Emerytowani bohaterowie pod wodzą Cohena Babrarzyńcy, do niedawna zasiadającego na tronie Imperium Agatejskiego (por. Ciekawe czasy), zaopatrzeni w tajemniczą beczułkę i porwanego minstrela, kierują się w stronę Cori Celesti, żeby - jak się w trakcie okazuje - zwrócić bogom ukradziony u zarania legend ogień. Co, jak z kolei odkrywa Patrycjusz Vetinari, według jednej z legend może spowodować zapaść magii na jakiś czas, wystarczająco długi, żeby Świat Dysku się rozpadł. Zbiera więc ekipę, składającą się z Leonarda z Quirmu, kapitana Marchewy i słynnego z niemagiczoności maga Rincewinda (tu proszę zaznaczyć, że ten ostatni nie zgłosił się na ochotnika), żeby w zbudowanym przez Leonarda statku powietrznym przeszkodzić bohaterom w ich dosłownie ostatniej wyprawie. Dużą rolę odgrywa Bibliotekarz oraz Myślak Stibbons; pierwszy ma cztery chwytne kończyny, drugi coraz bardziej umie w dyplomację i ma mocny zmysł techniczny. Dużo żartów z korporacji i stylów zarządzania, trochę kreatywnego przekształcania ziemskiej historii wynalazczości i science-fiction, wszystko jest obficie podlane pratchettowskim ciepłym humorem.
”Ostatni bohater” to w zasadzie nowelka, ale całkiem obszerna, a dodatkowo w dużym formacie oraz zawierająca mnóstwo grafik i diagramów, więc dodatkowo uczta dla oczu, tyle że powoli się czyta, bo przewracanie dużych kartek jest taaakie wyczerpujące.
Inne tego autora.
#71
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Emerytowani bohaterowie pod wodzą Cohena Babrarzyńcy, do niedawna zasiadającego na tronie Imperium Agatejskiego (por. Ciekawe czasy), zaopatrzeni w tajemniczą beczułkę i porwanego minstrela, kierują się w stronę Cori Celesti, żeby - jak się w trakcie okazuje - zwrócić bogom ukradziony u zarania legend ogień. Co, jak z kolei odkrywa Patrycjusz Vetinari, według jednej z legend może spowodować zapaść magii na jakiś czas, wystarczająco długi, żeby Świat Dysku się rozpadł. Zbiera więc ekipę, składającą się z Leonarda z Quirmu, kapitana Marchewy i słynnego z niemagiczoności maga Rincewinda (tu proszę zaznaczyć, że ten ostatni nie zgłosił się na ochotnika), żeby w zbudowanym przez Leonarda statku powietrznym przeszkodzić bohaterom w ich dosłownie ostatniej wyprawie. Dużą rolę odgrywa Bibliotekarz oraz Myślak Stibbons; pierwszy ma cztery chwytne kończyny, drugi coraz bardziej umie w dyplomację i ma mocny zmysł techniczny. Dużo żartów z korporacji i stylów zarządzania, trochę kreatywnego przekształcania ziemskiej historii wynalazczości i science-fiction, wszystko jest obficie podlane pratchettowskim ciepłym humorem.
”Ostatni bohater” to w zasadzie nowelka, ale całkiem obszerna, a dodatkowo w dużym formacie oraz zawierająca mnóstwo grafik i diagramów, więc dodatkowo uczta dla oczu, tyle że powoli się czyta, bo przewracanie dużych kartek jest taaakie wyczerpujące.
Inne tego autora.
#71
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[1.05.2022]
Z miśnieńską Starówką jest tak, że można zacząć od dołu i wspiąć się na zamkowo-katedralne wzgórze, a potem wrócić albo odwrotnie - zaatakować od góry i zejść, albo nawet zjechać windą (jest koło Zamku Albrechtsburg). Myśmy wybrali opcję drugą, kierując się nawigacją, która - i owszem - dotrzymała słowa, że da się podjechać prawie pod samą katedrę, ale jednakowoż niekoniecznie się da tam zaparkować. Po dłuższym krążeniu i zawracaniu wreszcie się udało, weszła kawa, ciasto i lody z widokiem na miasto, co tę narzekającą na “daleko jeszcze i czy już możemy wracać” część wycieczki podziało pacyfikująco. Wprawdzie planowałam i Zamek Rezydencyjny, i Katedrę świętych Jana i Donata, bo można wspólny bilet, ale w trosce o zdrowie psychiczne ograniczyłam zwiedzanie tylko do katedry. A warto, bo ascetyczna i skromnie zdobiona katedra ma takie światło, że nie miałam słów. Jeśli nie chcecie zwiedzać katedry, to można zajrzeć do wewnętrznego ogrodu, z którego przechodzi się do kas, nawet to miejsce jest przepiękne. Na Zamek jeszcze wrócę.
Stare Miasto jest urokliwe - place, kamienice, czasem zupełnie niespodziewane zakątki, restauracje, kawiarnie i inne pułapki na turystów, kościół z kurantami wygrywanymi na porcelanowych dzwonkach; można pobłądzić, znaleźć się i pobłądzić znowu.
Przypadkiem znaleziony niewielki, ale klimatyczny cmentarz. Rododendrony, krematorium i estetycznie przyjemne nagrobki.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 5, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, misnia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[1.05.2022]
Z miśnieńską Starówką jest tak, że można zacząć od dołu i wspiąć się na zamkowo-katedralne wzgórze, a potem wrócić albo odwrotnie - zaatakować od góry i zejść, albo nawet zjechać windą (jest koło Zamku Albrechtsburg). Myśmy wybrali opcję drugą, kierując się nawigacją, która - i owszem - dotrzymała słowa, że da się podjechać prawie pod samą katedrę, ale jednakowoż niekoniecznie się da tam zaparkować. Po dłuższym krążeniu i zawracaniu wreszcie się udało, weszła kawa, ciasto i lody z widokiem na miasto, co tę narzekającą na “daleko jeszcze i czy już możemy wracać” część wycieczki podziało pacyfikująco. Wprawdzie planowałam i Zamek Rezydencyjny, i Katedrę świętych Jana i Donata, bo można wspólny bilet, ale w trosce o zdrowie psychiczne ograniczyłam zwiedzanie tylko do katedry. A warto, bo ascetyczna i skromnie zdobiona katedra ma takie światło, że nie miałam słów. Jeśli nie chcecie zwiedzać katedry, to można zajrzeć do wewnętrznego ogrodu, z którego przechodzi się do kas, nawet to miejsce jest przepiękne. Na Zamek jeszcze wrócę.
Stare Miasto jest urokliwe - place, kamienice, czasem zupełnie niespodziewane zakątki, restauracje, kawiarnie i inne pułapki na turystów, kościół z kurantami wygrywanymi na porcelanowych dzwonkach; można pobłądzić, znaleźć się i pobłądzić znowu.
Przypadkiem znaleziony niewielki, ale klimatyczny cmentarz. Rododendrony, krematorium i estetycznie przyjemne nagrobki.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 5, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, misnia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
USA, 1943. 20-letnia Anna Kerrigan pracuje w dokach, ogłupiająca, powtarzalna robota przy mierzeniu jakichś elementów do okrętów wojennych; marzy o tym, żeby zostać nurkiem, ale w tej epoce - nawet w czasie wojny - nie jest to proste. Jej praca musi zapewnić byt matce i mocno niepełnosprawnej siostrze, ojciec - drobny cwaniaczek na usługach półświatka - zniknął 5 lat wcześniej. Niespodziewanie Anna spotyka Dextera Stylesa, gangstera, do którego ukochany ojciec zabrał ją kiedyś jako zasłonę dymną. Zbliża się do niego (i tu niestety poza silnym wątkiem emancypacyjnym jest też dość zbędny wątek erotyczny), żeby wyjaśnić kwestię zniknięcia ojca, bo nie wierzy, że mógł ją z własnej woli opuścić.
I jak jest to książka z potencjałem, tak jest krojona na wzór Wielkiego Amerykańskiego Eposu. Mnóstwo stron, wiele wątków, rozliczenie z historią - jest tu wszystko. Przymusowa pseudo-emancypacja kobiet w czasie wojennego niedoboru rąk do pracy, która pokazała dwa zjawiska - że chętne kobiety są dobre lub czasem lepsze od mężczyzn, ale mężczyźni i tak wolą korzystać z kobiet przedmiotowo, więc sytuacja jest równościowa tylko na papierze, a jakikolwiek sukces może odnieść tylko osoba bardzo zdeterminowana. Opieka nad silnie niepełnosprawnym dzieckiem i obciążenie, jakie niesie to dla rodziny bez wsparcia; to okazało się przygniatające dla ojca Anny, Eddiego, który uciekał od ukochanej żony i córki, żeby nie widzieć postrzeganej jako wadliwą córki młodszej. Świat gangsterów, w których ludzie uwikłani w ciemne interesy, czasem bez innej opcji, mimo wżenienia się w elity, nie są w stanie wyjść ponad pewną sferę. Wreszcie pojawia się wątek stricte wojenny, opowiadający o pechowym rejsie statku handlowego, zatopionego przez U-booty i o heroicznej walce jednej z postaci, która tchórzliwość w życiu prywatnym usiłuje zmazać bohaterstwem na morzu. I każdy z tych wątków sam w sobie jest ciekawy, widać ogrom pracy, jaki autorka włożyła w zbudowanie realiów, ale połączone razem to za dużo.
Za to bardzo ładna okładka, na zdjęciu nie widać specjalnie, ale niebieski jest metaliczny.
Inne tej autorki:
#70
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Fotografia+ -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
USA, 1943. 20-letnia Anna Kerrigan pracuje w dokach, ogłupiająca, powtarzalna robota przy mierzeniu jakichś elementów do okrętów wojennych; marzy o tym, żeby zostać nurkiem, ale w tej epoce - nawet w czasie wojny - nie jest to proste. Jej praca musi zapewnić byt matce i mocno niepełnosprawnej siostrze, ojciec - drobny cwaniaczek na usługach półświatka - zniknął 5 lat wcześniej. Niespodziewanie Anna spotyka Dextera Stylesa, gangstera, do którego ukochany ojciec zabrał ją kiedyś jako zasłonę dymną. Zbliża się do niego (i tu niestety poza silnym wątkiem emancypacyjnym jest też dość zbędny wątek erotyczny), żeby wyjaśnić kwestię zniknięcia ojca, bo nie wierzy, że mógł ją z własnej woli opuścić.
I jak jest to książka z potencjałem, tak jest krojona na wzór Wielkiego Amerykańskiego Eposu. Mnóstwo stron, wiele wątków, rozliczenie z historią - jest tu wszystko. Przymusowa pseudo-emancypacja kobiet w czasie wojennego niedoboru rąk do pracy, która pokazała dwa zjawiska - że chętne kobiety są dobre lub czasem lepsze od mężczyzn, ale mężczyźni i tak wolą korzystać z kobiet przedmiotowo, więc sytuacja jest równościowa tylko na papierze, a jakikolwiek sukces może odnieść tylko osoba bardzo zdeterminowana. Opieka nad silnie niepełnosprawnym dzieckiem i obciążenie, jakie niesie to dla rodziny bez wsparcia; to okazało się przygniatające dla ojca Anny, Eddiego, który uciekał od ukochanej żony i córki, żeby nie widzieć postrzeganej jako wadliwą córki młodszej. Świat gangsterów, w których ludzie uwikłani w ciemne interesy, czasem bez innej opcji, mimo wżenienia się w elity, nie są w stanie wyjść ponad pewną sferę. Wreszcie pojawia się wątek stricte wojenny, opowiadający o pechowym rejsie statku handlowego, zatopionego przez U-booty i o heroicznej walce jednej z postaci, która tchórzliwość w życiu prywatnym usiłuje zmazać bohaterstwem na morzu. I każdy z tych wątków sam w sobie jest ciekawy, widać ogrom pracy, jaki autorka włożyła w zbudowanie realiów, ale połączone razem to za dużo.
Za to bardzo ładna okładka, na zdjęciu nie widać specjalnie, ale niebieski jest metaliczny.
Inne tej autorki:
#70
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Fotografia+ -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie wspominałam tutaj, że chwilę temu skończyłam remont łazienki; będą zdjęcia i horror story o 5 tygodniach bez prysznica, ale czekam jeszcze na zamówioną szybę na wymiar, żeby już było całkiem pięknie, wtedy pokażę (teraz jest zasłona, całkiem zgrabna, ale zaciemnia). Jednocześnie z remontem łazienki wspólnota remontowała też podciekający balkon nad wykuszem (ryzalitem, nie ważne) w mojej sypialni, co dokładało do poczucia mieszkania na placu budowy. Ale czemu o tym wspominam. Otóż wczoraj wreszcie wjechała kolejna ekipa, co to będzie wykopywać fosę dookoła budynku, żeby zaizolować fundamenty i pozbyć się, oględnie mówiąc, bagiennego waloru z piwnicy. Ogród idzie na rozkurz, coś tam udało mi się uratować, ale eloy wczoraj, zbierając hamak i huśtawkę, stwierdził, że jest jak w "Tales from the Loop". No jest.
Oraz dziś był taki dzień, że słońce, deszcz, światło i na jodze zrobiłam pozycję drzewa. Wprawdzie na jedną stronę, ALE I TAK.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 31, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, P jak Posesja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie wspominałam tutaj, że chwilę temu skończyłam remont łazienki; będą zdjęcia i horror story o 5 tygodniach bez prysznica, ale czekam jeszcze na zamówioną szybę na wymiar, żeby już było całkiem pięknie, wtedy pokażę (teraz jest zasłona, całkiem zgrabna, ale zaciemnia). Jednocześnie z remontem łazienki wspólnota remontowała też podciekający balkon nad wykuszem (ryzalitem, nie ważne) w mojej sypialni, co dokładało do poczucia mieszkania na placu budowy. Ale czemu o tym wspominam. Otóż wczoraj wreszcie wjechała kolejna ekipa, co to będzie wykopywać fosę dookoła budynku, żeby zaizolować fundamenty i pozbyć się, oględnie mówiąc, bagiennego waloru z piwnicy. Ogród idzie na rozkurz, coś tam udało mi się uratować, ale eloy wczoraj, zbierając hamak i huśtawkę, stwierdził, że jest jak w "Tales from the Loop". No jest.
Oraz dziś był taki dzień, że słońce, deszcz, światło i na jodze zrobiłam pozycję drzewa. Wprawdzie na jedną stronę, ALE I TAK.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 31, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, P jak Posesja -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[1.05.2022]
Do Miśni (por. Meissen, Meißen) pojechałam popatrzeć na porcelanę. Po wizycie w muzeum przy XVIII-wiecznej manufakturze, gdzie za czasów Augusta II Mocnego rozpoczęto wytwarzanie rzeczy z tego surowca na masową skalę, mam dwa wnioski. Pierwszy, że jest to obłędnie piękne i absolutnie szanuję ludzki kunszt i wyobraźnię, dzięki czemu z kaolinowej glinki można wyczarować absolutnie wszystko. Drugi, że może warto włożyć w wyroby z porcelany wszystkie oszczędności, chociaż patrząc na ceny w muzealnym sklepiku - typu 35 000 euro (nie, nie pomyliłam liczby zer) za figurkę - nie na wiele by mnie było stać. Zwiedzanie muzeum, poza ślinieniem się do eksponatów, można urozmaicić audioprzewodnikiem po polsku, 20-minutowym filmem o procesie produkcji oraz przejściem przez tzw. żywe muzeum, gdzie można podejrzeć proces wytwarzania i techniki zdobienia. Ze względu na ograniczenia cierpliwości niektórych uczestników wycieczki tylko się śliniłam, zwłaszcza do kafli i wzorników kolorów. Anegdotka - podobno tzw. wzór cebulowy powstał, gdy kobiety, zatrudnione do ręcznego kopiowania azjatyckich wzorów, uznały, że nieznany im granat występujący często w tamtejszym wzornictwie jest zbliżony do rodzimej cebuli i właśnie na tym warzywie się wzorowały. W następnym odcinku będzie o chodzeniu po schodach, katedrze i cmentarzu.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 28, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, sztuka, misnia
- 6 komentarzy
- Skomentuj
[1.05.2022]
Do Miśni (por. Meissen, Meißen) pojechałam popatrzeć na porcelanę. Po wizycie w muzeum przy XVIII-wiecznej manufakturze, gdzie za czasów Augusta II Mocnego rozpoczęto wytwarzanie rzeczy z tego surowca na masową skalę, mam dwa wnioski. Pierwszy, że jest to obłędnie piękne i absolutnie szanuję ludzki kunszt i wyobraźnię, dzięki czemu z kaolinowej glinki można wyczarować absolutnie wszystko. Drugi, że może warto włożyć w wyroby z porcelany wszystkie oszczędności, chociaż patrząc na ceny w muzealnym sklepiku - typu 35 000 euro (nie, nie pomyliłam liczby zer) za figurkę - nie na wiele by mnie było stać. Zwiedzanie muzeum, poza ślinieniem się do eksponatów, można urozmaicić audioprzewodnikiem po polsku, 20-minutowym filmem o procesie produkcji oraz przejściem przez tzw. żywe muzeum, gdzie można podejrzeć proces wytwarzania i techniki zdobienia. Ze względu na ograniczenia cierpliwości niektórych uczestników wycieczki tylko się śliniłam, zwłaszcza do kafli i wzorników kolorów. Anegdotka - podobno tzw. wzór cebulowy powstał, gdy kobiety, zatrudnione do ręcznego kopiowania azjatyckich wzorów, uznały, że nieznany im granat występujący często w tamtejszym wzornictwie jest zbliżony do rodzimej cebuli i właśnie na tym warzywie się wzorowały. W następnym odcinku będzie o chodzeniu po schodach, katedrze i cmentarzu.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 28, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, sztuka, misnia
- 6 komentarzy
- Skomentuj