Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

33

  1. Uczę się umiarkowania.
  2. Dalej się irytuję, ale czasem ignoruję drobnostki.
  3. Czasem wierzę w siebie.
  4. Często się przeceniam.
  5. Rzadko odpowiadam na e-maile, czasem wcale.
  6. Coraz lepiej ustalam hierarchię ważności.
  7. Bardzo tęsknię za kotem czarnym.
  8. Raczej nie szokuję, ale czasem inspiruję.
  9. Uczucie paniki w kinie zaczęło chyba znikać.
  10. Na widok pięknych włosów odczuwam zazdrość.
  11. Nie mam silnej woli.
  12. Ale jestem uparta.
  13. Świat jest moją ostrygą.
  14. Wolę zbierać niż już mieć.
  15. Oczywiście, że zabieram się za coś tuż przed deadlinem.
  16. Raczej myślę niż robię.
  17. Staram się robić jedną rzecz jednocześnie.
  18. Ciężko mi idzie kończenie tego, co zaczęłam.
  19. Bywam niemiła.
  20. Mam skłonności do hipochondrii.
  21. Łatwo się angażuję.
  22. Nie mam listy życzeń.
  23. Potrzebuję więcej czasu.
  24. Brakuje mi siebie sprzed kilku lat, ale nie zawsze.
  25. Czasem chcę, żeby ktoś się do mnie odezwał.
  26. Mam słabość do gadżetów i ładnych rzeczy.
  27. Lubię wiedzieć.
  28. Zdarza się, że żałuję, że coś powiedziałam.
  29. Mam poczucie obciachu.
  30. Nie wiem, czy jeszcze chcę mieć restaurację.
  31. Nie muszę chodzić do księgarni.
  32. Zmieniam się.
  33. Lubię, jak TŻ jest blisko.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 28, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Waiting, phase 1

Scenki miejskie...

Scenka I

Występują:

  • widownia - pełen autobus ludzi z autorką w roli milczących słuchaczy
  • moron pierwszy, z komórką
  • moron drugi, bez komórki

Widownia: (zasadniczo jadą, ale w większości siedzą, patrzą przez okno, cicho rozmawiają, drapią się za uchem).
Morony: (wsiadają).
Moron pierwszy: Te, ziom, obczaj.
(uruchamia komórkę, z której zaczyna wydobywać się głośny acz monotonny i chyba jednolinijkowy w sensie tekstu przebój, w którym niewiasta śpiewa coś o miłości i ścianie (albo na ścianie, rispekt).
Moron drugi: (obczaja rechotliwie, acz bez tekstu).
Przebój: (kończy się).
Widownia: (oddycha z ulgą).
Moron pierwszy: Chcesz jeszcze raz?
Moron drugi: (kiwa głową, że tak)
Moron pierwszy: To ja zapętlę.
Przebój: (od nowa oferuje przebój o wspomnianej miłości i ścianie).
Kurtyna zapada, bo część widowni w osobie autorki wysiada na przystanku.

Scenka II

Występują:

  • autorka w kolejce do kiosku
  • dziewczę entuzjastyczne
  • dziewczę cyniczne

(Autorka stoi w kolejce w celu sprawdzenia, czy na posiadanych w portfelu kuponach lotto są jakieś walory[1], dziewczęcia stoją w kolejce po bilety na tramwaj, a przy okazji robią przegląd kioskowej prasy).
Dziewczę entuzjastyczne: O, patrz! Brad i Angelina! Jacy oni śliczni! I dzidzie!
Dziewczę cyniczne: Tacy śliczni, że do siebie niepodobni.
(Kurtyna zapada, a [1] walorów na kuponach brak)

... są pewnym przerywnikiem w rzeczywistości, ale nie sprawiają, że brak TŻ staje się mniej zauważalny. Nie ma komu streścić dnia po wejściu do samochodu. Nie ma z kim zastanowić się, czy i co jemy. Nie ma motywacji, żeby włączyć radio, nie wspominając o telewizorze. Nie ma kogo poprosić o herbatę w czystym kubku. Jest za to irytacja i marazm, w którym ciężko wstać i zapalić światło, bo o tej porze roku o 19:55 już robi się ciemno. 6 dni do powrotu w normalność.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 27, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 6 komentarzy - Skomentuj


Waiting, phase 1

Scenki miejskie...

Scenka I

Występują:

  • widownia - pełen autobus ludzi z autorką w roli milczących słuchaczy
  • moron pierwszy, z komórką
  • moron drugi, bez komórki

Widownia: (zasadniczo jadą, ale w większości siedzą, patrzą przez okno, cicho rozmawiają, drapią się za uchem).
Morony: (wsiadają).
Moron pierwszy: Te, ziom, obczaj.
(uruchamia komórkę, z której zaczyna wydobywać się głośny acz monotonny i chyba jednolinijkowy w sensie tekstu przebój, w którym niewiasta śpiewa coś o miłości i ścianie (albo na ścianie, rispekt).
Moron drugi: (obczaja rechotliwie, acz bez tekstu).
Przebój: (kończy się).
Widownia: (oddycha z ulgą).
Moron pierwszy: Chcesz jeszcze raz?
Moron drugi: (kiwa głową, że tak)
Moron pierwszy: To ja zapętlę.
Przebój: (od nowa oferuje przebój o wspomnianej miłości i ścianie).
Kurtyna zapada, bo część widowni w osobie autorki wysiada na przystanku.

Scenka II

Występują:

  • autorka w kolejce do kiosku
  • dziewczę entuzjastyczne
  • dziewczę cyniczne

(Autorka stoi w kolejce w celu sprawdzenia, czy na posiadanych w portfelu kuponach lotto są jakieś walory[1], dziewczęcia stoją w kolejce po bilety na tramwaj, a przy okazji robią przegląd kioskowej prasy).
Dziewczę entuzjastyczne: O, patrz! Brad i Angelina! Jacy oni śliczni! I dzidzie!
Dziewczę cyniczne: Tacy śliczni, że do siebie niepodobni.
(Kurtyna zapada, a [1] walorów na kuponach brak)

... są pewnym przerywnikiem w rzeczywistości, ale nie sprawiają, że brak TŻ staje się mniej zauważalny. Nie ma komu streścić dnia po wejściu do samochodu. Nie ma z kim zastanowić się, czy i co jemy. Nie ma motywacji, żeby włączyć radio, nie wspominając o telewizorze. Nie ma kogo poprosić o herbatę w czystym kubku. Jest za to irytacja i marazm, w którym ciężko wstać i zapalić światło, bo o tej porze roku o 19:55 już robi się ciemno. 6 dni do powrotu w normalność.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 27, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 6 komentarzy - Skomentuj


Waiting, phase 1

Scenki miejskie...

Scenka I

Występują:

  • widownia - pełen autobus ludzi z autorką w roli milczących słuchaczy
  • moron pierwszy, z komórką
  • moron drugi, bez komórki

Widownia: (zasadniczo jadą, ale w większości siedzą, patrzą przez okno, cicho rozmawiają, drapią się za uchem).
Morony: (wsiadają).
Moron pierwszy: Te, ziom, obczaj.
(uruchamia komórkę, z której zaczyna wydobywać się głośny acz monotonny i chyba jednolinijkowy w sensie tekstu przebój, w którym niewiasta śpiewa coś o miłości i ścianie (albo na ścianie, rispekt).
Moron drugi: (obczaja rechotliwie, acz bez tekstu).
Przebój: (kończy się).
Widownia: (oddycha z ulgą).
Moron pierwszy: Chcesz jeszcze raz?
Moron drugi: (kiwa głową, że tak)
Moron pierwszy: To ja zapętlę.
Przebój: (od nowa oferuje przebój o wspomnianej miłości i ścianie).
Kurtyna zapada, bo część widowni w osobie autorki wysiada na przystanku.

Scenka II

Występują:

  • autorka w kolejce do kiosku
  • dziewczę entuzjastyczne
  • dziewczę cyniczne

(Autorka stoi w kolejce w celu sprawdzenia, czy na posiadanych w portfelu kuponach lotto są jakieś walory[1], dziewczęcia stoją w kolejce po bilety na tramwaj, a przy okazji robią przegląd kioskowej prasy).
Dziewczę entuzjastyczne: O, patrz! Brad i Angelina! Jacy oni śliczni! I dzidzie!
Dziewczę cyniczne: Tacy śliczni, że do siebie niepodobni.
(Kurtyna zapada, a [1] walorów na kuponach brak)

... są pewnym przerywnikiem w rzeczywistości, ale nie sprawiają, że brak TŻ staje się mniej zauważalny. Nie ma komu streścić dnia po wejściu do samochodu. Nie ma z kim zastanowić się, czy i co jemy. Nie ma motywacji, żeby włączyć radio, nie wspominając o telewizorze. Nie ma kogo poprosić o herbatę w czystym kubku. Jest za to irytacja i marazm, w którym ciężko wstać i zapalić światło, bo o tej porze roku o 19:55 już robi się ciemno. 6 dni do powrotu w normalność.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 27, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


No More Room

Z poniższej listy skreślam Room 55. Wystrój mi nie przeszkadza, bo i tak jedliśmy w ogródku. Przeszkadza mi za to czołowa wada polskich lokali - czekanie. Ja rozumiem, jak jest full complet i cała kuchnia chodzi na rzęsach, żeby dać radę. Tymczasem najpierw czekam kwadrans na kartę, rozglądając się po trzech zajętych stolikach w okolicy, przy których też wszyscy nerwowo rozglądają się za kelnerką. Potem czekam na zebranie zamówienia. Potem na przyniesienie zupy (która jako jedyna była bezkrytycznie smaczna - bo żurek łatwo zepsuć). Potem na zgarnięcie talerza i odczekanie ponownie na resztę zamówienia. Drugiego minusa 55 zarobił sobie na spieprzeniu kurczaka tandoori na sałacie. Nie wiem, jaka to odmiana sałaty, która jest szarożółta i smakuje jak niezbyt świeża kapusta pekińska, ale nie poprawiła smaku nędznych kawałeczków kurczaka, umazanych czymś żółtym, które nie smakowały dla odmiany niczym, co jest dużą sztuką. Przykro mi, nie daję drugiej szansy. Ubolewam, że jednak nie zaczęliśmy od Werandy, która jest o niebo lepsza (i dają potwornie wielką szarlotę).

Żeby nie było tendencyjnie, to się też pożalę, jaką to żmiję przez te lata wychowałam. W Werandzie w kąciku ogródka dość głośno konwersowała sobie para. Najpierw o stosunkach (ale międzynarodowych), potem o wspólnej znajomej, co to ta znajoma... A my się zastanawialiśmy, czy to randka (TŻ), czy nie (ja). Bo pan nie tokował ani nie głuszył, tylko miał tryb przytakiwania, a pani konwersowała z mamusią telefonem, żeby mamusia z solarium jej golfik odebrała, bo kupiła sobie spódniczkę, która do tego golfika pasować będzie. Dylemat pozostał (panna zamówiła mojito, więc jest szansa, że za dwa drinki będzie łatwiejsza), a nam zeszło na czasy licealne i potencjalne randki w ciemno (nie mieliśmy). Ja się ciut żaliłam, że w czasach licealnych nie miałam brania, głównie przez okulary. Na co TŻ błyskotliwie zauważył, że to raczej nie przez okulary. Dziękuję, dobranoc. Idę powiesić się na sznurówce. I to dzień przed X rocznicą ślubu. Przynieście mi na grób orchidee.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 13 komentarzy - Skomentuj


No More Room

Z poniższej listy skreślam Room 55. Wystrój mi nie przeszkadza, bo i tak jedliśmy w ogródku. Przeszkadza mi za to czołowa wada polskich lokali - czekanie. Ja rozumiem, jak jest full complet i cała kuchnia chodzi na rzęsach, żeby dać radę. Tymczasem najpierw czekam kwadrans na kartę, rozglądając się po trzech zajętych stolikach w okolicy, przy których też wszyscy nerwowo rozglądają się za kelnerką. Potem czekam na zebranie zamówienia. Potem na przyniesienie zupy (która jako jedyna była bezkrytycznie smaczna - bo żurek łatwo zepsuć). Potem na zgarnięcie talerza i odczekanie ponownie na resztę zamówienia. Drugiego minusa 55 zarobił sobie na spieprzeniu kurczaka tandoori na sałacie. Nie wiem, jaka to odmiana sałaty, która jest szarożółta i smakuje jak niezbyt świeża kapusta pekińska, ale nie poprawiła smaku nędznych kawałeczków kurczaka, umazanych czymś żółtym, które nie smakowały dla odmiany niczym, co jest dużą sztuką. Przykro mi, nie daję drugiej szansy. Ubolewam, że jednak nie zaczęliśmy od Werandy, która jest o niebo lepsza (i dają potwornie wielką szarlotę).

Żeby nie było tendencyjnie, to się też pożalę, jaką to żmiję przez te lata wychowałam. W Werandzie w kąciku ogródka dość głośno konwersowała sobie para. Najpierw o stosunkach (ale międzynarodowych), potem o wspólnej znajomej, co to ta znajoma... A my się zastanawialiśmy, czy to randka (TŻ), czy nie (ja). Bo pan nie tokował ani nie głuszył, tylko miał tryb przytakiwania, a pani konwersowała z mamusią telefonem, żeby mamusia z solarium jej golfik odebrała, bo kupiła sobie spódniczkę, która do tego golfika pasować będzie. Dylemat pozostał (panna zamówiła mojito, więc jest szansa, że za dwa drinki będzie łatwiejsza), a nam zeszło na czasy licealne i potencjalne randki w ciemno (nie mieliśmy). Ja się ciut żaliłam, że w czasach licealnych nie miałam brania, głównie przez okulary. Na co TŻ błyskotliwie zauważył, że to raczej nie przez okulary. Dziękuję, dobranoc. Idę powiesić się na sznurówce. I to dzień przed X rocznicą ślubu. Przynieście mi na grób orchidee.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 13 komentarzy - Skomentuj


No More Room

Z poniższej listy skreślam Room 55. Wystrój mi nie przeszkadza, bo i tak jedliśmy w ogródku. Przeszkadza mi za to czołowa wada polskich lokali - czekanie. Ja rozumiem, jak jest full complet i cała kuchnia chodzi na rzęsach, żeby dać radę. Tymczasem najpierw czekam kwadrans na kartę, rozglądając się po trzech zajętych stolikach w okolicy, przy których też wszyscy nerwowo rozglądają się za kelnerką. Potem czekam na zebranie zamówienia. Potem na przyniesienie zupy (która jako jedyna była bezkrytycznie smaczna - bo żurek łatwo zepsuć). Potem na zgarnięcie talerza i odczekanie ponownie na resztę zamówienia. Drugiego minusa 55 zarobił sobie na spieprzeniu kurczaka tandoori na sałacie. Nie wiem, jaka to odmiana sałaty, która jest szarożółta i smakuje jak niezbyt świeża kapusta pekińska, ale nie poprawiła smaku nędznych kawałeczków kurczaka, umazanych czymś żółtym, które nie smakowały dla odmiany niczym, co jest dużą sztuką. Przykro mi, nie daję drugiej szansy. Ubolewam, że jednak nie zaczęliśmy od Werandy, która jest o niebo lepsza (i dają potwornie wielką szarlotę).

Żeby nie było tendencyjnie, to się też pożalę, jaką to żmiję przez te lata wychowałam. W Werandzie w kąciku ogródka dość głośno konwersowała sobie para. Najpierw o stosunkach (ale międzynarodowych), potem o wspólnej znajomej, co to ta znajoma... A my się zastanawialiśmy, czy to randka (TŻ), czy nie (ja). Bo pan nie tokował ani nie głuszył, tylko miał tryb przytakiwania, a pani konwersowała z mamusią telefonem, żeby mamusia z solarium jej golfik odebrała, bo kupiła sobie spódniczkę, która do tego golfika pasować będzie. Dylemat pozostał (panna zamówiła mojito, więc jest szansa, że za dwa drinki będzie łatwiejsza), a nam zeszło na czasy licealne i potencjalne randki w ciemno (nie mieliśmy). Ja się ciut żaliłam, że w czasach licealnych nie miałam brania, głównie przez okulary. Na co TŻ błyskotliwie zauważył, że to raczej nie przez okulary. Dziękuję, dobranoc. Idę powiesić się na sznurówce. I to dzień przed X rocznicą ślubu. Przynieście mi na grób orchidee.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Food spotting

Zen ostatnio stwierdził, że powinnam wiedzieć najlepiej, gdzie w okolicy Fabryki można dobrą kawę dostać. Problem w tym, że po pierwsze nigdzie, bo okolica to ugór ledwo zaorany, a najbliższym cywilizowanym miejscem jest część spożywcza pobliskiego centrum handlowego, do którego jednak jest dobre 15 minut spacerkiem, co wyklucza opcję wyjścia po kawę, po drugie - nie ma tam miejsca, gdzie dają nawynosowo. Po trzecie to ja dość kiepska jestem w kwestii kawy, bo na tyle mało pijam, że i owszem, poznam, że piję badziewną, ale niekoniecznie pamiętam, gdzie piłam dobrą. Znacznie lepiej mi idzie z herbatą, bo tutaj mam lata praktyki. I tak - w Ptasim radiu dają (no, na razie nie dają, bo remont) doskonałą herbatę karmelową, a w Chimerze - czarną kenijską. Co nie zmienia faktu, że nieustająco brakuje mi barku kawowego w okolicy spacerowej, w którym dostanę Moją Ulubioną kawę w kubku i z ulubionymi dodatkami (a już za tydzień z ogonkiem będę miała Starbucksa w zasięgu wzroku).

Zrobiłam przy okazji mały risercz poznańskich knajp, żeby nie chodzić ciągle do tych samych i nie siorbać żałośliwie nosem, że mi którąś zamknęli. Znajduję dość budującym, że sporo knajpek ma już na google-mapsach chorągiewki, a niektóre mają strony www, a na nich menu. Stąd układa mi się już mały plan kolejnych wycieczek w celu obwąchania (hańba lokalom, co nie mają strony www - dlatego nie ma tu ani Francuskiego Łącznika, ani żadnej z Werand).

  • Ptasie radio - śniadania cały dzień i dobra herbata, bardzo dobre grzanki
  • Chimera - śniadania cały dzień, dużo herbat do wyboru (zamknięta)
  • Monidło - śniadania do 12, kolacje w atmosferze (zamknięta)
  • Sól i Pieprz - kuchnia poznańska i obca (zamknięta)
  • Pieprz i wanilia [2019- link nieaktualny]
  • Brovaria - własne piwo niepasteryzowane, bardzo fajne przekąski
  • dawniej W-Z, teraz Wielkopolska Zagroda [2019- link nieaktualny]
  • Delicja - wprawdzie zamknięta w niedzielę, ale TODO
  • Room 55 - drogo, niezbyt smacznie, przeraźliwie kiepska obsługa
  • Cymes - TODO (czytaj tu)
  • Dom Wikingów - bardzo dobre hamburgery i steki (zamknięta)
  • Powozownia - TODO (czytaj tu)
  • Mykonos - naprawdę greckie dania

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 8 komentarzy - Skomentuj


Food spotting

Zen ostatnio stwierdził, że powinnam wiedzieć najlepiej, gdzie w okolicy Fabryki można dobrą kawę dostać. Problem w tym, że po pierwsze nigdzie, bo okolica to ugór ledwo zaorany, a najbliższym cywilizowanym miejscem jest część spożywcza pobliskiego centrum handlowego, do którego jednak jest dobre 15 minut spacerkiem, co wyklucza opcję wyjścia po kawę, po drugie - nie ma tam miejsca, gdzie dają nawynosowo. Po trzecie to ja dość kiepska jestem w kwestii kawy, bo na tyle mało pijam, że i owszem, poznam, że piję badziewną, ale niekoniecznie pamiętam, gdzie piłam dobrą. Znacznie lepiej mi idzie z herbatą, bo tutaj mam lata praktyki. I tak - w Ptasim radiu dają (no, na razie nie dają, bo remont) doskonałą herbatę karmelową, a w Chimerze - czarną kenijską. Co nie zmienia faktu, że nieustająco brakuje mi barku kawowego w okolicy spacerowej, w którym dostanę Moją Ulubioną kawę w kubku i z ulubionymi dodatkami (a już za tydzień z ogonkiem będę miała Starbucksa w zasięgu wzroku).

Zrobiłam przy okazji mały risercz poznańskich knajp, żeby nie chodzić ciągle do tych samych i nie siorbać żałośliwie nosem, że mi którąś zamknęli. Znajduję dość budującym, że sporo knajpek ma już na google-mapsach chorągiewki, a niektóre mają strony www, a na nich menu. Stąd układa mi się już mały plan kolejnych wycieczek w celu obwąchania (hańba lokalom, co nie mają strony www - dlatego nie ma tu ani Francuskiego Łącznika, ani żadnej z Werand).

  • Ptasie radio - śniadania cały dzień i dobra herbata, bardzo dobre grzanki
  • Chimera - śniadania cały dzień, dużo herbat do wyboru (zamknięta)
  • Monidło - śniadania do 12, kolacje w atmosferze (zamknięta)
  • Sól i Pieprz - kuchnia poznańska i obca (zamknięta)
  • Pieprz i wanilia [2019- link nieaktualny]
  • Brovaria - własne piwo niepasteryzowane, bardzo fajne przekąski
  • dawniej W-Z, teraz Wielkopolska Zagroda [2019- link nieaktualny]
  • Delicja - wprawdzie zamknięta w niedzielę, ale TODO
  • Room 55 - drogo, niezbyt smacznie, przeraźliwie kiepska obsługa
  • Cymes - TODO (czytaj tu)
  • Dom Wikingów - bardzo dobre hamburgery i steki (zamknięta)
  • Powozownia - TODO (czytaj tu)
  • Mykonos - naprawdę greckie dania

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 8 komentarzy - Skomentuj


Food spotting

Zen ostatnio stwierdził, że powinnam wiedzieć najlepiej, gdzie w okolicy Fabryki można dobrą kawę dostać. Problem w tym, że po pierwsze nigdzie, bo okolica to ugór ledwo zaorany, a najbliższym cywilizowanym miejscem jest część spożywcza pobliskiego centrum handlowego, do którego jednak jest dobre 15 minut spacerkiem, co wyklucza opcję wyjścia po kawę, po drugie - nie ma tam miejsca, gdzie dają nawynosowo. Po trzecie to ja dość kiepska jestem w kwestii kawy, bo na tyle mało pijam, że i owszem, poznam, że piję badziewną, ale niekoniecznie pamiętam, gdzie piłam dobrą. Znacznie lepiej mi idzie z herbatą, bo tutaj mam lata praktyki. I tak - w Ptasim radiu dają (no, na razie nie dają, bo remont) doskonałą herbatę karmelową, a w Chimerze - czarną kenijską. Co nie zmienia faktu, że nieustająco brakuje mi barku kawowego w okolicy spacerowej, w którym dostanę Moją Ulubioną kawę w kubku i z ulubionymi dodatkami (a już za tydzień z ogonkiem będę miała Starbucksa w zasięgu wzroku).

Zrobiłam przy okazji mały risercz poznańskich knajp, żeby nie chodzić ciągle do tych samych i nie siorbać żałośliwie nosem, że mi którąś zamknęli. Znajduję dość budującym, że sporo knajpek ma już na google-mapsach chorągiewki, a niektóre mają strony www, a na nich menu. Stąd układa mi się już mały plan kolejnych wycieczek w celu obwąchania (hańba lokalom, co nie mają strony www - dlatego nie ma tu ani Francuskiego Łącznika, ani żadnej z Werand).

  • Ptasie radio - śniadania cały dzień i dobra herbata, bardzo dobre grzanki
  • Chimera - śniadania cały dzień, dużo herbat do wyboru (zamknięta)
  • Monidło - śniadania do 12, kolacje w atmosferze (zamknięta)
  • Sól i Pieprz - kuchnia poznańska i obca (zamknięta)
  • Pieprz i wanilia [2019- link nieaktualny]
  • Brovaria - własne piwo niepasteryzowane, bardzo fajne przekąski
  • dawniej W-Z, teraz Wielkopolska Zagroda [2019- link nieaktualny]
  • Delicja - wprawdzie zamknięta w niedzielę, ale TODO
  • Room 55 - drogo, niezbyt smacznie, przeraźliwie kiepska obsługa
  • Cymes - TODO (czytaj tu)
  • Dom Wikingów - bardzo dobre hamburgery i steki (zamknięta)
  • Powozownia - TODO (czytaj tu)
  • Mykonos - naprawdę greckie dania

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 24, 2008

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj