Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Jesień

W samochodzie wymieniliśmy kilka błyskotliwych zdań, ale zapomniałam. Jakoś nie mogę się przemóc, żeby sięgać za każdym razem po notesik w kotki i notować, w końcu smutne by było, gdyby się okazało po jakimś czasie, że zdania nie były aż tak błyskotliwe. A tak zostały mi w pamięci jako coś wartościowego. Może na tym polega wspominanie tego, co było dobre, ale się szybko skończyło? Ot, w radiu leciała piosenka Devendry Banharta, który swego czasu kręcił z Natalie Portman. I co z tego, że już nie kręci, jak przez chwilę zdobył tyle punktów lansu, że większość facetów na świecie mu tego zazdrości. Rispekt.

Jutro wielki dzień. I do tego zobaczę Hankę. Ale o tym później.

PS Mało piszę, bo służbowo piszę dużo. Mam wrażenie, że limit liter wystukanych dziennie jest stały.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 5, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 9 komentarzy - Skomentuj


Lost & found

Podróże komunikacją miejską się nieustająco pouczające. Dzisiaj poznałam urocze rymowane określenie, którym jeden ze współpasażerów opisał swojej koleżance wspólnego znajomego. Znajomy ów ubrał się szczególnie elegancko i jego widok to "szał pał i świst pizd". Ujęło mnie, bo nie dość, że się rymuje (a jak rymuje, to prawda), to jeszcze obrazowe.

Nie ukrywam specjalnie, że jestem na krawędzi. Z jednej strony mam doskonałą pamięć, zwłaszcza w kwestii zupełnie bezużytecznych drobiazgów, z drugiej potrafię być doskonale roztargniona i zapominać o spotkaniach, terminach i wizytach (rekordem chyba było przyjście do fryzjera na 11:30 i zaanonsowanie się, że ja byłam umówiona na 10, w której to chwili dotarło do mnie, że chyba coś zrobiłam nie tak). Nie dziwi mnie więc specjalnie zniknięcie figi. Figę kupiłam, zapłaciłam za nią, po czym wypakowując zakupy zorientowałam się, że figi nie ma. Poczułam się srodze rozczarowana, albowiem figa była dojrzała i planowałam ją zjeść z doskonałym serkiem pleśniowym, tanim, ale posiadającym AOC. Teraz czuję się srodze zaniepokojona (rozczarowanie minęło, bo serek zjadłam z konfiturami morelowymi), bo jeśli jednak figę z zakupami przyniosłam, to boję się momentu, kiedy ją znajdę uroczo przyklejoną do jakiejś powierzchni z wyklutym życiem, które właśnie wynalazło koło i hulajnogę. To już jednak wolę tę wersję, że została w sklepie. Ale na wszelki wypadek patrzę, gdzie stawiam nogi i gdzie siadam.

Ostatnie kilkadziesiąt spojrzeń w lustro każe mi poważnie rozważyć kwestię zmiany koloru skóry. I nie, nie chodzi mi o zamianę mojego łóżka na solarium, ale o korzyści wynikające z bycia osobą ciemnoskórą. Kiedy biała kobieta pyta się, czy jej tyłek jest duży, mężczyźni kurtuazyjnie odpowiadają "Nie, skąd, oczywiście, że nie". W przypadku ciemnoskórej odpowiedź na pytanie "Czy mam duży tyłek" powinna brzmieć: "Oczywiście! Największy tyłek na świecie!". I tego zamierzam się trzymać.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 2, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Lost & found

Podróże komunikacją miejską się nieustająco pouczające. Dzisiaj poznałam urocze rymowane określenie, którym jeden ze współpasażerów opisał swojej koleżance wspólnego znajomego. Znajomy ów ubrał się szczególnie elegancko i jego widok to "szał pał i świst pizd". Ujęło mnie, bo nie dość, że się rymuje (a jak rymuje, to prawda), to jeszcze obrazowe.

Nie ukrywam specjalnie, że jestem na krawędzi. Z jednej strony mam doskonałą pamięć, zwłaszcza w kwestii zupełnie bezużytecznych drobiazgów, z drugiej potrafię być doskonale roztargniona i zapominać o spotkaniach, terminach i wizytach (rekordem chyba było przyjście do fryzjera na 11:30 i zaanonsowanie się, że ja byłam umówiona na 10, w której to chwili dotarło do mnie, że chyba coś zrobiłam nie tak). Nie dziwi mnie więc specjalnie zniknięcie figi. Figę kupiłam, zapłaciłam za nią, po czym wypakowując zakupy zorientowałam się, że figi nie ma. Poczułam się srodze rozczarowana, albowiem figa była dojrzała i planowałam ją zjeść z doskonałym serkiem pleśniowym, tanim, ale posiadającym AOC. Teraz czuję się srodze zaniepokojona (rozczarowanie minęło, bo serek zjadłam z konfiturami morelowymi), bo jeśli jednak figę z zakupami przyniosłam, to boję się momentu, kiedy ją znajdę uroczo przyklejoną do jakiejś powierzchni z wyklutym życiem, które właśnie wynalazło koło i hulajnogę. To już jednak wolę tę wersję, że została w sklepie. Ale na wszelki wypadek patrzę, gdzie stawiam nogi i gdzie siadam.

Ostatnie kilkadziesiąt spojrzeń w lustro każe mi poważnie rozważyć kwestię zmiany koloru skóry. I nie, nie chodzi mi o zamianę mojego łóżka na solarium, ale o korzyści wynikające z bycia osobą ciemnoskórą. Kiedy biała kobieta pyta się, czy jej tyłek jest duży, mężczyźni kurtuazyjnie odpowiadają "Nie, skąd, oczywiście, że nie". W przypadku ciemnoskórej odpowiedź na pytanie "Czy mam duży tyłek" powinna brzmieć: "Oczywiście! Największy tyłek na świecie!". I tego zamierzam się trzymać.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 2, 2008

Link bezpośredni - - 10 komentarzy - Skomentuj


Lost & found

Podróże komunikacją miejską się nieustająco pouczające. Dzisiaj poznałam urocze rymowane określenie, którym jeden ze współpasażerów opisał swojej koleżance wspólnego znajomego. Znajomy ów ubrał się szczególnie elegancko i jego widok to "szał pał i świst pizd". Ujęło mnie, bo nie dość, że się rymuje (a jak rymuje, to prawda), to jeszcze obrazowe.

Nie ukrywam specjalnie, że jestem na krawędzi. Z jednej strony mam doskonałą pamięć, zwłaszcza w kwestii zupełnie bezużytecznych drobiazgów, z drugiej potrafię być doskonale roztargniona i zapominać o spotkaniach, terminach i wizytach (rekordem chyba było przyjście do fryzjera na 11:30 i zaanonsowanie się, że ja byłam umówiona na 10, w której to chwili dotarło do mnie, że chyba coś zrobiłam nie tak). Nie dziwi mnie więc specjalnie zniknięcie figi. Figę kupiłam, zapłaciłam za nią, po czym wypakowując zakupy zorientowałam się, że figi nie ma. Poczułam się srodze rozczarowana, albowiem figa była dojrzała i planowałam ją zjeść z doskonałym serkiem pleśniowym, tanim, ale posiadającym AOC. Teraz czuję się srodze zaniepokojona (rozczarowanie minęło, bo serek zjadłam z konfiturami morelowymi), bo jeśli jednak figę z zakupami przyniosłam, to boję się momentu, kiedy ją znajdę uroczo przyklejoną do jakiejś powierzchni z wyklutym życiem, które właśnie wynalazło koło i hulajnogę. To już jednak wolę tę wersję, że została w sklepie. Ale na wszelki wypadek patrzę, gdzie stawiam nogi i gdzie siadam.

Ostatnie kilkadziesiąt spojrzeń w lustro każe mi poważnie rozważyć kwestię zmiany koloru skóry. I nie, nie chodzi mi o zamianę mojego łóżka na solarium, ale o korzyści wynikające z bycia osobą ciemnoskórą. Kiedy biała kobieta pyta się, czy jej tyłek jest duży, mężczyźni kurtuazyjnie odpowiadają "Nie, skąd, oczywiście, że nie". W przypadku ciemnoskórej odpowiedź na pytanie "Czy mam duży tyłek" powinna brzmieć: "Oczywiście! Największy tyłek na świecie!". I tego zamierzam się trzymać.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 2, 2008

Link bezpośredni - - 10 komentarzy - Skomentuj


Trzeba mieć zasady

Pojechaliśmy na zakupy. TŻ szukał kurtki, ja w zasadzie niczego nie szukałam, ale jakby coś powiedziało "kup mnie", to ewentualnie bym. Ale że w zasadzie nic[1] nie powiedziało, to dla uratowania honoru zakupów kupiłam sobie chociaż łyżkę do butów za 2,40 zł.

[1] No niby były ładne skechersy, ale nie mój numer. Czerwone clarksy, ale z brzydką podeszwą. Zielony sweter w Solarze, ale za sztywny. Coś tam szeptało po kątach, a jak potrzebuję głosu pełnym gardłem, co będzie za mną chodził i kazał mi wracać do sklepu[2].

[2] W wersji rozbuchanej doszło do tego, że na delegacji w Warszawie znalazłam w sklepie sukienkę. Nie umiałam się zdecydować, wróciłam do domu, po czym poprosiłam znajomego (tak, N.-san, to o Tobie), żeby pojechał, kupił i przywiózł mi za pomocą swojego taty.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Trzeba mieć zasady

Pojechaliśmy na zakupy. TŻ szukał kurtki, ja w zasadzie niczego nie szukałam, ale jakby coś powiedziało "kup mnie", to ewentualnie bym. Ale że w zasadzie nic[1] nie powiedziało, to dla uratowania honoru zakupów kupiłam sobie chociaż łyżkę do butów za 2,40 zł.

[1] No niby były ładne skechersy, ale nie mój numer. Czerwone clarksy, ale z brzydką podeszwą. Zielony sweter w Solarze, ale za sztywny. Coś tam szeptało po kątach, a jak potrzebuję głosu pełnym gardłem, co będzie za mną chodził i kazał mi wracać do sklepu[2].

[2] W wersji rozbuchanej doszło do tego, że na delegacji w Warszawie znalazłam w sklepie sukienkę. Nie umiałam się zdecydować, wróciłam do domu, po czym poprosiłam znajomego (tak, N.-san, to o Tobie), żeby pojechał, kupił i przywiózł mi za pomocą swojego taty.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Trzeba mieć zasady

Pojechaliśmy na zakupy. TŻ szukał kurtki, ja w zasadzie niczego nie szukałam, ale jakby coś powiedziało "kup mnie", to ewentualnie bym. Ale że w zasadzie nic[1] nie powiedziało, to dla uratowania honoru zakupów kupiłam sobie chociaż łyżkę do butów za 2,40 zł.

[1] No niby były ładne skechersy, ale nie mój numer. Czerwone clarksy, ale z brzydką podeszwą. Zielony sweter w Solarze, ale za sztywny. Coś tam szeptało po kątach, a jak potrzebuję głosu pełnym gardłem, co będzie za mną chodził i kazał mi wracać do sklepu[2].

[2] W wersji rozbuchanej doszło do tego, że na delegacji w Warszawie znalazłam w sklepie sukienkę. Nie umiałam się zdecydować, wróciłam do domu, po czym poprosiłam znajomego (tak, N.-san, to o Tobie), żeby pojechał, kupił i przywiózł mi za pomocą swojego taty.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj