Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Dobry pan

... kupi mi fotel na balkon, żebym mogła siedzieć z kotami i laptopitkiem na kolanach jak biały człowiek.

A przy okazji znalazłam komody, które są nie dość, że z drewna, to jeszcze mogę sobie wybrać kolor, żeby mi pasowały do łóżka w sypialni. I zmieszczą mi się trzy tam, gdzie mam w tej chwili jedną rozwalającą się z black-red-white'owej płyty. Cena dość nieprzyzwoita, ale łażę za komodami od ponad pół roku i już mi się znudziło.

Szlag by strony oparte na ramkach. To takie XX-wieczne.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 2 komentarze - Skomentuj


Lie to me (debiuty)

Połączenie "House'a" i "Wzoru" - specjalista od mimiki i języka ciała pomaga policji w wykrywaniu kłamstwa u świadków i podejrzanych. Ponieważ większość kłamie, a dr Lightman (świetny, choć dość manieryczny Tim Roth) umie czytać w ludziach jak w otwartej książce, w każdej sprawie wychodzi na jaw prawda (niekoniecznie mile widziana). Drugoplanowo pojawiają się współpracownicy Lightmana (latynoska eks-celniczka z naturalną umiejętnością czytania w ludzkim zachowaniu, psycholog z problemami w życiu osobistym i asystent nie umiejący kłamać) z interakcjami między sobą. Niespecjalnie wciąga jako serial, każdy odcinek to odrębna sprawa, ale przyjemnie się ogląda. Jako wisienka na torcie - do pokazywania emocji dr Lightman często używa zdjęć, zwykle dość znanych osób - polityków, aktorów, sportowców, w znanych sytuacjach - jako ilustracji ogólnoludzkich wyrazów twarzy - kłamstwa, frustracji, wstydu czy zażenowania. Zabawne.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Lie to me (debiuty)

Połączenie "House'a" i "Wzoru" - specjalista od mimiki i języka ciała pomaga policji w wykrywaniu kłamstwa u świadków i podejrzanych. Ponieważ większość kłamie, a dr Lightman (świetny, choć dość manieryczny Tim Roth) umie czytać w ludziach jak w otwartej książce, w każdej sprawie wychodzi na jaw prawda (niekoniecznie mile widziana). Drugoplanowo pojawiają się współpracownicy Lightmana (latynoska eks-celniczka z naturalną umiejętnością czytania w ludzkim zachowaniu, psycholog z problemami w życiu osobistym i asystent nie umiejący kłamać) z interakcjami między sobą. Niespecjalnie wciąga jako serial, każdy odcinek to odrębna sprawa, ale przyjemnie się ogląda. Jako wisienka na torcie - do pokazywania emocji dr Lightman często używa zdjęć, zwykle dość znanych osób - polityków, aktorów, sportowców, w znanych sytuacjach - jako ilustracji ogólnoludzkich wyrazów twarzy - kłamstwa, frustracji, wstydu czy zażenowania. Zabawne.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2009

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


Dollhouse (debiuty)

Ogląda się niemęcząco, bo i trochę sf, dużo kryminału i sensacji, a do tego scenariusz specjalnie pisany dla głównej aktorki - Echo (i jednocześnie producentki), żeby mogła się trochę poprzebierać, błysnąć ciałem i w odpowiednich miejscach znacząco powydymać wargi. Miałam duży kredyt zaufania, jako że większość scenariusza napisał Joss Whedon; niestety "Firefly" to to nie jest. Całkiem przyzwoity serial o najemnikach różnego typu[1], dodatkowo o tyle wygodnych, że po całej akcji mają resetowaną pamięć i wracają do stanu szczęśliwego warzywka (nie ma problemu z wyrzutami sumienia, nie ma PTSD, poprzednie doświadczenia nie wpływają na następne akcje, chyba że je sprytny operator komputera wszczepi do karty z osobowością). W tle całego sezonu przemiata się problem pierwszego nieudanego eksperymentu, Alphy, który z rozchwianą osobowością uciekł z Domu Lalek i gdzieś tam sobie z zewnątrz na niego czyha oraz śledztwo upartego policjanta, usiłującego odnaleźć dziewczynę, która aktualnie jest lalką o nazwie kodowej Echo.

Kilka odcinków przypomina ideą "Modyfikowany węgiel" Morgana, gdzie można robić okazjonalne "zrzuty pamięci" do zewnętrznego nośnika i w razie wypadku, choroby bądź morderstwa kontynuować życie w innym ciele (czyimś bądź klona trzymanego w przestronnej chłodni na wszelki wypadek). Obiecujący kierunek, ale raczej poboczny w serialu.

[1] Zaczynając od wszczepionej osobowości specjalistki od włamań na ekskluzywnej call-girl w koronkowych podkolanówkach kończąc (przy czym to ostatnie co najmniej podśmiarduje etycznie i serialowa rzeczywistość bynajmniej tego nie usprawiedliwia). "Ciał" do wynajęcia jest więcej, są i panowie, więc dla każdego coś miłego.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dollhouse (debiuty)

Ogląda się niemęcząco, bo i trochę sf, dużo kryminału i sensacji, a do tego scenariusz specjalnie pisany dla głównej aktorki - Echo (i jednocześnie producentki), żeby mogła się trochę poprzebierać, błysnąć ciałem i w odpowiednich miejscach znacząco powydymać wargi. Miałam duży kredyt zaufania, jako że większość scenariusza napisał Joss Whedon; niestety "Firefly" to to nie jest. Całkiem przyzwoity serial o najemnikach różnego typu[1], dodatkowo o tyle wygodnych, że po całej akcji mają resetowaną pamięć i wracają do stanu szczęśliwego warzywka (nie ma problemu z wyrzutami sumienia, nie ma PTSD, poprzednie doświadczenia nie wpływają na następne akcje, chyba że je sprytny operator komputera wszczepi do karty z osobowością). W tle całego sezonu przemiata się problem pierwszego nieudanego eksperymentu, Alphy, który z rozchwianą osobowością uciekł z Domu Lalek i gdzieś tam sobie z zewnątrz na niego czyha oraz śledztwo upartego policjanta, usiłującego odnaleźć dziewczynę, która aktualnie jest lalką o nazwie kodowej Echo.

Kilka odcinków przypomina ideą "Modyfikowany węgiel" Morgana, gdzie można robić okazjonalne "zrzuty pamięci" do zewnętrznego nośnika i w razie wypadku, choroby bądź morderstwa kontynuować życie w innym ciele (czyimś bądź klona trzymanego w przestronnej chłodni na wszelki wypadek). Obiecujący kierunek, ale raczej poboczny w serialu.

[1] Zaczynając od wszczepionej osobowości specjalistki od włamań na ekskluzywnej call-girl w koronkowych podkolanówkach kończąc (przy czym to ostatnie co najmniej podśmiarduje etycznie i serialowa rzeczywistość bynajmniej tego nie usprawiedliwia). "Ciał" do wynajęcia jest więcej, są i panowie, więc dla każdego coś miłego.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 12, 2009

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 5 komentarzy - Skomentuj


X-Men Geneza: Wolverine

Nie oszukujmy się, tu nie akcję chodzi, tylko żeby popatrzeć na ładnie umięśnionego i przyzwoicie zarośniętego na twarzy Hugh Jackmana, który nie jest specjalnie dobrym aktorem, ale dobrze wygląda. Całkiem składnie doklejony motyw naturalnej mutacji, jaką miał mały Rosomaczek, do wzmocnionej super metalem postaci znanej z późniejszych (wcześniejszych filmowo) X-menów. Fajna brunetka, dużo naparzania się, wybuchów i spektakularnych rozwałek dużych budynków.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 7, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


X-Men Geneza: Wolverine

Nie oszukujmy się, tu nie akcję chodzi, tylko żeby popatrzeć na ładnie umięśnionego i przyzwoicie zarośniętego na twarzy Hugh Jackmana, który nie jest specjalnie dobrym aktorem, ale dobrze wygląda. Całkiem składnie doklejony motyw naturalnej mutacji, jaką miał mały Rosomaczek, do wzmocnionej super metalem postaci znanej z późniejszych (wcześniejszych filmowo) X-menów. Fajna brunetka, dużo naparzania się, wybuchów i spektakularnych rozwałek dużych budynków.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 7, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 6 komentarzy - Skomentuj




Czterej muzykanci z Bremy

Smutna prawda jest taka, że żeby gdzieś pojechać, to trzeba mieć jakikolwiek punkt zaczepienia. A to zabawną nazwę (jak w przypadku Huya), a to coś do jedzenia (jak Morbier, Dijon czy innej Goudy), a to – jak tutaj – jakiekolwiek skojarzenie. Jakby nie to, to bym Bremę ominęła, a szkoda, bo bardzo stara i ma kawał wartej zawieszenia wzroku starówki. Już nawet nie gotyckie strzelistości, a romańskie łuki. Lubię zestawienie pociemniałego piaskowca z jaskrawozieloną patyną, konsekwentnie pojawiające się na bremeńskiej starówce. Pod katedrą Notre Dame targ kwiatów z Holandii.

Tak jak w Poznaniu, na Rynku oprócz staroci, są też współczesne budynki. Mimo że nie wyglądają dużo piękniej od poznańskiego Arsenału, jakoś mniej gryzą w szeroko pojętą estetykę. Ba, da się nawet wstawić oszklone centrum handlowe z wielkim parkingiem w wąskie uliczki.

W Starbucksie kubeczki tylko ogólno niemieckie, z napisem „Germany”; fakt, że ładniejsze niż berliński z czerwonym niedźwiedziem, ale już mam, a bremeńskiego nie. Dobre ciasto cytrynowe mieli, kawę jak to kawę - średnią.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 6, 2009

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, brema - 3 komentarze - Skomentuj