[5.07.2025]
Może kiedyś wejdę na inne góry i też będę tak zachwycona, jak Ještědem. Może. Na razie, jako osoba przygruntowa, nieustająco cieszę się za każdym razem, kiedy jestem tutaj. Kolejka linowa dalej nie kursuje, pozostaje samochód i ostatni parking pod szczytem (tylko za gotówkę!). Widoki za miliony monet, tym razem zachód słońca, potem kawa i ciacho w hotelowej restauracji, drugi co do wartości paragon grozy w te wakacje (serio, za dwie kawy, owszem, na wypasie, kofolę i dwa kawałki apfelstrudla zapłaciłam tyle, ile za obiad dla trzech osób przy rynku w Libercu! Dobre, ale bez przesady). Trudno, punkty na wyjeździe i tak dalej. Można wziąć picie i kanapki ze sobą oczywiście, jest miejsce do piknikowania. Wzrusza mnie oczywiście Marsjańskie Dziecię, przylecieli i zostawili, jak tak można. Pytacie, co nastolatka. Nastolatka została na kwaterze, albowiem już była na górze, nie musi powtarzać. Za to po powrocie zapewniła nam rajd w poszukiwaniu czynnego czegokolwiek, co pozwala zaopatrzyć się w środki higieny; tu na ratunek przyszła stacja Orlen, bo na innych stacjach w Billi Express tylko spożywka, Czeszki widać nie mają awaryjnych potrzeb.
GALERIA ZDJĘĆ i starsze: luty 2024, listopad 2021 i sierpień 2021.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 3, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec, jested
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[5.07.2025]
Może kiedyś wejdę na inne góry i też będę tak zachwycona, jak Ještědem. Może. Na razie, jako osoba przygruntowa, nieustająco cieszę się za każdym razem, kiedy jestem tutaj. Kolejka linowa dalej nie kursuje, pozostaje samochód i ostatni parking pod szczytem (tylko za gotówkę!). Widoki za miliony monet, tym razem zachód słońca, potem kawa i ciacho w hotelowej restauracji, drugi co do wartości paragon grozy w te wakacje (serio, za dwie kawy, owszem, na wypasie, kofolę i dwa kawałki apfelstrudla zapłaciłam tyle, ile za obiad dla trzech osób przy rynku w Libercu! Dobre, ale bez przesady). Trudno, punkty na wyjeździe i tak dalej. Można wziąć picie i kanapki ze sobą oczywiście, jest miejsce do piknikowania. Wzrusza mnie oczywiście Marsjańskie Dziecię, przylecieli i zostawili, jak tak można. Pytacie, co nastolatka. Nastolatka została na kwaterze, albowiem już była na górze, nie musi powtarzać. Za to po powrocie zapewniła nam rajd w poszukiwaniu czynnego czegokolwiek, co pozwala zaopatrzyć się w środki higieny; tu na ratunek przyszła stacja Orlen, bo na innych stacjach w Billi Express tylko spożywka, Czeszki widać nie mają awaryjnych potrzeb.
GALERIA ZDJĘĆ i starsze: luty 2024, listopad 2021 i sierpień 2021.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 3, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec, jested
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dziwna opowieść, ale czy wszystkie powieści Nunez nie są trochę dziwne? Autorka opowiada o swojej nietypowej przyjaźni z Rouenną Zycinski[1], kobietą w jej wieku, która niespodziewanie napisała do niej po tym, jak Nunez wydała pierwszą książkę. Powoływała się na wspólne doświadczenia - obie w dzieciństwie mieszkały na Staten Island, na kiepskim i mało bezpiecznym osiedlu, obie rodziny stamtąd uciekły po jakimś czasie, ale nawet podczas wspólnego okresu kobiety, wtedy dziewczynki, się nie znały, chociaż o sobie wiedziały. Nunez nie była początkowo chętna, węszyła kłopoty, ale coś ją przyciągało do Rouenny. Dużo rozmawiały, wreszcie wyszło, że nowa znajoma chciała, żeby autorka opisała jej doświadczenia z wojny Wietnamie, jedyny wart zapamiętania moment w życiu, który jednak coraz bardziej w jej pamięci znika i się zaciera. To jeden z wątków książki - pamięć i zapominanie, bycie w przeszłości kontra tu i teraz, wyparcie i ruminacje, ludzie - jak Nunez - obdarzeni doskonałą, wręcz fotograficzną pamięcią i inny, dla których to, co było, nie jest już istotne i nie przywiązują wagi do tego, żeby pamiętać[2]. Wtem Rouenna podczas wizytu o swojej matki łyka za dużo tabletek i odchodzi, nie wiadomo, dlaczego. To wydarzenie wpędza Nunez w niespodziewane poczucie winy i tym bardziej próbuje poskładać to, czego dowiedziała się w czasie wspólnego czasu z Rouenną.
To rozrachunek z wojną w Wietnamie, która była punktem zwrotnym dla pokolenia Nunez i Zycinski, bez względu na to, czy w niej uczestniczyły, czy nie. Szok po wylądowaniu w takim Da Nang, kiedy ideały zderzały się z przerażającą rzeczywistością; szok po powrocie, kiedy okazywało się, że świat żył niezależnie i wcale nie chce słuchać o traumatycznych doświadczeniach. Rządowa polityka zatajania, czy to szczegółów operacji wojskowych, czy skutków przebywania w obrębie działania szkodliwych chemikaliów (Agent Orange) pozostawiła bez wsparcia weteranów, udzielając im szczątkowej pomocy i dezinformując. I tu wchodzi Nunez, która nie tylko na podstawie jednostkowego przypadku Rouenny chce zrozumieć, jaki wpływ Wietnam miał na USA; jest w jej otoczeniu więcej takich osób, nie wszyscy chcą mówić, niektórzy blagują i przypisują sobie doświadczenia (jako przykład pojawia się “Spokojny Amerykanin” Greena). Jak wspomniałam, to dziwna opowieść, w której nie wiadomo, czy Rouenna to prawdziwa osoba, ale czy to istotne? Nunez fantastycznie i żywo umie między wierszami pisać o codzienności, bo przecież nie tylko rozmawiała ze znajomą, ale podróżowała, pracowała, pisała, była w związku i po związku, jadła i mieszkała. Lubię.
[1] Sporo poloniców - polscy sklepikarze na Greenpoincie, którzy mówią tylko “angielski nie”, ludzie, którzy się po polsku kłócą, grają w hacele i uprawiają polską miłość; placki ziemniaczane w polskiej knajpce.
[2] “Jak bardzo liczy się to, co pamiętasz, co zapominasz? Czasami myślę, że chciałabym być jak ci ludzie, dla których to ma niewielkie znaczenie. Oni po prostu żyją, nigdy nie oglądając się za siebie - dla nich przeszłość jest jak wielki dywan, który równo zawija się za tobą, gdy po nim idziesz”.
Inne tej autorki tutaj.
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 2, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dziwna opowieść, ale czy wszystkie powieści Nunez nie są trochę dziwne? Autorka opowiada o swojej nietypowej przyjaźni z Rouenną Zycinski[1], kobietą w jej wieku, która niespodziewanie napisała do niej po tym, jak Nunez wydała pierwszą książkę. Powoływała się na wspólne doświadczenia - obie w dzieciństwie mieszkały na Staten Island, na kiepskim i mało bezpiecznym osiedlu, obie rodziny stamtąd uciekły po jakimś czasie, ale nawet podczas wspólnego okresu kobiety, wtedy dziewczynki, się nie znały, chociaż o sobie wiedziały. Nunez nie była początkowo chętna, węszyła kłopoty, ale coś ją przyciągało do Rouenny. Dużo rozmawiały, wreszcie wyszło, że nowa znajoma chciała, żeby autorka opisała jej doświadczenia z wojny Wietnamie, jedyny wart zapamiętania moment w życiu, który jednak coraz bardziej w jej pamięci znika i się zaciera. To jeden z wątków książki - pamięć i zapominanie, bycie w przeszłości kontra tu i teraz, wyparcie i ruminacje, ludzie - jak Nunez - obdarzeni doskonałą, wręcz fotograficzną pamięcią i inny, dla których to, co było, nie jest już istotne i nie przywiązują wagi do tego, żeby pamiętać[2]. Wtem Rouenna podczas wizytu o swojej matki łyka za dużo tabletek i odchodzi, nie wiadomo, dlaczego. To wydarzenie wpędza Nunez w niespodziewane poczucie winy i tym bardziej próbuje poskładać to, czego dowiedziała się w czasie wspólnego czasu z Rouenną.
To rozrachunek z wojną w Wietnamie, która była punktem zwrotnym dla pokolenia Nunez i Zycinski, bez względu na to, czy w niej uczestniczyły, czy nie. Szok po wylądowaniu w takim Da Nang, kiedy ideały zderzały się z przerażającą rzeczywistością; szok po powrocie, kiedy okazywało się, że świat żył niezależnie i wcale nie chce słuchać o traumatycznych doświadczeniach. Rządowa polityka zatajania, czy to szczegółów operacji wojskowych, czy skutków przebywania w obrębie działania szkodliwych chemikaliów (Agent Orange) pozostawiła bez wsparcia weteranów, udzielając im szczątkowej pomocy i dezinformując. I tu wchodzi Nunez, która nie tylko na podstawie jednostkowego przypadku Rouenny chce zrozumieć, jaki wpływ Wietnam miał na USA; jest w jej otoczeniu więcej takich osób, nie wszyscy chcą mówić, niektórzy blagują i przypisują sobie doświadczenia (jako przykład pojawia się “Spokojny Amerykanin” Greena). Jak wspomniałam, to dziwna opowieść, w której nie wiadomo, czy Rouenna to prawdziwa osoba, ale czy to istotne? Nunez fantastycznie i żywo umie między wierszami pisać o codzienności, bo przecież nie tylko rozmawiała ze znajomą, ale podróżowała, pracowała, pisała, była w związku i po związku, jadła i mieszkała. Lubię.
[1] Sporo poloniców - polscy sklepikarze na Greenpoincie, którzy mówią tylko “angielski nie”, ludzie, którzy się po polsku kłócą, grają w hacele i uprawiają polską miłość; placki ziemniaczane w polskiej knajpce.
[2] “Jak bardzo liczy się to, co pamiętasz, co zapominasz? Czasami myślę, że chciałabym być jak ci ludzie, dla których to ma niewielkie znaczenie. Oni po prostu żyją, nigdy nie oglądając się za siebie - dla nich przeszłość jest jak wielki dywan, który równo zawija się za tobą, gdy po nim idziesz”.
Inne tej autorki tutaj.
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 2, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[5.07.2025]
W okolicach Liberca zamków jak naplute, można więc przy okazji podjechać kawałek w plener na spacer. Kilka odwiedziłam poprzednio - Valdštejn i Svijany, Trosky, Hrubą Skále i Sychrov, bardzo mi się podobało. Zaplanowałam sobie i teraz leniwą wycieczkę przez trzy zamki, piękny dzień, podjedziemy autem, obejrzymy, wypijemy kawę czy coś zimnego, little did I know. Otóż zamki mają to do siebie, powinnam była o tym pamiętać, że zwykle wznoszone były na górach, a dodatkowo raczej nie planowano ich z myślą, że ktoś będzie wjeżdżał samochodem. Tak, do każdego poza zamkiem Vartenberk trzeba się było mozolnie wspinać, czy to ścieżką obok skały, czy to przez lasek, a obiecujące znaki “tylko 500 m!” cieszą tylko przez pierwsze 10 minut. Bo pod górę. Oczywiście, jak się już człowiek wskrobie i podreperuje nadwątlone siły, to widoki przepiękne, zwłaszcza jak się jeszcze wespnie na wieżę widokową. Tyle że już w drugim zamku mi się nie chciało, poprzestałam na widokach z murów.
Do zamku Grabštejn idzie się serpentynami wąskich ścieżek wzdłuż skalnego zbocza, patrząc z zazdrością na zamkniętą bramę, którą można by wjechać autem jak sołtys. Złachana nastolatka odmówiła zarówno zwiedzania, jak i wejścia na wieżę widokową, pozostając z ciastkiem i colą na dziedzińcu. Wieża ma widoki na medal i nawet nie tak wysoko trzeba się wspinać. Bilety w kasie można kartą, ale spożywkę gotówką. Następnym razem chętnie przejdę trasę “Skarby Grabštejnu”, wygląda obiecująco.
Zamek Lemberk również mieści się na wzgórzu, ale dla odmiany idzie się przez lasek łagodną drogą pod górę. Tu również można coś zjeść - ciasta i lody, albo się odświeżyć zimnym napojem. Można też zwiedzać i wejść na wieżę, toaleta w cenie.
Wreszcie zamek Vartenberk, gdzie można spokojnie podjechać autem, ale - haha - czynny do 15 i tylko w weekendy. Przespacerowałam się dookoła i rzuciłam okiem na nietypowe, a raczej typowe dla Czech, figury świętych. Trzeba mieć fantazję, żeby trzymać na placyku świętego Sebastiana, malowniczo najeżonego strzałami, naprawdę.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 30, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec
- 1 komentarz
- Skomentuj
[5.07.2025]
W okolicach Liberca zamków jak naplute, można więc przy okazji podjechać kawałek w plener na spacer. Kilka odwiedziłam poprzednio - Valdštejn i Svijany, Trosky, Hrubą Skále i Sychrov, bardzo mi się podobało. Zaplanowałam sobie i teraz leniwą wycieczkę przez trzy zamki, piękny dzień, podjedziemy autem, obejrzymy, wypijemy kawę czy coś zimnego, little did I know. Otóż zamki mają to do siebie, powinnam była o tym pamiętać, że zwykle wznoszone były na górach, a dodatkowo raczej nie planowano ich z myślą, że ktoś będzie wjeżdżał samochodem. Tak, do każdego poza zamkiem Vartenberk trzeba się było mozolnie wspinać, czy to ścieżką obok skały, czy to przez lasek, a obiecujące znaki “tylko 500 m!” cieszą tylko przez pierwsze 10 minut. Bo pod górę. Oczywiście, jak się już człowiek wskrobie i podreperuje nadwątlone siły, to widoki przepiękne, zwłaszcza jak się jeszcze wespnie na wieżę widokową. Tyle że już w drugim zamku mi się nie chciało, poprzestałam na widokach z murów.
Do zamku Grabštejn idzie się serpentynami wąskich ścieżek wzdłuż skalnego zbocza, patrząc z zazdrością na zamkniętą bramę, którą można by wjechać autem jak sołtys. Złachana nastolatka odmówiła zarówno zwiedzania, jak i wejścia na wieżę widokową, pozostając z ciastkiem i colą na dziedzińcu. Wieża ma widoki na medal i nawet nie tak wysoko trzeba się wspinać. Bilety w kasie można kartą, ale spożywkę gotówką. Następnym razem chętnie przejdę trasę “Skarby Grabštejnu”, wygląda obiecująco.
Zamek Lemberk również mieści się na wzgórzu, ale dla odmiany idzie się przez lasek łagodną drogą pod górę. Tu również można coś zjeść - ciasta i lody, albo się odświeżyć zimnym napojem. Można też zwiedzać i wejść na wieżę, toaleta w cenie.
Wreszcie zamek Vartenberk, gdzie można spokojnie podjechać autem, ale - haha - czynny do 15 i tylko w weekendy. Przespacerowałam się dookoła i rzuciłam okiem na nietypowe, a raczej typowe dla Czech, figury świętych. Trzeba mieć fantazję, żeby trzymać na placyku świętego Sebastiana, malowniczo najeżonego strzałami, naprawdę.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 30, 2025
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, liberec
- 1 komentarz
- Skomentuj
Pamiętacie hype sprzed jakiegoś czasu, kiedy w kinach łeb w łeb szły ”Barbie” i “Oppenheimer”, a media przepychały się w analizach i porównaniach? Więc tak jak “B” mi niespecjalnie podeszła, tak też niespecjalnie mi podszedł “O”. Nie zrozumcie mnie źle - to jest świetnie i nietypowo, bo niechronologicznie, nakręcona biografia jednego z największych fizyków, lidera Projektu Manhattan, okrzykniętego ojcem bomby atomowej. Doskonała obsada (“Czy chcemy Cilliana, RDJ, Damona, Pugh, Blunt, Oldmana, Maleka, Branagha…?” “Tak”), zdjęcia i plenery, niesztampowa historia skonfliktowanego człowieka, nawet z perspektywy czasu, ale to jednak za mało, żeby odczuwać jakieś emocje. Film mógłby mieć podtytuł “na podstawie Wikipedii”. Jest II wojna, USA chce uzyskać przewagę, więc proponuje znanemu fizykowi nieograniczone środki, żeby zbudował bombę atomową zanim zrobią to Niemcy i Sowieci. Bomba jest, zostaje użyta w celu spacyfikowania Japonii, do fizyka dociera, co zrobił, po czym w nagrodę dostaje wilczy bilet, bo w ramach szalejącego makkartyzmu łatwiej było go oskarżyć o sprzyjanie komunistom niż nagrodzić. W trakcie tego przewija się kilka kobiet, w tym uparcie rozbierana Florence Pugh (czemu?!), sporo sławnych postaci ma swoje kilka minut, ale to wszystko. Powtórzę - to nie jest zły film, ale absolutnie pomijalny; wygląda jak niekontrowersyjna historia przygotowana w celu wygrania kilku Oscarów (konkretnie 7, misja udana).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 29, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pamiętacie hype sprzed jakiegoś czasu, kiedy w kinach łeb w łeb szły ”Barbie” i “Oppenheimer”, a media przepychały się w analizach i porównaniach? Więc tak jak “B” mi niespecjalnie podeszła, tak też niespecjalnie mi podszedł “O”. Nie zrozumcie mnie źle - to jest świetnie i nietypowo, bo niechronologicznie, nakręcona biografia jednego z największych fizyków, lidera Projektu Manhattan, okrzykniętego ojcem bomby atomowej. Doskonała obsada (“Czy chcemy Cilliana, RDJ, Damona, Pugh, Blunt, Oldmana, Maleka, Branagha…?” “Tak”), zdjęcia i plenery, niesztampowa historia skonfliktowanego człowieka, nawet z perspektywy czasu, ale to jednak za mało, żeby odczuwać jakieś emocje. Film mógłby mieć podtytuł “na podstawie Wikipedii”. Jest II wojna, USA chce uzyskać przewagę, więc proponuje znanemu fizykowi nieograniczone środki, żeby zbudował bombę atomową zanim zrobią to Niemcy i Sowieci. Bomba jest, zostaje użyta w celu spacyfikowania Japonii, do fizyka dociera, co zrobił, po czym w nagrodę dostaje wilczy bilet, bo w ramach szalejącego makkartyzmu łatwiej było go oskarżyć o sprzyjanie komunistom niż nagrodzić. W trakcie tego przewija się kilka kobiet, w tym uparcie rozbierana Florence Pugh (czemu?!), sporo sławnych postaci ma swoje kilka minut, ale to wszystko. Powtórzę - to nie jest zły film, ale absolutnie pomijalny; wygląda jak niekontrowersyjna historia przygotowana w celu wygrania kilku Oscarów (konkretnie 7, misja udana).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 29, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
O autorce słyszałam, że to “nowa jakość” literatury leżaczkowej, że głębia i świetnie napisane. Więc już na wstępie powiem, że tak, da się przeczytać i nie wywraca się oczami podczas lektury, ale w dalszym ciągu to jest rozrywka niewyrafinowana, napisana bez błędów i idiotyzmów, ale to nie czyni z powieści literatury nawet średniej półki.
Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, co było spełnieniem jej marzenia - chciała wyrwać się z rodzinnego miasteczka i jeździć po świecie. I jeździ w niesamowite miejsca, z profesjonalnym fotografem, a jej artykuły są cenione. Tyle że w pewnym momencie odkrywa, że jej czegoś brakuje - (pół)prywatnych dorocznych wyjazdów z przyjacielem ze studiów, Alexem. Dwa lata temu coś się między nimi zepsuło, ożywioną przyjaźń zastąpiła zdawkowa komunikacja i to się kładzie cieniem na satysfakcję z życia u Poppy. Decyduje się na trudny krok - proponuje Alexowi powrót do rutyny i wznowienie tradycji wspólnego podróżowania. Relacja z aktualnego wyjazdu przeplata się z kolejnymi odsłonami historii przyjaciół - poznania na studiach, przyjaźni mimo ogromnych różnic i kolejnych wyjazdów. I tu się zaczyna moje rozczarowanie - tak, cała książka jest o tym, że Poppy od zawsze kocha Alexa, ale jak mu o tym powie, to im to zepsuje przyjaźń, poza tym a to ona ma chłopaka, a to on ma dziewczynę. Spoiler alert: bpmljvśpvr Nyrk grż pnłl pmnf xbpunł Cbccl, jvęp xvrql jerfmpvr jpubqmą j vaglzaą erynpwę, fą snwrejrexv v - cb qeboalpu cemrfmxbqnpu - mbfgnwą cneą. Whż cb qmvrfvępvh yngnpu, ob bobwr zhfvryv qb grtb qbwemrć.
Ale i tak sensowniejsze niż Dostojewski.
#53
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 28, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj
O autorce słyszałam, że to “nowa jakość” literatury leżaczkowej, że głębia i świetnie napisane. Więc już na wstępie powiem, że tak, da się przeczytać i nie wywraca się oczami podczas lektury, ale w dalszym ciągu to jest rozrywka niewyrafinowana, napisana bez błędów i idiotyzmów, ale to nie czyni z powieści literatury nawet średniej półki.
Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, co było spełnieniem jej marzenia - chciała wyrwać się z rodzinnego miasteczka i jeździć po świecie. I jeździ w niesamowite miejsca, z profesjonalnym fotografem, a jej artykuły są cenione. Tyle że w pewnym momencie odkrywa, że jej czegoś brakuje - (pół)prywatnych dorocznych wyjazdów z przyjacielem ze studiów, Alexem. Dwa lata temu coś się między nimi zepsuło, ożywioną przyjaźń zastąpiła zdawkowa komunikacja i to się kładzie cieniem na satysfakcję z życia u Poppy. Decyduje się na trudny krok - proponuje Alexowi powrót do rutyny i wznowienie tradycji wspólnego podróżowania. Relacja z aktualnego wyjazdu przeplata się z kolejnymi odsłonami historii przyjaciół - poznania na studiach, przyjaźni mimo ogromnych różnic i kolejnych wyjazdów. I tu się zaczyna moje rozczarowanie - tak, cała książka jest o tym, że Poppy od zawsze kocha Alexa, ale jak mu o tym powie, to im to zepsuje przyjaźń, poza tym a to ona ma chłopaka, a to on ma dziewczynę. Spoiler alert: bpmljvśpvr Nyrk grż pnłl pmnf xbpunł Cbccl, jvęp xvrql jerfmpvr jpubqmą j vaglzaą erynpwę, fą snwrejrexv v - cb qeboalpu cemrfmxbqnpu - mbfgnwą cneą. Whż cb qmvrfvępvh yngnpu, ob bobwr zhfvryv qb grtb qbwemrć.
Ale i tak sensowniejsze niż Dostojewski.
#53
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 28, 2025
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2025
- 0 komentarzy
- Skomentuj