Kategoria:
ogladam
David mieszka w nijakim pensjonacie, bo zarobione w fabryce pieniądze oszczędza, żeby zapewnić matce godny dom opieki. Jest cudownym synem - co piątek wychodzi z pensjonatu i jedzie spędzać z nią weekend, nie bierze urlopów ani wakacji, rezygnuje z życia towarzyskiego i spotkań z dziewczętami. Jego przyjaciel Wes i zakochana w Davidzie Effie bardzo żałują tej jego ascezy i ich zaskoczenie, kiedy odkrywają, że Davida matka nie żyje od kilkunastu lat, a David weekendy spędza w pięknym, elegancko urządzonym domu, jest ogromne. David od ponad dwóch lat żył podwójnym życiem - w tygodniu skromny, żyjący za grosze inżynier-chemik, w weekendy stawał się Williamem Neumaisterem, właścicielem domu, mieszkającym z miłością swojego życia, Anabelle. Owszem, zdawał sobie sprawę, że Anabelle w jego rezydencji nie ma, bo wyszła za mąż za innego, nie była to jednak specjalnie problematyczna sytuacja, bo w końcu odpowie na jego listy, przyjedzie obejrzeć piękny dom i zrozumie, że musi zostawić męża i wrócić do niego. Kiedy zamiast tego oznajmia Davidowi, że właśnie urodziła dziecko, David podejmuje bardziej stanowczą akcję - odwiedza dom ukochanej i wyjaśnia jej, przy mężu, gdzie jest jej miejsce. Zdenerwowany mąż odszukuje Davida w jego skrywanym przed wszystkimi domu, wywiązuje się bójka, w wyniku której mąż ginie. Spokojny pan Neumaister odwozi go na posterunek, wyjaśnia, że nie zna człowieka i że w obronie własnej, ba, uspokaja nawet listownie zbolałą wdowę, po czym... sprzedaje dom i znika.
"Słodka choroba" to świetne studium psychozy. Z boku widać, jak bardzo absurdalne są rojenia Davida, jak w pewnym momencie jego gra staje się przezroczysta dla otoczenia, a mimo to w dalszym ciągu udaje mu się zgrabnymi kłamstwami wyjść z każdej sytuacji. Autorka jest bezlitosna, wszystko od początku jest jasne dla czytelnika, trudno nawet o odrobinę współczucia, raczej narasta poczucie irytacji, że tak długo zbrodniarz nie zostaje wykryty.
O bardzo podobną nutę fabularną oparta jest akcja "Utalentowanego pana Ripley" (filmu, książka podobno bardziej dwuznaczna moralnie). Tom Ripley, biedny nowojorczyk, przypadkiem trafia na ekskluzywne przyjęcie, gdzie omyłkowo jest wzięty za absolwenta Princeton przez bogatego armatora Greenleafa. Armator, biorąc go za kolegę syna, prosi - ze wsparciem 1000 dolarów - o podróż do Europy i odszukanie leniwego delikwenta we Włoszech i namówienie go na powrót do domu. Tom nie waha się, ale już w podróży zaczyna udawać Dickiego Greenleafa, dla którego pieniądze nie grają roli. Niby przypadkiem spotyka poszukiwanego złotego młodzieńca, wyznaje mu wszystko, budząc zachwyt wyrodnego syna; młodzi mężczyźni przypadają sobie do gustu, wielka przyjaźń, wspólne spędzanie czasu i nawet narzeczona Dickiego uważa go za cenny dodatek do ich nieco już sobą znudzonej pary. Tyle że sielanka trwa krótko - kapryśny Dickie znudził się nową zabawką, ma innych kolegów i kiełkujące erotyczne porozumienie między mężczyznami zostaje brutalnie stłamszone przez pogardę Greenleafa Juniora. Wściekły Ripley atakuje Dickiego na łódce i w szale go zabija, czego błyskawicznie żałuje; ukrywa zwłoki i robiąc dobrą minę do złej gry, rozpoczyna szereg działań mających nie dopuścić do wykrycia zbrodni. Korzysta z dokumentów (i pieniędzy) Dickiego, wynajmuje dwa pokoje, między którymi się przemieszcza i przesyła wiadomości, zrywa z narzeczoną zabitego, unikając kontaktu.
Nie wiem, czy to zasługa aktorów (doskonały Damon, niezły Law, śliczny Davenport), ale w przeciwieństwie do "Słodkiej choroby", mimo wszystkich łajdactw i podstępów Ripleya, trudno nie odczuwać współczucia; to nie wyrachowanie, a próba ułożenia życia mimo tego, że się na każdym kroku wali. Śmieszyło mnie tylko nieco, że Włochy (Rzym, San Remo, Wenecja) są tak małe, że wszyscy znajomi co chwila na siebie wpadają.
Inne tej autorki:
#44
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 25, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tak samo jak w pierwszej części, ekipa Strażników ratuje wszechświat. Nawet dwukrotnie. Peter Quill, czasem nawet rozpoznawany jako Starlord, ochrania bardzo ważne ogniwa energetyczne na planecie zarozumiałych ludzi pomalowanych na złoto (i wyglądających jak Paris Hilton, bez względu na płeć) przed dość paskudnym i wytrzymałym pomiotem piekielnym, ale zamiast zebrać owoce swojej pracy musi uciekać, bo Rocket dla zabawy kradnie trochę ogniw. Z jednej strony ścigają ich Złoci ludzie, przezornie sterujący myśliwcami zdalnie z takich sprytnych klęczników, co to kiedyś były modne wśród nerdów, z drugiej pragną dopaść straszliwie szczerbaci Ravengersi pod wodzą Yondu, który wychowywał małego Quilla po porwaniu z Ziemi. WTEM Peter spotyka swojego ojca, który okazuje się bogiem i ma własną planetę oraz rozumną istotę z czułkami, która wyczuwa uczucia (ale - według Draxa, człowieka o aparycji Muru Chińskiego - jest okrutnie brzydka). Jest dużo naparzanek w kosmosie, a w decydującym momencie wchodzi mały Groot z dwoma czerwonymi przyciskami, z których jeden daje 5 minut, a drugi od razu rozwala całą okolicę. Mały Groot jest doskonały, aczkolwiek do końca nie mogłam się zdecydować, czy wolę człowieka-szopa, czy człowieka-sadzonkę.
Oraz widok Davida Hasselhofa jest wart wszystkich pieniędzy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 17, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Inspektor River jest całkiem dobrym śledczym, ale w kiepskim stanie psychicznym od momentu, kiedy ktoś zastrzelił jego partnerkę, sierżant Stevie. Sytuacji nie ułatwia fakt, że Stevie jest cały czas obecna, prowadzi z Riverem dialogi i jest na tyle realna, iż wpływa to na zachowanie policjanta. Nie tylko zresztą ją widzi -
rozmawia z innymi umarłymi, którzy łączą się z prowadzonymi śledztwami. Po przypadkowej śmierci podczas pościgu za podejrzanym, zwierzchnicy dostrzegają problem, proponują ewaluację psychiatryczną, którą - o dziwo - River przechodzi pozytywnie. Teoretycznie inspektor powinien się skupić na pracy, ale najważniejsza dla niego i tak jest sprawa morderstwa współpracowniczki, więc śledztwa w poszczególnych odcinkach przeplatają się z odkrywaniem kolejnych tajemnic zmarłej.
Najciekawszą postacią nie jest River (grany przez Stellana Skarsgårda, ojca tego Skarsgårda z "True Blood"), ale - udatnie grająca trupa - Stevie oraz nowy partner, dość egzotyczny (aktor jest pochodzenia pakinstańsko-kenijskiego) Ira. Stevie jest gadatliwa, wesoła, kłótliwa i czasem wcale nie pomaga w śledztwie. Ira z kolei próbuje się Riverem opiekować, bo widzi w nim - mimo problemów z psychiką - dobrego śledczego.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 18, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Młody chłopiec traci wzrok w wyniku wypadku ze szkodliwymi chemikaliami, przez co zyskuje nadzwyczajny słuch, z nawiązką rekompensujący mu widzenie. Mimo śmierci ojca (boksera zabitego przez mafię po rezygnacji z ustawienia walki) nie dość, że wychodzi na ludzi i zostaje prawnikiem, to jeszcze - dzięki treningowi u psychopatycznego ślepca - zyskuje nadludzką sprawność w walce, wspomaganą wspomnianym supersłuchem. Równocześnie z rozwojem własnej kancelarii i legalistyczną pracą na rzecz pokrzywdzonych, nocami wychodzi, że bronić Nowego Jorku przed przestępstwami, skorumpowaną policją, gangami i mafią. Załatwia sobie nieprzepuszczające broni wdzianko i gustowną maseczkę, żeby nikt - nawet znający go na co dzień bliscy - nie wiedzieli kim jest. W pierwszym sezonie usiłuje wsadzić za kratki demonicznego Wilsona Fiska, który - pod pretekstem pracy społecznej - nawiązuje sojusze i toczy wojny z gangami, żeby przejąć władzę nad dzielnicą. W drugim, z pomocą dawnej kochanki, oficjalnie bizneswoman, a po pracy wojowniczki w masce, Elektry, usiłuje rozwiązać tajemnicę spisku, w którym dużą rolę odkrywa Punisher, mordujący egalitarnie członków różnych gangów (z zupełnie innej bajki, ale też z marvellowskiego kontinuum), wielka dziura pod jednym z budynków w Hell's Kitchen, azjatyccy zombie i dziwna maszyna, wypompowująca z ludzi krew.
Niby wszystko jest - superbohater, szczytna misja, piękne panie w rolach drugoplanowych (Deborah Ann Woll, egzotycznie urodziwa Elodie Yung czy zgrabnie wiążąca z innymi seriami Rosarie Dawson), ale zabrakło czegoś, co podobało mi się w "Jessice Jones" czy "Luke'u Cage'u". Akcja się wlecze - zdarzają się odcinki, składające się z 20 minut scen krwawej walki, 15 minut dywagacji któregoś z bohaterów lub ich adwersarzy nad niesprawiedliwością wszechrzeczy i pozostałych 10 minut, które ewentualnie coś wnoszą.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 7, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jake, zwykły, nijaki amerykański nastolatek, odnajduje swojego dziadka, weterana 2. wojny światowej, umierającego, z wykłutymi oczami. Jako jedyny widzi potwora, który zabił jego dziadka. Po dziwnym pożegnaniu i urodzinowym prezencie zostawionym zawczasu przez dziadka, wspierany przez psychologa, jedzie poradzić sobie z traumą do Walii, na małą wyspę, na której jego dziadek spędził dzieciństwo, przerwane wojną. Na miejscu okazuje się, że wszystkie historie, opowiadane przez dziadka: o dzieciach obdarzonych nadludzkimi mocami, tajemniczym sierocińcu na wyspie, pięknej opiekunce - pani Peregrine, która umie zamienić się w ptaka, są prawdziwe - można przejść do pętli czasowej i znaleźć się w roku 1943, gdzie mieszkają i ciągle przeżywają ten sam wrześniowy dzień. Jak się łatwo domyślić, w ślad za Jake'em podąża zły potwór, a nawet cała zgraja potworów, które żywią się oczami uzdolnionych dzieci i chcą dopaść ukryty w pętli czasowej sierociniec.
Fantastyczna graficznie opowieść, co nie dziwi, bo reżyserował Tim Burton. Scenografia taka, że od ręki rzuciłam się do szukania, gdzie kręcono zdjęcia zameczku (Torenhof, Belgia, zapisujemy na listę miejsc do odwiedzenia), a aktorzy z wyższej półki (Eva Green, Judi Dench czy Samuel L. Jackson). Podczas oglądania znalazłam parę dziur w fabule (np. czemu wszyscy się zbroili do walki z potworami, jak wystarczyło użyć demonicznych bliźniąt, a o kilku innych zapomniałam, bo w międzyczasie byłam na wakacjach), co jednak zupełnie nie przeszkadza w oglądaniu.
Bardzo poważnie się zastanawiałam, czy nie pokazać filmu młodzieży, bo śliczny graficznie i intryga niespecjalnie wyrafinowana, ale jednak przez scenę wyjmowania oczu zdecydowanie wolę poczekać kilka lat. Może nie jest "Labirynt Fauna", ale i tak dość okropny widok.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Policjant z Edynburga, Bruce, chce dostać awans, żeby zaplusować u wybrednej małżonki. Zabiera się jednak do tego dość niekonwencjonalnie, bo zażywając całą gamę narkotyków, współżyjąc z przygodnie poznanymi partnerkami (w tym zatrzymaną nieletnią[1]) i żonami swoich kolegów, na których też donosi albo których szkaluje. Ma rozwiązać sprawę morderstwa studenta z Japonii, zabitego w metrze, czego świadkiem była prawdopodobnie jego żona, którą - z nieznanych powodów - pomija w dokumentach śledztwa. Miejscami slapstikowa komedia przeradza się w psychodeliczną, brutalną podróż, w której nie wszystkie wydarzenia są takie, jakie narrator - Bruce - ujawnia.
Oczywiście trzeba zacząć od tego, że film powstał na podstawie książki Irvine'a Welsha, twórcy "Trainspotting" i autora Sekretów sypialni mistrzów kuchni, co wyjaśnia i Edynburg, i narkotykowe tripy bohatera, i - finalnie - deliryczną warstwę historii. Dla fanów (fanek) McAvoya - obowiązkowy.
[1] Oczywiście pod warunkiem, że - w przeciwieństwie do Clintona - traktujemy pożycie oralne jako coś bardziej zobowiązującego niż całus w policzek.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 22, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1962. Niemcy i Japonia wygrały II wojnę światową, w wyniku czego Stany Zjednoczone zostały podzielone na trzy części - Zachód to Japońskie Stany Pacyfiku, Wschód - Wielka Nazistowska Rzesza, a gdzieś po środku jest Strefa Neutralna. Juliana, młoda mieszkanka San Francisco, przypadkiem wplątuje się w przemytniczą akcję Ruchu Oporu. Dostaje od przyrodniej siostry, zamordowanej chwilę potem przez tajną policję, taśmę z tajemniczym filmem, pokazującym zupełnie inną rzeczywistość, w której wojna zakończyła się przegraną Nazistów. Nie jest w stanie wrócić do swojego życia, zwłaszcza że policja osacza ją i jej bliskich. Rusza do Strefy Neutralnej, żeby odkryć, kim jest zbierający te filmy Pan z Wysokiego Zamku i skąd się biorą. Dookoła Juliany plącze się kilka innych wątków - Joe Blake z Nowego Jorku wiezie również taśmę do Strefy Neutralnej, wpływowy dostojnik Rzeszy, Obergruppenführer Smith ze swoją rodziną żyje nową American Way of Life na przedmieściach NJ, narzeczony Juliany, Frank, po utracie rodziny decyduje, że również włączy się do Ruchu Oporu, a japoński Minister Handlu, pan Tagomi, podczas medytacji jest w stanie przenieść się do alternatywnej rzeczywistości.
Nie mogłam zweryfikować treści, bo WTEM okazało się, że nie mam akurat tej książki na półce. Ale luźne wspomnienia z lektury (bo czytałam, tak? chyba?) sugerują raczej inspirację niż związek fabularny. Co jest niezaprzeczalnie, to doskonale oddana atmosfera paranoi i narastającej nierealności, w której bohaterowie powątpiewają w to, co widzą. Owszem, całość (na razie dwa sezony, trzeci w planach), nieco się wlecze, wielowątkowość i wprowadzenie dużej polityki niespecjalnie pomaga, ale i tak warto obejrzeć nawet tylko dla fantastycznej scenografii, która w widoki San Francisco, Nowego Jorku czy Berlina wbudowuje drobnymi zmianami całkiem nowy świat.
Paranoid z kolei to angielski, jednosezonowy, kryminał. W prowincjonalnym miasteczku ktoś brutalnie zabija lokalną internistkę, na placu zabaw, w tłumie rodziców, na oczach jej małego synka. Podejrzenie pada na schizofrenika, który niedługo potem zostaje znaleziony martwy. Barwna ekipa policji - Nina, pod 40-tkę, właśnie rzucona przez narzeczonego, z którym bardzo chciała mieć dziecko (bo zegar tyka), Alec, młody, ambitny i elokwentny, choć dość prostolinijny przystojniak oraz Bobby, zgorzkniały 50-latek z atakami paniki, łatanymi łykaniem garści tabletek - nie biorą najprostszych wyjaśnień jako właściwych, tylko szukają odpowiedzi, mimo że śledztwo często prowadzi w ich życie prywatne oraz zdecydowanie wykracza poza skalę lokalną.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 2, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Znęcona bombową (choć dość eklektyczną - Brittany Murphy, Alicia Silverstone, Paul Rudd, Donald Faison) obsadą obejrzałam, no i nie porwało mnie. To przeraźliwie miałki pamiętnik 16-latki o dźwięcznym imieniu Cher, córki wziętego adwokata, której największym zmartwieniem jest to, czy ubrała się wystarczająco wystrzałowo. Kiedy okazuje się, że ma dostać słabszą ocenę z jednego z przedmiotów, decyduje się na "dobry uczynek" - rozkochanie w sobie dwójki nauczycieli, żeby zmiękczyć nauczyciela i podnieść ocenę bez wkładania w to pracy. Oczywiście plan działa, podobnie jak zrobienie z nowej, nijakiej koleżanki jednej z bardziej popularnych w szkole. O zgrozo, koleżanka okazuje się bardziej popularna od Cher, a kolega, z którym ją swatała, woli od swatanej damy właśnie Cher. Kiedy okazuje się, że koleżanka kocha się w jej przyrodnim (przez kolejne śluby ojca, nie przez geny) bracie, a Cher nie zdaje na prawo jazdy i nie udaje jej się egzaminatora przegadać, odkrywa, że musi przewartościować swoje życie (och!). W finale, w głębokim monologu wewnętrznym z przerwą na zakupy w butiku, oczywiście odkrywa, że sama się kocha w swoim przyrodnim bracie, na szczęście z wzajemnością.
Już po obejrzeniu doczytałam, że jest to luźna adaptacja "Emmy" Jane Austen, co wyjaśnia pretekstową fabułę, brak jakiegokolwiek drugiego dna i choćby śladu ironii i drewniane postaci.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 14, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Na moście łączącym Danię i Szwecję gaśnie światło, a chwilę potem dokładnie na granicy między dwoma krajami pojawia się ciało zamordowanej kobiety (a w zasadzie dwie połówki różnych ciał). Błyskawicznie tworzy się międzynarodowa ekipa śledcza - Saga Noren ze Szwecji i Martin Rohde z Danii współpracują, żeby odkryć, kto stoi za tym morderstwem i powiązanymi z nim kolejnymi zbrodniami. W sezonie drugim Saga i Martin rozwiązują sprawę eko-terrorysty, a w trzecim Saga z nowym współpracownikiem z Danii szuka mordercy-artysty, który reżyseruje swoje zbrodnie na podstawie tytułów obrazów z pewnej kolekcji sztuki. I jakkolwiek sprawy są w każdym sezonie bardzo rozbudowane, tak integralną częścią serialu jest życie policjantów, gęsto przeplatające się z prowadzonymi śledztwami. Saga ma (prawdopodobnie) Zespół Aspergera - nie kłamie, jest praworządna (nie czuje nic niewłaściwego w tym, że zgłasza wykroczenie swojego kolegi z pracy), nie zwraca uwagi na opinię otoczenia, robi to, co uważa za słuszne; empatia to dla niej puste pojęcie, podobnie jak ironia, dyplomacja i konwenanse. Jest świeża (wiadomo, do pewnego momentu, potem może nużyć) i stanowi świetny kontrast do jowialnego, przyjacielskiego Martina, który dużo załatwia po koleżeńsku, nieoficjalnie i nie zawsze zgodnie z literą prawa.
Uwielbiam skandynawskie kryminały za ich nieoczywistość zarówno w kwestii bohaterów, jak i rozwiązań fabularnych. Podobnie jak w "Marcelli" scenariusz tworzył Rosenfeldt, który nie przejmuje się tym, że widz może być wrażliwy albo że policjant powinien być sympatyczny (i nie tylko). Dodatkowo ciekawa jest scenografia i warstwa graficzna - zgaszone kolory, w zasadzie brak słońca, ciemne, klaustrofobiczne wnętrza, zwykli, brzydcy(!) ludzie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 26, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Dziewczyna z pociągu (tu fabuła) filmowo niczym nie zaskakuje, bardzo przyzwoicie zrealizowana, ładnie poprowadzona akcja. Owszem, w książce było więcej zwrotów akcji, kilka wątków pociągnięte szerzej, ale ekranizacja nie rozczarowuje.
Za to "Arrival"... Na Ziemi lądują Obcy. Najpierw oczywiście skrzywiłam się, że lądują w Stanach Zjednoczonych, ale to tylko jeden z 12 wątków przylotu, bo wylądowali też w innych 11 miejscach globu. Każdy kraj próbuje dogadać się z gośćmi, ale łatwo nie jest - to siedmiomackowe głowonogi, zanurzone w płynie, wydające wielorybie dźwięki. Zatrudniona przez amerykańską armię lingwistka Louise rozpoczyna mozolną pracę z Obcymi, natykając się na utrudniające wszystko wojskowe procedury, za wsparcie mając jedynie kolegę-fizyka. Dodatkowo sytuacja globalna się zaognia, bo wielkie mocarstwa - Chiny, Rosja, Afryka - poważnie rozważają atak, zaniepokojeni przebłyskami komunikacji ujawniającymi takie słowa jak "broń". Louise odkrywa język pisany Obcych, a jednocześnie śni dziwne sny-wspomnienia o swojej córce i mężu.
Jaka to jest piękna historia o semantyce i komunikacji! Elegancka, nie przegadana, mądra. Bogata wizualnie - Obcy są naprawdę Obcy, a technika - chociaż chropawa - sugeruje całkiem nowy poziom rozwoju. Zostałam z materiałem do przemyśleń o tym, czy w świecie zdeterminowanym wiedzą o przyszłości pozostaje opcja wolnego wyboru.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 12, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 4 komentarze
- Skomentuj