TŻ idzie w niedzielę na mecz. Nieco się nabijam, znając zamiłowanie TŻ-ta do sportu, a zwłaszcza piłki kopanej. Ale nie moze być inaczej, bo kołorker - fan Lecha Poznań - kupił już bilety. Było odmówić. Nie, nie da rady. Przecież nie da rady odmówić takiemu kotu czarnemu, który robi oczka i mówi "Jeść?". Z kołorkerem jeszcze gorzej, bo oprócz robienia oczek jeszcze mówi.
Zostałam pochlebiona. Najpierw TŻ wczoraj mnie skomplementował, mówiąc "Wygladasz na rozpłaszczoną" (opatulona poduszkami czytałam 3-kilowy komiks w pozycji półsiedzącej, w której mi plecy nie odpadają). Dziś mnie odgwizdali robotnicy, majstrujący na drugiej połowie piętra.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [Six Feet Under]
[o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance - wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]
would you like to go to the bedroom? - chcesz iść do łazienki? [jw., ale pomyłka może być bolesna ;-)]
he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [jw.]
they decided not to press charges = zdecydowali się nie informować prasy [nie pamiętam]
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [Six Feet Under]
[o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance - wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]
would you like to go to the bedroom? - chcesz iść do łazienki? [jw., ale pomyłka może być bolesna ;-)]
he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [jw.]
they decided not to press charges = zdecydowali się nie informować prasy [nie pamiętam]
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [Six Feet Under]
[o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance - wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]
would you like to go to the bedroom? - chcesz iść do łazienki? [jw., ale pomyłka może być bolesna ;-)]
he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [jw.]
they decided not to press charges = zdecydowali się nie informować prasy [nie pamiętam]
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie chce mi się przerabiać skryptów. Nie chce mi się pisać systemu, który skopiuje pliki, przeczyta je, zawartość włoży do bazy, sprawdzi, czy wszystko włożył i pokasuje. Nie chce mi się testować. I tak na końcu wyjdzie jedna wielka kupa. Chcę natomiast na urlop. Cztery dni, ostatnio spędzone w domu (no, trzy, bo jeden zmarnowany na wyjazd do rodziców), dobitnie pokazują, że doskonale się realizuję, leżąc wentylem do góry, czytając ośmiokilowy komiks (no, jedno z prawie trzykilowych tomiszcz), opalając się na parapecie i patrząc, jak matka wyprowadza z piaskownicy małego Olafka. I chlapiąc się w jeziorze. Praca jest zdecydowanie przereklamowana. Wracam, jem, o 22 ziewam, idę do łóżka i usypiam po przeczytaniu trzech stron książki. Czasem czytam więcej, ale po trzeciej stronie już i tak następnego dnia nie pamiętam.
A PRAWDZIWY urlop dopiero za prawie trzy tygodnie. Znajomy opracował listę TODO (pokaz sztucznych ogni i Red Bull Air Race nad Dunajem, Ocenarium, gdzie można głaszczyć płaszczki, jaskinie na wzgórzach Budy, Visegrad, basen, w którym kręcili "CK Dezerterów"), oprócz tego planujemy zerknąć, jak wyglada Eger i może zamoczyć palce w Balatonie... Chcę JUŻ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie chce mi się przerabiać skryptów. Nie chce mi się pisać systemu, który skopiuje pliki, przeczyta je, zawartość włoży do bazy, sprawdzi, czy wszystko włożył i pokasuje. Nie chce mi się testować. I tak na końcu wyjdzie jedna wielka kupa. Chcę natomiast na urlop. Cztery dni, ostatnio spędzone w domu (no, trzy, bo jeden zmarnowany na wyjazd do rodziców), dobitnie pokazują, że doskonale się realizuję, leżąc wentylem do góry, czytając ośmiokilowy komiks (no, jedno z prawie trzykilowych tomiszcz), opalając się na parapecie i patrząc, jak matka wyprowadza z piaskownicy małego Olafka. I chlapiąc się w jeziorze. Praca jest zdecydowanie przereklamowana. Wracam, jem, o 22 ziewam, idę do łóżka i usypiam po przeczytaniu trzech stron książki. Czasem czytam więcej, ale po trzeciej stronie już i tak następnego dnia nie pamiętam.
A PRAWDZIWY urlop dopiero za prawie trzy tygodnie. Znajomy opracował listę TODO (pokaz sztucznych ogni i Red Bull Air Race nad Dunajem, Ocenarium, gdzie można głaszczyć płaszczki, jaskinie na wzgórzach Budy, Visegrad, basen, w którym kręcili "CK Dezerterów"), oprócz tego planujemy zerknąć, jak wyglada Eger i może zamoczyć palce w Balatonie... Chcę JUŻ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie chce mi się przerabiać skryptów. Nie chce mi się pisać systemu, który skopiuje pliki, przeczyta je, zawartość włoży do bazy, sprawdzi, czy wszystko włożył i pokasuje. Nie chce mi się testować. I tak na końcu wyjdzie jedna wielka kupa. Chcę natomiast na urlop. Cztery dni, ostatnio spędzone w domu (no, trzy, bo jeden zmarnowany na wyjazd do rodziców), dobitnie pokazują, że doskonale się realizuję, leżąc wentylem do góry, czytając ośmiokilowy komiks (no, jedno z prawie trzykilowych tomiszcz), opalając się na parapecie i patrząc, jak matka wyprowadza z piaskownicy małego Olafka. I chlapiąc się w jeziorze. Praca jest zdecydowanie przereklamowana. Wracam, jem, o 22 ziewam, idę do łóżka i usypiam po przeczytaniu trzech stron książki. Czasem czytam więcej, ale po trzeciej stronie już i tak następnego dnia nie pamiętam.
A PRAWDZIWY urlop dopiero za prawie trzy tygodnie. Znajomy opracował listę TODO (pokaz sztucznych ogni i Red Bull Air Race nad Dunajem, Ocenarium, gdzie można głaszczyć płaszczki, jaskinie na wzgórzach Budy, Visegrad, basen, w którym kręcili "CK Dezerterów"), oprócz tego planujemy zerknąć, jak wyglada Eger i może zamoczyć palce w Balatonie... Chcę JUŻ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W Fabryce jest kuchnia. W kuchni są szafki. W szafkach są supportowane przez Fabrykę goodiesy - zupki chińskie, kawa, herbata, mleko i syropy owocowe. Oprócz szafek w kuchni są szuflady. W szufladach zwykle ludzie (czytaj: ja) trzymają prywatną spożywkę (herbatę inną niż przydziałowy Tetley/Lipton, witaminy rozpuszczalne, chleb, kornflejksy i inne takie). Jako że do tej pory nikt mi chleba nie wyżerał, umieściłam w szufladzie obok chleba torebki z czekoladą rozpuszczalną wielosmakową (banan, pomarańcza, marcepan). Udało mi się wypić jedną czekoladę, innych nie, bo po dwóch dniach mojego urlopu zniknęły jak sen złoty (no, została jedna). Dostałam piany na ryj^Wsłodkich usteczkach, wystosowałam grzecznego acz wkurzonego maila do korzystających z kuchni, gdzie do cholery są moje czekolady. Przyznało się dwóch, z czego jeden dorzucił, że I TAK BYŁO NIEDOBRE. A poza tym oni myśleli, że to ogólnofirmowe goodies i można wpierdzielić. Przecież leżało w ogólnofirmowej szufladzie, nie było podpisane i zamknięte na klucz. Chleba nie ruszali, bo chleba firma nie kupuje. Czekolady też nie kupuje. Ale może tym razem kupili. O, jakby było w lodówce, to by też nie wzięli.
Szanowna widownio, czy ja się za dużo domagam? Na kilka zapytanych znajomych (płci niemęskiej), większość odpowiedziała "Było podpisać". Chyba jestem w mniejszości :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 25, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
W Fabryce jest kuchnia. W kuchni są szafki. W szafkach są supportowane przez Fabrykę goodiesy - zupki chińskie, kawa, herbata, mleko i syropy owocowe. Oprócz szafek w kuchni są szuflady. W szufladach zwykle ludzie (czytaj: ja) trzymają prywatną spożywkę (herbatę inną niż przydziałowy Tetley/Lipton, witaminy rozpuszczalne, chleb, kornflejksy i inne takie). Jako że do tej pory nikt mi chleba nie wyżerał, umieściłam w szufladzie obok chleba torebki z czekoladą rozpuszczalną wielosmakową (banan, pomarańcza, marcepan). Udało mi się wypić jedną czekoladę, innych nie, bo po dwóch dniach mojego urlopu zniknęły jak sen złoty (no, została jedna). Dostałam piany na ryj^Wsłodkich usteczkach, wystosowałam grzecznego acz wkurzonego maila do korzystających z kuchni, gdzie do cholery są moje czekolady. Przyznało się dwóch, z czego jeden dorzucił, że I TAK BYŁO NIEDOBRE. A poza tym oni myśleli, że to ogólnofirmowe goodies i można wpierdzielić. Przecież leżało w ogólnofirmowej szufladzie, nie było podpisane i zamknięte na klucz. Chleba nie ruszali, bo chleba firma nie kupuje. Czekolady też nie kupuje. Ale może tym razem kupili. O, jakby było w lodówce, to by też nie wzięli.
Szanowna widownio, czy ja się za dużo domagam? Na kilka zapytanych znajomych (płci niemęskiej), większość odpowiedziała "Było podpisać". Chyba jestem w mniejszości :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 25, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
W Fabryce jest kuchnia. W kuchni są szafki. W szafkach są supportowane przez Fabrykę goodiesy - zupki chińskie, kawa, herbata, mleko i syropy owocowe. Oprócz szafek w kuchni są szuflady. W szufladach zwykle ludzie (czytaj: ja) trzymają prywatną spożywkę (herbatę inną niż przydziałowy Tetley/Lipton, witaminy rozpuszczalne, chleb, kornflejksy i inne takie). Jako że do tej pory nikt mi chleba nie wyżerał, umieściłam w szufladzie obok chleba torebki z czekoladą rozpuszczalną wielosmakową (banan, pomarańcza, marcepan). Udało mi się wypić jedną czekoladę, innych nie, bo po dwóch dniach mojego urlopu zniknęły jak sen złoty (no, została jedna). Dostałam piany na ryj^Wsłodkich usteczkach, wystosowałam grzecznego acz wkurzonego maila do korzystających z kuchni, gdzie do cholery są moje czekolady. Przyznało się dwóch, z czego jeden dorzucił, że I TAK BYŁO NIEDOBRE. A poza tym oni myśleli, że to ogólnofirmowe goodies i można wpierdzielić. Przecież leżało w ogólnofirmowej szufladzie, nie było podpisane i zamknięte na klucz. Chleba nie ruszali, bo chleba firma nie kupuje. Czekolady też nie kupuje. Ale może tym razem kupili. O, jakby było w lodówce, to by też nie wzięli.
Szanowna widownio, czy ja się za dużo domagam? Na kilka zapytanych znajomych (płci niemęskiej), większość odpowiedziała "Było podpisać". Chyba jestem w mniejszości :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 25, 2006
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj