Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Dwie przyjaciółki, po 40-tce i po rozwodzie, zaczynają mieszkać razem, żeby łatwiej im było oswoić samotność, a przy okazji stworzyć pełniejszą rodzinę dla swoich dzieci. Jedna z pań - Eliszka, bezrobotna aktorka - nie ma już macicy i uważa, że przez to skończyło się jej życie. Druga - Sara, scenarzystka pisząca dialogi do podrzędnego serialu - macicę jeszcze ma, ale uważa, że mimo tego nie umie już kochać. Córka Sary, Waleria, dojrzewa i z dużą niechęcią stawia czoła dojrzewaniu, opisując je i sytuację rodzinną w pamiętniku. Do obu pań dołącza kolega z liceum, Jarda, który po części platonicznie, po części bynajmniej pozwala im dojrzeć do tego, żeby założyć seks-telefon.
Jest bardzo po czesku - zabawnie, ale ta wesołość jest podszyta dużą dozą melancholii i życiowego doświadczenia, które - i owszem - pozwala się uśmiechać w sytuacjach smutnych, bo co innego można zrobić.
Inne tej autorki:
#47
Dwie przyjaciółki, po 40-tce i po rozwodzie, zaczynają mieszkać razem, żeby łatwiej im było oswoić samotność, a przy okazji stworzyć pełniejszą rodzinę dla swoich dzieci. Jedna z pań - Eliszka, bezrobotna aktorka - nie ma już macicy i uważa, że przez to skończyło się jej życie. Druga - Sara, scenarzystka pisząca dialogi do podrzędnego serialu - macicę jeszcze ma, ale uważa, że mimo tego nie umie już kochać. Córka Sary, Waleria, dojrzewa i z dużą niechęcią stawia czoła dojrzewaniu, opisując je i sytuację rodzinną w pamiętniku. Do obu pań dołącza kolega z liceum, Jarda, który po części platonicznie, po części bynajmniej pozwala im dojrzeć do tego, żeby założyć seks-telefon.
Jest bardzo po czesku - zabawnie, ale ta wesołość jest podszyta dużą dozą melancholii i życiowego doświadczenia, które - i owszem - pozwala się uśmiechać w sytuacjach smutnych, bo co innego można zrobić.
Inne tej autorki:
#47
Przespałam dziś w zasadzie.
Przespałam dziś w zasadzie.
(Wiem, już czwartek).
Nie zawsze to, co ładne, jest smaczne. Jakoś się nie składało, żebym miała okazję próbować zielonego kalafiora. I rozczar. Fraktalny, a nijaki. I bułkę tartą mole mi zżarły.
(Wiem, już czwartek).
Nie zawsze to, co ładne, jest smaczne. Jakoś się nie składało, żebym miała okazję próbować zielonego kalafiora. I rozczar. Fraktalny, a nijaki. I bułkę tartą mole mi zżarły.
Dochodzą do mnie z Fabryki wieści, co znajduję cennym a odświeżającym. A to w kolejny piątek pojawia się informacja o zwolnieniu kogoś, zwykle opisana enigmatycznym "postanowił szukać nowych wyzwań i możliwości", a to pół firmy szuka ładowarki do Nokii z grubą końcówką, a to - co częste - odzywa się kolejny głos w kwestii uporządkowania zasyfionych lodówek. Jak mogą być zasyfione, wiadomo (cała gama pleśni, rozlane mleko, przymarznięte do ściany opakowania, chociaż rekordem były - uwaga, hardcore - przylepione do tylnej ściany sztućce, zdjęcie mogę pokazać chętnym). Pojawił się nakaz podpisywania żywności, bo wtedy łatwiej znaleźć winnego hodowli glonorosta. Padłam ofiarą którejś tam edycji czystki, ponieważ nie dostałam maila z ostrzeżeniem i z lodówki zniknęło moje śniadanie (pozostał tylko jeden pojemnik, ale o tym za chwilę[1]). Dziś Q. doniósł, że na fali porządków ZŚP przylepił na bezpańskiej musztardzie karteczkę treści "Proszę podpisywać żywność". Na dole karteczki ktoś czerwonym pisakiem dopisał "MUSZTARDA".
[1] Mój pojemnik się uchował, bo miał napisane "CUKIER". Trochę #facepalm.