Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Liberec - rozrywki dla mniejszych i większych

[12-13.02.2024]

Poprzednim razem obiecałam sobie, że w libereckim aquaparku Babylon zobaczę wreszcie tę zachwalaną replikę bramy Angkor Wat, która podobno pcha się każdemu pod oczy. I co? Nie zobaczyłam, chyba jestem jakoś wybrakowana. Lepiej, spędziłam urocze dwie godziny w aquaparku, nie robiąc w nim żadnego zdjęcia, tylko mocząc się w ciepłej wodzie i okazjonalnie zjeżdżając na drugiej co do wielkości zjeżdżalni. Wyszłam tuż przed pokazem laserów o 20:30, bo przecież.

Kilka zdjęć zrobiłam w pobliskim centrum nauki i rozrywki IQLandia, poprzednio zignorowanym, bo w 2021 trzeba było w maseczkach. To też zdecydowanie miejsce na kolejny raz, tylko przemknęliśmy się przez część atrakcji - ogromne bańki mydlane, wirówka poruszająca się w każdej płaszczyźnie, model 1:1 lądownika Sojuz (w środku podśmiarduje i bynajmniej nie ma za dużo miejsca, nawet dla mnie), złudzenia optyczne, światełka, obraz, dźwięk i niestety tłum ludzi, w tym ludzi mikrych rozmiarów, ale o potężnych walorach wokalnych. Trafiliśmy na czeskie ferie, a jak doniósł M., który był tam tydzień później, było jeszcze gorzej, bo do samego wejścia czekał prawie godzinę, albowiem wtedy były już ferie czeskie i niemieckie (nie licząc tych polskich). Przy kompleksie jest parking, ale do niego była również kolejka, krążyliśmy więc jak sępy, odbijając się od kolejnych miejsc, opłacanych stertą monet w automacie, aż wpadłam na pomysł, żeby rozmienić banknot w sklepie z artykułami metalowymi (sic!). Pro-tip na przyszłość - można sprawnie zapłacić przez stronę https://parking.liberec.cz/en (samo rozpoznaje lokalizację albo można podać numer najbliższego parkomatu). W okolicy jest też jeden z najwyższych budynków w Libercu, urząd miasta, gdzie - niestety tylko latem - jest taras widokowy i najdłuższa w Czechach winda typu paternoster. Do zobaczenia się tam z Paniami w 2025.

Adresy:

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 9, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec - 0 komentarzy - Skomentuj


Liberec - rozrywki dla mniejszych i większych

[12-13.02.2024]

Poprzednim razem obiecałam sobie, że w libereckim aquaparku Babylon zobaczę wreszcie tę zachwalaną replikę bramy Angkor Wat, która podobno pcha się każdemu pod oczy. I co? Nie zobaczyłam, chyba jestem jakoś wybrakowana. Lepiej, spędziłam urocze dwie godziny w aquaparku, nie robiąc w nim żadnego zdjęcia, tylko mocząc się w ciepłej wodzie i okazjonalnie zjeżdżając na drugiej co do wielkości zjeżdżalni. Wyszłam tuż przed pokazem laserów o 20:30, bo przecież.

Kilka zdjęć zrobiłam w pobliskim centrum nauki i rozrywki IQLandia, poprzednio zignorowanym, bo w 2021 trzeba było w maseczkach. To też zdecydowanie miejsce na kolejny raz, tylko przemknęliśmy się przez część atrakcji - ogromne bańki mydlane, wirówka poruszająca się w każdej płaszczyźnie, model 1:1 lądownika Sojuz (w środku podśmiarduje i bynajmniej nie ma za dużo miejsca, nawet dla mnie), złudzenia optyczne, światełka, obraz, dźwięk i niestety tłum ludzi, w tym ludzi mikrych rozmiarów, ale o potężnych walorach wokalnych. Trafiliśmy na czeskie ferie, a jak doniósł M., który był tam tydzień później, było jeszcze gorzej, bo do samego wejścia czekał prawie godzinę, albowiem wtedy były już ferie czeskie i niemieckie (nie licząc tych polskich). Przy kompleksie jest parking, ale do niego była również kolejka, krążyliśmy więc jak sępy, odbijając się od kolejnych miejsc, opłacanych stertą monet w automacie, aż wpadłam na pomysł, żeby rozmienić banknot w sklepie z artykułami metalowymi (sic!). Pro-tip na przyszłość - można sprawnie zapłacić przez stronę https://parking.liberec.cz/en (samo rozpoznaje lokalizację albo można podać numer najbliższego parkomatu). W okolicy jest też jeden z najwyższych budynków w Libercu, urząd miasta, gdzie - niestety tylko latem - jest taras widokowy i najdłuższa w Czechach winda typu paternoster. Do zobaczenia się tam z Paniami w 2025.

Adresy:

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 9, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec - 0 komentarzy - Skomentuj


P. G. Wodehouse - Wielce zobowiązany, Jeeves

Ten rok nie jest wielce aktywny czytelniczo, znaczy jest, bo już dojechałam do strony 601 z 907, więc całkiem całkiem, ale jeszcze przez 30 dni się nie pochwalę. Do tego obiecałam sobie, że rozładuję ten stos, co kiśnie na szafce przy łóżku, a aktualnie na czubku leży zgarnięty komplet Wodehouse’a z półki, więc. Do tego to jednak kategoria “comfort reading” w zestawieniu ze słoniem w pokoju, wspomnieniami Faludi o ojcu oraz Orbitowskim.

Treść nie jest specjalnie świeża - Bertiego zaprasza kolega, który potrzebuje wsparcia w nadchodzących wyborach, do których pcha go nadambitna narzeczona. Jak się okazuje, to jednocześnie jedna z wielu byłych narzeczonych Bertiego, więc jeśli kolega nie wygra, to Bertie wyląduje z apodyktyczną Florence. A niespecjalnie chce. Wszyscy lądują w majątku ciotki Bertiego, gdzie oprócz wspomnianej pary jest arcywróg Woostera, Spode, aktualnie lord Sidcup, który planuje związek z Madeline, również byłą narzeczoną Bertiego. Ciotka z kolei chce wydoić z pieniędzy amerykańskiego milionera, który sprzedaje jej mężowi zabytkowe srebra, wchodzi więc motyw kradzieży, w którą wplątany zostaje oczywiście Bertie. Pojawia się demoniczny były kamerdyner Brinkley, szantażujący niedoszłego posła księgą, w której zrzeszeni w “Ganimedzie Młodszym” kamerdynerzy notują wszelkie występki panów (sam Bertie ma tam 18 stron). I znowu trzeba zmyślnego Jeevesa, żeby to wszystko rozplątać.

Czytając, zastanawiałam się już po raz kolejny, jak bardzo zmieniłam się albo ja, albo moje poczucie humoru. Pamiętam żywo poprzednią lekturę, kiedy zarykiwałam się w głos ze śmiechu, krążyłam za moim mężem, czytając mu na głos fragmenty; nie doceniał tego specjalnie, ale też nie wystawił mnie za drzwi, musi kochał. Teraz uważam te książki za zabawne, ale nie aż tak, żeby się nimi egzaltować, oczywiście moje lewackie poglądy każą mi tutaj iść w stronę irytacji i “eat the rich”, bo opisana przez Wodehouse’a elitarna grupa społeczna jest, delikatnie mówiąc, bandą idiotów. Boję się trochę sprawdzać “Lesia”, którego nie czytałam również od kilkunastu lat, a wtedy sprawiał mi dużo radości, bo może rzeczywiście się postarzałam i mi poczucia humoru nie staje?

Inne tego autora.

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2024 - 4 komentarze - Skomentuj


P. G. Wodehouse - Wielce zobowiązany, Jeeves

Ten rok nie jest wielce aktywny czytelniczo, znaczy jest, bo już dojechałam do strony 601 z 907, więc całkiem całkiem, ale jeszcze przez 30 dni się nie pochwalę. Do tego obiecałam sobie, że rozładuję ten stos, co kiśnie na szafce przy łóżku, a aktualnie na czubku leży zgarnięty komplet Wodehouse’a z półki, więc. Do tego to jednak kategoria “comfort reading” w zestawieniu ze słoniem w pokoju, wspomnieniami Faludi o ojcu oraz Orbitowskim.

Treść nie jest specjalnie świeża - Bertiego zaprasza kolega, który potrzebuje wsparcia w nadchodzących wyborach, do których pcha go nadambitna narzeczona. Jak się okazuje, to jednocześnie jedna z wielu byłych narzeczonych Bertiego, więc jeśli kolega nie wygra, to Bertie wyląduje z apodyktyczną Florence. A niespecjalnie chce. Wszyscy lądują w majątku ciotki Bertiego, gdzie oprócz wspomnianej pary jest arcywróg Woostera, Spode, aktualnie lord Sidcup, który planuje związek z Madeline, również byłą narzeczoną Bertiego. Ciotka z kolei chce wydoić z pieniędzy amerykańskiego milionera, który sprzedaje jej mężowi zabytkowe srebra, wchodzi więc motyw kradzieży, w którą wplątany zostaje oczywiście Bertie. Pojawia się demoniczny były kamerdyner Brinkley, szantażujący niedoszłego posła księgą, w której zrzeszeni w “Ganimedzie Młodszym” kamerdynerzy notują wszelkie występki panów (sam Bertie ma tam 18 stron). I znowu trzeba zmyślnego Jeevesa, żeby to wszystko rozplątać.

Czytając, zastanawiałam się już po raz kolejny, jak bardzo zmieniłam się albo ja, albo moje poczucie humoru. Pamiętam żywo poprzednią lekturę, kiedy zarykiwałam się w głos ze śmiechu, krążyłam za moim mężem, czytając mu na głos fragmenty; nie doceniał tego specjalnie, ale też nie wystawił mnie za drzwi, musi kochał. Teraz uważam te książki za zabawne, ale nie aż tak, żeby się nimi egzaltować, oczywiście moje lewackie poglądy każą mi tutaj iść w stronę irytacji i “eat the rich”, bo opisana przez Wodehouse’a elitarna grupa społeczna jest, delikatnie mówiąc, bandą idiotów. Boję się trochę sprawdzać “Lesia”, którego nie czytałam również od kilkunastu lat, a wtedy sprawiał mi dużo radości, bo może rzeczywiście się postarzałam i mi poczucia humoru nie staje?

Inne tego autora.

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2024 - 4 komentarze - Skomentuj


Liberec - Muzeum Północnoczeskie

[14.02.2024]

Na ulicy Masarykovej - na którą już po raz kolejny się zasadzam, żeby przejść ją wzdłuż i zaglębić w boczne uliczki - już wcześniej bywałam, poprzednio w Muzeum Regionalnym, które znajduje się dokładnie po przekątnej skrzyżowania. Nie ukrywam, że mniej od ekspozycji ciągnęła mnie architektura i wieża widokowa, a jak się przy bliższym spojrzeniu okazało, ponad 30-metrowa szklana drabina. W środku okazało się, że nie dość, że cena jest z moich ulubionych - “co łaska”, płatny tylko wstęp na wieżę, to jeszcze ma eklektyczny i całkiem ciekawy zbiór eksponatów. Zaczęło się nieco dramatycznie - nastolatce odlepiła się podeszwa w bucie, na szczęście w samochodzie była druga para, a tuż po wejściu uderzyła fala dźwięku, bo w hallu miał próbę skądinąd niezły zespół rockowy, ale było tak dramatycznie głośno, że nie było słychać nawet własnych myśli (oczywiście, że jestem stara i mam za złe). Potem już było tylko lepiej - sztuka użytkowa z biżuterią, lokalnym szkłem i plakatami, automatofony, których można używać! (nb. uruchomienie takiej ulicznej pozytywki wcale nie jest takie trywialne i trzeba się korbą dobrze namachać, żeby sensownie grała), wystawki z wypchanymi zwierzętami w ich naturalnym środowisku, pozostałości po okresie okupacji - w okolicy mieściły się niewielkie obozy koncentracyjne, czy po czasach austro-węgierskich, galeria fotografii, wystawa współczesnych obrazów czy zautomatyzowana szopka z mnóstwem figurek. Na dziedzińcu "Sublima", która w 2021 stała przed ratuszem. No i wieża, niestety bez windy, ale z prezentacją o czeskim szkle wyświetlaną na ścianach, niestety po czesku i szklaną, 38-metrową drabiną w duszy klatki schodowej. Na górze widoki na całe miasto, widać Jested . Z filmu reklamowego sądząc, udało mi się pominąć bibliotekę, ubolewam. Pro-tip - warto zacząć od poziomu -1, bo szatnia. Jest dostępna papierowa ulotka z mapą po polsku.

Adres: The North Bohemian Museum, Masarykova 11.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 2, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec, sztuka, muzeum - 2 komentarze - Skomentuj


Liberec - Muzeum Północnoczeskie

[14.02.2024]

Na ulicy Masarykovej - na którą już po raz kolejny się zasadzam, żeby przejść ją wzdłuż i zaglębić w boczne uliczki - już wcześniej bywałam, poprzednio w Muzeum Regionalnym, które znajduje się dokładnie po przekątnej skrzyżowania. Nie ukrywam, że mniej od ekspozycji ciągnęła mnie architektura i wieża widokowa, a jak się przy bliższym spojrzeniu okazało, ponad 30-metrowa szklana drabina. W środku okazało się, że nie dość, że cena jest z moich ulubionych - “co łaska”, płatny tylko wstęp na wieżę, to jeszcze ma eklektyczny i całkiem ciekawy zbiór eksponatów. Zaczęło się nieco dramatycznie - nastolatce odlepiła się podeszwa w bucie, na szczęście w samochodzie była druga para, a tuż po wejściu uderzyła fala dźwięku, bo w hallu miał próbę skądinąd niezły zespół rockowy, ale było tak dramatycznie głośno, że nie było słychać nawet własnych myśli (oczywiście, że jestem stara i mam za złe). Potem już było tylko lepiej - sztuka użytkowa z biżuterią, lokalnym szkłem i plakatami, automatofony, których można używać! (nb. uruchomienie takiej ulicznej pozytywki wcale nie jest takie trywialne i trzeba się korbą dobrze namachać, żeby sensownie grała), wystawki z wypchanymi zwierzętami w ich naturalnym środowisku, pozostałości po okresie okupacji - w okolicy mieściły się niewielkie obozy koncentracyjne, czy po czasach austro-węgierskich, galeria fotografii, wystawa współczesnych obrazów czy zautomatyzowana szopka z mnóstwem figurek. Na dziedzińcu "Sublima", która w 2021 stała przed ratuszem. No i wieża, niestety bez windy, ale z prezentacją o czeskim szkle wyświetlaną na ścianach, niestety po czesku i szklaną, 38-metrową drabiną w duszy klatki schodowej. Na górze widoki na całe miasto, widać Jested . Z filmu reklamowego sądząc, udało mi się pominąć bibliotekę, ubolewam. Pro-tip - warto zacząć od poziomu -1, bo szatnia. Jest dostępna papierowa ulotka z mapą po polsku.

Adres: The North Bohemian Museum, Masarykova 11.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 2, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec, sztuka, muzeum - 2 komentarze - Skomentuj


Sarah Waters - Muskając aksamit

Będę zdradzać fabułę, bo mam poczucie zmarnowanego czasu na czytanie, więc Wam zaoszczędzę.

Koniec XIX wieku. 18-letnia Nancy mieszka w nadmorskiej miejscowości, pracuje w rodzinnej restauracji specjalizującej się w lokalnych ostrygach. Jedyną radością są okazjonalne wyprawy z siostrą na rewię do pobliskiego miasteczka. Jej życie zmienia się, gdy na scenie widzi Kitty, artystkę grającą w ekscentrycznym wtedy przebraniu mężczyzny. Zakochuje się, zbliża do niej i jako garderobiana wyjeżdża do Londynu. Tam wyznaje Kitty nieplatoniczne uczucie, jak się okazuje, odwzajemnione, zaczyna też występować z nią w duecie również jako “mężczyzna”. Niestety, Kitty wstydzi się swojej “grzesznej skłonności” i finalnie wybiera związek z mężczyzną. Załamana Nancy wychodzi jak stała, zaczyna zarabiać jako, uwaga, ekskluzywna męska prostytutka. Z ulicy odławia ją Diane, zdeprawowana dama z wyższych sfer, po czym następują opisy wyuzdanych uciech, zakończone wygnaniem Nancy na bruk. Załamana i bez środków do życia, zwraca się do poznanej tuż przed epizodem z Diane działaczki społecznej, w której się zakochuje i której ideały przejmuje. Kurtyna.

Nie wiem do końca, po co ta książka. Protagonistka jest skrajnie egoistyczna, popadająca z jednego ekstremum w drugie - odcina więzi z rodziną, bo siostra nie pochwaliła jej coming-outu, zdradzona, rezygnuje ze wszystkiego, bez wahania zarabia prostytucją. Środowiska homoseksualne to albo zdegenerowane damy z wyższych sfer, kupujące płatne uciechy i nie znające miłości, albo sufrażystki, przez swoją odmienność nie bojące się przyznać publicznie do upodobań. Nic pomiędzy. W tle sporo biedy i szarej codzienności Londynu lat 1890, głównie dla skontrastowania, jak bogate i kolorowe bywało życie Nancy. Całość to taki bardziej ambitny erotyczny dramat les.

Inne tej autorki.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 29, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Sarah Waters - Muskając aksamit

Będę zdradzać fabułę, bo mam poczucie zmarnowanego czasu na czytanie, więc Wam zaoszczędzę.

Koniec XIX wieku. 18-letnia Nancy mieszka w nadmorskiej miejscowości, pracuje w rodzinnej restauracji specjalizującej się w lokalnych ostrygach. Jedyną radością są okazjonalne wyprawy z siostrą na rewię do pobliskiego miasteczka. Jej życie zmienia się, gdy na scenie widzi Kitty, artystkę grającą w ekscentrycznym wtedy przebraniu mężczyzny. Zakochuje się, zbliża do niej i jako garderobiana wyjeżdża do Londynu. Tam wyznaje Kitty nieplatoniczne uczucie, jak się okazuje, odwzajemnione, zaczyna też występować z nią w duecie również jako “mężczyzna”. Niestety, Kitty wstydzi się swojej “grzesznej skłonności” i finalnie wybiera związek z mężczyzną. Załamana Nancy wychodzi jak stała, zaczyna zarabiać jako, uwaga, ekskluzywna męska prostytutka. Z ulicy odławia ją Diane, zdeprawowana dama z wyższych sfer, po czym następują opisy wyuzdanych uciech, zakończone wygnaniem Nancy na bruk. Załamana i bez środków do życia, zwraca się do poznanej tuż przed epizodem z Diane działaczki społecznej, w której się zakochuje i której ideały przejmuje. Kurtyna.

Nie wiem do końca, po co ta książka. Protagonistka jest skrajnie egoistyczna, popadająca z jednego ekstremum w drugie - odcina więzi z rodziną, bo siostra nie pochwaliła jej coming-outu, zdradzona, rezygnuje ze wszystkiego, bez wahania zarabia prostytucją. Środowiska homoseksualne to albo zdegenerowane damy z wyższych sfer, kupujące płatne uciechy i nie znające miłości, albo sufrażystki, przez swoją odmienność nie bojące się przyznać publicznie do upodobań. Nic pomiędzy. W tle sporo biedy i szarej codzienności Londynu lat 1890, głównie dla skontrastowania, jak bogate i kolorowe bywało życie Nancy. Całość to taki bardziej ambitny erotyczny dramat les.

Inne tej autorki.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 29, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Rok, w którym zaczęłam się masturbować

Prawie 40-letnia Hanna chce uratować swój kulejący związek drugim dzieckiem. Niestety jej wiecznie niezadowolony partner Markus(?) nie dość, że odrzuca ją w sypialni, to jeszcze eskaluje do momentu, aż wylewa całe nagromadzone rozczarowanie - że Hanna więcej zarabia, że jest zaangażowana w pracę, że organizuje wszystko w rodzinie, a nie zajmuje się głaskaniem ego partnera. I mimo że Hanna właśnie rzuciła pracę mimo otrzymanego awansu, rozstaje się z nią. Gorzej, każe jej się wyprowadzić, bo to jego mieszkanie. Hanna bez pieniędzy, bo całe oszczędności wydała na designerską kanapę, ląduje na ulicy. I tu okazuje się, że nie ma się do kogo zwrócić o pomoc - matka ma swoje życie, najlepsza przyjaciółka ma małe dziecko i męża, który Hanny nie cierpi, rozpoczyna więc koczowanie kątem u dalszych znajomych. Absurdalnie, osobą, która jej pomaga, jest przypadkowo spotkana barmanka, która wyjaśnia, co jest w życiu najważniejsze.

Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony to nieco naiwna historia o damskiej emancypacji przez znalezienie dla siebie przyjemności w tytułowej czynności, przyjemności, której nie dała praca, rodzina, przyjaźń, przygodni kochankowie. Z drugiej - to realistyczna, irytująca i smutna opowieść o nierealistycznych oczekiwaniach. Każdy czegoś oczekuje od Hanny - ma zarabiać, być najlepsza w pracy i ciągle podnosić kwalifikacje; ma być jednocześnie żoną, matką i kochanką; żyć tak, żeby matka była z niej dumna; wspierać przyjaciółkę i nigdy nie zawalić. Kiedy zawala, zewsząd słyszy, że jej robiący minimum partner jest od niej lepszym rodzicem i to u niego zostaje kilkuletni synek, w pracy szef warunkowo zgadza się, żeby została asystentką swojej asystentki (scena “interview” - doskonała, miałam ochotę rzucać rzeczami), partner błyskawicznie przysposabia sobie nową pannę, która będzie się nim zajmować z całym zaangażowaniem, ale też ma pretensje, że Hanna spotyka się z mężczyzną. Finał zapowiadał się dość słodko, ale na szczęście to szwedzki film i udało się rozwiązać historię tak, żeby nie było aż tyle cukru - Hanna niby wraca do tego, co było, ale na swoich warunkach. We mnie zostaje pytanie - czy każda kobieta, której szeroko pojętą pracę wszyscy przyjmują za oczywistość - musi pierdolnąć drzwiami, żeby uporządkować swoje życie?

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 21, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Rok, w którym zaczęłam się masturbować

Prawie 40-letnia Hanna chce uratować swój kulejący związek drugim dzieckiem. Niestety jej wiecznie niezadowolony partner Markus(?) nie dość, że odrzuca ją w sypialni, to jeszcze eskaluje do momentu, aż wylewa całe nagromadzone rozczarowanie - że Hanna więcej zarabia, że jest zaangażowana w pracę, że organizuje wszystko w rodzinie, a nie zajmuje się głaskaniem ego partnera. I mimo że Hanna właśnie rzuciła pracę mimo otrzymanego awansu, rozstaje się z nią. Gorzej, każe jej się wyprowadzić, bo to jego mieszkanie. Hanna bez pieniędzy, bo całe oszczędności wydała na designerską kanapę, ląduje na ulicy. I tu okazuje się, że nie ma się do kogo zwrócić o pomoc - matka ma swoje życie, najlepsza przyjaciółka ma małe dziecko i męża, który Hanny nie cierpi, rozpoczyna więc koczowanie kątem u dalszych znajomych. Absurdalnie, osobą, która jej pomaga, jest przypadkowo spotkana barmanka, która wyjaśnia, co jest w życiu najważniejsze.

Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony to nieco naiwna historia o damskiej emancypacji przez znalezienie dla siebie przyjemności w tytułowej czynności, przyjemności, której nie dała praca, rodzina, przyjaźń, przygodni kochankowie. Z drugiej - to realistyczna, irytująca i smutna opowieść o nierealistycznych oczekiwaniach. Każdy czegoś oczekuje od Hanny - ma zarabiać, być najlepsza w pracy i ciągle podnosić kwalifikacje; ma być jednocześnie żoną, matką i kochanką; żyć tak, żeby matka była z niej dumna; wspierać przyjaciółkę i nigdy nie zawalić. Kiedy zawala, zewsząd słyszy, że jej robiący minimum partner jest od niej lepszym rodzicem i to u niego zostaje kilkuletni synek, w pracy szef warunkowo zgadza się, żeby została asystentką swojej asystentki (scena “interview” - doskonała, miałam ochotę rzucać rzeczami), partner błyskawicznie przysposabia sobie nową pannę, która będzie się nim zajmować z całym zaangażowaniem, ale też ma pretensje, że Hanna spotyka się z mężczyzną. Finał zapowiadał się dość słodko, ale na szczęście to szwedzki film i udało się rozwiązać historię tak, żeby nie było aż tyle cukru - Hanna niby wraca do tego, co było, ale na swoich warunkach. We mnie zostaje pytanie - czy każda kobieta, której szeroko pojętą pracę wszyscy przyjmują za oczywistość - musi pierdolnąć drzwiami, żeby uporządkować swoje życie?

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 21, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj