Koty garfieldzieją. Zwlokły z krzesła poduszkę i umieściły ją strategicznie przy misce. Żeby im dupy i łapy nie marzły, jak jedzą. What I like it here is easy commute.
Z pracowej imprezy w grudniu zostały jeszcze ogryzki balonów. Kiedy mam bardzo złą chwilę, skaczę na balony, żeby je pęknąć. Przy ostatnim spektakularnym *kaboom* D., siedzący za ścianą, melancholijnie stwierdził: "O, znowu Oracle się wyłożył".
P. zaproponował, że z Geomaga zrobi gołą babę z cyckami. Trzymam za słowo, zaczynam nosić aparat.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 18, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Śmieszne, Fotografia+ -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Koty garfieldzieją. Zwlokły z krzesła poduszkę i umieściły ją strategicznie przy misce. Żeby im dupy i łapy nie marzły, jak jedzą. What I like it here is easy commute.
Z pracowej imprezy w grudniu zostały jeszcze ogryzki balonów. Kiedy mam bardzo złą chwilę, skaczę na balony, żeby je pęknąć. Przy ostatnim spektakularnym *kaboom* D., siedzący za ścianą, melancholijnie stwierdził: "O, znowu Oracle się wyłożył".
P. zaproponował, że z Geomaga zrobi gołą babę z cyckami. Trzymam za słowo, zaczynam nosić aparat.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 18, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Śmieszne, Fotografia+ -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Koty garfieldzieją. Zwlokły z krzesła poduszkę i umieściły ją strategicznie przy misce. Żeby im dupy i łapy nie marzły, jak jedzą. What I like it here is easy commute.
Z pracowej imprezy w grudniu zostały jeszcze ogryzki balonów. Kiedy mam bardzo złą chwilę, skaczę na balony, żeby je pęknąć. Przy ostatnim spektakularnym *kaboom* D., siedzący za ścianą, melancholijnie stwierdził: "O, znowu Oracle się wyłożył".
P. zaproponował, że z Geomaga zrobi gołą babę z cyckami. Trzymam za słowo, zaczynam nosić aparat.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 18, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Na regionalnych był program o USC i nadawaniu imion dzieciom. Bezapelacyjnie zwyciężyła ZAAKCEPTOWANA przez urzędników Pężyrka.
Na MTV leciało 50 One-Time-Hits, czyli zespołów, którym raz udało się machnąć hiciora i to by było na tyle. Leciał m.in. Chesney Hawkes, słodki blondas z pieprzykiem, co to śpiewał, że jest jedyny i niepowtarzalny. Pomijając moją wstydliwą słabość do tego typu hiciorów-kalafiorów z czasów młodości, kojarzy mi się głównie z pierwszymi edycjami czasopisma Bravo w Polsce. Koniec podstawówki, MTV tylko via anteny satelitarne lub - rzadko we Włocławku - kablówkę, w telewizji całe dwa programy. Mimo iż Bravo było na szmatławym papierze, plakaty były prawie przezroczyste, było to niesamowity powiew wielkiego świata. Muzykę można było dostać na pirackich kasetach TAKTu za równowartość 1 zł (niecałe 10000 starych zł), z filmami było gorzej. Pamiętam fotostory z planu filmu ze wspomnianym Chesneyem, który grał z jakąś panną w rozbieranej scenie i żeby ich ośmielić, cała ekipa zrzuciła ciuszki. Normalnie jak kilka lat temu zobaczyłam wreszcie w TV ten film, to mi łezka poleciała. Oczywiście w czasach, kiedy to Bravo namiętnie czytywałam, nie szło wiele w kinie obejrzeć, o telewizji nie wspominając. I fotostory były! Już z późniejszych czasów pamiętam historię o Zuzie, co poszła na całość (poszła!) i artykuł o tym, że Eloy ma nowego chłopaka. Coś pięknego i niedrogo. Wracając do Chesneya, nieustannie - od kiedy załapałam jaką taką konsumencką świadomość - zastanawiał mnie sens publikowania takich nowinek w kraju, gdzie nie było ani klubów, ani celebrities ani możliwości zakupu takich ciuchów. A, i były też tłumaczenia piosenek. Normalnie kwiat za kwiatem. Najlepsza była polska wersji piosenki "Boom boom boom, I want you in my room". Po polsku można było zaśpiewać "Riki tiki tak, połóż się na wznak".
Poza tym ziew. Kupiłam Persen, łyknęłam, obudziłam się o 7 rano. Z bolącym gardłem. Nie polecam.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 13, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Na regionalnych był program o USC i nadawaniu imion dzieciom. Bezapelacyjnie zwyciężyła ZAAKCEPTOWANA przez urzędników Pężyrka.
Na MTV leciało 50 One-Time-Hits, czyli zespołów, którym raz udało się machnąć hiciora i to by było na tyle. Leciał m.in. Chesney Hawkes, słodki blondas z pieprzykiem, co to śpiewał, że jest jedyny i niepowtarzalny. Pomijając moją wstydliwą słabość do tego typu hiciorów-kalafiorów z czasów młodości, kojarzy mi się głównie z pierwszymi edycjami czasopisma Bravo w Polsce. Koniec podstawówki, MTV tylko via anteny satelitarne lub - rzadko we Włocławku - kablówkę, w telewizji całe dwa programy. Mimo iż Bravo było na szmatławym papierze, plakaty były prawie przezroczyste, było to niesamowity powiew wielkiego świata. Muzykę można było dostać na pirackich kasetach TAKTu za równowartość 1 zł (niecałe 10000 starych zł), z filmami było gorzej. Pamiętam fotostory z planu filmu ze wspomnianym Chesneyem, który grał z jakąś panną w rozbieranej scenie i żeby ich ośmielić, cała ekipa zrzuciła ciuszki. Normalnie jak kilka lat temu zobaczyłam wreszcie w TV ten film, to mi łezka poleciała. Oczywiście w czasach, kiedy to Bravo namiętnie czytywałam, nie szło wiele w kinie obejrzeć, o telewizji nie wspominając. I fotostory były! Już z późniejszych czasów pamiętam historię o Zuzie, co poszła na całość (poszła!) i artykuł o tym, że Eloy ma nowego chłopaka. Coś pięknego i niedrogo. Wracając do Chesneya, nieustannie - od kiedy załapałam jaką taką konsumencką świadomość - zastanawiał mnie sens publikowania takich nowinek w kraju, gdzie nie było ani klubów, ani celebrities ani możliwości zakupu takich ciuchów. A, i były też tłumaczenia piosenek. Normalnie kwiat za kwiatem. Najlepsza była polska wersji piosenki "Boom boom boom, I want you in my room". Po polsku można było zaśpiewać "Riki tiki tak, połóż się na wznak".
Poza tym ziew. Kupiłam Persen, łyknęłam, obudziłam się o 7 rano. Z bolącym gardłem. Nie polecam.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 13, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Na regionalnych był program o USC i nadawaniu imion dzieciom. Bezapelacyjnie zwyciężyła ZAAKCEPTOWANA przez urzędników Pężyrka.
Na MTV leciało 50 One-Time-Hits, czyli zespołów, którym raz udało się machnąć hiciora i to by było na tyle. Leciał m.in. Chesney Hawkes, słodki blondas z pieprzykiem, co to śpiewał, że jest jedyny i niepowtarzalny. Pomijając moją wstydliwą słabość do tego typu hiciorów-kalafiorów z czasów młodości, kojarzy mi się głównie z pierwszymi edycjami czasopisma Bravo w Polsce. Koniec podstawówki, MTV tylko via anteny satelitarne lub - rzadko we Włocławku - kablówkę, w telewizji całe dwa programy. Mimo iż Bravo było na szmatławym papierze, plakaty były prawie przezroczyste, było to niesamowity powiew wielkiego świata. Muzykę można było dostać na pirackich kasetach TAKTu za równowartość 1 zł (niecałe 10000 starych zł), z filmami było gorzej. Pamiętam fotostory z planu filmu ze wspomnianym Chesneyem, który grał z jakąś panną w rozbieranej scenie i żeby ich ośmielić, cała ekipa zrzuciła ciuszki. Normalnie jak kilka lat temu zobaczyłam wreszcie w TV ten film, to mi łezka poleciała. Oczywiście w czasach, kiedy to Bravo namiętnie czytywałam, nie szło wiele w kinie obejrzeć, o telewizji nie wspominając. I fotostory były! Już z późniejszych czasów pamiętam historię o Zuzie, co poszła na całość (poszła!) i artykuł o tym, że Eloy ma nowego chłopaka. Coś pięknego i niedrogo. Wracając do Chesneya, nieustannie - od kiedy załapałam jaką taką konsumencką świadomość - zastanawiał mnie sens publikowania takich nowinek w kraju, gdzie nie było ani klubów, ani celebrities ani możliwości zakupu takich ciuchów. A, i były też tłumaczenia piosenek. Normalnie kwiat za kwiatem. Najlepsza była polska wersji piosenki "Boom boom boom, I want you in my room". Po polsku można było zaśpiewać "Riki tiki tak, połóż się na wznak".
Poza tym ziew. Kupiłam Persen, łyknęłam, obudziłam się o 7 rano. Z bolącym gardłem. Nie polecam.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 13, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Z dzisiejszych osiągnięć - do paczki poczteksowej z dokumentami na wizytę z konsulem zapomnieliśmy dołożyć paszportów. Witamy w grupie klientów, którzy jutro pojadą na pocztę i nadadzą drugiego Poczteksa. Tyle miło, że przelew na konto Ambasady USA via Poczta Polska jest darmo.
W kwestii wymówień - TŻ vs. Fabryka 1:0. Zapytali tylko, czy aby na pewno wie, co robi (bo przecież się nie skarżył!), a poza tym umówili się na poniedziałek na negocjacje (czytaj: WP przyjdzie i będzie stosować argumenty na litość lub na zmiękczenie poprzez odwoływanie się do uczuć). Zważywszy, że nie zaproponują zmiany stanowiska ani podwyżki, coś czuję, że pozostanie 1:0. Troszkę mi smutno, bo tylko kadrowa zapytała, czy ja też odchodzę. Ale tylko troszkę.
Błogosławieni ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, a mówią. Mam głupi zwyczaj słuchania, co ludzie mówią, bo zakładam, że to, co mówią, jest z jakichś względów ważne. Niestety, dziewczę młode a płoche nie bardzo wie, czemu coś mówi, ale mówi. Do tego upodobało mnie sobie i zostałam zaocznie Najlepszą Przyjaciółką. Niestety jest całkowicie aluzjoodporna. Zaczęłam zakładać słuchawki, żeby nie słyszeć jej chichotów, wołania mnie zza monitora, żeby mi pokazać śmieszny obrazek, pytania o rozwiązania jej wszystkich problemów co 3 minuty (bo tyle jej zajmuje przetworzenie dowolnej, również odmownej odpowiedzi). Niestety, pisuje też na jabberze...
Panna (paszczą): co sądzisz o moim opisie?
Ja (zakładam słuchawki i udaję, że nie słyszę)
Panna: (jabber) i jak opis ? :)
Ja: nie mam zdania ;-)
Panna: heheh
Panna: dlaczego ?
Panna: ja ten opis mam celowo
Ja: dlaczego?
Panna: znajomi sie odzywają
Ja: a
Panna: wiesz jak jest ... uderz w stół......
Wiem. Uderz w stół, a wyskoczy kornik jak wół. 14 Dni Roboczych Do Urlopu. Powtarzam. 14 DRDU.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 12, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, SOA#1 -
Tag:
usa
- 1 komentarz
- Skomentuj
Z dzisiejszych osiągnięć - do paczki poczteksowej z dokumentami na wizytę z konsulem zapomnieliśmy dołożyć paszportów. Witamy w grupie klientów, którzy jutro pojadą na pocztę i nadadzą drugiego Poczteksa. Tyle miło, że przelew na konto Ambasady USA via Poczta Polska jest darmo.
W kwestii wymówień - TŻ vs. Fabryka 1:0. Zapytali tylko, czy aby na pewno wie, co robi (bo przecież się nie skarżył!), a poza tym umówili się na poniedziałek na negocjacje (czytaj: WP przyjdzie i będzie stosować argumenty na litość lub na zmiękczenie poprzez odwoływanie się do uczuć). Zważywszy, że nie zaproponują zmiany stanowiska ani podwyżki, coś czuję, że pozostanie 1:0. Troszkę mi smutno, bo tylko kadrowa zapytała, czy ja też odchodzę. Ale tylko troszkę.
Błogosławieni ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, a mówią. Mam głupi zwyczaj słuchania, co ludzie mówią, bo zakładam, że to, co mówią, jest z jakichś względów ważne. Niestety, dziewczę młode a płoche nie bardzo wie, czemu coś mówi, ale mówi. Do tego upodobało mnie sobie i zostałam zaocznie Najlepszą Przyjaciółką. Niestety jest całkowicie aluzjoodporna. Zaczęłam zakładać słuchawki, żeby nie słyszeć jej chichotów, wołania mnie zza monitora, żeby mi pokazać śmieszny obrazek, pytania o rozwiązania jej wszystkich problemów co 3 minuty (bo tyle jej zajmuje przetworzenie dowolnej, również odmownej odpowiedzi). Niestety, pisuje też na jabberze...
Panna (paszczą): co sądzisz o moim opisie?
Ja (zakładam słuchawki i udaję, że nie słyszę)
Panna: (jabber) i jak opis ? :)
Ja: nie mam zdania ;-)
Panna: heheh
Panna: dlaczego ?
Panna: ja ten opis mam celowo
Ja: dlaczego?
Panna: znajomi sie odzywają
Ja: a
Panna: wiesz jak jest ... uderz w stół......
Wiem. Uderz w stół, a wyskoczy kornik jak wół. 14 Dni Roboczych Do Urlopu. Powtarzam. 14 DRDU.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 12, 2007
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, SOA#1 -
Tag:
usa
- 1 komentarz
- Skomentuj
Z dzisiejszych osiągnięć - do paczki poczteksowej z dokumentami na wizytę z konsulem zapomnieliśmy dołożyć paszportów. Witamy w grupie klientów, którzy jutro pojadą na pocztę i nadadzą drugiego Poczteksa. Tyle miło, że przelew na konto Ambasady USA via Poczta Polska jest darmo.
W kwestii wymówień - TŻ vs. Fabryka 1:0. Zapytali tylko, czy aby na pewno wie, co robi (bo przecież się nie skarżył!), a poza tym umówili się na poniedziałek na negocjacje (czytaj: WP przyjdzie i będzie stosować argumenty na litość lub na zmiękczenie poprzez odwoływanie się do uczuć). Zważywszy, że nie zaproponują zmiany stanowiska ani podwyżki, coś czuję, że pozostanie 1:0. Troszkę mi smutno, bo tylko kadrowa zapytała, czy ja też odchodzę. Ale tylko troszkę.
Błogosławieni ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, a mówią. Mam głupi zwyczaj słuchania, co ludzie mówią, bo zakładam, że to, co mówią, jest z jakichś względów ważne. Niestety, dziewczę młode a płoche nie bardzo wie, czemu coś mówi, ale mówi. Do tego upodobało mnie sobie i zostałam zaocznie Najlepszą Przyjaciółką. Niestety jest całkowicie aluzjoodporna. Zaczęłam zakładać słuchawki, żeby nie słyszeć jej chichotów, wołania mnie zza monitora, żeby mi pokazać śmieszny obrazek, pytania o rozwiązania jej wszystkich problemów co 3 minuty (bo tyle jej zajmuje przetworzenie dowolnej, również odmownej odpowiedzi). Niestety, pisuje też na jabberze...
Panna (paszczą): co sądzisz o moim opisie?
Ja (zakładam słuchawki i udaję, że nie słyszę)
Panna: (jabber) i jak opis ? :)
Ja: nie mam zdania ;-)
Panna: heheh
Panna: dlaczego ?
Panna: ja ten opis mam celowo
Ja: dlaczego?
Panna: znajomi sie odzywają
Ja: a
Panna: wiesz jak jest ... uderz w stół......
Wiem. Uderz w stół, a wyskoczy kornik jak wół. 14 Dni Roboczych Do Urlopu. Powtarzam. 14 DRDU.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 12, 2007
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak kto w wieku nieledwie chrystusowym upadnie na łeb i uzna, że jeszcze go za oceanem nie było, musi wykonać szereg operacji papierkowych w celu otrzymania wizy.
Dzisiaj szłam na rekord. Już za 6 (szóstym!) razem udało mi się wypisać i wydrukować formularz wizowy. A to niebłyskotliwie wpisałam, że TŻ to mój colleague, a nie husband. A to zapomniałam, że Usańcy nie obsługują pliterek i na wydruku wyglądają co najmniej nieatrakcyjnie. A to zawiesiłam się na pytaniu 38, podpunkt 3 formularza, gdy przeczytałam:
Czy ubiega się Pan/Pani o wjazd do Stanów Zjednoczonych, aby zajmować się działalnością wywrotową, terrorystyczną lub naruszającą przepisy kontroli eksportu, bądź jakąkolwiek inną działalnością sprzeczną z prawem? Czy jest Pan/Pani członkiem lub przedstawicielem organizacji uznawanej obecnie przez Sekretarza Stanu USA za terrorystyczną? Czy kiedykolwiek uczestniczył/a Pan/Pani w prześladowaniach prowadzonych przez nazistowski rząd Niemiec; lub czy kiedykolwiek uczestniczył/a Pan/Pani w ludobójstwie?
Normalnie szacun. Zwłaszcza że zachęcają potencjalnych terrostystów do prawdomówności, bo: Odpowiedź twierdząca na którekolwiek z powyższych pytań nie oznacza automatycznej utraty prawa do wizy, ale prawdopodobnie spowoduje, że osoba, która się o nią ubiega, będzie musiała stawić się osobiście na rozmowę z konsulem.
Albo odsiewają idiotów - bo jak ktoś się przyzna, to idiota, a idiotów nam przecież nie potrzeba. Ot, pełna uprzejmość. A nuż się trafi prawdomówny terrorysta, który lojalnie ostrzega, że chce przyjechać i knuć na 3/4 etatu.
Mnie też zaproszą, zwłaszcza jak zobaczą zdjęcie wykonane metodą "dzień dobry, wiem, że już po 18 i pada, ale pilnie potrzebuję fotkę 5x5 cm, nie, nie ma sensu się czesać, a poza tym i tak nie mam grzebienia".
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 11, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tag:
usa
- 5 komentarzy
- Skomentuj