Kategoria:
ogladam
Czym lub kim jest Obcy na Solaris - inteligentnym oceanem, blobem generującym losowe zdarzenia, które tylko do złudzenia przypominają rzeczy, jakie obserwują badacze, bogiem czy wreszcie wysoce rozwiniętą jednoosobową cywilizacją, którą eksperymentuje na ludziach - to się nie wyjaśnia, mimo mnóstwa literatury, zacytowanej przez narratora w ciągnącej się przez całą książkę ekspozycji[1]. Narrator, Kris, przylatuje na Solaris jako kolejny członek ekspedycji. Na miejscu zastaje chaos, jeden z badaczy nie żyje, pozostałych dwóch bunkruje się w swoich kwaterach i jest z nimi słaby kontakt. Szybko okazuje się, dlaczego - “coś” tworzy realnie wyglądające fantomy na bazie utajonych wspomnień mieszkańców stacji. Zmarły Gibarian prawdopodobnie ostatnie chwile spędził z wielką czarną kobietą, zaś Kris dostaje towarzystwo Harey, swojej narzeczonej, która 10 lat wcześniej po kłótni popełniła samobójstwo. Wie, że to nie ona, jej wspomnienia są tak naprawdę jego wspomnieniami, sukienka nie ma guzików, ale to byt czujący i uczący się, który cierpi, kiedy oddala się od swojego człowieka.
Pada tu dużo pytań - co robić z fantomami, czemu powstały, jaki jest ich wpływ na bohaterów (tu mamy tak naprawdę tylko punkt widzenia Krisa, a nie pozostałych badaczy), co jest realne, a co nie, czy krótkotrwałe miraże rzeczywiście istnieją - ale dla mnie to przede wszystkim odkrywcze podejście do kontaktu z czymś na tyle odmiennym, że nieogarnialnym. Nie darmo pojawia się tutaj pojęcie ułomnego boga, istoty wszechmogącej, która nie jest w stanie wyjść poza swoje ograniczenia i z pozyskanych od ludzi wspomnień buduje fantomy, w założeniu jako nagrodę, ale postrzegane jako kara przez ludzi. Autor dość cynicznie podsumowuje też granice ludzkiego poznania: “Tymczasem, tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun, albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster”.
Obejrzałam też klasyczną ekranizację Tarkowskiego, nie zachwyciła z dwóch względów - po pierwsze jest absolutnie niezrozumiała bez lektury książki, po drugie sztafaż - siatkowe podkoszulki, skórzane kurteczki i obraz Bruegela na stacji kosmicznej (nie wspominając o marmurowych popiersiach). I dłużyzny, bo to ta szkoła, co to walkę wewnętrzną bohatera pokazuje, filmując przez kilka minut przyrodę. Oraz obowiązkowo półnaga Harey, bo nic tak nie pokazuje najlepiej wskrzeszenia fantoma, jak goły biust pod mokrą koszulą. Czy ja chcę ekranizację Soderbergha?
[1] Jakkolwiek doceniam geniusz pomysłu autora, tak forma książki się zestarzała. Jest zwyczajnie nudna, przebijanie się przez kolejne cytowane pozycje biblioteki Solaris mnie zmęczyło i nie dawało radości odkrywania. Może jestem plot junkie, ale dałoby się to zgrabniej napisać teraz. Taki Mieville potrafi bez didaskaliów.
Inne tego autora.
#105
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 29, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zacznijmy od jednej, najważniejszej rzeczy - czemu, na litość, tytułowego Pingwina gra oblepiony charakteryzacją Colin Farrell w fatsuicie? Nie że gra źle, bardzo dobrze gra, ale czemu akurat ktoś, kogo trzeba zmienić nie do poznania?
Batman w serialu pojawia się dwukrotnie - na początku wspomniane jest, że pomaga ratować mieszkańców Gotham po katastrofie i w finale widać na niebie znak nietoperza, również w finale pada imię Seliny Kyle. Ale cała akcja dotyczy ścieżki kariery Oswalda Cobba, zwanego przez lubiących go Ozem albo przez nielubiących Pingwinem, ze względu na walory zewnętrzne i charakterystyczne utykanie. Zaczynał od roli kierowcy w mafijnej rodzinie Falcone, potem dostał klub i dystrybucję narkotyków. Ale wszystko się zmienia, kiedy niespodziewanie wpada do niego czarna owca rodziny Falcone, Albert. Wszystko się zmienia dla Alberta, bo przegiął i nie wyszedł dobrze na drażnieniu podwładnego. Potem następuje eskalacja, w której bierze udział właśnie wypuszczona z Arkham Sofia Falcone (zarzut wielokrotnego morderstwa) oraz rodzina Maroni. I Victor, pewien pechowy złodziej części samochodowych.
No dobrze, poza przebraniem głównego aktora, problem mam taki, że niespecjalnie widzę sens osadzenia mafijnych porachunków w uniwersum Batmana oraz absolutnie wszystkie postaci (poza Victorem) są obrzydliwe, złe i psychopatyczne, więc od połowy sezonu miałam w głowie myśl, kiedy wreszcie się wszyscy wzajemnie wystrzelają. Ale niestety, dociągnęli sezon do końca i zostawili nierozwiązane wątki. I jako że nie jest to zły serial, tylko nie w moim guście, to pewnie kolejny sezon obejrzę, jak będzie. Albo i "Batmana" z 2022.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 26, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dick Turpin (Noel Fielding) jest intelektualistą i weganinem, dlatego niespecjalnie garnie się do pracy w rodzinnej rzeźni. Nie jest dziwne, że kiedy ma opcję, wybiera karierę rozbójnika, zbiera bandę i zaczyna kulturalnie łupić na gościńcach. Niestety, zajęcie jakkolwiek satysfakcjonujące i dające sławę, naraża go na konflikt z prawem, gniew Syndykatu Zbrodni oraz bliski kontakt nie tylko ze światem przestępczym, ale i nadprzyrodzonym.
Dawno się tak szczerze nie obśmiałam; uwielbiam absurdalny brytyjski postmodernistyczny humor, zwłaszcza zestawiony z baśniową scenerią. Klimatycznie nazwałabym to crossoverem “Our Flag Means Death” z “Black Books” - groteska przeplatana gore, ale z brytyjską klasą. Świetny drugi plan - Diane Morgan, Tamsin Grieg, Greg Davies, Joe Wilkinson, Natasia Demetriou; miałam wrażenie, że grają wszyscy znani. Ma jedną wadę - tylko jeden sezon, tylko 6 odcinków, mam nadzieję, na kolejne.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 18, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Był już kiedyś inny serial o tym tytule, bez związku.
Przylatują Obcy. Ale nie że wszyscy się zbroją na ich przyjście i następuje powitanie. Nie, Obcy znienacka pojawiają się w wielu miejscach globu, odcinają łączność i zasilanie, niszczą satelity, z nieba lecą płonące szczątki, wszędzie chaos, do tego pojawiają się nadludzko sprawne istoty, które skutecznie zabijają ludzi. Narracja tych wydarzeń podawana jest w skali mikro - cztery (początkowo pięć[1]) grupy osób: rodzina Malików w kryzysie związku; Mitsuke, specjalistka łączności JASA, która straciła kontakt z właśnie wysłaną rakietą pasażerską z ukochaną osobą na pokładzie; Cole, dowódca misji wojskowej w Afganistanie; grupa dzieci na szkolnej wycieczce z punktu widzenia outsidera Caspera. Początkowo nic się nie spina, jest koniec świata, jaki znaliśmy, every man for himself, ale już pod koniec pierwszego sezonu mniej więcej wiadomo, jak walczyć z obcymi i zawiązują się światowe sojusze. Są zwycięstwa, są porażki, bohaterowie wszystkich wątków dążą oczywiście do spotkania i w finale trzeciego sezonu to dzięki nim świat zostaje uratowany. Chyba że będzie czwarty sezon i jakieś niedobitki Obcych wrócą.
To nie jest zły serial, ale też nie wybitny. Bardzo podoba mi się oszczędne operowanie informacjami o tym, co się dzieje - wiemy tyle, ile “zwykli” ludzie, nie znamy motywacji ani nie ma “szefa” Obcych, który czegoś żąda. Następują całkiem ciekawe próby komunikacji, oczywiście działa to w dwie strony - ludzie szukają słabych punktów atakujących, atakujący rozpoznają słabości ludzkości. Do tego serial jest bardzo ładny wizualnie, trochę straszno, trochę fascynująco. Wadą jest powolne tempo - w zasadzie cały pierwszy sezon to wstęp, kolejne kończą się cliffhangerami i w pewnym sensie resetem fabularnym. Trochę przeszkadza mieszanie twardego sf z pewną magicznością, oczywiście może to zwyczajnie zaawansowana technika, ale czasem miałam wrażenie, że wprowadzane są rozwiązania mocno życzeniowe i nielogiczne. Na plus - świeża, bardzo zróżnicowana etnicznie obsada; mimo że produkcja amerykańska, mówią nie tylko po angielsku!
[1] To realizacyjnie serial z przygodami, między pilotem a pierwszym sezonem zdarzył się COVID. W pilocie pojawia się małomiasteczkowy szeryf (Sam Neill), który szuka zaginionych w ostatnim dniu przed emeryturą i już z tych poszukiwań nie wraca. Wygląda na wątek, który miał być dłuższy; chyba w drugim sezonie pojawia się już tylko ta lokalizacja i wyjaśnienie, bez szeryfa.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 12, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sylvia (Rose Byrne) dowiaduje się, że jej dawny przyjaciel Will (Seth Rogen) się rozwiódł; kontakty między nimi się ochłodziły, bo Sylvia nie cierpiała z wzajemnością jego już byłej żony. Wszystko ich różni - Sylvia zajmuje się domem i trójką dzieci, odłożyła swoją karierę prawniczki na półkę. Will prowadzi bar, gdzie sprzedaje samodzielnie warzone piwo, dodatkowo od rozwodu żyje chwilą. Spotykają się, na początku jest niezręcznie, ale oboje szybko odnajdują to, co ich łączyło - zaufanie i przestrzeń do tego, żeby być sobą. Sylvia widzi, czego jest przez lata stabilizacji zabrakło, Will zaczyna odczuwać niepokój, bo jemu z kolei brakuje jakiekolwiek stałości. Na ożywieniu kontaktów cierpi przede wszystkim mąż Sylvii, Charlie, mimo że wie, że przyjaźń nie jest zagrożeniem dla ich związku (patrz tytuł), ale boi się zbytniego zaangażowania żony poza domem i że kiedy para przyjaciół jest razem, wyzwala się chaos.
To bardzo pogodna, szalona i czasem krindżowa opowieść o przyjaźni, gdzie ulubionym sposobem na odreagowanie problemów są używki i impreza (bądź przewracanie elektrycznych urządzeń mobilnych), ale czasem pojawia się coś głębszego. Polubiłam Charliego, mimo że jest prawnikiem, ale takim mocno sympatycznym i szczeniaczkowatym. Na drugim planie pojawia się trochę szydery z współczesności LA - prowadzenie motywacyjnego podcastu, ruch woke i upadek idoli czy wielkie korporacje kontra rzemieślnicy. Niekoniecznie, ale bywa zabawne.
(Wróciłam z wakacji, będą zdjęcia i książki, bo było leniwie).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 8, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
”Asteroid City” to postmodernistyczna opowieść o pisaniu i realizacji sztuki teatralnej o kontakcie z Obcymi, przeplatana “realnymi” wydarzeniami z lat 50. Na pustynię, do małej wojskowej placówki ustanowionej w miejscu upadku asteroidu przez tysiącami lat, zjeżdżają się utalentowane dzieci, żeby dowiedzieć się, które z nich wygrało w konkursie wynalazków. Przyjeżdżają też ich rodzice i opiekunowie, mniej może zainteresowani konkursem, ale każdy ze swoją historią; losy bohaterów przecinają się czasem z losami aktorów sztuki (ale narrator pojawia się w retrofuturystycznej scenografii absolutnie przez pomyłkę!). Dużo absurdu i umowności, przezabawne zestawienie części realizacyjnej ze slapstikowymi wydarzeniami opisywanymi w sztuce, doskonała obsada (Cranston, Swinton,Johansson, Hanks, Norton, Brody, Hawke, Carell, Dillon, Dafoe, Robbie, Goldblum i inni) i prześliczna, pastelowa scenografia.
Jakiś czas temu obejrzałam też utrzymaną w podobnej konwencji ekranizację opowiadania Roalda Dahla. Tytułowy Henry Sugar, leń i utracjusz, nie przepracował w życiu jednego dnia do chwili, kiedy usłyszał historię o pewnym Hindusie, który widział bez udziału oczu, niestety lekarze nie zdążyli go zbadać, bo umarł. Na podstawie opisu Sugar poznaje metodę, pozyskaną przez Hindusa od pewnego jogina i po latach ciężkiej pracy zaczyna widzieć rzeczy niewidoczne, w jego przypadku awersy kart w kasynie, co daje mu możliwość wygrywania pieniędzy.
Treść jest typowa dla autora, ale jak to jest zrealizowane. Estetyka Andersona, fantastyczne dekoracje z kartonu, które w szalonym tempie składają się jak domek z kart, żeby przejść do kolejnej sceny, wreszcie aktorzy - Cumberbatch, Kingsley, Ayoade, Fiennes.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 20, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Matt Remick (Rogen) zostaje wtem głównym producentem studia filmowego Continental, bo jego dotychczasowa szefowa (O’Hara) została nagle zwolniona. Obiecuje sobie wiele - chce być najlepszym szefem, również dla swoich kolegów, robić artystyczne i ambitne kino, a dodatkowo mieć same kasowe sukcesy. Problem w tym, że szybko dowiaduje się, że to nie jest tak, że on decyduje, tylko szef studia, reklamodawcy, marketing i strategia sprzedaży oraz różne drobne i grubsze układy, o których nie wiedział. Zamiast potencjalnie oscarowego filmu Scorsese o masakrze w Jonestown, dostaje do wyprodukowania superbohaterski film o napoju Kool-Aid. Z głęboko emocjonalnego i artystycznego filmu Rona Howarda ma wyciąć najważniejszą scenę, bo jest za długa i znudzi widzów. A, oprócz tego Matt chce być lubiany i żeby wszyscy szanowali jego pracę, w czym nie pomaga to, że jest raczej fajtłapą i nawet jeśli chce dobrze, to wychodzi jak zwykle.
Jaki to pyszna, acz jednocześnie straszliwie krindżowa satyra na współczesne Hollywood. Widać, że Rogen zebrał wszystkich krewnych i znajomych królika, a do tego samą śmietankę świata filmowego (wspomniany Scorsese, Buscemi, Wilde, Zoe Kravitz), czasem obsadzając ich w rolach absolutnie poza dotychczasowym emploi (Bryan Cranston w finałowym odcinku!). Bywa grubo - analiza potencjału trailera ze sceną eksplozji defekacyjnej jest trudna do zapomnienia, a chwilę później Matt żebrze o uznanie dla swojej profesji u lekarzy-onkologów. I jeszcze wszystko jest profesjonalnie zaprojektowane, nakręcone (w konwencji noir, kiedy szukają zaginionej rolki filmu czy jako mastershot, kiedy kręcą film w jednym, długim ujęciu). Obśmiałam się jak norka, ale też zestresowałam, bo ja zawsze empatycznie reaguję, jak widzę, że ktoś robi głupie rzeczy i oczekuje sukcesu.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 15, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mały samolot czarterowy leci z Gwatemali do Houston, na pokładzie jest 10 osób - pilot, stewardesa i 8 pasażerów. Wtem okazuje się, że lot nie przebiega prawidłowo; gorzej, pilot nie panuje nad samolotem, nie ma łączności, nagrywa ostatnią wiadomość, licząc na to, że złapie sygnał i spada w dżunglę. W upadku ginie stewardessa, pilot jest ciężko ranny, ale pasażerowie poza drobnymi kontuzjami nie ucierpieli. Jak się potem okazuje, wylądowali z dala od trasy, pośrodku niczego, nikt nie wie, gdzie są i nikt ich nie uratuje. Tyle że nie do końca - dramatyczne próby utrzymania się pasażerów przy życiu (woda, jedzenie, opieka medyczna, bezpieczeństwo) przerywają migawki pokazujące, że ktoś robi krecią robotę. Chwilę później to już ewidentne - ginie pierwsza osoba. W drugim wątku pokazane są wydarzenia 10 dni później, kiedy do pobliskiej bazy wojskowej zostaje odtransportowanych 9 ciał. Kogoś brakuje, pytanie kogo.
Wartka akcja, nieoczywiste zwroty akcji, już bardziej oczywiste nawiązania do “Lost” - mamy na pokładzie lekarza, konieczność operacji, walkę o broń i zasoby, próbę uruchomienia nadajnika na pobliskiej górze dla złapania zasięgu, podział na frakcje czy tortury jednej z osób podejrzanych o działanie na szkodę grupy. W przeciwieństwie do “Lost”, nie ma tu żadnych nadnaturalnych rozwiązań, jest strategicznie zaplanowana akcja i wyjaśnienie jest zupełnie akceptowalne. Nie wytypowałam osoby zabójcy, chociaż dość szybko domyśliłam się, co chce osiągnąć. Nie do końca przemawia do mnie problem z identyfikacją zwłok, nawet w znacznym stopniu rozkładu, bo nie trzeba specjalnej wiedzy, żeby odróżnić mężczyznę od kobiety, osobę młodą od starszej, szczupłą od tęgiej czy wreszcie białą od czarnej.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 9, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie wiem, co tu się stało, ale mimo doskonałych warunków brzegowych - świetna książka jako baza scenariusza, Andrew Scott w głównej roli i przepiękne włoskie plenery - serial to niewypał. Nie zrozumcie mnie źle - jest doskonale nakręcony, bardzo artystycznie (czarno-biały), świetnie zagrany i jeśli nie oglądałyście filmu z 1999 (z Damonem, Law i Paltrow), to nawet bym polecała, zwłaszcza dla ultrafanek Scotta. Ale znając książkę i poprzednią ekranizację, jest to produkcja całkowicie zbędna i nic nie wnosząca, typowy vanity project. Gorzej, ta wersja odziera oglądanie z emocji - tak, jak wcześniej było widać, że Ripley został skrzywdzony, a działanie w afekcie spowodowało konieczność eskalacji, tak tutaj od początku wiadomo, że Ripley to cyniczny cwaniak, a wpada zwyczajnie przez arogancję i głupotę. I na koniec - jaki to snuj, 8 odcinków wypełnionych częściowo watą, bo akcji jest maksymalnie na 4. Ale przecież trzeba pokazać kilkanaście razy, jak bohater idzie po niekończących się schodach w czasie rzeczywistym i go to męczy (zaskoczenie) albo przez cały odcinek wlecze zwłoki z miejsca na miejsce. Niekoniecznie.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 6, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ekskluzywnym domu spokojnej starości troje mieszkańców zajmuje się metodycznym rozpykiwaniem nierozwiązanych spraw, odłożonych lata temu ad acta. Aktualnie usiłują wyjaśnić, czy młoda dziewczyna została wypchnięta z okna przez włamywacza, a jej narzeczony, który zbrodnię odkrył, niedługo potem zniknął bez śladu. Do tego potrzebują fachowca od medycyny i wtedy pojawia się nowa lokatorka, dawniej pielęgniarka. Oprócz sprawy archiwalnej zaczynają prowadzić śledztwo w sprawie zamordowania jednego z fundatorów domu, tym bardziej, że drugi rozpoczyna starania o wysiedlenie wszystkich, a teren chce przeznaczyć pod intratną inwestycję. Starsi państwo, a zwłaszcza Elizabeth, kobieta z przeszłością, sprawnie manipulują policją i korzystają z dostępnych zasobów, żeby kierować dochodzenie na właściwe tory. Jak się łatwo domyślić, sprawa prowadzi w przeszłość i za jednym rzutem udaje się wyjaśnić obie tajemnice, ale - niestety - to zwycięstwo raczej gorzkie, bo sprawa przed lat doprowadziła do aresztowania kogoś, kogo dobrze znali. Niby komedia z ogromną ilością sarkastycznego humoru i błyskotliwych dialogów, ale koniec raczej minorowy.
Pomijając wszystko - obsada! Helen Mirren, Ben Kingsley, Pierce Brosnan, Jonathan Pryce, Tom Ellis (również półnago) czy David Tennant. Są też wady - niby rzecz się dzieje współcześnie, ale trochę w Nibylandii. Jednym z podejrzanych jest Polak, Bogdan, który nie może wrócić do chorej matki w Polsce, bo mu zabrano paszport. Serio? Brak dokumentów ogarnia się w pół dnia w ambasadzie, przerabiałam z sukcesem. Ale poza takimi drobnymi kiksami, to bardzo sympatyczny kryminał, z klimatem w stylu Agathy Christie.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 3, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj