Y. słusznie zauważył, że nie było (a nie było, bo mam zaległości jak stąd do Kanady), a w końcu nie ukrywam, że to był dla mnie film tego roku. I jak zgodzę się, że historyjka o czwórce przyjaciół z nowojorskiego zoo, którzy chcą wrócić do Ameryki, jest cienka jak barszcz, tak grzyby w tym barszczu są pierwszej klasy. Niniejszym oświadczam, że król lemurów Julian wielkim królem jest i nie tylko dlatego, że ma gekona, co mu się dynda na koronie, ale również dlatego, że ma właściwe poglądy na zarządzanie państwowością ("zawsze chciałem najechać na sąsiednie państwo i narzucić im swoją ideologię") i wie, kiedy strategicznie opuścić nieudaną inwestycję ("A teraz chodźmy szybko, zanim się zorientują, że to bez sensu..."). Wielkie są również pingwiny (bo kto powiedział, że pingwiny nie latają), mimo sprzeciwów związków zawodowych uruchamiają samolot i właściwie korzystając z instrukcji obsługi rozwiązują sprawę wielkiego czerwonego guzika, nie wspominając o brawurowej akcji odbicia dżipa. Wzruszyły mnie żyrafy i ich służba zdrowia (jak nie ma lekarza, "wtedy idziesz do umieralni i umierasz"), chyba nie muszę wyjaśniać, czemu. Tak czy tak, plasuję "Madagaskar 2" wyżej niż pierwszą część.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 22, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Jak co czwartek, szłam nieco inną drogą. To nie był pierwszy czwartek od odkrycia, że Agnieszka[1] już tutaj nie mieszka, ale dopiero dzisiaj, kiedy tak brnęłam w śnieżnej zadymce, która na mnie się roztapiała, dotarło do mnie, że zniknęła jedna z absurdalnych zalet tej drogi. Chodziłam nią nie tylko dlatego, że między blokami (a nie wzdłuż dwupasmówki koło stadionu) i że jeden przystanek mniej tramwajem, ale po części dlatego, że po drodze był koci paśnik, gdzie czasem kłębiły się i wygrzewały na słońcu puchate burasy, a po części, że zawsze miałam nadzieję na przypadkowe spotkanie Agnieszki. Że zobaczę ją w alejce, zamacha do mnie, podejdę, wymienimy kilka ciepłych zdań i rozejdziemy się każda w swoją stronę. Przypadkowe spotkanie, które nic nie zmieni, ale zostawi cieplejsze poczucie, że świat jest całkiem miłym miejscem. Paradoksalnie, smutno mi dziś było głównie z tego powodu, że idąc tą drogą nie będę już mieć nadziei na spotkanie, a nie dlatego, że od dawna rozglądałam się na darmo.
[1] Agnieszka ma na imię inaczej, ale to mi pasowało do melodii.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 19, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak co czwartek, szłam nieco inną drogą. To nie był pierwszy czwartek od odkrycia, że Agnieszka[1] już tutaj nie mieszka, ale dopiero dzisiaj, kiedy tak brnęłam w śnieżnej zadymce, która na mnie się roztapiała, dotarło do mnie, że zniknęła jedna z absurdalnych zalet tej drogi. Chodziłam nią nie tylko dlatego, że między blokami (a nie wzdłuż dwupasmówki koło stadionu) i że jeden przystanek mniej tramwajem, ale po części dlatego, że po drodze był koci paśnik, gdzie czasem kłębiły się i wygrzewały na słońcu puchate burasy, a po części, że zawsze miałam nadzieję na przypadkowe spotkanie Agnieszki. Że zobaczę ją w alejce, zamacha do mnie, podejdę, wymienimy kilka ciepłych zdań i rozejdziemy się każda w swoją stronę. Przypadkowe spotkanie, które nic nie zmieni, ale zostawi cieplejsze poczucie, że świat jest całkiem miłym miejscem. Paradoksalnie, smutno mi dziś było głównie z tego powodu, że idąc tą drogą nie będę już mieć nadziei na spotkanie, a nie dlatego, że od dawna rozglądałam się na darmo.
[1] Agnieszka ma na imię inaczej, ale to mi pasowało do melodii.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 19, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak co czwartek, szłam nieco inną drogą. To nie był pierwszy czwartek od odkrycia, że Agnieszka[1] już tutaj nie mieszka, ale dopiero dzisiaj, kiedy tak brnęłam w śnieżnej zadymce, która na mnie się roztapiała, dotarło do mnie, że zniknęła jedna z absurdalnych zalet tej drogi. Chodziłam nią nie tylko dlatego, że między blokami (a nie wzdłuż dwupasmówki koło stadionu) i że jeden przystanek mniej tramwajem, ale po części dlatego, że po drodze był koci paśnik, gdzie czasem kłębiły się i wygrzewały na słońcu puchate burasy, a po części, że zawsze miałam nadzieję na przypadkowe spotkanie Agnieszki. Że zobaczę ją w alejce, zamacha do mnie, podejdę, wymienimy kilka ciepłych zdań i rozejdziemy się każda w swoją stronę. Przypadkowe spotkanie, które nic nie zmieni, ale zostawi cieplejsze poczucie, że świat jest całkiem miłym miejscem. Paradoksalnie, smutno mi dziś było głównie z tego powodu, że idąc tą drogą nie będę już mieć nadziei na spotkanie, a nie dlatego, że od dawna rozglądałam się na darmo.
[1] Agnieszka ma na imię inaczej, ale to mi pasowało do melodii.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 19, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatnio późno wychodzę z Fabryki. Kto późno wychodzi, ten zamyka drzwi do open space'a. Do skomplikowanej procedury należy kontakt z ochroną, gdzie należy podać trochę danych, m in. personalia i podpisać to i owo. Po całym dniu pracy nie jestem zbyt sprawna intelektualnie i na pytanie sympatycznego starszego pana ochroniarza o moją godność musiałam zwalczyć pierwszą odpowiedź, która mi przyszła do głowy: "Ja nie mam godności"[1]. Potem zwalczyłam chichot i objaśniłam panu, że to było trudne pytanie[2].
[1] Źródło
[2] Niestety, pan zinterpretował to na moją niekorzyść i wyszłam na tępaka, co nie zrozumiał frazy.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 18, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatnio późno wychodzę z Fabryki. Kto późno wychodzi, ten zamyka drzwi do open space'a. Do skomplikowanej procedury należy kontakt z ochroną, gdzie należy podać trochę danych, m in. personalia i podpisać to i owo. Po całym dniu pracy nie jestem zbyt sprawna intelektualnie i na pytanie sympatycznego starszego pana ochroniarza o moją godność musiałam zwalczyć pierwszą odpowiedź, która mi przyszła do głowy: "Ja nie mam godności"[1]. Potem zwalczyłam chichot i objaśniłam panu, że to było trudne pytanie[2].
[1] Źródło
[2] Niestety, pan zinterpretował to na moją niekorzyść i wyszłam na tępaka, co nie zrozumiał frazy.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 18, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ostatnio późno wychodzę z Fabryki. Kto późno wychodzi, ten zamyka drzwi do open space'a. Do skomplikowanej procedury należy kontakt z ochroną, gdzie należy podać trochę danych, m in. personalia i podpisać to i owo. Po całym dniu pracy nie jestem zbyt sprawna intelektualnie i na pytanie sympatycznego starszego pana ochroniarza o moją godność musiałam zwalczyć pierwszą odpowiedź, która mi przyszła do głowy: "Ja nie mam godności"[1]. Potem zwalczyłam chichot i objaśniłam panu, że to było trudne pytanie[2].
[1] Źródło
[2] Niestety, pan zinterpretował to na moją niekorzyść i wyszłam na tępaka, co nie zrozumiał frazy.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 18, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Żal mi było bardzo, jak skończył się serial. Film wprawdzie nie pozamykał wiele wątków, wiele skrzętnie pominął (nie ma Rube'a ot tak sobie, w przypadku Daisy Adair zmieniła się aktorka, niestety na gorsze), ale był bardzo zgrabną pointą dla serialu. Zamiast Rube'a pojawił się nowy, dość ekscentryczny acz niezbyt odpowiedzialny zwierzchnik (zabawne skądinąd, bo gra go lostowy Desmond), a zlecenia zamiast na żółtych samoprzylepnych karteczkach zaczęły przychodzić sms-ami. Pierwsze zlecenie George okazuje się porażką, bo nie udaje jej się odebrać duszy 17-latkowi, który powinien zginąć w wypadku. W szpitalu okazuje się, że to chłopak jej siostry, która przez 5 lat, mijających od śmierci George, przestała być dzieckiem. Film jest o pożegnaniach. George żegna się dla odmiany z siostrą, z którą nie była w stanie polubić się, kiedy jeszcze żyła. Dolores Herbig żegna się ze swoim kotem (i tak, jestem zapewne psychopatką, bo to właśnie mnie okrutnie wzruszyło, a nie liczne przypadki odbierania duszy ludziom przed śmiercią). Dalej został pewien niedosyt, ale to bardzo miły gest ze strony ekipy.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 15, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Żal mi było bardzo, jak skończył się serial. Film wprawdzie nie pozamykał wiele wątków, wiele skrzętnie pominął (nie ma Rube'a ot tak sobie, w przypadku Daisy Adair zmieniła się aktorka, niestety na gorsze), ale był bardzo zgrabną pointą dla serialu. Zamiast Rube'a pojawił się nowy, dość ekscentryczny acz niezbyt odpowiedzialny zwierzchnik (zabawne skądinąd, bo gra go lostowy Desmond), a zlecenia zamiast na żółtych samoprzylepnych karteczkach zaczęły przychodzić sms-ami. Pierwsze zlecenie George okazuje się porażką, bo nie udaje jej się odebrać duszy 17-latkowi, który powinien zginąć w wypadku. W szpitalu okazuje się, że to chłopak jej siostry, która przez 5 lat, mijających od śmierci George, przestała być dzieckiem. Film jest o pożegnaniach. George żegna się dla odmiany z siostrą, z którą nie była w stanie polubić się, kiedy jeszcze żyła. Dolores Herbig żegna się ze swoim kotem (i tak, jestem zapewne psychopatką, bo to właśnie mnie okrutnie wzruszyło, a nie liczne przypadki odbierania duszy ludziom przed śmiercią). Dalej został pewien niedosyt, ale to bardzo miły gest ze strony ekipy.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 15, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Żal mi było bardzo, jak skończył się serial. Film wprawdzie nie pozamykał wiele wątków, wiele skrzętnie pominął (nie ma Rube'a ot tak sobie, w przypadku Daisy Adair zmieniła się aktorka, niestety na gorsze), ale był bardzo zgrabną pointą dla serialu. Zamiast Rube'a pojawił się nowy, dość ekscentryczny acz niezbyt odpowiedzialny zwierzchnik (zabawne skądinąd, bo gra go lostowy Desmond), a zlecenia zamiast na żółtych samoprzylepnych karteczkach zaczęły przychodzić sms-ami. Pierwsze zlecenie George okazuje się porażką, bo nie udaje jej się odebrać duszy 17-latkowi, który powinien zginąć w wypadku. W szpitalu okazuje się, że to chłopak jej siostry, która przez 5 lat, mijających od śmierci George, przestała być dzieckiem. Film jest o pożegnaniach. George żegna się dla odmiany z siostrą, z którą nie była w stanie polubić się, kiedy jeszcze żyła. Dolores Herbig żegna się ze swoim kotem (i tak, jestem zapewne psychopatką, bo to właśnie mnie okrutnie wzruszyło, a nie liczne przypadki odbierania duszy ludziom przed śmiercią). Dalej został pewien niedosyt, ale to bardzo miły gest ze strony ekipy.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 15, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj