Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

How to Get to Heaven from Belfast / The Life of Chuck

Tym razem nie pisałam, bo czytałam wciągającą grubą książkę oraz po dwóch miesiącach unikania tematu wróciłam na zajęcia jogi.

Trzy przyjaciółki z Belfastu - Robyn, Saoirse i Dara - dowiadują się o śmierci czwartej, Grety i, mimo braku kontaktu przez lata od zakończenia szkoły, przyjeżdżają do Donegal na pogrzeb. Problem w tym, że sprawa jest co najmniej dziwna, a zwłoki w trumnie nie do końca przypominają Gretę. Panie stwierdzają więc, że wyśledzą, co tak naprawdę się stało i wpadają w sam środek afery, która ciągnęła się od czasów ich dzieciństwa. Zainteresowałam się, bo to serial ze stajni twórców doskonałych “Derry Girls”, a do tego kryminał. Niestety, jakkolwiek doceniam slapstickowy humor i niespodziewane zwroty akcji, tak niespecjalnie udało się to pożenić z całkiem poważną historią sprzed lat oraz klimatem prawie że z horroru. Zabawne, ale niekoniecznie.

Za to zachwycił mnie film “The Life of Chuck”, o którym nie wiedziałam nic poza tym, że na podstawie opowiadania Stephena Kinga. Trzy achronologiczne epizody, w których - w estetyce przypominającej scenografię Wesa Andersona - pokazana jest historia Chucka, pechowego, choć utalentowanego chłopca. Na końcu przewrotna pointa. Dla fanów Toma Hiddlestona i musicalu - świetna scena z tańcem, jak nie jestem fanką tego typu rozwiązań fabularnych, to naprawdę ładnie zagrany kawałek. I Mark Hamill w jednej z ról.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 6, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 2 komentarze - Skomentuj


How to Get to Heaven from Belfast / The Life of Chuck

Tym razem nie pisałam, bo czytałam wciągającą grubą książkę oraz po dwóch miesiącach unikania tematu wróciłam na zajęcia jogi.

Trzy przyjaciółki z Belfastu - Robyn, Saoirse i Dara - dowiadują się o śmierci czwartej, Grety i, mimo braku kontaktu przez lata od zakończenia szkoły, przyjeżdżają do Donegal na pogrzeb. Problem w tym, że sprawa jest co najmniej dziwna, a zwłoki w trumnie nie do końca przypominają Gretę. Panie stwierdzają więc, że wyśledzą, co tak naprawdę się stało i wpadają w sam środek afery, która ciągnęła się od czasów ich dzieciństwa. Zainteresowałam się, bo to serial ze stajni twórców doskonałych “Derry Girls”, a do tego kryminał. Niestety, jakkolwiek doceniam slapstickowy humor i niespodziewane zwroty akcji, tak niespecjalnie udało się to pożenić z całkiem poważną historią sprzed lat oraz klimatem prawie że z horroru. Zabawne, ale niekoniecznie.

Za to zachwycił mnie film “The Life of Chuck”, o którym nie wiedziałam nic poza tym, że na podstawie opowiadania Stephena Kinga. Trzy achronologiczne epizody, w których - w estetyce przypominającej scenografię Wesa Andersona - pokazana jest historia Chucka, pechowego, choć utalentowanego chłopca. Na końcu przewrotna pointa. Dla fanów Toma Hiddlestona i musicalu - świetna scena z tańcem, jak nie jestem fanką tego typu rozwiązań fabularnych, to naprawdę ładnie zagrany kawałek. I Mark Hamill w jednej z ról.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 6, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 2 komentarze - Skomentuj


Tom Piazza - Moja zimna wojna

John Delano jest wykładowcą uniwersyteckim, wykłada dość nieortodoksyjne kursy z czasów Zimnej Wojny; nieortodoksyjne, bo nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko pokazuje wzajemne oddziaływania na siebie obu frakcji. Ale aktualnie w ogóle nie wykłada, bo wziął urlop, żeby napisać bestseller o osobistych obserwacjach z ulubionego okresu historii USA, z czasów, kiedy dorastał. Zupełnie mu nie idzie, po części dlatego, że właśnie umarł jego ojciec, przedostatnia nić łącząca do z przeszłością. Ostatnią ostoją wspomnień jest jego brat, z którym jednak nie kontaktował się od lat, od czasu, kiedy odmówił mu wsparcia. Snuje więc luźne refleksje o tym, co było i wtem wpada na pomysł, że napisze inną książkę - o tym, jak bracia się ze sobą godzą i jaki na ich losy miały wpływ lata 50. i 60.

Autor opowiada o bardzo wąskiej perspektywie osoby dorastającej na jednym z amerykańskich przedmieść, a dygresje przeplata dość błahą historią pisarskiej blokady i zapaści kariery starzejącego się Delano. Niekoniecznie wciąga kilkadziesiąt lat po opisywanych czasach, nawet współczesny wątek próby rozwiązania konfliktu między zupełnie sobie obcymi braćmi nie jest specjalnie ciekawy.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 2, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Tom Piazza - Moja zimna wojna

John Delano jest wykładowcą uniwersyteckim, wykłada dość nieortodoksyjne kursy z czasów Zimnej Wojny; nieortodoksyjne, bo nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko pokazuje wzajemne oddziaływania na siebie obu frakcji. Ale aktualnie w ogóle nie wykłada, bo wziął urlop, żeby napisać bestseller o osobistych obserwacjach z ulubionego okresu historii USA, z czasów, kiedy dorastał. Zupełnie mu nie idzie, po części dlatego, że właśnie umarł jego ojciec, przedostatnia nić łącząca do z przeszłością. Ostatnią ostoją wspomnień jest jego brat, z którym jednak nie kontaktował się od lat, od czasu, kiedy odmówił mu wsparcia. Snuje więc luźne refleksje o tym, co było i wtem wpada na pomysł, że napisze inną książkę - o tym, jak bracia się ze sobą godzą i jaki na ich losy miały wpływ lata 50. i 60.

Autor opowiada o bardzo wąskiej perspektywie osoby dorastającej na jednym z amerykańskich przedmieść, a dygresje przeplata dość błahą historią pisarskiej blokady i zapaści kariery starzejącego się Delano. Niekoniecznie wciąga kilkadziesiąt lat po opisywanych czasach, nawet współczesny wątek próby rozwiązania konfliktu między zupełnie sobie obcymi braćmi nie jest specjalnie ciekawy.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 2, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


The Walsh Sisters

Nie pisałam, bo byłam trochę na feriach, o czym niebawem.

Wspominałam, że czekam na ekranizację “Grown Ups”? Ale nie wspominałam, że już jest[1] serial oparty na dwóch książkach Keyes - “Wakacje Rachel” i “Jest tam kto?”. Zacznę od zalet, bo serial (pierwszy sezon na razie, ale czy będzie więcej?) niestety ma też wady. Wszystkie 5 sióstr Walsh jest obsadzonych i zagranych świetnie, a dynamika między nimi jest fantastyczna. Doskonały jest też Papa Walsh, ciepły i zawsze dostępny dla swojego głośnego i kapryśnego przychówku. W tle Blackrock, gdzie mieści się jedno z biur firmy, w której pracuję; idę następnym razem szukać domu Walshów (wiem, nie ma gwarancji, że rzeczywiście jest w Blackrock). Na tym się kończą zalety.

A wady… Czemu połączone są dwa niezależne, bogate wątki dwóch sióstr, i to w taki sposób, że nie da się przywrócić czystej miłości między Anną i Rachel?! Wprawdzie losy Anny kończą się pewną klamrą, ale historia rehabu Rachel urywa się w niesatysfakcjonującej połowie, pozostali pensjonariusze Cloisters potraktowani są dość szkicowo, a szkoda (co z historią Jacquie?), może kolejny sezon pociągnie ten wątek. Czemu zaczęto od środka cyklu, pomijając ciążę Claire (rzecz się dzieje 6 lat później, i już wiadomo, jak się skończył związek Claire)? Ale najgorszą rzeczą, jaka się temu serialowi przydarzyła, jest postać Mamy Walsh, w książkach nieco narcystycznej i zaabsorbowanej sobą starszej pani (wiem, jest ledwo pod sześćdziesiątkę), ale kochającej i wiążącą ze sobą całą rodzinę. Tu Mama Walsh jest kostyczną zołzą, na każdym kroku kąśliwie i zwyczajnie przykro komentującą każdego, a zwłaszcza Rachel, u której zupełnie nie dziwi zanurkowanie w używki, bo kto by wytrzymał cotygodniowe spotkania z osobą skrajnie nieprzyjemną i toksyczną. Zniknęła cała warstwa ciepła i humoru z książek, została sama drama, czasem aż za dużo dramy.

Oczywiście, że obejrzę kolejne sezony, jeśli będą, ale jest mi przykro, bo był potencjał, ale nie wyszło tak, jak powinno.

[1] Jest, aczkolwiek trudno dostępny poza RTE.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 1, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


The Walsh Sisters

Nie pisałam, bo byłam trochę na feriach, o czym niebawem.

Wspominałam, że czekam na ekranizację “Grown Ups”? Ale nie wspominałam, że już jest[1] serial oparty na dwóch książkach Keyes - “Wakacje Rachel” i “Jest tam kto?”. Zacznę od zalet, bo serial (pierwszy sezon na razie, ale czy będzie więcej?) niestety ma też wady. Wszystkie 5 sióstr Walsh jest obsadzonych i zagranych świetnie, a dynamika między nimi jest fantastyczna. Doskonały jest też Papa Walsh, ciepły i zawsze dostępny dla swojego głośnego i kapryśnego przychówku. W tle Blackrock, gdzie mieści się jedno z biur firmy, w której pracuję; idę następnym razem szukać domu Walshów (wiem, nie ma gwarancji, że rzeczywiście jest w Blackrock). Na tym się kończą zalety.

A wady… Czemu połączone są dwa niezależne, bogate wątki dwóch sióstr, i to w taki sposób, że nie da się przywrócić czystej miłości między Anną i Rachel?! Wprawdzie losy Anny kończą się pewną klamrą, ale historia rehabu Rachel urywa się w niesatysfakcjonującej połowie, pozostali pensjonariusze Cloisters potraktowani są dość szkicowo, a szkoda (co z historią Jacquie?), może kolejny sezon pociągnie ten wątek. Czemu zaczęto od środka cyklu, pomijając ciążę Claire (rzecz się dzieje 6 lat później, i już wiadomo, jak się skończył związek Claire)? Ale najgorszą rzeczą, jaka się temu serialowi przydarzyła, jest postać Mamy Walsh, w książkach nieco narcystycznej i zaabsorbowanej sobą starszej pani (wiem, jest ledwo pod sześćdziesiątkę), ale kochającej i wiążącą ze sobą całą rodzinę. Tu Mama Walsh jest kostyczną zołzą, na każdym kroku kąśliwie i zwyczajnie przykro komentującą każdego, a zwłaszcza Rachel, u której zupełnie nie dziwi zanurkowanie w używki, bo kto by wytrzymał cotygodniowe spotkania z osobą skrajnie nieprzyjemną i toksyczną. Zniknęła cała warstwa ciepła i humoru z książek, została sama drama, czasem aż za dużo dramy.

Oczywiście, że obejrzę kolejne sezony, jeśli będą, ale jest mi przykro, bo był potencjał, ale nie wyszło tak, jak powinno.

[1] Jest, aczkolwiek trudno dostępny poza RTE.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 1, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Ursula Le Guin - Lewa ręka ciemności

Genly AI, przedstawiciel Ekumeny - o której pewnie można przeczytać we wcześniejszych tomach cyklu, mogłam i ja, ale do momentu pojawienia się nazwy “Hain” nie byłam świadoma, że to kawałek większej całości, a nie samodzielny utwór - od jakiegoś czasu przebywa na Gethen, planecie w trakcie epoki lodowcowej i próbuje delikatnie, nie naruszając samostanowienia władców planety, przekonać ich do zjednoczenia i dołączenia do wspólnoty światów. Tu trochę przypomnieli mi się Strugaccy i “Trudno być bogiem”, ale podejście Genly’ego jest mniej protekcjonalne, chociaż zasady świata, do którego przybył, są mu obce. Getheńczycy wyznają zasadę minimalnej ingerencji, nie starając się za wszelką cenę zmienić nieprzyjaznej planety, ale dostosowując się do jej klimatu i ograniczeń. Do tego są hermafrodytami, podział na płci uaktywnia się naturalnie tylko w okresie kemmeru (analogu rui), ale nie jest przypisany do osoby na zawsze. To rozdziela kulturę od rozmnażania, a władzę od seksu, dodatkowo osłabia potrzebę przemocy i wojen (chociaż oczywiście ich nie wyklucza, tak jak animozji między krajami, oddzielonymi od siebie arbitralną linią na mapie). Nagle to, co uważamy za normę u ludzi, staje się wynaturzeniem, Getheńczycy obserwują wysłannika z zaskoczeniem, a czasem nawet z odrazą. Autorka przeprowadza Genly’ego przez sporo politycznych trudności, dzięki czemu zaprzyjaźnia się z wygnanym przez króla Karhidu Estravenem i razem z nim, prawie jak zdobywcy bieguna, każe im wędrować przez skrajnie nieprzyjazny świat na krawędzi śmierci. Rodzi się z tego głęboka przyjaźń mimo różnic między nimi. Tak głęboka, że kiedy na Gethen przybywają oczekujący na wyniki rokowań Genly’ego inni przedstawiciele ludzkości, ten jest negatywnie zaskoczony ich obcością.

No nie podeszła mi ta książka. Z otchłani FB wyciągnęłam, że zaczęłam ją czytać w 2018, potem podjęłam kolejną próbę, a skończyłam dopiero za trzecim podejściem. I nie jest to wina autorki, raczej tego, że z wiekiem zmienia mi się gust czytelniczy i nadmierne filozofowanie nawet przy arcyciekawej konstrukcji świata mnie nie wciąga. Rozumiem wymowę historii, rozumiem eksperyment myślowy, w którym to, co dla nas “normalne”, zostaje odwrócone, ale nie czuję tego.

Inne tej autorki.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 24, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ursula Le Guin - Lewa ręka ciemności

Genly AI, przedstawiciel Ekumeny - o której pewnie można przeczytać we wcześniejszych tomach cyklu, mogłam i ja, ale do momentu pojawienia się nazwy “Hain” nie byłam świadoma, że to kawałek większej całości, a nie samodzielny utwór - od jakiegoś czasu przebywa na Gethen, planecie w trakcie epoki lodowcowej i próbuje delikatnie, nie naruszając samostanowienia władców planety, przekonać ich do zjednoczenia i dołączenia do wspólnoty światów. Tu trochę przypomnieli mi się Strugaccy i “Trudno być bogiem”, ale podejście Genly’ego jest mniej protekcjonalne, chociaż zasady świata, do którego przybył, są mu obce. Getheńczycy wyznają zasadę minimalnej ingerencji, nie starając się za wszelką cenę zmienić nieprzyjaznej planety, ale dostosowując się do jej klimatu i ograniczeń. Do tego są hermafrodytami, podział na płci uaktywnia się naturalnie tylko w okresie kemmeru (analogu rui), ale nie jest przypisany do osoby na zawsze. To rozdziela kulturę od rozmnażania, a władzę od seksu, dodatkowo osłabia potrzebę przemocy i wojen (chociaż oczywiście ich nie wyklucza, tak jak animozji między krajami, oddzielonymi od siebie arbitralną linią na mapie). Nagle to, co uważamy za normę u ludzi, staje się wynaturzeniem, Getheńczycy obserwują wysłannika z zaskoczeniem, a czasem nawet z odrazą. Autorka przeprowadza Genly’ego przez sporo politycznych trudności, dzięki czemu zaprzyjaźnia się z wygnanym przez króla Karhidu Estravenem i razem z nim, prawie jak zdobywcy bieguna, każe im wędrować przez skrajnie nieprzyjazny świat na krawędzi śmierci. Rodzi się z tego głęboka przyjaźń mimo różnic między nimi. Tak głęboka, że kiedy na Gethen przybywają oczekujący na wyniki rokowań Genly’ego inni przedstawiciele ludzkości, ten jest negatywnie zaskoczony ich obcością.

No nie podeszła mi ta książka. Z otchłani FB wyciągnęłam, że zaczęłam ją czytać w 2018, potem podjęłam kolejną próbę, a skończyłam dopiero za trzecim podejściem. I nie jest to wina autorki, raczej tego, że z wiekiem zmienia mi się gust czytelniczy i nadmierne filozofowanie nawet przy arcyciekawej konstrukcji świata mnie nie wciąga. Rozumiem wymowę historii, rozumiem eksperyment myślowy, w którym to, co dla nas “normalne”, zostaje odwrócone, ale nie czuję tego.

Inne tej autorki.

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 24, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Kawałki Poznania odcinek 18

[2.03.2024-26.05.2024 + kilka zdjęć z 2018]

Jak ja tęsknię za wiosną! Dziś chyba był pierwszy dzień, kiedy wiatr przywiał coś innego niż zimno i śnieg - +8, rano leciało kilka kluczy gęsi, potem słońce, potem nagle wiosenna ulewa, niebo jak z katalogu nieb. To jeszcze nie ta wiosna, której szukam, ale dała mi nadzieję. Taką, jak przeglądanie wiosennych zdjęć z okolic Warty, Łazarza, Wildy, Śródki i centrum miasta.

GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8) luty 2022 (9), marzec 2022 (10), październik 2022 (11), styczeń 2023 (12), kwiecień 2023 (13), styczeń 2024 (14), grudzień 2024 (15), grudzień 2024 (16), marzec 2025 (17).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 23, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 2 komentarze - Skomentuj


Kawałki Poznania odcinek 18

[2.03.2024-26.05.2024 + kilka zdjęć z 2018]

Jak ja tęsknię za wiosną! Dziś chyba był pierwszy dzień, kiedy wiatr przywiał coś innego niż zimno i śnieg - +8, rano leciało kilka kluczy gęsi, potem słońce, potem nagle wiosenna ulewa, niebo jak z katalogu nieb. To jeszcze nie ta wiosna, której szukam, ale dała mi nadzieję. Taką, jak przeglądanie wiosennych zdjęć z okolic Warty, Łazarza, Wildy, Śródki i centrum miasta.

GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8) luty 2022 (9), marzec 2022 (10), październik 2022 (11), styczeń 2023 (12), kwiecień 2023 (13), styczeń 2024 (14), grudzień 2024 (15), grudzień 2024 (16), marzec 2025 (17).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 23, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 2 komentarze - Skomentuj