[3-7.11.2025]
To nie jest tak, że zabytków w Salonikach trzeba szukać. Normalnie idzie sobie człowiek deptakiem, wtem na środku malownicza ruinka sprzed półtora tysiąca lat, zasiedlona przez wygrzewające się na słonku (jak akurat jest) koty (są zawsze). Kilka zabytków zwiedziłam celowo i z biletami, inne po prostu były tuż przy ulicach, którymi przechodziłam.
- Kościół Panagia Dexia (Ιερός Ναός Παναγίας Δεξιάς), Egnatia 123 - zupełnie nie zabytkowy, bo XX-wieczny, ale bardzo kolorowy kościół tuż pod apartamentem. Tak, ludzie wchodzą i całują ikony, zupełnie jak relikwie świętego Spirydona u Durrella (tu wstaw komentarz o niewyciąganiu wniosków z pandemii).
- Łuk Galeriusza (Αψίδα Γαλερίου - Καμάρα), Egnatia 144 - łuk triumfalny po zwycięstwie Galeriusza nad Persami, z IV wieku. Kiedyś miał cztery filary, ale zostały dwa. Siedziba lokalnych gołębi.
- Ruiny pałacu Galeriusza (Ανάκτορο του Γαλερίου), Pl. Navarinou i Dimitriou Gounari - miejsce plażowania okolicznych kotów, można zwiedzać za drobną opłatą albo patrzeć z góry. III-IV wiek, oprócz pałacu była kryta galeria i prawie półkilometrowy hipodrom.
- Rotunda (Ροτόντα), Platia Agiou Georgiou Rotonta 5 - zabytek z czasów rzymskich, początkowo świątynia Jowisza, potem kolejno była to świątynia wczesnochrześcijańska pod wezwaniem św. Jerzego, potem meczet, a aktualnie muzeum mozaiki. Wstęp biletowany, młodzież bezpłatnie.
- Katedra Agia Sophia - Mądrości Bożej (Ιερός Καθεδρικός Ναός της του Θεού Σοφίας), Pl. Agias Sofias - VII wiek, początkowo w tym miejscu stała większa bazylika Św. Marka. Nieco ciemne freski pochodzą z IX wieku, trochę się przybrudziły. Też się całuje ikony.
- Biała Wieża (Λευκός Πύργος), Leoforos Nikis - XV wiek, pozostałość tureckich fortyfikacji, aktualnie muzeum i punkt widokowy. Wstęp biletowany, młodzież nie płaciła, bo nie chciała wchodzić - brak windy.
- Muzeum Archeologiczne (Αρχαιολογικό Μουσείο Θεσσαλονίκης), Manoli Andronikou 6 - lekcja historii Macedonii z rekwizytami z epok. Wstęp biletowany, młodzież bezpłatnie.
- Kościół św. Pawła Apostoła (Ιερός Ναός Αγίου Αποστόλου Παύλου), Agios Pavlos 554 - otwarty do 14:00, byłam kilka minut po, bo wybrałam najpierw zoo, nad czym ubolewam. Ale widoki na miasto przepiękne.
Łuk Galeriusza
Wykopki po pałacu Galeriusza
Biała Wieża
Panagias Dexias
Nowe / stare (to nie jest kościół Panagias Dexias)
Rotunda
Agia Sophia
Agia Sophia
Kościół św. Pawła Apostoła
Muzeum Archeologiczne

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 25, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, saloniki
- 2 komentarze
- Skomentuj
[3-7.11.2025]
To nie jest tak, że zabytków w Salonikach trzeba szukać. Normalnie idzie sobie człowiek deptakiem, wtem na środku malownicza ruinka sprzed półtora tysiąca lat, zasiedlona przez wygrzewające się na słonku (jak akurat jest) koty (są zawsze). Kilka zabytków zwiedziłam celowo i z biletami, inne po prostu były tuż przy ulicach, którymi przechodziłam.
- Kościół Panagia Dexia (Ιερός Ναός Παναγίας Δεξιάς), Egnatia 123 - zupełnie nie zabytkowy, bo XX-wieczny, ale bardzo kolorowy kościół tuż pod apartamentem. Tak, ludzie wchodzą i całują ikony, zupełnie jak relikwie świętego Spirydona u Durrella (tu wstaw komentarz o niewyciąganiu wniosków z pandemii).
- Łuk Galeriusza (Αψίδα Γαλερίου - Καμάρα), Egnatia 144 - łuk triumfalny po zwycięstwie Galeriusza nad Persami, z IV wieku. Kiedyś miał cztery filary, ale zostały dwa. Siedziba lokalnych gołębi.
- Ruiny pałacu Galeriusza (Ανάκτορο του Γαλερίου), Pl. Navarinou i Dimitriou Gounari - miejsce plażowania okolicznych kotów, można zwiedzać za drobną opłatą albo patrzeć z góry. III-IV wiek, oprócz pałacu była kryta galeria i prawie półkilometrowy hipodrom.
- Rotunda (Ροτόντα), Platia Agiou Georgiou Rotonta 5 - zabytek z czasów rzymskich, początkowo świątynia Jowisza, potem kolejno była to świątynia wczesnochrześcijańska pod wezwaniem św. Jerzego, potem meczet, a aktualnie muzeum mozaiki. Wstęp biletowany, młodzież bezpłatnie.
- Katedra Agia Sophia - Mądrości Bożej (Ιερός Καθεδρικός Ναός της του Θεού Σοφίας), Pl. Agias Sofias - VII wiek, początkowo w tym miejscu stała większa bazylika Św. Marka. Nieco ciemne freski pochodzą z IX wieku, trochę się przybrudziły. Też się całuje ikony.
- Biała Wieża (Λευκός Πύργος), Leoforos Nikis - XV wiek, pozostałość tureckich fortyfikacji, aktualnie muzeum i punkt widokowy. Wstęp biletowany, młodzież nie płaciła, bo nie chciała wchodzić - brak windy.
- Muzeum Archeologiczne (Αρχαιολογικό Μουσείο Θεσσαλονίκης), Manoli Andronikou 6 - lekcja historii Macedonii z rekwizytami z epok. Wstęp biletowany, młodzież bezpłatnie.
- Kościół św. Pawła Apostoła (Ιερός Ναός Αγίου Αποστόλου Παύλου), Agios Pavlos 554 - otwarty do 14:00, byłam kilka minut po, bo wybrałam najpierw zoo, nad czym ubolewam. Ale widoki na miasto przepiękne.
Łuk Galeriusza
Wykopki po pałacu Galeriusza
Biała Wieża
Panagias Dexias
Nowe / stare (to nie jest kościół Panagias Dexias)
Rotunda
Agia Sophia
Agia Sophia
Kościół św. Pawła Apostoła
Muzeum Archeologiczne

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 25, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, saloniki
- 2 komentarze
- Skomentuj
Hiram od dziecka ma doskonałą pamięć i błyskotliwy umysł, któregoś dnia zauważa go pan Walker, właściciel plantacji i zabiera go ze sobą do dworu. Nie jest tajemnicą, że chłopiec jest mieszańcem, a pan Walker to jego ojciec, tajemnicą jednak jest, gdzie zaginęła matka i czemu dziecko jej nie pamięta. Pan chce, żeby Hiram był pomocą dla jego drugiego syna, który dla odmiany nie jest specjalnie błyskotliwy, zapewnia mu wykształcenie i wsparcie. Hiram wie, że i tak nie odziedziczy plantacji, a jego rola zawsze będzie służebna, ale stara się i obserwuje. Dzieje się jednak rzecz zaskakująca - podczas wypadku w rzece tonie syn pana, a Hiram cudem zostaje znaleziony bezpieczny w pewnej odległości. To wydarzenie rozpoczyna cały szereg niespodzianek, które prowadzą już dorosłego Hirama do Podziemia, które za pomocą praca, oszustwa oraz magii uwalnia niewolników.
To taka “Kolej podziemna”, ale z realizmem magicznym. Te kanały przerzutowe Czarnych (zwanych tutaj Utrudzonymi), które nie zostają skompromitowane, pozwalają na ratowanie jednostek, dlatego ważne jest działanie dywersyjne i współpraca z tymi białymi, którym idee abolicji są bliskie. I wtedy pojawiają się wybrani, tacy jak kobieta zwana Mojżeszem, która ma moc snucia opowieści, przenikającej przestrzeń czy rodzina Hirama - jego babka, która cudownie wywiodła kilkadziesiąt osób z plantacji, jego matka, która zniknęła - i wreszcie sam Hiram. Realia trudu na plantacjach, tragedia rozdartych rodzin, dzieci oddzielonych od matki, mężów od żon, wszystko zależne od kaprysów panów czy ich stanu majątkowego, bo na spłatę długów lepiej dać niewolnika niż krowę, to wszystko jest wstrząsające i tym bardziej poświęcenie tych, którzy po uwolnieniu działali, żeby sklejać rodziny i ratować innych, jest ogromne. Doklejenie do tego magii nieco mi przyjemność z lektury popsuło.
Inne tego autora.
#103
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 24, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Hiram od dziecka ma doskonałą pamięć i błyskotliwy umysł, któregoś dnia zauważa go pan Walker, właściciel plantacji i zabiera go ze sobą do dworu. Nie jest tajemnicą, że chłopiec jest mieszańcem, a pan Walker to jego ojciec, tajemnicą jednak jest, gdzie zaginęła matka i czemu dziecko jej nie pamięta. Pan chce, żeby Hiram był pomocą dla jego drugiego syna, który dla odmiany nie jest specjalnie błyskotliwy, zapewnia mu wykształcenie i wsparcie. Hiram wie, że i tak nie odziedziczy plantacji, a jego rola zawsze będzie służebna, ale stara się i obserwuje. Dzieje się jednak rzecz zaskakująca - podczas wypadku w rzece tonie syn pana, a Hiram cudem zostaje znaleziony bezpieczny w pewnej odległości. To wydarzenie rozpoczyna cały szereg niespodzianek, które prowadzą już dorosłego Hirama do Podziemia, które za pomocą praca, oszustwa oraz magii uwalnia niewolników.
To taka “Kolej podziemna”, ale z realizmem magicznym. Te kanały przerzutowe Czarnych (zwanych tutaj Utrudzonymi), które nie zostają skompromitowane, pozwalają na ratowanie jednostek, dlatego ważne jest działanie dywersyjne i współpraca z tymi białymi, którym idee abolicji są bliskie. I wtedy pojawiają się wybrani, tacy jak kobieta zwana Mojżeszem, która ma moc snucia opowieści, przenikającej przestrzeń czy rodzina Hirama - jego babka, która cudownie wywiodła kilkadziesiąt osób z plantacji, jego matka, która zniknęła - i wreszcie sam Hiram. Realia trudu na plantacjach, tragedia rozdartych rodzin, dzieci oddzielonych od matki, mężów od żon, wszystko zależne od kaprysów panów czy ich stanu majątkowego, bo na spłatę długów lepiej dać niewolnika niż krowę, to wszystko jest wstrząsające i tym bardziej poświęcenie tych, którzy po uwolnieniu działali, żeby sklejać rodziny i ratować innych, jest ogromne. Doklejenie do tego magii nieco mi przyjemność z lektury popsuło.
Inne tego autora.
#103
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 24, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani Eufemia Kwiatkowska, emerytowana nauczycielka muzyki, mieszka w “kołchozie” - współdzielonym mieszkaniu z nieprzyjaznymi jej współlokatorami. Kiedy wreszcie otrzymuje przydział na mieszkanie na nowowybudowanym osiedlu Za Wiatrakami, nie waha się, nawet jeśli mieszkania mają niedoróbki i chodzi plotka, że ktoś morduje starsze panie[1]. Plotka okazuje się prawdą. Mimo to pani Eufemia wywiesza ogłoszenie o lekcjach muzyki, bo w związku ze zmianą zamieszkania musi znaleźć nowych klientów. Zaprzyjaźnia się też z państwem inżynierostwem, których córeczkę uczy gry na pianinie i szybko nawiązuje kontakt z dzielnicowym sierżantem Lipkowskim, który ma pomysł, żeby wykorzystać ją jako przynętę. Jako potencjalnych złoczyńców Lipkowski typuje tzw. złote rączki, którzy świadczą nielegalnie usługi remontowo-stolarskie - zamontują zamek, wyheblują okno, żeby się zamykało, położą kafelki czy wręcz naprawią to, co spieprzyli, oddając mieszkanie. Całość jest utrzymana w dość lekkim klimacie, z dużym udziałem starszej pani w rozwiązaniu sprawy. Dzielnicowy też okazuje się sprytniejszy od Komendy Głównej Milicji, co zostaje finalnie zaakceptowane po początkowej niechęci do udziału sierżanta w śledztwie.
Się pije: kawę (gorzką, bo cukier daleko i wstyd prosić o podanie).
Się marzy: o zakupie Taunusa (taki europejski Ford!).
Się nosi: drogi zegarek “Omega”.
Elektronika: radio „Aga”, telewizor „Granit” - istotny dla śledztwa, “Philips” - nowoczesny, z Zachodu.
[1] Oczywiście, że pojawiają się żarciki z potencjalnego tła seksualnego napaści - wszyscy są zgodni, że przecież 60-latki nikt nie tknie, bo stara i do tego brzydka, mimo wspomnianych przypadków gwałtu na osobie 80+. Ale to we Francji (ciągle aktualnie, niestety).
Inne tego autora.
#102/#27
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 23, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani Eufemia Kwiatkowska, emerytowana nauczycielka muzyki, mieszka w “kołchozie” - współdzielonym mieszkaniu z nieprzyjaznymi jej współlokatorami. Kiedy wreszcie otrzymuje przydział na mieszkanie na nowowybudowanym osiedlu Za Wiatrakami, nie waha się, nawet jeśli mieszkania mają niedoróbki i chodzi plotka, że ktoś morduje starsze panie[1]. Plotka okazuje się prawdą. Mimo to pani Eufemia wywiesza ogłoszenie o lekcjach muzyki, bo w związku ze zmianą zamieszkania musi znaleźć nowych klientów. Zaprzyjaźnia się też z państwem inżynierostwem, których córeczkę uczy gry na pianinie i szybko nawiązuje kontakt z dzielnicowym sierżantem Lipkowskim, który ma pomysł, żeby wykorzystać ją jako przynętę. Jako potencjalnych złoczyńców Lipkowski typuje tzw. złote rączki, którzy świadczą nielegalnie usługi remontowo-stolarskie - zamontują zamek, wyheblują okno, żeby się zamykało, położą kafelki czy wręcz naprawią to, co spieprzyli, oddając mieszkanie. Całość jest utrzymana w dość lekkim klimacie, z dużym udziałem starszej pani w rozwiązaniu sprawy. Dzielnicowy też okazuje się sprytniejszy od Komendy Głównej Milicji, co zostaje finalnie zaakceptowane po początkowej niechęci do udziału sierżanta w śledztwie.
Się pije: kawę (gorzką, bo cukier daleko i wstyd prosić o podanie).
Się marzy: o zakupie Taunusa (taki europejski Ford!).
Się nosi: drogi zegarek “Omega”.
Elektronika: radio „Aga”, telewizor „Granit” - istotny dla śledztwa, “Philips” - nowoczesny, z Zachodu.
[1] Oczywiście, że pojawiają się żarciki z potencjalnego tła seksualnego napaści - wszyscy są zgodni, że przecież 60-latki nikt nie tknie, bo stara i do tego brzydka, mimo wspomnianych przypadków gwałtu na osobie 80+. Ale to we Francji (ciągle aktualnie, niestety).
Inne tego autora.
#102/#27
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 23, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[3-7.11.2025]
Zanim przejdę do potykania się o zabytki na każdym kroku, dziś o samych Salonikach. I Grecji jako takiej. Z jednej strony nowocześnie i europejsko, z drugiej azjatycko ciasno - wąziutkie ulice obstawione samochodami zderzak w zderzak[1], a gęsta zabudowa przypominała mi uliczki w Taipei. I - na co narzekał lubiący wielkopolski porzundek eloy - wszystko jest opcjonalne. Kierunkowskazy, czerwone światło, godziny otwarcia[2], menu, a nawet zwierzęta w zoo[3] - jest, albo nie ma. Przechodzi się na czerwonym, kolejkę się omija, parkuje na trzeciego, wjeżdża w jednokierunkową…
Mieszkanie trafiło mi się w samiutkim centrum, tuż przy Rotundzie i Łuku Galeriana - o czym niebawem - i przy deptaku prowadzącym na wybrzeże przez pełną restauracji i barów dzielnicę Ladadika. Nastolatka z radością odkryła sklep z odzieżą i biżuterią gotycką, ja spacery wieczorami na bulwary, gdzie Biała Wieża, Parasolki, pomnik Aleksandra Wielkiego na Bucefale[4] i stateczek, którym się pływa wzdłuż brzegu (za cenę biletu lub zakupu napoju na pokładzie) oraz - niedaleko - wieża z obrotową kawiarnią. Pojechałam też metrem na bazar Kapani i stamtąd spacerkiem na plac Arystotelesa.
Atrakcje:
- Kapani Market (Αγορά Καπάνι) - Vlali; przy stacji metra Venizelou, świeże ryby, mięso, warzywa, owoce i wyroby lokalne
- Aristotle Square (Πλατεία Αριστοτέλους); tuż przy wybrzeżu
- Parasolki Zongolopoulosa (Ομπρέλες του Ζογγολόπουλου); na wybrzeżu
- OTE Tower - Egnatia 154, obrotowa kawiarnia tuż przy Muzeum Archeologicznym
- Municipal Zoo of Thessaloniki - Leof. Ochi 25; można autobusem, ale naprawdę niekoniecznie
Jedzenie:
- Brunchsin - Paleon Patron Germanou 26, śniadania i brunche
- Kivotos Ton Gefseon (Κιβωτός των Γεύσεων) - Patriarchou Ioakim 26, typowa grecka, wracaliśmy kilka razy
- CafeOino - Dim. Gounari 49, śniadania i drinki wieczorem, miejsce gry w tryktraka
- Meze-Bar Naftiliaki (Μεζέ-Μπάρ Ναυτιλιακή) - Pl. Agiou Georgiou Rotonta 8, grecka
- Because Bagel - Al. Svolou 41, śniadaniowe bajgle
- Fayaz - piekarnia / kawa Nikiti 630
- Ramen Tales - Al. Svolou 16, artisan ramen
- Fluffy Brunch - Pl. Navarinou 10, pyszne puchate pankejki, najlepsze śniadanie
- Nargis - Καπετάν Πατρίκη 18, hinduska, schowana w podwórku
Widok z okna / Egnatia
Aleja Leoforos Nikis
Balkony
Deptak Dimitriou Gounari
Bazar Kapani
Widok z OTE Tower
OTE Tower
Widok z OTE Tower
Deptak Dimitriou Gounari / Okolicy Muzeum Archeologicznego
Plac Navarinou
Widok z zoo / Historia przy ulicy
Nowe i stare
Zoo
Widok z zoo
Kivotos Ton Gefseon / Meze-Bar Naftiliaki
Leoforos Stratou
Brunchsin / Fluffy Brunch
Because Bagel / CafeOino
Plac Arystotelesa
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Na początku chciałam bez samochodu, ale że zaplanowaliśmy też wypady poza miasto, mądrą decyzją było znalezienie parkingu tuż obok mieszkania. Owszem, po grecku trzeba było na niego wjeżdżać na raty, bo prowadziła wąską uliczka i czasem nie było innej opcji niż się wycofać, żeby ktoś z przeciwka mógł wyjechać. Ale zdecydowanie Saloniki da się ogarnąć sprawną komunikacją miejską - metro i autobusami, również z lotniska.
[2] Samolot odlatywał o 10:15. Wypożyczając samochód upewniam się, że ktoś będzie w wypożyczalni koło 8, bo nie zabierzemy samochodu ze sobą oraz potrzebujemy transportu na lotnisko, bo wypożyczalnia jest kawałek od. Oczywiście, mamy otwarte od 8. Sobota, 8:10. Wypożyczalnia zamknięta na głucho, telefon przełącza na skrzynkę. Nerwowo wymieniam wiadomości z catsitterką, żeby jednak nie zostawiała kluczy, bo nie wiadomo, czy wrócimy o czasie. Po kwadransie zaczęłam obchodzić lokalne przybytki - piekarnio-spożywczak-bistro i inne wypożyczalnie, na szczęście już w piekarni sympatyczna pani zza lady dodzwoniła się do wesołka z wypożyczalni, który wpisał sobie, że oddajemy samochód do 11:30, więc jeszcze był w łóżku, skoro rozpoczęcie pracy jest opcjonalne… Ale przyjechał, wróciliśmy, chociaż bagaż nadawaliśmy dosłownie rzutem na taśmę.
[3] Jeżeli wpadniecie na pomysł pojechania - a się jedzie, bo niby nie jest daleko od centrum, ale cały czas pod stromą górę - do Miejskiego Zoo w Salonikach, to nie spodziewajcie się tam ożywionej fauny, albowiem jest opcjonalna. Jakkolwiek pięknie zlokalizowane, zoo jest w zasadzie puste, zwierzęta sekretarka i dyrektor zabrali do domu, słoń na pewno pięknie służy za kanapę. A serio - Muzeum Historii Naturalnej jest zamknięte na głucho i dosłownie zarośnięte pajęczynami, pawilonu gadów nie ma, są tylko stłoczone żółwie, ze zwierząt jest smutny samotny dzik, trochę ptaków w zardzewiałej wolierze i poza oraz zestaw kopytnych domowych i dzikich. To wszystko. Powinno mi dać do myślenia, że na mapie nie było oznaczonych zwierząt. Nie było, bo ich nie ma. Za to widoki przepiękne oraz adekwatna cena biletu (bo darmo).
[4] Nabijaliśmy się, że wszystko, co męskie kończy się w Grecji na “s” i rzeczywiście, Aleksander Wielki transkrybuje się na Aleksandros O Megas. A Bucefał na Boukephalosa.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 22, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, saloniki
- 2 komentarze
- Skomentuj
[3-7.11.2025]
Zanim przejdę do potykania się o zabytki na każdym kroku, dziś o samych Salonikach. I Grecji jako takiej. Z jednej strony nowocześnie i europejsko, z drugiej azjatycko ciasno - wąziutkie ulice obstawione samochodami zderzak w zderzak[1], a gęsta zabudowa przypominała mi uliczki w Taipei. I - na co narzekał lubiący wielkopolski porzundek eloy - wszystko jest opcjonalne. Kierunkowskazy, czerwone światło, godziny otwarcia[2], menu, a nawet zwierzęta w zoo[3] - jest, albo nie ma. Przechodzi się na czerwonym, kolejkę się omija, parkuje na trzeciego, wjeżdża w jednokierunkową…
Mieszkanie trafiło mi się w samiutkim centrum, tuż przy Rotundzie i Łuku Galeriana - o czym niebawem - i przy deptaku prowadzącym na wybrzeże przez pełną restauracji i barów dzielnicę Ladadika. Nastolatka z radością odkryła sklep z odzieżą i biżuterią gotycką, ja spacery wieczorami na bulwary, gdzie Biała Wieża, Parasolki, pomnik Aleksandra Wielkiego na Bucefale[4] i stateczek, którym się pływa wzdłuż brzegu (za cenę biletu lub zakupu napoju na pokładzie) oraz - niedaleko - wieża z obrotową kawiarnią. Pojechałam też metrem na bazar Kapani i stamtąd spacerkiem na plac Arystotelesa.
Atrakcje:
- Kapani Market (Αγορά Καπάνι) - Vlali; przy stacji metra Venizelou, świeże ryby, mięso, warzywa, owoce i wyroby lokalne
- Aristotle Square (Πλατεία Αριστοτέλους); tuż przy wybrzeżu
- Parasolki Zongolopoulosa (Ομπρέλες του Ζογγολόπουλου); na wybrzeżu
- OTE Tower - Egnatia 154, obrotowa kawiarnia tuż przy Muzeum Archeologicznym
- Municipal Zoo of Thessaloniki - Leof. Ochi 25; można autobusem, ale naprawdę niekoniecznie
Jedzenie:
- Brunchsin - Paleon Patron Germanou 26, śniadania i brunche
- Kivotos Ton Gefseon (Κιβωτός των Γεύσεων) - Patriarchou Ioakim 26, typowa grecka, wracaliśmy kilka razy
- CafeOino - Dim. Gounari 49, śniadania i drinki wieczorem, miejsce gry w tryktraka
- Meze-Bar Naftiliaki (Μεζέ-Μπάρ Ναυτιλιακή) - Pl. Agiou Georgiou Rotonta 8, grecka
- Because Bagel - Al. Svolou 41, śniadaniowe bajgle
- Fayaz - piekarnia / kawa Nikiti 630
- Ramen Tales - Al. Svolou 16, artisan ramen
- Fluffy Brunch - Pl. Navarinou 10, pyszne puchate pankejki, najlepsze śniadanie
- Nargis - Καπετάν Πατρίκη 18, hinduska, schowana w podwórku
Widok z okna / Egnatia
Aleja Leoforos Nikis
Balkony
Deptak Dimitriou Gounari
Bazar Kapani
Widok z OTE Tower
OTE Tower
Widok z OTE Tower
Deptak Dimitriou Gounari / Okolicy Muzeum Archeologicznego
Plac Navarinou
Widok z zoo / Historia przy ulicy
Nowe i stare
Zoo
Widok z zoo
Kivotos Ton Gefseon / Meze-Bar Naftiliaki
Leoforos Stratou
Brunchsin / Fluffy Brunch
Because Bagel / CafeOino
Plac Arystotelesa
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Na początku chciałam bez samochodu, ale że zaplanowaliśmy też wypady poza miasto, mądrą decyzją było znalezienie parkingu tuż obok mieszkania. Owszem, po grecku trzeba było na niego wjeżdżać na raty, bo prowadziła wąską uliczka i czasem nie było innej opcji niż się wycofać, żeby ktoś z przeciwka mógł wyjechać. Ale zdecydowanie Saloniki da się ogarnąć sprawną komunikacją miejską - metro i autobusami, również z lotniska.
[2] Samolot odlatywał o 10:15. Wypożyczając samochód upewniam się, że ktoś będzie w wypożyczalni koło 8, bo nie zabierzemy samochodu ze sobą oraz potrzebujemy transportu na lotnisko, bo wypożyczalnia jest kawałek od. Oczywiście, mamy otwarte od 8. Sobota, 8:10. Wypożyczalnia zamknięta na głucho, telefon przełącza na skrzynkę. Nerwowo wymieniam wiadomości z catsitterką, żeby jednak nie zostawiała kluczy, bo nie wiadomo, czy wrócimy o czasie. Po kwadransie zaczęłam obchodzić lokalne przybytki - piekarnio-spożywczak-bistro i inne wypożyczalnie, na szczęście już w piekarni sympatyczna pani zza lady dodzwoniła się do wesołka z wypożyczalni, który wpisał sobie, że oddajemy samochód do 11:30, więc jeszcze był w łóżku, skoro rozpoczęcie pracy jest opcjonalne… Ale przyjechał, wróciliśmy, chociaż bagaż nadawaliśmy dosłownie rzutem na taśmę.
[3] Jeżeli wpadniecie na pomysł pojechania - a się jedzie, bo niby nie jest daleko od centrum, ale cały czas pod stromą górę - do Miejskiego Zoo w Salonikach, to nie spodziewajcie się tam ożywionej fauny, albowiem jest opcjonalna. Jakkolwiek pięknie zlokalizowane, zoo jest w zasadzie puste, zwierzęta sekretarka i dyrektor zabrali do domu, słoń na pewno pięknie służy za kanapę. A serio - Muzeum Historii Naturalnej jest zamknięte na głucho i dosłownie zarośnięte pajęczynami, pawilonu gadów nie ma, są tylko stłoczone żółwie, ze zwierząt jest smutny samotny dzik, trochę ptaków w zardzewiałej wolierze i poza oraz zestaw kopytnych domowych i dzikich. To wszystko. Powinno mi dać do myślenia, że na mapie nie było oznaczonych zwierząt. Nie było, bo ich nie ma. Za to widoki przepiękne oraz adekwatna cena biletu (bo darmo).
[4] Nabijaliśmy się, że wszystko, co męskie kończy się w Grecji na “s” i rzeczywiście, Aleksander Wielki transkrybuje się na Aleksandros O Megas. A Bucefał na Boukephalosa.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 22, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, saloniki
- 2 komentarze
- Skomentuj
Narrator, Charles Marlow, płynie ze znajomymi po Tamizie i opowiada o swojej przygodzie w Kongo, gdzie pracował dla belgijskiej firmy, handlującej kością słoniową. Pływał parowcem między placówkami i przewoził ludzi i towary, skrzętnie omijając wzrokiem dramat niewolników, pracujących nad siły w upale i umierających z głodu, chorób lub pobicia; wiadomo, kość słoniowa jest cenna, cel uświęca środki. Ostatnim zadaniem jest przewiezienie z odległego miejsca niejakiego Kurtza, najlepszego agenta, który jest chory. Po drodze słyszy o jego geniuszu, wrażliwości i inteligencji, na miejscu okazuje się, że jest tak samo paskudny jak inni biali i wykorzystuje ufających mu czarnych do swoich celów. Narrator jest zaskoczony, bo spodziewał się kogoś bardziej wzniosłego niż ogarniętego chciwością cwaniaka, mimo to po śmierci agenta przekazuje jego narzeczonej polukrowany obraz rzeczywistości. Kurtyna.
Nie do końca rozumiem przełomowość tej książki, aczkolwiek mam perspektywę roku 2025 i obrzydliwe rzeczy, robione przez kolonizatorów podbitym przez nich ludziom, są znane. Możliwe, że opublikowanie tej opowieści pod koniec XIX wieku wstrząsnęło światem, zapewne traktującym zdobywców Czarnego Kontynentu nie jak bohaterów, za których chcieli uchodzić, a za przestępców, zabijających i wykorzystujących natywnych mieszkańców do swoich celów, zagrabiając im wszystko, co mieli. Sam narrator nie jest też wolny od pogardy w stosunku do Czarnych, wprawdzie sam bezpośrednio nie przyczynia się do ich cierpienia, ale ma w głowie, że jakby mu kazali, to by to robił bez większego wahania. Jak inni pracownicy firmy; cel uświęca środki. Wada - książka jest przegadana, przefilozofowana i napisana drętwym językiem, albo takie jest jej tłumaczenie na polski; słyszałam, że jest znacznie lepszy przekład Dukaja, czytał ktoś?
#100/#26
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 21, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2025
- 3 komentarze
- Skomentuj
Narrator, Charles Marlow, płynie ze znajomymi po Tamizie i opowiada o swojej przygodzie w Kongo, gdzie pracował dla belgijskiej firmy, handlującej kością słoniową. Pływał parowcem między placówkami i przewoził ludzi i towary, skrzętnie omijając wzrokiem dramat niewolników, pracujących nad siły w upale i umierających z głodu, chorób lub pobicia; wiadomo, kość słoniowa jest cenna, cel uświęca środki. Ostatnim zadaniem jest przewiezienie z odległego miejsca niejakiego Kurtza, najlepszego agenta, który jest chory. Po drodze słyszy o jego geniuszu, wrażliwości i inteligencji, na miejscu okazuje się, że jest tak samo paskudny jak inni biali i wykorzystuje ufających mu czarnych do swoich celów. Narrator jest zaskoczony, bo spodziewał się kogoś bardziej wzniosłego niż ogarniętego chciwością cwaniaka, mimo to po śmierci agenta przekazuje jego narzeczonej polukrowany obraz rzeczywistości. Kurtyna.
Nie do końca rozumiem przełomowość tej książki, aczkolwiek mam perspektywę roku 2025 i obrzydliwe rzeczy, robione przez kolonizatorów podbitym przez nich ludziom, są znane. Możliwe, że opublikowanie tej opowieści pod koniec XIX wieku wstrząsnęło światem, zapewne traktującym zdobywców Czarnego Kontynentu nie jak bohaterów, za których chcieli uchodzić, a za przestępców, zabijających i wykorzystujących natywnych mieszkańców do swoich celów, zagrabiając im wszystko, co mieli. Sam narrator nie jest też wolny od pogardy w stosunku do Czarnych, wprawdzie sam bezpośrednio nie przyczynia się do ich cierpienia, ale ma w głowie, że jakby mu kazali, to by to robił bez większego wahania. Jak inni pracownicy firmy; cel uświęca środki. Wada - książka jest przegadana, przefilozofowana i napisana drętwym językiem, albo takie jest jej tłumaczenie na polski; słyszałam, że jest znacznie lepszy przekład Dukaja, czytał ktoś?
#100/#26
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 21, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2025
- 3 komentarze
- Skomentuj