Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Małpuję za Lią

Ale google Analytics to fun. Niektóre ekstraordynaryjne słowa kluczowe, po jakich ludzie trafili do mnie:

  • kiedy pasierb dziedziczy
  • 10 dkg bobu ile kalorii
  • pit 4 wypełnianie
  • opinie o biurze tłumaczeń excuse
  • film o nakładaniu prezerwatywy
  • śniło mi sie ze ogladam film z kolegą
  • ponaglenie zapłaty

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Śmieszne - - 4 komentarze - Skomentuj


Małpuję za Lią

Ale google Analytics to fun. Niektóre ekstraordynaryjne słowa kluczowe, po jakich ludzie trafili do mnie:

  • kiedy pasierb dziedziczy
  • 10 dkg bobu ile kalorii
  • pit 4 wypełnianie
  • opinie o biurze tłumaczeń excuse
  • film o nakładaniu prezerwatywy
  • śniło mi sie ze ogladam film z kolegą
  • ponaglenie zapłaty

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Śmieszne - - 4 komentarze - Skomentuj


Małpuję za Lią

Ale google Analytics to fun. Niektóre ekstraordynaryjne słowa kluczowe, po jakich ludzie trafili do mnie:

  • kiedy pasierb dziedziczy
  • 10 dkg bobu ile kalorii
  • pit 4 wypełnianie
  • opinie o biurze tłumaczeń excuse
  • film o nakładaniu prezerwatywy
  • śniło mi sie ze ogladam film z kolegą
  • ponaglenie zapłaty

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Piątek - dzień jesiotra

Przy okazji wybudowania marketu "Albert", zrobili w Suchym Lesie knajpkę wielokulturową "Kuchnie świata". Gotują po włosku, polsku, turecku, amerykańsku (preprocesowane żarcie na aluminiowych tackach). Wątróbka drobiowa bardzo przyzwoita (ziemniaki z wody ohydne, ale można nie jeść), poza tym to fastfoodzik. Za to w karcie śliczne kwiatuchy - sos barbekiu i spaghetti conpizzelli.

Useless trivia: w vi na koniec pliku przechodzi się G.

Z pracowych anegdotek spożywczych:
Ostatnio codziennie odbywa się rytuał zamawiania pizzy. Tego kwiatu pół światu, więc jak już uda się uzyskać jakiś konsensus, którą nawynosową pizzerię gremium biurowe wybierze, następuje wybór tego, co na pizzy (gdzieś przeczytałam, że czas wyboru nawynosowego żarcia w biurze jest dłuższy niż czas samego jedzenia zamówionego żarcia, bardzo prawdziwe):

- Czy ktoś wie, co jest na meksykańskiej?
- Pewnie papryczki.
- A na wiejskiej?
- Sejm.

Kolega poszedł na zwolnienie, nieopatrznie zostawiając na biurku szklankę z sokiem. Jabłkowym. Na soku zalęgł się pleśniak. Jest czule ogrzewany lampką, owinięty kapturkiem z reklamówki i owiązany gumką-recepturką. Kolega wraca 18 sierpnia.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Piątek - dzień jesiotra

Przy okazji wybudowania marketu "Albert", zrobili w Suchym Lesie knajpkę wielokulturową "Kuchnie świata". Gotują po włosku, polsku, turecku, amerykańsku (preprocesowane żarcie na aluminiowych tackach). Wątróbka drobiowa bardzo przyzwoita (ziemniaki z wody ohydne, ale można nie jeść), poza tym to fastfoodzik. Za to w karcie śliczne kwiatuchy - sos barbekiu i spaghetti conpizzelli.

Useless trivia: w vi na koniec pliku przechodzi się G.

Z pracowych anegdotek spożywczych:
Ostatnio codziennie odbywa się rytuał zamawiania pizzy. Tego kwiatu pół światu, więc jak już uda się uzyskać jakiś konsensus, którą nawynosową pizzerię gremium biurowe wybierze, następuje wybór tego, co na pizzy (gdzieś przeczytałam, że czas wyboru nawynosowego żarcia w biurze jest dłuższy niż czas samego jedzenia zamówionego żarcia, bardzo prawdziwe):

- Czy ktoś wie, co jest na meksykańskiej?
- Pewnie papryczki.
- A na wiejskiej?
- Sejm.

Kolega poszedł na zwolnienie, nieopatrznie zostawiając na biurku szklankę z sokiem. Jabłkowym. Na soku zalęgł się pleśniak. Jest czule ogrzewany lampką, owinięty kapturkiem z reklamówki i owiązany gumką-recepturką. Kolega wraca 18 sierpnia.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Piątek - dzień jesiotra

Przy okazji wybudowania marketu "Albert", zrobili w Suchym Lesie knajpkę wielokulturową "Kuchnie świata". Gotują po włosku, polsku, turecku, amerykańsku (preprocesowane żarcie na aluminiowych tackach). Wątróbka drobiowa bardzo przyzwoita (ziemniaki z wody ohydne, ale można nie jeść), poza tym to fastfoodzik. Za to w karcie śliczne kwiatuchy - sos barbekiu i spaghetti conpizzelli.

Useless trivia: w vi na koniec pliku przechodzi się G.

Z pracowych anegdotek spożywczych:
Ostatnio codziennie odbywa się rytuał zamawiania pizzy. Tego kwiatu pół światu, więc jak już uda się uzyskać jakiś konsensus, którą nawynosową pizzerię gremium biurowe wybierze, następuje wybór tego, co na pizzy (gdzieś przeczytałam, że czas wyboru nawynosowego żarcia w biurze jest dłuższy niż czas samego jedzenia zamówionego żarcia, bardzo prawdziwe):

- Czy ktoś wie, co jest na meksykańskiej?
- Pewnie papryczki.
- A na wiejskiej?
- Sejm.

Kolega poszedł na zwolnienie, nieopatrznie zostawiając na biurku szklankę z sokiem. Jabłkowym. Na soku zalęgł się pleśniak. Jest czule ogrzewany lampką, owinięty kapturkiem z reklamówki i owiązany gumką-recepturką. Kolega wraca 18 sierpnia.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


1 sierpnia 2006

Dobija mnie, że ludzie uparcie uważają, że skoro zarabiam na życie tańcem przy rurze w klubie dla papisaniem skryptów, to NA PEWNO muszę interesować się komputerami (jakie teraz dyski są najlepsze, jakie nagrywarki, czy jak ktoś kupuje komputer, to mu doradzę jaką pamięć i procesor). Dzisiaj kolega nie mógł totalnie zakumać, że nie wiem, co to jest programowanie całkowitoliczbowe i mnie to nie interesuje. Przecież jestem INFORMATYKIEM. Muszę się interesować informatyką, znać Outlooka i doznawać niewypowiedzianej radości, jak wyjdzie nowy procesor lub jakaś geekowa pierdoła. Ziew. Wolę naleśniki usmażyć. Większy fun mam z nowego numeru "Kuchni", kolejnego odcinka serialu (aktualnie "Prison Break", o seksownym wytuatuowanym młodzianie, który spyla z więzienia o podwyższonym rygorze, korzystając z najlepszych wzorców McGyverowo-Olsenowskich), przeczytania jakieś fajnej książki i głaskania kota.

Firma Stovit poszła w kulturę i pokrywki dżemików ozdabia dziełami malarstwa polskiego. Oczywiście w miniaturze, bo jednak słoik z taką "Bitwą pod Grunwaldem" to byłoby cholernie dużo dżemu (jabłkowo-morelowo-waniliowego).

Siwa, wracaj. Ludzie odkurzacze rodzą, a Ty nie grzmisz ;-)

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 1, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - - 2 komentarze - Skomentuj


1 sierpnia 2006

Dobija mnie, że ludzie uparcie uważają, że skoro zarabiam na życie tańcem przy rurze w klubie dla papisaniem skryptów, to NA PEWNO muszę interesować się komputerami (jakie teraz dyski są najlepsze, jakie nagrywarki, czy jak ktoś kupuje komputer, to mu doradzę jaką pamięć i procesor). Dzisiaj kolega nie mógł totalnie zakumać, że nie wiem, co to jest programowanie całkowitoliczbowe i mnie to nie interesuje. Przecież jestem INFORMATYKIEM. Muszę się interesować informatyką, znać Outlooka i doznawać niewypowiedzianej radości, jak wyjdzie nowy procesor lub jakaś geekowa pierdoła. Ziew. Wolę naleśniki usmażyć. Większy fun mam z nowego numeru "Kuchni", kolejnego odcinka serialu (aktualnie "Prison Break", o seksownym wytuatuowanym młodzianie, który spyla z więzienia o podwyższonym rygorze, korzystając z najlepszych wzorców McGyverowo-Olsenowskich), przeczytania jakieś fajnej książki i głaskania kota.

Firma Stovit poszła w kulturę i pokrywki dżemików ozdabia dziełami malarstwa polskiego. Oczywiście w miniaturze, bo jednak słoik z taką "Bitwą pod Grunwaldem" to byłoby cholernie dużo dżemu (jabłkowo-morelowo-waniliowego).

Siwa, wracaj. Ludzie odkurzacze rodzą, a Ty nie grzmisz ;-)

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 1, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - - 2 komentarze - Skomentuj


1 sierpnia 2006

Dobija mnie, że ludzie uparcie uważają, że skoro zarabiam na życie tańcem przy rurze w klubie dla papisaniem skryptów, to NA PEWNO muszę interesować się komputerami (jakie teraz dyski są najlepsze, jakie nagrywarki, czy jak ktoś kupuje komputer, to mu doradzę jaką pamięć i procesor). Dzisiaj kolega nie mógł totalnie zakumać, że nie wiem, co to jest programowanie całkowitoliczbowe i mnie to nie interesuje. Przecież jestem INFORMATYKIEM. Muszę się interesować informatyką, znać Outlooka i doznawać niewypowiedzianej radości, jak wyjdzie nowy procesor lub jakaś geekowa pierdoła. Ziew. Wolę naleśniki usmażyć. Większy fun mam z nowego numeru "Kuchni", kolejnego odcinka serialu (aktualnie "Prison Break", o seksownym wytuatuowanym młodzianie, który spyla z więzienia o podwyższonym rygorze, korzystając z najlepszych wzorców McGyverowo-Olsenowskich), przeczytania jakieś fajnej książki i głaskania kota.

Firma Stovit poszła w kulturę i pokrywki dżemików ozdabia dziełami malarstwa polskiego. Oczywiście w miniaturze, bo jednak słoik z taką "Bitwą pod Grunwaldem" to byłoby cholernie dużo dżemu (jabłkowo-morelowo-waniliowego).

Siwa, wracaj. Ludzie odkurzacze rodzą, a Ty nie grzmisz ;-)

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 1, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Giovannino Guareschi - Rodzinka

Guareschi przede wszystkim jest znany z opowiadań o księdzu Don Camillo, który wypędza diabła z komunistycznych mieszkańców włoskiej wsi w latach 50. "Rodzinka" to zbiór felietonów z wczesnych lat 50., opowiadających o codziennym życiu pewnej zupełnie niezwiązanej z autorem rodziny, przypadkiem tylko noszącej te same imiona i w tym samym składzie osobowym. Żona Margerita jest głową domu, ona decyduje, co będzie na obiad i jak należy wychowywać najukochańsze dzieci, wbrew zapędom okrutnika i tyrana, ojca. Córka Passionata, mimo iż ma 5-7 lat, jest cyniczna i nie daje się nabierać na to, co serwują jej dorośli. Syn Albertino, 11-latek, jest w zasadzie głównie wykonawcą rozkazów Passionaty. Ojciec, Giovannino, jest spokojnym pisarzem-felietonistą, który chciałby jedynie zjeść raz na jakiś czas niesmażony obiad, bo smażone mu szkodzi, żeby dzieci nie podbierały mu papieru, atramentu i kleju, a żona nie wydawała wszystkich walorów finansowych.

Warstwa rodzinno-ojcowska jest świeża, zestarzały się mocno realia. Szycie garnituru dla syna z ojcowskiego wojennego munduru, przemyt drewna z miasta do miasta, wpuszczanie w obieg fałszywego banknotu, który zna cała dzielnica, gospodyni domowa, mieszkająca "przy rodzinie". Mimo to czyta się gładko, bywa refleksyjnie, bywa śmiesznie (tu uwaga dla słabo czytających - to są żartobliwe felietony, tak naprawdę Guareschi nie kupił Passionacie na komunię korkownicy do butelek z winem).

Inne tego autora:

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 30, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2006 - 1 komentarz - Skomentuj