Jaki to piękny film, dawno się tak dobrze nie bawiłam podczas oglądania czegokolwiek. Leci sobie samolot, na pokładzie klasa ekonomiczna śpi, klasa biznes wyraża pewne poirytowanie, a stewardzi i piloci zaprawiają się napitkami procentowymi, albowiem w wyniku kilkuminutowego incydentu na lotnisku (z udziałem Penelopy Cruz i Antonio Banderasa) samolot wystartował z niesprawnym podwoziem. Zamiast lecieć do Meksyku, krążą sobie i czekają, aż dostaną pas do lądowania. W międzyczasie rozwiązują problemy uczuciowe, piją zaprawiany meskaliną koktail, tracą dziewictwo oraz rozwiązują tajemnicę tożsamości płatnego mordercy czy materiałów wpływowej kurtyzany.
Pełen przekrój pięknych pań znanych już z dotychczasowych filmów Almodovara, niesamowite, kolorowe stroje, doskonale zaprojektowane wnętrza i duża doza absurdu, gęsto przetykanego słowem nieskromnym.
Na szczęście najpierw obejrzałam film, potem przeczytałam garść recenzji, która odsądza najnowszego Almodovara od czci i wiary. Dowodzi to tylko, że to, co ja odbieram jako zaletę (kamp w stylu "Kobiet na skraju załamania nerwowego", ślicznie przegięte cioty, cameo Penelopy i Banderasa, cały film o ryćkaniu i związkach), dla "fanów" nagle staje się wadą, bo to najgorszy film ever. Mogę powitać to tylko bardzo poważnym "phi".
Inne filmy Almodovara.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 18, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Jaki to piękny film, dawno się tak dobrze nie bawiłam podczas oglądania czegokolwiek. Leci sobie samolot, na pokładzie klasa ekonomiczna śpi, klasa biznes wyraża pewne poirytowanie, a stewardzi i piloci zaprawiają się napitkami procentowymi, albowiem w wyniku kilkuminutowego incydentu na lotnisku (z udziałem Penelopy Cruz i Antonio Banderasa) samolot wystartował z niesprawnym podwoziem. Zamiast lecieć do Meksyku, krążą sobie i czekają, aż dostaną pas do lądowania. W międzyczasie rozwiązują problemy uczuciowe, piją zaprawiany meskaliną koktail, tracą dziewictwo oraz rozwiązują tajemnicę tożsamości płatnego mordercy czy materiałów wpływowej kurtyzany.
Pełen przekrój pięknych pań znanych już z dotychczasowych filmów Almodovara, niesamowite, kolorowe stroje, doskonale zaprojektowane wnętrza i duża doza absurdu, gęsto przetykanego słowem nieskromnym.
Na szczęście najpierw obejrzałam film, potem przeczytałam garść recenzji, która odsądza najnowszego Almodovara od czci i wiary. Dowodzi to tylko, że to, co ja odbieram jako zaletę (kamp w stylu "Kobiet na skraju załamania nerwowego", ślicznie przegięte cioty, cameo Penelopy i Banderasa, cały film o ryćkaniu i związkach), dla "fanów" nagle staje się wadą, bo to najgorszy film ever. Mogę powitać to tylko bardzo poważnym "phi".
Inne filmy Almodovara.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 18, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
... a na Śródce koniecznie na kawę, żeby trochę się rozgrzać, bo wieje mimo nieśmiało wyglądającego zza chmur listopadowego słońca. W La Ruinie pewnie wszyscy już byli, ciasta jedli, ja zresztą też - we wrześniu ubiegłego roku wybraliśmy się wieczorem na przykatedralny spektakl, ale ciemno było i nie robiłam zdjęć. Uwielbiam ten przyczółek pośrodku śpiącej enklawy, zwłaszcza że otwarty do późna. W środku Grover, z którym można się zaprzyjaźnić, doskonały sernik pomarańczowy i przyjazne, komfortowe i kolorowe wnętrze, gęste od drobiazgów. Lubię. I śródecko-ostrowskie koty lubię (wczorajszy catspotting: 4).






Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 17, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
srodka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... a na Śródce koniecznie na kawę, żeby trochę się rozgrzać, bo wieje mimo nieśmiało wyglądającego zza chmur listopadowego słońca. W La Ruinie pewnie wszyscy już byli, ciasta jedli, ja zresztą też - we wrześniu ubiegłego roku wybraliśmy się wieczorem na przykatedralny spektakl, ale ciemno było i nie robiłam zdjęć. Uwielbiam ten przyczółek pośrodku śpiącej enklawy, zwłaszcza że otwarty do późna. W środku Grover, z którym można się zaprzyjaźnić, doskonały sernik pomarańczowy i przyjazne, komfortowe i kolorowe wnętrze, gęste od drobiazgów. Lubię. I śródecko-ostrowskie koty lubię (wczorajszy catspotting: 4).






Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 17, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
srodka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Najpierw o tym, co mnie rozczarowało. Brakuje mi w tej książce mądrej postaci jakiegoś życiowego wykolejeńca, złotoustego pijaczka, co to jak Himilsbach wprowadza bajkowy element do rzeczywistości. Poza tym zostałam zaskoczona. Powagą, prawie że patosem kilku złączonych ze sobą historii - zamożnej warszawskiej klasy średniej z Żoliborza (z ulicy Dygasińskiego), syna opiekującego się chorą psychicznie matką (zamieszkałych w willi obok) oraz pary młodych Ukrainców, którzy do Warszawy dotarli "za chlebem". Wszystkich łączy Iwanka, nieco egzaltowana naiwna wiolonczelistka, która wbrew woli matki przyjechała do swojego narzeczonego, Mykoły, jazzmana rozwożącego pizzę. Przyjechała, żeby w krainie okazji - Polsce - zarobić na mieszkanie, mimo że oznacza to utratę statusu - mycie warzyw w śmierdzącej wodzie, upokorzenia (pobrzmienia w tle celebryta W., porównujący Ukrainki do brzydkich robotów) i rezygnacji z marzeń o muzyce.
Jest o zmierzchu miłości, o codziennej degeneracji związku. Jest o pustce w życiu żony przy mężu, o toksycznej przyjaźni, zaniedbanym i niekochanym dziecku i wreszcie o matkach. O ich wpływie na życie dzieci, ambicjach, nadziejach i wreszcie krzywdzie, jaką - świadomie lub podświadomie wywołują. Nawet - wydawałoby się - prostoduszna, ciepła Wolska, matka biznesmena Bruna (w domu znanego jako Bronek), powinna umieć wychować mądrych, empatycznych, troskliwych synów. Ale nie.
I zakończenie, którego się nie spodziewałam i mnie poskładało. Tak się nie robi.
Inne tej autorki tu.
#81
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 16, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2013
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Najpierw o tym, co mnie rozczarowało. Brakuje mi w tej książce mądrej postaci jakiegoś życiowego wykolejeńca, złotoustego pijaczka, co to jak Himilsbach wprowadza bajkowy element do rzeczywistości. Poza tym zostałam zaskoczona. Powagą, prawie że patosem kilku złączonych ze sobą historii - zamożnej warszawskiej klasy średniej z Żoliborza (z ulicy Dygasińskiego), syna opiekującego się chorą psychicznie matką (zamieszkałych w willi obok) oraz pary młodych Ukrainców, którzy do Warszawy dotarli "za chlebem". Wszystkich łączy Iwanka, nieco egzaltowana naiwna wiolonczelistka, która wbrew woli matki przyjechała do swojego narzeczonego, Mykoły, jazzmana rozwożącego pizzę. Przyjechała, żeby w krainie okazji - Polsce - zarobić na mieszkanie, mimo że oznacza to utratę statusu - mycie warzyw w śmierdzącej wodzie, upokorzenia (pobrzmienia w tle celebryta W., porównujący Ukrainki do brzydkich robotów) i rezygnacji z marzeń o muzyce.
Jest o zmierzchu miłości, o codziennej degeneracji związku. Jest o pustce w życiu żony przy mężu, o toksycznej przyjaźni, zaniedbanym i niekochanym dziecku i wreszcie o matkach. O ich wpływie na życie dzieci, ambicjach, nadziejach i wreszcie krzywdzie, jaką - świadomie lub podświadomie wywołują. Nawet - wydawałoby się - prostoduszna, ciepła Wolska, matka biznesmena Bruna (w domu znanego jako Bronek), powinna umieć wychować mądrych, empatycznych, troskliwych synów. Ale nie.
I zakończenie, którego się nie spodziewałam i mnie poskładało. Tak się nie robi.
Inne tej autorki tu.
#81
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 16, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2013
- 0 komentarzy
- Skomentuj
I jeszcze do tego mgła.




Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 15, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 4 komentarze
- Skomentuj
I jeszcze do tego mgła.




Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 15, 2013
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Rzuciłam dziś okiem w centrum handlowe z przyczyn prozaicznych - potrzebowałam Mai kupić różowe baletki do przedszkola, a właśnie takie są tylko w Smyku[1]. Przy okazji wpadło mi kilka inspiracji w związku ze zbliżającym się grudniem i #problemami-pierwszego-świata pt. jutro wigilia, co kupić! Zdjęcia z regałów sklepowych, ale nie o jakość tu chodzi.
Tymon Tymański "Autobiografia. ADHD" * Almodovar "Przelotni kochankowie" * Almi Decor - Kalendarz adwentowy (raczej jako inspiracja, bo cena pewnie z takich rejonów [link nieaktualny - 2018]) * Flo - pieski ruszające głowami * Smyk - My Little Pony
A Wy coś fajnego znaleźliście?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 13, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Rzuciłam dziś okiem w centrum handlowe z przyczyn prozaicznych - potrzebowałam Mai kupić różowe baletki do przedszkola, a właśnie takie są tylko w Smyku[1]. Przy okazji wpadło mi kilka inspiracji w związku ze zbliżającym się grudniem i #problemami-pierwszego-świata pt. jutro wigilia, co kupić! Zdjęcia z regałów sklepowych, ale nie o jakość tu chodzi.
Tymon Tymański "Autobiografia. ADHD" * Almodovar "Przelotni kochankowie" * Almi Decor - Kalendarz adwentowy (raczej jako inspiracja, bo cena pewnie z takich rejonów [link nieaktualny - 2018]) * Flo - pieski ruszające głowami * Smyk - My Little Pony
A Wy coś fajnego znaleźliście?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 13, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 1 komentarz
- Skomentuj