Kategoria:
ogladam
Westworld jest reklamowany jako park rozrywki inny niż wszystkie - odwiedzający może znaleźć się na Dzikim Zachodzie, z idealnie zachowanymi ludzkimi zachowaniami z epoki, zaprogramowanymi w nieodróżnialnych od ludzi androidach, zwanych hostami. Może wybrać wyprawy, w jakich uczestniczy: ratowanie damy w niebezpieczeństwie, poszukiwanie niebezpiecznych przestępców (“Wanted Dead or Alive” jak najbardziej obowiązuje), poszukiwanie złota czy wizyta w klimatycznym domu uciech. Rozrywka jest całkowicie zależna od woli odwiedzającego - jest panem otaczającego go świata, może niszczyć, zabijać, gwałcić, wedle uznania, jest też przy tym bezpieczny, poza siniakami nikt nie może odwiedzającego skrzywdzić; nie ponosi żadnych konsekwencji, bo hosty po “śmierci” (czy raczej uszkodzeniu) są resetowane i, w razie potrzeby, naprawiane, więc kolejny dzień rozpoczyna dla nich kolejną pętlę fabularną. Oczywiście do czasu, kiedy niektóre z androidów zaczynają - w wyniku błędu w programie albo może świadomej akcji programisty - pamiętać. Od obserwowania linii fabularnych hostów, zmienianych przez odwiedzających park jeszcze bardziej fascynujące jest obserwowanie działania ogromnej korporacji, zajmującej się programowaniem androidów: walka o władzę, zaspokojenie sponsorów, usuwanie błędów jak najniższym kosztem[1], dopinanie budżetów i słupki popularności.
Tyle że to serial zupełnie o czym innym, bo o rozwoju świadomości u sztucznej inteligencji. Dodatkowo fabuła świetnie zmieszana jest za pomocą zabawy z liniami czasowymi, oglądający trochę ma poczucie bycia hostem z brakiem jasności, co to jest “teraz”. Doskonale się bawiłam, odkrywając kolejne warstwy i pułapki zastawione na widza, któremu należycie można zamieszać w głowie. Każdy sezon (na razie obejrzałam pierwsze dwa, czekam, aż trzeci pojawi się w całości) odsłania kolejne kawałki układanki, zmieniając zupełnie wymowę poprzednich wydarzeń. Androidy okazują się być bardziej ludzkie od swoich twórców, pojawia się oczywiście motyw świetnie rozegrany w “Battlestar Gallactica”, czyli istnieją hosty, które uważają się za ludzi. Jest mnóstwo krwi i brutalności, ale jednocześnie bywa zabawnie, bo - jak wszędzie - ludzie, korona stworzenia, są jednak dość prymitywni i łatwo nimi manipulować (moja ulubiona para komediowa - technicy Felix i Silvester, cyniczna PM-ka Elsie czy oczywiście egotyczny i kapryśny jak nastolatka twórca linii fabularnych Lee).
Uprzedzając pytania: tak, polecam. Ogromnie mi się podobało, czekam na ciąg dalszy, przez trzy tygodnie aktywnie dyskutowałam z telewizorem, próbując łapać twórców na nielogicznościach i dziurach fabularnych (serio, codzienne łatanie popsutych przez odwiedzających hostów to jednak jest słaby model biznesowy, podobnie jak wprowadzony zupełnie bez sensu w sezonie drugim “czytnik” w kapeluszu).
[1] Zachwycałam się już na FB procesami wytwarzania oprogramowania w Westworld/Delos: ukrywanie błędów przed zwierzchnikami, minimalny koszt naprawy (po co wycofywać 200 wadliwych “podzespołów”, skoro odwiedzający zauważą błędy może u kilku z nich), testowanie na produkcji czy brak kontroli wersji mimo ogromnego centralnego systemu inwigilacji. Oczywiście to wszystko ma sens, patrząc na rozwój fabuły. Oraz “Kontrola Jakości” (QA) z bronią maszynową, za każdym razem łezka mi cieknie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 23, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Avenue 5 to ekskluzywny wycieczkowy statek kosmiczny korporacji Hermana Judda, na którym można spędzić niezapomniane 8 tygodni, płynąc przez kosmos - oderwać się od szarej rzeczywistości, odpocząć, skorzystać z licznych rozrywek na pokładzie, zjeść w jednej z wielu doskonałych restauracji, a po powrocie opowieść znajomym. Problem w tym, że to wszystko reklamowa fasada - wystarczy drobny incydent, żeby zmienić trajektorię statku, który na Ziemię powróci teraz za 3 lata, co - poza koniecznością opanowania rozhisteryzowanego tłumu - oznacza sporo wyzwań logistycznych, chociażby zapanowania nad tym, że kończą się przyprawy. I nie wystarczy tlenu, zwłaszcza że Judd beztrosko zabrał dodatkowe 500 osób na pokład ponad bezpieczny limit. Teoretycznie powinny być na to scenariusze, a wytrenowana załoga (sami przystojni młodzi ludzie płci obojga) powinni sobie z tym poradzić, zwłaszcza z charyzmatycznym i doświadczonym kapitanem Clarkiem (Hugh Laurie). Tyle że załoga mostka i kapitan okazują się być ładnie wyglądającymi aktorami, planu B nikt nie zabrał, a jedyny człowiek, który był w stanie zadokować statek po powrocie, orbituje martwy wokół statku.
I byłby to doskonały premise dla świetnego serialu, tyle że niestety scenariusz szybko zbłądził w stronę groteski, dodatkowo przerywaną fekalnymi incydentami. Żarty są powtarzane, sporo humoru zasadza się na wyśmiewaniu ludzi (wygadana pasażerka o imieniu Karen (sic!), przejmująca od zdecydowanie nie nadającego się rzecznika posadę, para, której wyjazd miał uratować związek, kłócąca się na każdym kroku, milioner-idiota), dodatkowo treści jest dość niewiele. Da się obejrzeć, czasem nawet z uśmiechem pod wąsem, czasem nieco z zażenowaniem, ale nie jest to serial obowiązkowy. Jak chcecie o statku w kosmosie, to wróćcie do “Czerwonego Karła”.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 4, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Brytyjska dystopia, pokazująca najbliższą historię Wielkiej Brytanii (a w perspektywie i całego świata); w centrum jest różnorodna rodzina Lyonsów. Taka familijna opowieść o miłości, zazdrości, zdradzie, rodzinnych waśniach i stopniowym upadku demokracji oraz wszechogarniającym kryzysie i restrykcjach, które (na początku) w dobrej wierze odcinają kolejne oczywiste elementy życia. Najstarszy brat, Stephen jest finansistą, jego żona Celeste księgową, mają dwie córki, z których jedna niezbyt dobrze czuje się w swoim ciele i marzy o tym, że na stałe stać się cyfrowa. Digitalizacja usług zabiera im najpierw pracę, potem oszczędności całego życia. Młodszy Daniel jest gejem, żyje ze swoim partnerem Ralphem[1], zawodowo zajmuje się kwaterunkiem zastępczym, przez co ma sporo do czynienia z uchodźcami; tak poznaje Wiktora, ukraińskiego geja-dysydenta, na którego donieśli do władz rodzice. Rosie, najmłodsza, jeździ na wózku i ma dwóch synów, których wychowuje bez ojców; nie brakuje jej radości życiowej i przedsiębiorczości, nawet kiedy jej stanowisko kierowniczki szkolnej kantyny zostaje zredukowane przez wprowadzenie samopodgrzewających się posiłków. Starsza siostra, Edith, jest aktywistką społeczną, pojawia się w relacjach z różnych miejsc globu, między innymi anonsuje zebranej na urodzinach babci, zrzędliwej acz opiekuńczej nestorki Muriel, że Stany Zjednoczone właśnie wypuściły bombę atomową na chińską sztuczną wyspę, przez co cały świat wszedł w stan wojny atomowej.
Sześć odcinków, każdy rozpoczyna kolejny rok - 2025-2029, kiedy nudny świat, gdzie polityka była czymś, co się przełącza w telewizji na inny kanał, wtem zniknął, a polityka stała się ze względu na swój destrukcyjny wpływ podstawą życia. Vivienne Rook (doskonała Emma Thompson) - połączenie Trumpa, Berlusconiego i różnych politycznych wesołków bez poczucia obciachu i kompetencji - stopniowo dochodzi do władzy, bo mówi to, co inni myślą (na przykład, że pieprzy politykę zagraniczną, a interesuje ją, żeby miała wywiezione śmieci). Zakłada Partię Czterech Gwiazdek (od gwiazdek, którymi w mediach zastąpiono jej ulubione słowo „fuck”). I własną telewizję, aby mieć nieograniczony dostęp do wyborców. Na oczach widzów śpiewa, pociesza płaczącą matkę żołnierza, który zginął w Iraku, oskarża oponentów i prowadzi kampanię. Bo może. I uwodzi tym wyborców, którzy nie widzą, jak bardzo pogarsza się ich codzienne życie, nastawiani przeciw uchodźcom, bo wszak to ich wina, że grodzone są osiedla, znikają etaty, a w sklepach nie ma jedzenia.
Serial sprzed roku, ale doskonale wpisuje się mi się w minorowy nastrój katastrofy, która przyszła i nie wiem, kiedy odejdzie. Katastrofy, która bardziej niż nas, w ciepłych domach i marudzących na brak drożdży w sklepach, dotyka tych, którzy stracili wszystko - pracę, dach nad głową, kraj, rodzinę.
[1] Ralph jest nauczycielem, otwartym na różne teorie - płaską Ziemię czy nieistniejące wirusy jako wymysł firm farmaceutycznych. Dusza człowiek.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 2, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Rumuński serial milicyjny z lat 80., który pewnie nie byłby współcześnie tak popularny, gdyby nie amerykański dubbing (Channing Tatuum, Joseph Gordon-Levitt, Chloe Sevigny czy Nick Offerman). Wszyscy palą, nie myje się rąk po wyjściu z toalety (w ogóle nie myje się rąk; czy też tak jak ja macie psychozę natręctw, że na widok każdego fizycznego kontaktu w duszy krzyczycie "ale przecież social distancing"?), łada jest najlepszym samochodem na świecie, a przesłuchiwanie odbywa się za pomocą przemocy fizycznej. Bukaresztańska milicja szykuje się do aresztowania imperialistycznych handlarzy narkotykami, niestety w trakcie akcji okazuje się, że to zasadzka, a jeden z milicjantów - Nikita - zostaje zamordowany[1]. Gregor, najlepszy z najlepszych[2] wraz z prowincjonalnym Josephem (zwanym pieszczotliwie kozojebcą), niegdyś przyjacielem Nikity, rozpoczynają dramatyczne śledztwo, w którym amerykańska propaganda rzuca im na każdym kroku kłody pod nogi (dżinsy Jordache i Biblie Gideona[3]), co niestety może oznaczać, że zawiodą socjalistyczne metody uczciwości, to jest donoszenie nawet na najbliższych. Pojawiają się też oczywiście piękne, choć zdegenerowane, nagie kobiety, które próbują odciągnąć bohaterów z dobrej drogi; na szczęście w takich sytuacjach pomaga przypomnienie ideałów Marksa oraz zastanowienie się, Co Zrobiłby Lenin.
Tyle że nie, bo to współczesny amerykański pastisz kina socjalistycznego. Zabawne jest pół pierwszego odcinka, bo scenografia i kostiumy są doskonałe, jakbym oglądała rumuńskie “07 zgłoś się”. Niestety im dalej w las, tym bardziej wyziera szydera i amerykański pogląd, jak wyglądały kraje Europy Wschodniej w latach 80. Zdecydowanie nieobowiązkowe do oglądania, bo fabuła strugana na kiju, a śmiech raczej pełen zażenowania.
[1] Spoiler: V gh znz ceboyrz, ob an ernyabśpv śzvrepv Avxvgl bcvren fvę pnłn nxpwn. Glyr żr śzvreć wrfg fsvatbjnan, n Avxvgn wrfg anpmryalz młbyrz.
[2] W głowie oczywiście mi brzmi Yugoton.
[3] Kiedy dystrybutor Biblii sugeruje, że prawo do praktyk religijnych jest fundamentalnym prawem człowieka, detektyw Gregor nie ma problemu z odpowiedzią: „Powszechna opieka zdrowotna jest fundamentalnym prawem człowieka. Wiara w wymyślonego boga jest oznaką obłędu”.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 28, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Oslo, mniej więcej współcześnie. W wodach zatoki zaczynają pojawiać się dziwnie ubrani, przerażeni ludzie, mówiący obco brzmiącym językiem. Okazuje się, że to staronorweski, a wyłowieni ocaleńcy pochodzą z przeszłości. Kilkanaście lat później. Nie wiadomo dalej, co spowodowało dziwne zjawisko, ale przybyszów jest całkiem sporo (i ciągle przybywają nowi), niektórzy zintegrowali się ze współczesnością, niektórzy kultywują własne tradycje. Bba, nawet współcześni dołączają do przybyszów, na przykład była żona inspektora Haalanda, która preferuje XIX wiek i konkubenta z tamtych czasów. Alfhildr, wikinżka po studiach kryminalistycznych, zostaje przyjęta do policji (mimo niechęci niektórych oficerów); jej pierwszą sprawą jest śledztwo w sprawie wyłowionych z portu zwłok temporalnej migrantki, bo dziewczynie w utonięciu ktoś pomógł. Wszyscy Alfhildr wyśmiewają, bo mech zamiast podpaski, wiara w potwory i nadmierna otwartość również w kwestiach intymnych, ale szybko się okazuje, że dziewczyna jest sprawnym śledczym.
Jaki to jest pyszny serial! Wiadomo, wszystko, co ma dobrze ograne podróże w czasie, ma od razu na starcie dużo punktów, ale tu oprócz tego doskonale ograne są realia i scenografia. Łkam z kóz na zadbanych trawnikach, prehistorycznych Norwegów polujących na zające w samych tatuażach (totalnie widzę, jak robili casting do roli Navna, czy nie mam pan, kolego, nic przeciwko, że dokleimy panu skaryfikacje i będzie pan latał z juwenaliami na wierzchu?), knajp dla Wikingów (które przypominają mi knajpy dla krasnoludów w Ankh-Morpork) czy wreszcie mnóstwa zabawnych sytuacji, jaki zderzenie między ultra poukładanymi Norwegami, a tym chaosem, jaki się pojawia. Akcja też jest niegłupia, tajemnic sporo, a dodatkowo pojawiają się postaci historyczne na miarę naszego Chrobrego czy innego Świętego Wojciecha. Must have, nie mogę się doczekać drugiego sezonu.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 21, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 12 komentarzy
- Skomentuj
Brendan, syn Eve Fletcher, rozwódki pracującej w Centrum Seniora, idzie na studia. Eve miota się między poczuciem, że jej życie się skończyło, skoro mały, puchaty synek już jej nie potrzebuje a chęcią zrobienia wreszcie czegoś tylko dla siebie. Wybiera kurs pisania, bo nie jest w stanie wymyślić nic bardziej wyrafinowanego; zapomniała, jak to jest mieć marzenia i czegoś pragnąć. Na kursie poznaje ciekawą grupę ludzi, daje jej też do myślenia obserwacja swojego najbliższego otoczenia - przyjaciółki w szczęśliwym związku, współpracowniczki-lesbijki czy starszego dżentelmena, który już stracił poczucie obciachu i zajmuje się w miejscach publicznych tym, co lubi (oglądanie pornografii i masturbacja). Absurdalnie, to właśnie pornografia staje się dla Eve narzędziem do poznania siebie; obserwując innych ludzi uprawiających akty erotyczne, próbuje sprawdzić, czego by chciała i kim chciałaby być. Nie o skandalizowanie jednak chodzi (chociaż jest nagość i skreślanie różnych osiągnięć z listy), a o radzenie sobie z samotnością i poczuciem braku sensu. Finał ostatniego odcinka przewrotnie przechodzi od ewolucji bohaterki do początku.
Nieco odklejonym, ale bardzo ciekawym wątkiem, są początki Brendana na studiach. Jest zachwycony faktem, że wreszcie uwolni się od nadopiekuńczej matki, którą niespecjalnie szanuje; woli ojca, ten jednak ma już nową rodzinę i wielokrotnie zawodzi pierworodnego. Gwiazda liceum - sportowiec i obiekt pożądania, chociaż palant - nagle musi zacząć się uczyć samodzielnie, bo jak nie umie, to nie tutaj już nie dowygląda, a dodatkowo poza naprawdę przypadkowymi podrywkami i znajomościami nikt z nim się nie chce kumplować. Poznaje Chloe, zaangażowaną, inteligentną dziewczynę i nawet nie że próbuje, ale rzeczywiście jest miły, zaangażowany i zafascynowany. Do czasu. To rzadka okazja obserwowania protagonisty (no, w połowie) serialu, który niesympatyczny i autentycznie dziwi, że coś mu się jednak udaje.
Oczywiście czekam na drugi sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 26, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Moritz czeka na powrót Lisy, która spędziła rok w Stanach; niestety po przerwie dziewczyna już nie jest nim zainteresowana - podtekst jest taki, że odkryła rekreacyjne narkotyki i woli towarzystwo przystojnego dealera Daniela niż nerda Moritza. Niewiele myśląc (to, jak się łatwo domyślić, jest modus operandi nastolatka), Moritz wpada na pomysł, że wykupi wszystkie narkotyki dostępne w miasteczku, co pogrąży Daniela, a zachwycona Lisa łyknie kolorową tabletkę i wpadnie mu w ramiona. Tyle że nie, jak łatwo się domyślić. Ponieważ Moritz podebrał pieniądze ze wspólnego konta, które prowadził z Lennym, niepełnosprawnym fizycznie, acz wysoce sprawnym intelektualnie programistą, musi sprawnie pozbyć się narkotyków. Wspominałam, że ojciec Moritza to policjant, który bardzo chce zlikwidować rosnący handel narkotykami? Oraz że serial jest niemiecki (czytaj: nie biorą zakładników)?
Jest nieprzewidywalnie i zabawnie mimo rosnącej spirali zbrodni, realia informatyczne są odrobione bez zarzutu, a dodatkowo fabuła przeplatana jest mockumentary, w którym bohaterowie opowiadają o przygotowaniach do produkcji serialu z Netflixem. Ciekawie wypada porównanie z sielskim (choć nie stroniącym od pokazywania przemocy) “Sex Education”.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 20, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
"Safe and Sound" (9) / “Foster, jesteś martwy” ze zbioru “Czysta gra”. Zacznę od opowiadania, bo bardziej do mnie trafiło. Epoka paniki antynuklearnej. Mike Foster marzy o schronie przeciwatomowym, żeby zaimponować kolegom, niestety jego ojciec jest przeciwko, wyjaśniając, że to wielkie korporacje strachem napędzają gospodarkę, zmuszając do regularnych zakupów i wymiany przestarzałych schronów, nawet kosztem zadłużenia. Mały jest załamany, zwłaszcza że nie może korzystać wraz z innymi dziećmi ze schronu, ponieważ jego ojciec nie opłaca składek; presja rówieśników, te sprawy. Całość ma dobrze wyważony miks między zamożnością (ojca nie stać na drogi wydatek) i poglądami politycznymi. Epizod serialowy wygrywa nutę spiskową - Foster z zaangażowaną politycznie matką przyjeżdża z enklawy wolności do ściśle kontrolowanej strefy, gdzie nastolatka musi przechodzić przez upokarzające kontrole, bo nie ma Dexa - drogiego urządzenia rejestrującego i pozwalającego na wolny wstęp do schronu w czasie testowych alarmów antyterrorystycznych. Matka jest przeciwko zakupowi z przyczyn ideowych, córka jednak z pomocą świeżo poznanego kolegi włamuje się na konto matki i autoryzuje zakup. Luksusowe urządzenie plus wsparcie sympatycznego głosu pomocy technicznej zmienia jej pozycję w szkole do czasu, kiedy dane zebrane przez Dex sugerują możliwość ataku terrorystów i tylko Foster może temu zapobiec (bpmljvśpvr avr, złbqn wrfg znavchybjnan cemrm Młą Xbecbenpwę, xgóen pupr cemrsbefbjnć wrfmpmr oneqmvrw btenavpmnwąpr jbyabść hfgnjl).
"The Father Thing" (7) / “Niby ojciec” ze zbioru “Czysta gra”. Tutaj fabuła serialu i opowiadania są w zasadzie identyczne - syn odkrywa, że jego ojciec został zastąpiony kimś innym (morfującym obcym), próbuje więc uratować siebie i matkę, bo spodziewa się, że ich też czeka ten los. W serialu dodatkowo pojawia się wyjaśnienie, skąd się wzięli obcy i że inwazja ma charakter globalny.
"Impossible Planet" (2) / “Niemożliwa planeta” ze zbioru “Impostor”. Tak jak w “Black Mirror” był ciepły i pozytywny epizod “San Junipero”, tak tutaj historia Irmy, prawie 300-letniej damy, która wynajmuje dwóch szemranych przewodników, żeby polecieć na opuszczoną dawno Ziemię, to taki pluszowy okład na serduszko. Ziemi oczywiście już nie ma (albo nie wiadomo, gdzie jest, co skądinąd jest ciekawe, że można zgubić koordynaty planety przez kilkaset lat), panowie wybierają więc podobną planetę, licząc na to, że głucha staruszka nie ogarnie, a sowite wynagrodzenie pobiorą i wrócą po rundce dookoła planety. Mimo sprzeciwu jednego z przewodników, drugi zgadza się na lądowanie na planecie, mimo że nie ma już Karoliny i wodospadów, w których dziadek i babka Irmy kąpali się nago. W opowiadaniu o identycznej fabule brakuje pointy - Irma po przybyciu na planetę umiera, android znika z nią w falach, zaś jeden z pilotów znajduje monetę z łacińskim napisem, co sugeruje, że to jednak mogła być zapomniana i zniszczona Ziemia.
"The Commuter" (9) / “Podróżny” ze zbioru “Impostor”. Ed, pracownik stacji kolejowej zostaje poproszony o sprzedać biletu do nieistniejące stacji Macon Heights. Kiedy wskazuje, że na linii nie ma i nie było takiego przystanku, pasażer znika. Zaciekawiony Ed wybiera się na przejażdżkę i odkrywa, że ludzie wyskakują z pociągu; wraz z nimi dociera do sielskiego miasteczka. Tu serial i opowiadanie się rozjeżdżają: w wersji książkowej rzeczywistość alternatywna oddziaływuje na świat “właściwy” w ten sposób, że Ed wraca do ukochanej i odkrywa, że ma z nią syna. Serial idzie głębiej - Ed ma zaburzonego paranoidalnie nastoletniego syna, boi się go, ale kiedy po powrocie z Macon Heights okazuje się, że syna nigdy nie było wbrew wspomnieniom ojca, czuje więc stratę. Wraca do Macon Height, żeby odwrócić zmianę, ignorując sugestie, że nie uszczęśliwi go to.
"Kill All Others" (10) / “Wisielec” ze zbioru “Czysta gra”. W opowiadaniu ludzie ulegają napromieniowaniu (nie wiadomo, przez rząd czy przez Obcych) i stają się potulni. Pracujący w piwnicy mężczyzna wychodzi wieczorem i wpada w panikę, bo widzi człowieka powieszonego na słupie. Usiłuje zaalarmować otoczenie i władze, ale zamiast tego zostaje aresztowany i skazany przez powieszenie. W serialu zabrakło wyjaśnienia przyczyn otępienia 99% społeczeństwa, które nie reaguje na wypowiedzi przedstawicielki jedynej rządzącej partii, że trzeba zabić wszystkich obcych. Dołączono za to wyjęte z opowiadania “Ucieczka” natarczywe i wszechobecne reklamy, niespecjalnie sensownie.
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 16, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[Notkę podzieliłam na dwie, bo się zrobiła potężna.]
”Electric Dreams” to seria epizodów - ekranizacji opowiadań Philipa K. Dicka, wybranych dość losowo. Wzrokowo fantastyczne, uwspółcześnione (bo większość z nich to wizja przyszłości z lat 1950-1960), czasami mniej niż bardziej wierne zamysłowi autora. Kolejność epizodów na Amazon Prime jest inna niż ta z Wikipedii, ale nie przypuszczam, żeby miało to jakieś znaczenie.
"Real Life" (4) / “Eksponat” ze zbioru “Czysta gra”. Policjantka Sarah (Anna Paquin) walczy z traumą po akcji, w której zginęło jej kilkunastu kolegów. Żona proponuje jej wirtualne “wakacje”, dzięki którym odpocznie. Nie do końca to się udaje, bo “na wakacjach” Sarah żyje życiem George’a, biznesmena, którego żona została brutalnie zabita. George z kolei ucieka w wirtualną odskocznię do życia Sarah, gdzie jego żona nie zginęła. Które z nich żyje prawdziwym życiem, a które jest we śnie? (Odpowiedź jest prosta, an jvqbx Naal Cndhva glyxb pmrxnłnz, nż pbś wą mrżer). W opowiadaniu George, narrator, jest historykiem, zajmującym się XX wiekiem oraz kuratorem wystawy z epoki. Zirytowany zachowaniem współpracownika, wchodzi na wystawę i wtem znajduje się w latach 50 ubiegłego wieku, w małym domku z żoną i dwoma synami, nagle przypominając sobie, że to jest jego prawdziwe życie. Podobnie jak w serialu, w finale wybiera, gdzie chce zostać i musi radzić sobie z konsekwencjami.
"Autofac" (8) / “Autofab” ze zbioru “My zdobywcy”. Po konflikcie nuklearnym niedobitki ludzkości są zasypywane przez zautomatyzowane dostawy autonomicznej fabryki, działającej teoretycznie dla ich dobra, a praktyce rabunkowo eksploatującej pozostałe resztki zasobów. Celem małej grupy ludzi jest zniszczenie systemu sterowania fabryki. W opowiadaniu pointa jest pesymistyczna - fabryka na tyle wyewoluowała, że stała się niezniszczalna, serial zaś idzie w inną stronę - definiuje idealnego konsumenta i sposób jego uzyskania (z elementami znanymi z “Blade Runnera”). Oczywiście zmienia się technika - w pierwotnej wersji są ciężarówki, walec z papierem i ołówkiem do zaznaczenia typu problemu z towarem i robot z nagraną taśmą, w serialu są drony, włam do formularza kontaktu z klientem czy autonomiczna jednostka samoucząca.
"Human Is" (6) / “Człowiekiem jest” ze zbioru “Impostor”. Fabuła opowiadania i serialu jest podobna - oschły i nieprzyjemny wojskowy (Bryan Cranston) wyrusza na łupieżcą wyprawę na inną planetę, zostaje zaatakowany przez broniących się mieszkańców, ale cudem udaje mu się wrócić. Żona (Essie Davis) odkrywa, że jej mąż jest innym człowiekiem - sympatycznym, czułym, wrażliwym i dobrym, niestety odkrywa to też wojsko i stawiają delikwenta przed sądem, ponieważ został zasiedlony obcą, pasożytniczą jaźnią. Od zeznań żony zależą jego dalsze losy. Serial i opowiadanie różnią się jednak wymową - w serialu jest znacznie dramatyczniej, ale jest i miejsce na wklejenie scen orgii, na które ukradkiem udaje się zaniedbywana żona.
"Crazy Diamond" (4) / “Ucieczka” ze zbioru “Czysta gra”. Fabuła odcinka jest dilerska - jest jakieś laboratorium, w którym hodowane są dusze (“jednostki świadomości”) w kilku odmianach, które są wszczepiane komuś (androidom? ludziom bez dusz? Jak w innych odcinkach była czasem łopatologiczna ekspozycja, tak tu zabrakło). Pracownik laboratorium (Buscemi) mieszka w domu na wybrzeżu, narażonym na rychłą erozję, więc szuka opcji, żeby się wynieść w lepsze miejsce, remontuje łódź, te sprawy. Kiedy trafia do niego sprzedająca polisy na życie Jill (zasilana “jednostką świadomości”), decyduje się na kradzież “dusz” i sprzedaż ich na czarnym rynku (a konkretnie w lesie, jakimś dziwnym ludziom poza systemem, którym te jednostki są nie wiadomo na co). A że przy okazji wchodzi w bliższe stosunki z Jill, jego żona odczuwa sporą irytację. We wszystko jest, wpleciony nieco od czapy, wątek błyskawicznej degeneracji jedzenia i zmuszania ludzi do coraz częstszych zakupów przy zakazie własnej uprawy. Opowiadanie jest znacznie mniej skomplikowane (i w zasadzie o czymś innym) - bohater nienawidzi wszechobecnych, natrętnych reklam i chce się wynieść gdzieś w okolice Proximy, gdzie pionierskie życie, tyle że żona niespecjalnie. Kiedy do domu ładuje mu się natrętny robot i zmusza do zakupu swoich usług, mężczyzna ucieka przed robotem rakietą i powoduje wypadek, żeby natręta zabić. Nieskutecznie.
"The Hood Maker" (8) / “Twórca kapturów” ze zbioru “Impostor”. Bliżej nieokreślona przyszłość (w trakcie akcji pojawia się wspomnienie o nieistniejącym już Internecie i braku prywatności w social media) w państwie policyjnym. Władze uzyskują współpracę telepatki Honor (szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego się na to zgodziła, zwłaszcza że telepaci są znienawidzeni w społeczeństwie, a i sami telepaci władzy co najmniej unikają) w celu infiltracji demonstrantów. Podczas zamieszek zostaje aresztowany mężczyzna w kapturze, który ma właściwości blokady telepatii i uniemożliwia odczytywanie myśli noszącego. Policjant i Honor szukają tajemniczego projektanta kapturów, który stanowi zagrożenie dla władzy, jeszcze większe niż telepaci. Finał jest niejednoznaczny (cbyvpwnag glyxb hqnjnł flzcngvę, n anjrg hpmhpvr, qyn gryrcngxv j pryh ebmjvąmnavn mntnqxv gjóepl xncgheój; svanyavr qmvrjpmlan fgbv cemrq qrplmwą, pml tb hengbjnć joerj jbyv cbmbfgnłlpu gryrcngój, ebmpmnebjnalpu qb jłnqml, pml cbmjbyvć zh mtvaąć) i też nie do końca wyjaśnia się miejsce telepatów w społeczeństwie - teoretycznie są prześladowani (przerażająca scena, jak degenerat każe czytać telepatce ze swojego umysłu, jak ją będzie krzywdził), ale nagle stanowią mega-jaźń o nadludzkich umiejętnościach.
Opowiadanie ma logiczniejszą strukturę - telepaci (efekt mutacji popromiennej u dzieci żołnierzy, Madagaskar 2004) wspierają rząd, wychwytując nielojalnych obywateli. Ktoś zaczyna rozsyłać ludziom blokujące odczyt myśli kaptury, dzięki czemu władze docierają do ich twórcy tuż po tym, jak twórca pozwala przeczytać swój umysł telepacie z katastrofalnymi dla telepaty (a zatem dla wszystkich telepatów) skutkami.
#17 1/2
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 11, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rozmach i skala miniserialu oddają skalę tragicznej awarii elektrowni atomowej z 1986 roku, kiedy to z niewiadomych przyczyn wybuchł jeden z reaktorów, rozsiewając finalnie po sporej części Europy substancje promieniotwórcze. Zaczynając od technicznego nieprzygotowania załogi i ludzkiej ułomności, ukrywania przez ówczesną władzę wad konstrukcyjnych reaktora, niewystarczających urządzeń (dokładny dozymetr schowany w sejfie, na co dzień używane urządzenia o małej skali), radzieckiej polityki dezinformacji i zamiatania pod dywan czy wreszcie braku precedensu w naprawianiu skutków awarii o takiej skali, to wszystko składa się na dramatyczną sekwencję wydarzeń, emocjonującą jak najlepszy thriller. Pomijając dobrze odrobioną część techniczną (mozolne dochodzenie do przyczyn awarii), to opowieść o kosztach prawdy, która miała ochronić kolos na glinianych nogach (ZSRR), a które finalnie ponieśli zwykli ludzie - strażacy, przekonani, że gaszą zwykły pożar, pracownicy, którzy zamiast zwykłej dniówki zarobili śmiertelną dawkę promieniowania czy mieszkańcy wysiedleni na zawsze (nie wspominając o trudnych do zbadanie skutkach dla populacji Europy). W poszczególnych odcinkach zmienia się perspektywa - od tragedii w skali mikro (śmierć strażaków w wyniku choroby popromiennej) do skali makro (wpływ awarii na politykę i naukę). Realia epoki - doskonałe, zupełnie ignoruję przy tym fakt, że wszyscy mówili po angielsku, taka konwencja.
Mimo że emocjonujący, dla mnie to zdecydowanie nie jest najlepszy serial 2019. Może przemawia moja niechęć do paradokumentów, może przeszkadzały mi rozjazdy fabuły serialu ze źródłami, nie wiem. Warto obejrzeć mimo drastyczności (sceny zabijania zwierząt, które mieszkańcy musieli zostawić podczas ewakuacji to jeden z bardziej przerażających momentów serialu), ale raczej jednorazowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 23, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj