nawet minimalnie w spektrum.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Hiszpańskie wesele w małym miasteczku. Z Argentyny przyjeżdża ciotka Laura (Cruz), siostra matki panny młodej, przywozi nastoletnią córkę i kilkuletniego synka, nie dociera jednak zamożny mąż Laury, Alexander. Zjeżdża się też spora rodzina z okolicy, sąsiedzi i znajomi. Wszyscy znają wszystkich. Laura spotyka się ze swoim dawnym chłopakiem (Paco), jej córka zwraca uwagę na kuzyna Paco, jej równolatka. I kiedy już widz spodziewa się, że będą jakieś romantyczne komplikacje, wesele przerywa burza, awaria prądu (na szczęście zaradzono temu generatorem od Paco), wreszcie okazuje się, że zniknęła córka Laury, która źle się poczuła i poszła się wcześnie położyć. Matka początkowo podejrzewa kiepski żart, ale na łóżku córki znajduje wycinki sprzed lat dotyczące porwania zakończonego śmiercią dziecka, a potem w sms-ie od porywaczy dostaje żądanie 300 tys. euro. Panika, wszyscy się miotają, szukają śladów, wreszcie zaczynają wychodzić wieloletnie animozje - rodzina ma za złe, że niegdyś zakochana w Paco Laura sprzedała mu przed laty nieurodzajną ziemię, na której ma teraz piękną winnicę, patriarcha rodu nienawidzi robotników sezonowych w winnicy, w samej rodzinie są konflikty, a dodatkowo żona Paco wścieka się, że ten tak się angażuje w sprawę zaginięcia. Laura też przestaje być ukochaną córką i siostrą, kiedy okazuje się, że jej mąż zbankrutował i nie mają pieniędzy na okup (ani na wsparcie rodziny).
Nie oczekiwałam aż takiej dramy i wiwisekcji mitu szczęśliwej rodziny wielopokoleniowej. Kontrast sielskości małego miasteczka i pięknie ubranych weselnych gości ze złamanymi ludźmi, których dotknęła tragedia, jest brutalny. Finał, mimo że nikt nie ginie, nie daje też katharsis.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Anne (Colman) wraca do domu, otwiera drzwi, anonsuje powrót, przechodzi z pustego pokoju do pokoju, wreszcie znajduje starego ojca Anthony’ego (Hopkins), słuchającego muzyki w słuchawkach. Dzień jak co dzień, co na kolację, tato, chcę z tobą porozmawiać o zajściu z opiekunką i o moim wyjeździe do Paryża. Kolejny dzień, Anne wraca z zakupami, ojciec wychodzi jej naprzeciw, ale Anne jest inną osobą, której ojciec nie poznaje. W domu pojawia się dziwny mężczyzna, który twierdzi, że jej mężem jego córki, tyle że córka nie ma męża, rozwiodła się lata temu, poza tym jej mąż miał na imię James, a to jest Paul. Kolacja z kurczakiem, ale ojciec jest ciągle w piżamie, przecież jest dopiero rano. Ojciec budzi się w nocy, mieszkanie wygląda zupełnie inaczej, brakuje obrazu namalowanego przez jego młodszą córkę. Brzmi przerażająco, ktoś miesza w głowie starszego pana, to wszystko po to, żeby przejąć jego piękne mieszkanie, poza tym opiekunka ukradła mu zegarek, dlatego ją zwyzywał, wyrzucił i zagroził. Anne wraca z zakupami, mąż odbiera od niej kurczaka na obiad, nowa opiekunka, która wygląda jak druga córka, ale czemu druga córka nie przychodzi od tak dawna… Im dalej w wydarzenia, tym łatwiej się domyślić, mimo zrywanej i achronologicznej jak w “Memento” narracji, że to wszystko miesza się w głowie Anthony’ego, który choruje na demencję.
To jeden z bardziej przerażających, emocjonalnych filmów, jakie ostatnio widziałam. Demencja to mój największy strach przed starością, kiedy własny mózg staje się największym wrogiem, zamazując granicę między rzeczywistością i koszmarem, moje najgorsze wspomnienia z miesięcy odchodzenia bliskiej osoby. Film nieustająco zmienia perspektywę z Anne na Anthony’ego i odwrotnie, widać frustrację obojga. Anthony jest nieustająco zaskakiwany, przestraszony zmianami, nie wie, czy osoba, z którą rozmawia, to rzeczywiście Anne, James czy opiekunka, czy to jego dom, czy dom jego córki, a może w ogóle placówka opiekuńcza. Anne jest sfrustrowana, bo to na nią spada obowiązek i decyzja, jak zapewnić ojcu najlepszą opiekę oraz jest przerażona, jak bardzo choroba zmienia jej ojca. Podejrzewam, że może to nie być coś dla ludzi, którzy na co dzień borykają się z taką sytuacją; samo oglądanie było frustrujące na tyle, że próbowałam szukać drugiego dna, że to rzeczywiście thriller, że na końcu dostanę obiektywną relację, co się naprawdę wydarzyło (spoiler alert: nie). Nie wiem, czy chcę obejrzeć ponownie, ale to bardzo dobry kawałek kina, świetnie zagrany.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 27, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zacznę od wstydliwego wyznania - jako nastolatka kochałam się w Robie Lowe, aczkolwiek nie pamiętam, czy dlatego, że widziałam go grającego w czymkolwiek, czy raczej wystarczył plakat w Bravo czy innym Popcornie. I jakkolwiek teraz rzadko się ekscytuję aktorami (nie mówię, że w ogóle, zdarza mi się ciągle), tak uważam, że Rob się uroczo zestarzał i był świetny w “Parks & Recreation”. Świetny jest również w “Unstable”.
Podobnie jak w zbyt wcześnie uciętym ”Better Off Ted, rzecz się dzieje w firmie zajmującej się zaawansowaną nauką. Ekscentryczny Ellis Dragon, utalentowany wynalazca/geniusz jest jednocześnie bardzo niepoukładanym człowiekiem, można go znaleźć przycinającego zieleń albo stojącego nago z wiatrem w genitaliach, by chwilę później wymyślił formułę przełomowej nowinki technicznej. Problem w tym, że jakiś czas temu jego ukochana żona zginęła w wypadku, więc jest nie dość, że niepoukładany jak zwykle, tak jeszcze dodatkowo ciągle przepracowuje żałobę i nie ma woli pracować. Jego przyjaciółka i dyrektor finansowa w firmie próbuje namówić go do powrotu do pracy nad betonem pozyskiwanym z wydzielanego do atmosfery CO2 (tani budulec plus zaradzenie katastrofie klimatycznej w jednym), ściąga więc z powrotem jego syna, który bynajmniej nie chce pracować z ojcem. I wprawdzie z jednej strony jest trochę krindż, bo praca z tzw. geniuszami jest niekoniecznie wdzięczna dla otoczenia, ale z drugiej to świetna historia o ojcowsko-synowskich związkach, a z trzeciej - uwielbiam geekowskie klimaty nieco odklejonych od zwykłego życia naukowców. Bardzo mi się podobało, chcę kolejne sezony.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 24, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj