Kategoria:
ogladam
Zacznijmy od tego, że ten typ filmów wpisuje się w cały szereg tropów, które lubię: kryminał, wnikliwy i cyniczny detektyw, dekonstrukcja scen i różne podejścia do tej samej sytuacji, wreszcie całe stado świetnych aktorów. “Knives out” to śledztwo w sprawie morderstwa znanego pisarza, autora kryminałów, który po swoich 85. urodzinach zostaje znaleziony martwy, z poderżniętym gardłem. Policja skłonna byłaby uznać, że to samobójstwo, ale ekscentryczny detektyw Benoit Blanc uważa inaczej. Co ciekawe, nie wierzy w szybko odkrytą ewidentną winę opiekunki, która nie kłamie, bo jak kłamie, to wymiotuje, za to odkrywa, że poprzedniego dnia patriarcha rodu zdecydował się wprowadzić znaczące zmiany w testamencie i to mogło być powodem jego przedwczesnej śmierci. Druga, niezależna część, “Glass Onion” jest nieco słabsza, ale równie zabawna. Ekscentryczny miliarder, Miles Bron, zaprasza swoich przyjaciół na grecką wyspę, żeby odetchnęli trochę, nomen omen, od pandemii (ma na wirusa magiczny spray). Na nabrzeżu pojawia się też niespodziewanie Benoit Blanc, znudzony bezczynnością podczas lockdownu oraz dawna współpracowniczka Brona, którą ten wykolegował z lukratywnego biznesu. Miliarder zaplanował swoim znajomym grę w szukanie mordercy, ale jego plany psuje Blanc, a chwilę później tuż pod pożyczonym pod zastaw portretem Mona Lisy pada pierwszy (albo i nie) trup. Tu intryga trochę szwankuje, ale drugi plan jest dość bogaty i zabawny, a i obrazki ładne. W samym finale jednak nie kupiłam zgody Blanca na akt zemsty na przestępcy (frevb, fcnyvć wrqab m anwoneqmvrw manalpu qmvrł yhqmxbśpv, żrol hxnenć cemrfgęcpę vqvbgę? Nie, nie pasuje mi to).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 29, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
O, jakie to było ładne! Fabuła w zasadzie nie zmienia się prawie względem książki (nie że przeczytałam ponownie, bo jednak to tłumaczenie to nie jest za dobre, ale streszczenie na Wiki for the rescue), a te drobne zmiany zupełnie nie przeszkadzały; powiedziałabym nawet, że finał był lepszy i bardziej dramatyczny niż w książce. Realizacja - świetna, zarówno scenografia, efekty i gra aktorska. Mam nadzieję, że wreszcie wyjdzie po polsku druga część cyklu, a Gibson wyda trzecią. Co mnie zastanowiło w serialu: gdzie przebywają ludzie z 2099, którzy po Londynie poruszają się przez peryferale?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 27, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Mohammed jest nielegalnym emigrantem, co oznacza, że traci pracę, kiedy wymagane są dokumenty, nie może pojechać do szpitala, dochodzić swoich praw ani specjalnie wchodzić w zakres widzenia służb. Nie jest to jego winą, jako nastolatek przyjechał do Stanów z rodzicami uciekający z Palestyny przed przemocą i utratą wszystkiego. Sprawa o azyl ciągnie się od lat, niekoniecznie pomaga to, że ich prawniczka zajmuje się m. in. ezoteryką, a po nagłej śmieci ojca musi się opiekować matką i dorosłym już bratem w spektrum autyzmu. Nie może wybrać najłatwiejszej bramki i wziąć ślubu, bo jego ortodoksyjna matka sprzeciwia się małżeństwu z Marią, która jest katoliczką. Do tego jeszcze podczas zakupów przypadkiem zostaje postrzelony i uzależnia się od syropu z kodeiną, a jego dowcip i czasem zbyt szczere wypowiedzi niekoniecznie mu pomagają w życiu. Ale wbrew posępnemu tonowi, to komedia o tym, że nawet jeśli się wszystko sypie, to niekoniecznie to oznacza koniec świata. Oraz, że wyznawcy islamu nie są terrorystami, Palestyna i Izrael to nie to samo, że asymilacja i bycie obywatelem jest mocno utrudnione, kiedy kraj w którym mieszkasz, ma tak egzotyczną politykę wewnętrzną co USA. Polonica: prawniczka z Polski trzyma bose stopy na kanapie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 22, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Antologia wakacyjnych obserwacji ludzi, którzy mają wszystko, a i tak są nie dość, że strasznymi bucami, to jeszcze do tego są nieszczęśliwi. W pierwszym sezonie grupa turystów spędza tydzień na przepięknej hawajskiej wyspie. Narracja przeskakuje między obsługą kurortu i trzema grupami gości: rodziną Mossbacherów - pracoholiczką Nicole, jej nieznaczącym mężem Markiem, nieco wycofanym synem Quinnem i zarozumiałą córką Olivią z przyjaciółką Paulą; Rachel i Shane - nowożeńcami, ona jest ładna, on bogaty; wreszcie Tanyą - bogatą, choć sfrustrowaną samotną damą, która przybyła na wyspę rozsypać prochy niedawno zmarłej matki. Mimo że okolica jest piękna, a hotel raczej luksusowy, szybko zarysowują się konflikty - Nicole pracuje mimo wakacji, Mark martwi się w oczekiwaniu na wynik badań w kierunku nowotworu, Olivia zaczyna zazdrościć Pauli powodzenia w kontakcie z przyjemnym pracownikiem hotelu, Quinn ucieka od rodziny na plażę. Shane wdaje się w nieustającą przepychankę z managerem hotelu, Armandem, ponieważ nie dostał pokoju, za który zapłacił, a świeżo poślubioną żonę traktuje, oględnie mówiąc, dość lekceważąco i przedmiotowo. Tanya angażuje w swoje problemy życiowe Belindę, pracowniczkę SPA, ponieważ nauczyła się w życiu, że jest najważniejsza i wystarczy garść banknotów, żeby wszyscy się nią interesowali. Jak wiadomo z pierwszych scen, po tygodniu wakacji, jedna z osób wraca z turnusu w trumnie, eskalacja konfliktów jest coraz większa, pytanie tylko, kto straci życie.
Sezon drugi dla odmiany dzieje się w Taorminie (wyczuwam delikatną nutkę “jedziemy, gdzie nam zapłacą za promocję”); w porównaniu z pierwszym jest taki bardziej spokojny i nieirytujący. Do kurortu, prowadzonego przez Valentinę, damę z iście włoskim temperamentem, trafiają trzy grupy turystów - znana z pierwszego sezonu Tanya z mężem i asystentką; dwa młode małżeństwa - Ethan i Harper oraz Cameron i Daphne; wreszcie trzej panowie Di Grasso - popierdujący dziadek, seksoholik ojciec i nieco naiwny junior, Albie. Tanya mierzy się z wyobrażeniami o idealnym związku, a jej wybranek Greg niespecjalnie staje na wysokości zadania, dodatkowo irytuje go, że asystentka Tanyi przyjechała z nią na wakacje. Dwie pary różnią się od siebie dramatycznie, a Ethan i Cameron, których łączyła kiedyś przyjaźń na studiach, odkrywają, że nie są specjalnie zachwyceni swoim towarzystwem. Panowie Di Grasso przyjechali, żeby odkryć swoje sycylijskie korzenie, ale głównie zajmują się ukrywaniem przed sobą kontaktów z lokalnymi damami negocjowalnego konfliktu (2000 euro za noc). I jak pierwszy sezon to był rzut oka na świat ludzi zasadniczo obrzydliwych przy bliższym poznaniu, tak tutaj nawet można się pokusić o pewną dozę sympatii czy zrozumienia dla większości. Również kontrast między personelem a gośćmi nie jest tak drastyczny, jak w pierwszym sezonie.
Podsumowując całość - da się obejrzeć, przepiękne widoki, ale nie rozumiem zachwytów, serial jak serial, do zapomnienia.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 15, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Los Angeles, początek 2020. Cztery kobiety 40+ żyją w mniej więcej stabilnych rodzinach. Justine, Francuzka, jest szefową kuchni we wziętej restauracji, jej mąż, również Francuz, jest aktualnie bezrobotnym architektem, ale z pretensjami. Anne, córka milionerki, próbuje rozkręcić własną firmę odzieżową, ale głównie skupia się na życiu towarzyskim i byciu na lekkim haju. Eli, najmniej uporządkowana, ma trójkę dzieci z różnymi mężczyznami, ale z żadnym nie mieszka, nieustająco też traci zatrudnienie z powodu dezorganizacji i, nie ma co ukrywać, braku predyspozycji do jakiejkolwiek pracy. Wreszcie Yasmin, czarna Iranka, pisze pracę naukową, żeby wrócić do pracy po przedłużonym urlopie wychowawczym, chociaż nie musi, bo jej mąż ma dobrze działającą firmę IT. Pierwszy sezon pokazuje czasem trudną przyjaźń między kobietami, ich rodziny, macierzyństwo i problemy z tym związane oraz wprowadza u każdej z nich pewne zmiany - Justine decyduje się odejść od narcystycznego męża, Anne odrzuca wsparcie finansowe toksycznej matki, Yasmin wraca do dawnego zajęcia (szpiegostwa), a Eli rozkręca na Youtube kanał typu reality show, czasem wbrew woli rodziny i przyjaciół. I na to wpada bomba w postaci wybuchu epidemii Covid-19. I jeśli będą kolejne sezony, to będę ten serial polecać, bo ma ogromny potencjał na coś ciekawego. Jeśli kolejnych sezonów nie będzie, to niespecjalnie warto, bo w zasadzie cały sezon do rozbudowany wstęp do ostatniego odcinka, który mógłby być pilotem. Z jasnych punktów - fajna, choć nieco zbyt neurotyczna Julie Delpy i świetna, dojrzała Elizabeth Shue. Humor raczej niewyrafinowany, niestety często idzie w stronę groteski i przerysowania.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 12, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zmierzch ery DVD, upada sieć wypożyczalni Blockbuster. Niczym samotna wiosna gdzieś w Galii, pozostaje otwarty jeden oddział, gdzie właściciel decyduje się ze względów sentymentalnych przejąć sklep. Walczy o utrzymanie sklepu i pozostawienie ekipy pracowników, mimo wszechobecnego VOD i inflacji, jednocześnie usiłuje wyznać miłość swojej wieloletniej przyjaciółce i współpracowniczce, Elizie. Trochę komedia pomyłek, trochę historii sprzedażowych, trochę o przyjaźni, o rozstaniach i zmianach i o tym, że ludzie są różni. Niestety, jest to komedia absolutnie nieśmieszna, realizowana jak sitcomy w latach 90., przez 8 odcinków zaśmiałam się może trzy razy. Nie jest przy tym żenująca czy zła, tylko zwyczajnie nudnawa i niezabawna, zwłaszcza jeśli zestawi się ją z pokrewnym tematycznie “Superstore” czy “Brooklyn Nine-Nine” tych samych twóców.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 23, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nowa Zelandia. Dwójka niekoniecznie sprytnych, choć bardzo sumiennych policjantów - O’Reilly i Minogue (Kyle, nie Kylie) - po dość dziwnej akcji zostaje zaproszona przez swojego szefa, sierżanta Maakę, do super tajnego pokoju, zabezpieczonego kodem (jednocyfrowym, ale jednak; potem dorobi się weryfikacji głosowej i innych mechanizmów), gdzie dowiadują się, że ich zwierzchnik od jakiegoś czasu zbiera wszystkie zgłoszone przypadki zjawisk nadnaturalnych i właśnie zasilili supertajną komórkę śledczą. Przez następne 25 odcinków (i liczne filmiki, dostępne np. na Youtube), dzielni funkcjonariusze dokonują aresztowań i rozwiązują sprawy związane z Obcymi, zombie, podwodnymi potworami, Szatanem, duchami, nawiedzeniami, portalem czasoprzestrzennym, podróżami w czasie, potworami czy wilkołakami. Epizodycznie pojawiają się bohaterowie serialu Co robimy w ukryciu, bo - jeśli jeszcze się nie domyśliliście - mockumentary to dzieło Taiki Waititi i Jermaine Clementa.
Może nie jest to komedia bawiąca do łez, ale na swój spokojny, nowozelandzki sposób urocza i zabawna. O’Reilly to siła spokoju, Minogue niekoniecznie, zaś sierżant Maaka, z pochodzenia Maorys, to mistrz strategii i motywacji. Drugoplanowo pojawia się pechowy posterunkowy Parker, człowiek obdarzony brakiem wielu talentów oraz matką, która umie w sweterki.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tu nie miało co pójść źle - Stanley Tucci w roli eksperta kryminalistyki Grieffa, który czeka na wyrok śmierci za zamordowanie żony, a z nudów rozwiązuje sprawy kryminalne oraz David Tennant jako sympatyczny pastor Harry, który dla ratowania syna decyduje się na zbrodnię. Niestety, źle poszło wszystko mimo świetnych aktorów, zgrabnie rozegranych cliffhangerów, doskonałych dialogów. To niby czarna komedia, ale zupełnie nieśmieszna. Oba wątki wiążą się ze sobą tak pretekstowo, że bardziej nie można - do osadzonego w więzieniu eksperta zgłasza się dziennikarka, że wywiad, ale tak naprawdę chce jego pomocy w celu odnalezienia przyjaciółki, która wysłała do niej tajemnicze zdjęcie telefonem i się nie odzywa od tego czasu. A nie odzywa się, bo siedzi przykuta do rury w piwnicy pastora, gdzie wpadła po przepychance o pendrive’a, na którym była dziecięca pornografia; według niej należała do syna pastora i nie dawała sobie wytłumaczyć, że to własność kościelnego. Nic tu się nie klei, ani czasowo, ani logicznie, a w pewnym momencie akcja wchodzi w groteskę. Mimo jaśniejszych momentów - złotousty Dillon, współosadzony morderca kanibal, ciekawe zagadki kryminalne - całość jest tak toporna, że uważam 4 godziny, jakie poświęciłam na oglądanie serialu, za stracone.
Serial wpisuje się w nurt romantyzowania zbrodni i zbrodniarzy. Dillon jest uroczy, ale to bezlitosny psychopata; Grieff sam wielokrotnie wspomina, że jest zaskoczony tym, że ludzie traktują go jak bohatera, mimo że przyznał się do zabójstwa i okaleczenia ciała żony; pastor i jego żona bez zmrużenia oka rozważają zabicie zakładniczki, bo to najbezpieczniejsze dla nich. Nie wierzę w czystość motywów dziennikarki, która niby się Grieffem brzydzi, ale jest jednocześnie zafascynowana. Jak na pastisz gatunku, całość jest zbyt serio, jak na celowy zabieg dla zainteresowania widza, to za bardzo cyniczne.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Enola ma 16 lat, od małego wychowywała ją ekscentryczna matka, która - zamiast haftu, manier i układania kwiatów - uczyła ją sztuk walki, chemii, szyfrów i innych rzeczy, niezbędnie potrzebnych poszukiwaczowi przygód, a nie XIX-wiecznej pannie na wydaniu. Wtem matka znika, więc w posiadłości pojawiają się dwaj starsi bracia Enoli - Sherlock i Mycroft, tak, z tych Holmesów. Niestety, zamiast wciągnąć ją do pracy detektywistycznej, bracia planują oddać ją do rygorystycznej szkoły dla panien. To rozpoczyna ciąg ucieczek i pościgów, podczas których Enola spotyka młodego lorda Tewkesbury, który dla odmiany ucieka przed wcieleniem do wojska. Niby nie, ale oczywiście między młodymi iskrzy, młoda dama rozwiązuje więc nie tylko tajemnicę zniknięcia matki, ale i powód, dla którego ktoś wynajął płatnego mordercę do zgładzenia młodego lorda. W drugiej części Enola rozwiązuje zagadkę zaginięcia młodej robotnicy z fabryki zapałek, odkrywając przy okazji kulisy eksploatacji kobiet w fabrykach.
Obie “Enole” to bardzo przyjemne, niezobowiązujące kostiumowe filmy rozrywkowe z nutką postmodernizmu. Dużo pościgów, naparzanek, nadludzkim wysiłkiem, trochę zagadek, sporo humoru, mnóstwo puszczania oka do widza, lekka drwina z kanonu - czego tu nie lubić. No, ja nie polubiłam trzech rzeczy: głosu Millie Bobbie Brown, która gulgocze przez nos, złego słowa nie powiem o jej grze aktorskiej, bo jest świetna, ale słuchać jej nie mogłam; drewnianego Cavilla, który dysponował już większą ekspresją w “Wiedźminie”; wreszcie tego, że z poczciwego inspektora Lestrade’a zrobili zwyczajną szmatę.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 9, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Grupa różnych osób - Rani, nastolatka (pochodzenia polsko-hinduskiego[1]) ze skłonnością do kradzieży, Frank, oszust, który właśnie wyszedł z więzienia, Greg, prawnik-nieudacznik, który przypadkiem staranował policyjny samochód, Myrna, aktywistka ośmieszająca policję, Gabby, celebrytka nadużywająca substancji, Christian, ochroniarz z klubu oraz John, biznesmen ze skłonnością do agresji - spotykają się podczas narzuconych przez sąd prac społecznych. Każde z nich zakłada, że prace trzeba odbębnić, a potem wrócić do swojego życia, kontynuując to, co robili do tej pory. Oczywiście, ponieważ to komedia, już od samego początku wszystko idzie w złym kierunku - Christian zostaje zmuszony do okradzenia dilera narkotyków, Rani mu w tym pomaga, po czym wszystko idzie w buraki, bo skradzione w napadzie pieniądze znajdują przypadkiem pozostałe osoby i zanim Christian to odkryje, udaje im się walory wyprać i wydać. Z jednej strony atakuje ich policja, z drugiej Zły Potentat Zbrodni, więc chcąc nie chcąc, muszą kontynuować zbrodniczy proceder.
Z bardzo znanych aktorów pojawia się Christopher Walken, i to jak się pojawia. Za pomysł odpowiada Stephen Merchant, człowiek współtworzący brytyjskie “The Office”, “Extras” i nieco krindżowe “Hello, ladies”. Jest zabawnie, czasem grubo, zwykle dość celnie. Mogłabym oczywiście się czepiać, że rozjeżdżają się czasem realia na korzyść komedii, ale nie będę, bo bardzo dobrze się bawiłam.
[1] No naprawdę, pani Rekowski przez tyle lat razem mogłaby się nauczyć mówić do męża “Jerzy” (a nie “yezi”) albo nazywać go Dżordż.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 7, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj