Pierwsza książka Nigelli na polskim rynku. Wprawdzie tłumaczenie drętwe, czasem z kalkami, ale bez błędów. Pozwala cieszyć się ślicznym nigellowym stylem i zdjęciami kobiety mojego życia (chcemy się z TŻ z nią ożenić. Żeby gotowała, a my będziemy patrzeć. TŻ mówi, że nie tylko patrzeć. Ja chyba też nie tylko patrzeć). Twarda oprawa, A4, cena spora, ale warto. Wkurza mnie trochę dodanie kartek na notatki, mimo że to pomysł samej autorki, a nie wydawcy. Ja mogę jej zdjęcie polizać, ale nie będę moim kaprawym pismem bezcześcić książki.
#74
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 15, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2006, kulinarne
- 2 komentarze
- Skomentuj
Okrutnie się wzruszyłam. Dzięki Siwej, która lat temu wiele pomogła mi dokonać niebagatelnego wysiłku subskrypcji gazetowego newslettera, co tydzień dostaję newsletter kulinarny. Co tydzień, a czasem częściej - dziś przyszło SPROSTOWANIE piątkowego maila:
"Bardzo przepraszamy za pomyłkę w naszym piątkowym newsletterze. Lekka zupa grzybowa musi się oczywiście składać z grzybów, nie tylko z papryki".
Cieszę się, że był to jedyny błąd. Mogli przecież zaproponować muchomorka zamiast prawdziwka albo szynkę do dania wege. Albo pomylić 10 gramów ze 100 gramami. Na przykład soli.
W pracy kolega E. się żalił, że w męskiej toalecie nie ma intymności i podczas gdy sikał do pisuaru, przyszedł kolega z firmy-siostry i nie krępując się niczym zaczął sikać do pisuaru obok, prawie że dotykając go łokciem. To gruby nietakt.
Kot dzisiaj został oficjalnie i całkowicie odszwiony. Wygląda na to, że jest całkowicie naprawiony - na środku blizny odpadł mu już kawałek strupa, a pod spodem jest gładka zrośnięta skóra. W ramach nagrody oba koty dostaną leżaczki nakaloryferowe. Dajcie znać, jeśli to już jest ten etap, na którym ludzie smętnie kiwają głową i mówią coś o staropanieństwie i przelewaniu uczuć macierzyńskich na zwierzęta.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 15, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Okrutnie się wzruszyłam. Dzięki Siwej, która lat temu wiele pomogła mi dokonać niebagatelnego wysiłku subskrypcji gazetowego newslettera, co tydzień dostaję newsletter kulinarny. Co tydzień, a czasem częściej - dziś przyszło SPROSTOWANIE piątkowego maila:
"Bardzo przepraszamy za pomyłkę w naszym piątkowym newsletterze. Lekka zupa grzybowa musi się oczywiście składać z grzybów, nie tylko z papryki".
Cieszę się, że był to jedyny błąd. Mogli przecież zaproponować muchomorka zamiast prawdziwka albo szynkę do dania wege. Albo pomylić 10 gramów ze 100 gramami. Na przykład soli.
W pracy kolega E. się żalił, że w męskiej toalecie nie ma intymności i podczas gdy sikał do pisuaru, przyszedł kolega z firmy-siostry i nie krępując się niczym zaczął sikać do pisuaru obok, prawie że dotykając go łokciem. To gruby nietakt.
Kot dzisiaj został oficjalnie i całkowicie odszwiony. Wygląda na to, że jest całkowicie naprawiony - na środku blizny odpadł mu już kawałek strupa, a pod spodem jest gładka zrośnięta skóra. W ramach nagrody oba koty dostaną leżaczki nakaloryferowe. Dajcie znać, jeśli to już jest ten etap, na którym ludzie smętnie kiwają głową i mówią coś o staropanieństwie i przelewaniu uczuć macierzyńskich na zwierzęta.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 15, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Okrutnie się wzruszyłam. Dzięki Siwej, która lat temu wiele pomogła mi dokonać niebagatelnego wysiłku subskrypcji gazetowego newslettera, co tydzień dostaję newsletter kulinarny. Co tydzień, a czasem częściej - dziś przyszło SPROSTOWANIE piątkowego maila:
"Bardzo przepraszamy za pomyłkę w naszym piątkowym newsletterze. Lekka zupa grzybowa musi się oczywiście składać z grzybów, nie tylko z papryki".
Cieszę się, że był to jedyny błąd. Mogli przecież zaproponować muchomorka zamiast prawdziwka albo szynkę do dania wege. Albo pomylić 10 gramów ze 100 gramami. Na przykład soli.
W pracy kolega E. się żalił, że w męskiej toalecie nie ma intymności i podczas gdy sikał do pisuaru, przyszedł kolega z firmy-siostry i nie krępując się niczym zaczął sikać do pisuaru obok, prawie że dotykając go łokciem. To gruby nietakt.
Kot dzisiaj został oficjalnie i całkowicie odszwiony. Wygląda na to, że jest całkowicie naprawiony - na środku blizny odpadł mu już kawałek strupa, a pod spodem jest gładka zrośnięta skóra. W ramach nagrody oba koty dostaną leżaczki nakaloryferowe. Dajcie znać, jeśli to już jest ten etap, na którym ludzie smętnie kiwają głową i mówią coś o staropanieństwie i przelewaniu uczuć macierzyńskich na zwierzęta.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 15, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.
Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.
Inne tego autora tutaj.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.
Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.
Inne tego autora tutaj.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Tym razem to naprawdę książka lekka, łatwa i przyjemna o tym, do czego prowadzi bycie nadgorliwym rodzicem. Alice chce, żeby każde z jej trójki dzieci były najlepsze. Najmłodszy czterolatek bierze udział w wyścigach na szelkach, a wygrywa ten, którego matka najszybciej przeniesie przez linię mety. Średniemu ośmiolatkowi ojciec wyszukuje materiały, żeby napisał jak najlepszą pracę o II wojnie światowej. Za najstarszą 11-latkę matka zdaje w przebraniu egzamin do szkoły. Książka jest zgrabną opowieścią o tym, czy warto i za jaką cenę.
Ile daje nadzór nad dzieckiem non-stop? Ile daje poprawianie tego, co zrobiło, nawet jeśli w dziecka wersji wojnę wygrali Niemcy i wkleiło zdjęcia wiwatujących SS-manów? Czy warto izolować dzieci od "prawdziwego" życia, ograniczając kontakty do ludzi z tej samej "klasy średniej", nie pozwalając na wyjście do sklepu bez opieki czy trochę wolnego w natłoku rozwijających zajęć dodatkowych? Ponieważ to humoreska, wychodzi, że nie warto. Warto mieć coś z życia i nie robić nic przeciw sobie. Mniej wrzodów, więcej radości. I sporo humoru sytuacyjno-charakterologicznego.
Inne tego autora tutaj.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.
Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.
Inne tego autora tu.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.
Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.
Inne tego autora tu.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby akcję Dzieci z Bullerbyn przenieść do biednych Włoch tak w okolicach lat 70., dodać przemoc, bicie, krew, smród z gnijącego dołu i ran, to wyjdzie z tego książka o małym Michele, który w opuszczonym domu odkrywa zwłoki chłopca. A przynajmniej tak na pierwszy rzut oka wygląda, bo okazuje się, że choć chłopiec myśli, że jest trupem, to żyje przywiązany za kostkę łańcuchem. Dzieci w książce są tak samo brutalne i nieustępliwe jak dorośli. Nie mają tylko ciemnych interesów, za którymi stoi mafia, śmierć, kidnapping i gruba kasa.
Myślałam, że to humoreska, wyszło, że prawie drugi "Malowany ptak" Kosińskiego. Jak już wspominałam, oko mi lata. Nie lubię. Ale musiałam przeczytać do końca.
Inne tego autora tu.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 14, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2006
- 0 komentarzy
- Skomentuj