Wbrew tytułowi serial nie ma wiele wspólnego z płytą Red Hot Chili Peppers, aczkolwiek ma bezbłędną ścieżkę muzyczną. Hank - pisarz, autor bestsellerowej i sfilmowanej powieści, cierpi na zanik weny w pięknej i słonecznej Kalifornii. A to przeleci świeżo poznaną pannę, a to łyknie albo wciągnie jakiegoś draga, a to spędzi kolejny wieczór na rozmowie z potencjalnym zainteresowanym, który mógłby wydać jego książkę, gdyby tylko ją napisał, w międzyczasie odwiedzając byłą partnerkę i matkę ich wspólnej córki, która właśnie planuje ślub z nowym partnerem. Jak się łatwo domyślić, Hank dojrzewa do tego, że jednak chciałby do ex-partnerki wrócić, co powoduje szereg komplikacji.
Pod względem akcji serial nie jest specjalnie wyrafinowany, bo głównie odbywa się na płaszczyznach damsko-męskich i rodzinno-przyjacielskich. Jest za to prześlicznie filmowany (reżyser chyba lubi Los Angeles tak jak Woody Allen lubi Nowy Jork), bardzo tekściarski, zdecydowanie dla dorosłych ze względu na dużą liczbę kwestii związanych z życiem erotycznym i wulgaryzmów. Bardzo na tak ze względu na odtwórcę roli Hanka - Davida Duchovnego, który bez Scully i paranoi jest znacznie przyjemniejszy. Na razie jeden krótki sezon (12 odcinków), jesienią w planach drugi.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 19, 2008
Nie wiem, jak Państwo, ale ja się bardzo wzruszam na filmach animowanych. I dość zdziwiłam samą siebie, bo jak rozumiem pluszane potwory, rybkę o dużych oczkach czy pingwiny, tak nie spodziewałam się, że samochody do mnie trafią. Znany wóz wyścigowy trafia do małego i zapomnianego miasteczka, które po wybudowaniu opodal autostrady przestało mieć znaczenie (prawie że asfalt się zwija na noc, żeby się nie brudził). Samochód poznaje piękną niebieską porszówkę, która wróciła do miasteczka z Nowego Jorku, bo nie odpowiadało jej tempo życia, starego, zardzewiałego pickupa i dawną gwiazdę wyścigów, Hudsona Horneta. Jako że nie o intrygę tu chodzi, łatwo się domyślić, że wyścigówce spodoba się małe miasteczko i sympatyczne autka i ostatecznie wybierze przyjaźń i sielankę zamiast wielkiego świata wyścigów.
Coś dla tych, którzy zawsze marzyli, żeby przejechać się mitycznym Route 66, prowadzącym w poprzek Stanów. Śliczne, animowane pejzaże, doskonały polski dubbing, przesympatyczne scenki rodzajowe (polowanie na traktorki i ucieczka przed Heńkiem) i urocze trącanie się zderzakami. Film typowo dla młodszej młodzieży, bez scen drastycznych, ale i z dużą dozą postmodernizmu dla trochę starszej młodzieży.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 18, 2008
Nie wiem, jak Państwo, ale ja się bardzo wzruszam na filmach animowanych. I dość zdziwiłam samą siebie, bo jak rozumiem pluszane potwory, rybkę o dużych oczkach czy pingwiny, tak nie spodziewałam się, że samochody do mnie trafią. Znany wóz wyścigowy trafia do małego i zapomnianego miasteczka, które po wybudowaniu opodal autostrady przestało mieć znaczenie (prawie że asfalt się zwija na noc, żeby się nie brudził). Samochód poznaje piękną niebieską porszówkę, która wróciła do miasteczka z Nowego Jorku, bo nie odpowiadało jej tempo życia, starego, zardzewiałego pickupa i dawną gwiazdę wyścigów, Hudsona Horneta. Jako że nie o intrygę tu chodzi, łatwo się domyślić, że wyścigówce spodoba się małe miasteczko i sympatyczne autka i ostatecznie wybierze przyjaźń i sielankę zamiast wielkiego świata wyścigów.
Coś dla tych, którzy zawsze marzyli, żeby przejechać się mitycznym Route 66, prowadzącym w poprzek Stanów. Śliczne, animowane pejzaże, doskonały polski dubbing, przesympatyczne scenki rodzajowe (polowanie na traktorki i ucieczka przed Heńkiem) i urocze trącanie się zderzakami. Film typowo dla młodszej młodzieży, bez scen drastycznych, ale i z dużą dozą postmodernizmu dla trochę starszej młodzieży.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 18, 2008
Przejazd autostradą A2 w dwie strony. Fajnie, tylko czemu tak krótko?
Bardzo krótka wizyta u kotka Pumka. Bardzo mru kotek.
Koncert "Fields of the Nephilim". Krótki, ale dobry. Miło, że wpuścili do środka z aparatem. GALERIA ZDJĘĆ.
Noc u siwej. Krótka, ale za to mogłam zobaczyć, jaką siwa ma prześliczną nową kuchnię. I kota (nie nowego, ale prześlicznego).
Śniadanie w Kafce na rogu Browarnej i Oboźnej z rodziną rudych - przemiłe, ale krótkie.
Wyniki testu: 100% trafności. Tylko krótko.
EDIT: Parę słów więcej o Kafce, bo zasługuje. Nie można palić, można czytać książki, których sporo, można przyprowadzić psy i dziecko, można też i geeków, bo jest hotspot. Bardzo fajne gorące kanapki, koktajle, a dla studentów zniżka 10%.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 16, 2008
Przejazd autostradą A2 w dwie strony. Fajnie, tylko czemu tak krótko?
Bardzo krótka wizyta u kotka Pumka. Bardzo mru kotek.
Koncert "Fields of the Nephilim". Krótki, ale dobry. Miło, że wpuścili do środka z aparatem. GALERIA ZDJĘĆ.
Noc u siwej. Krótka, ale za to mogłam zobaczyć, jaką siwa ma prześliczną nową kuchnię. I kota (nie nowego, ale prześlicznego).
Śniadanie w Kafce na rogu Browarnej i Oboźnej z rodziną rudych - przemiłe, ale krótkie.
Wyniki testu: 100% trafności. Tylko krótko.
EDIT: Parę słów więcej o Kafce, bo zasługuje. Nie można palić, można czytać książki, których sporo, można przyprowadzić psy i dziecko, można też i geeków, bo jest hotspot. Bardzo fajne gorące kanapki, koktajle, a dla studentów zniżka 10%.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 16, 2008
Ot, jadę za kilka godzin do Warszawy na koncert i spotkać się z Iss i siwą. Nic skomplikowanego. Ot, czytam sobie do poduszki (o, to już niedługo stuknie trzeci miesiąc, jak czytam) "Rok w podróży" Mayes. Też nie jakaś specjalna trauma. I mam potworny koszmar o pakowaniu się w wynajętym na wakacje domu, przypadkowym włożeniu do bagażu paszportu i bieganiu po lotnisku, żeby do tego bagażu się dostać, bo inaczej nie polecę. Już się zmęczyłam.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 15, 2008
Ot, jadę za kilka godzin do Warszawy na koncert i spotkać się z Iss i siwą. Nic skomplikowanego. Ot, czytam sobie do poduszki (o, to już niedługo stuknie trzeci miesiąc, jak czytam) "Rok w podróży" Mayes. Też nie jakaś specjalna trauma. I mam potworny koszmar o pakowaniu się w wynajętym na wakacje domu, przypadkowym włożeniu do bagażu paszportu i bieganiu po lotnisku, żeby do tego bagażu się dostać, bo inaczej nie polecę. Już się zmęczyłam.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 15, 2008
Lubię zmieniać trasy. Dzisiaj w drodze na jogę przejechałam jeden przystanek dalej i mimo obleśnie zimnego wiatru przeszłam się w poprzek Grunwaldu. Dla niebywałych w Poznaniu - Grunwald to dzielnica, a nie miejsce, gdzie się konwencjonalnie naparzali kilkaset lat temu aktualni członkowie Unii Europejskiej. I to dość fajna dzielnica, bo ma duży stosunek starych kamienic i małych domków z ogródkami do szmatławej reszty blokowisk. Cała Matejki zasługuje na to, żeby przejść się z wiadrem i szmatą i doczyścić ją do połysku, a potem machnąć świeżą warstwę farby. Grottgera to wielkie, piękne, dość ponure i szare, ale przy tym bardzo majestatyczne kamienice z dużymi podwórkami, zawierające na stanie dużo burych, pręgatych, plamiastych i ryżych ryjów. Do tego Kossaka, która wygląda na wprawdzie dość ubogą, ale jednak krewną Manhattanu z jego schodkami, prowadzącymi do kamieniczek z apartamentami.
Do tego rzuciła mi się w oczy restauracjo-kawiarnia "Monidło". Mają śniadania, klimat, mini-ogródek przy ulicy i duży potencjał. Poznamy się w przyszły weekend bliżej.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 14, 2008
Lubię zmieniać trasy. Dzisiaj w drodze na jogę przejechałam jeden przystanek dalej i mimo obleśnie zimnego wiatru przeszłam się w poprzek Grunwaldu. Dla niebywałych w Poznaniu - Grunwald to dzielnica, a nie miejsce, gdzie się konwencjonalnie naparzali kilkaset lat temu aktualni członkowie Unii Europejskiej. I to dość fajna dzielnica, bo ma duży stosunek starych kamienic i małych domków z ogródkami do szmatławej reszty blokowisk. Cała Matejki zasługuje na to, żeby przejść się z wiadrem i szmatą i doczyścić ją do połysku, a potem machnąć świeżą warstwę farby. Grottgera to wielkie, piękne, dość ponure i szare, ale przy tym bardzo majestatyczne kamienice z dużymi podwórkami, zawierające na stanie dużo burych, pręgatych, plamiastych i ryżych ryjów. Do tego Kossaka, która wygląda na wprawdzie dość ubogą, ale jednak krewną Manhattanu z jego schodkami, prowadzącymi do kamieniczek z apartamentami.
Do tego rzuciła mi się w oczy restauracjo-kawiarnia "Monidło". Mają śniadania, klimat, mini-ogródek przy ulicy i duży potencjał. Poznamy się w przyszły weekend bliżej.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 14, 2008
Na korytarzu na środku piętra obok naszego open space'a zgromadziła się grupka "nowych", przeważnie pań. Kątem ucha słyszę zachwycone: "To jest najfajniejsze piętro, po obu stronach są sami faceci!".
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 12, 2008