Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu


Marian Keyes - Trzecia strona medalu

Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.

Inne tej autorki tu.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2007 - 0 komentarzy - Skomentuj


Marian Keyes - Trzecia strona medalu

Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.

Inne tej autorki tu.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2007 - 0 komentarzy - Skomentuj


Marian Keyes - Trzecia strona medalu

Ubolewam okrutnie, ale słaba. Jak inne książki Keyes czyta się szybko, sprawnie i ze sporą przyjemnością, ale brakuje tego czegoś, co wyróżnia i czemu warto wracać. Trzywątkowa opowieść dziejąca się głównie w światku edytorsko-wydawniczym - seksowna, obdarzona dużym biustem i wyglądem Audrey Hepburn (tak, tak) Jojo pracuje w agencji wydawniczej, wyszukując potencjalne hity wśród przesłanych przez potencjalnych literatów tekstów, prywatnie zaś uprawia romans z żonatym kolegą z pracy. Gemma, pracująca w agencji eventowej, dowiaduje się, że ojciec zostawił matkę i to w duży sposób psuje jej dorosłe życie, bo okazuje się, że nigdy nie pracująca matka jest całkiem bezradna, ma depresję i nie umie dać sobie sama rady nawet z wyjściem z łóżka. Do tego dowiaduje się, że jej wróg - Lily, która 2 lata wcześniej ukradła jej chłopaka - właśnie wydała *dobrą* książkę i głośno o niej w prasie. Jak się łatwo domyślić, książkę znalazła wspomniana wcześniej Jojo. A Lily okazuje się być z tego wszystkiego najsympatyczniejszą osobą - z problemami, małym dzieckiem, usiłującą związać koniec z końcem, bo książka - mimo sukcesu - nie przyniosła pieniędzy. Gemma jest wkurzająca swoją zachwalaną przez przyjaciół naiwną zdolnością do tworzenia scenariuszów "szczęśliwej przyszłości", Jojo - ma bardzo poważne problemy i dylematy typu czy kupić skórzaną kurteczkę za trzy pensje, nie wspominając o podchodach w kierunku żonatego kochanka. Brakuje mi spojrzenia z przymrużeniem oka, twistu i jakiegoś bardziej osobistego stosunku do bohaterek; mam wrażenie, że książka powstała ze ścinków różnych wątków z poprzednich książek. Dla wielbicieli Keyes, na pewno nie na pierwszą książkę tej autorki.

Inne tej autorki tu.

#55

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jasper Fforde - Porwanie Jane E. / Skok w dobrą książkę

Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.

Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.

W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.

Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...

Inne tej autora:

#53-54

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2007 - 1 komentarz - Skomentuj


Jasper Fforde - Porwanie Jane E. / Skok w dobrą książkę

Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.

Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.

W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.

Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...

Inne tej autora:

#53-54

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2007 - 1 komentarz - Skomentuj


Jasper Fforde - Porwanie Jane E. / Skok w dobrą książkę

Wzięłam od J. z pewną taką nieśmiałością, bo jakoś nie jestem fanką szeroko pojętej literatury romantycznej. Szczęśliwie okazało się, że wbrew tytułowi Fforde pisze bardzo zgrabnego steam-punka z mnóstwem literackich odniesień. Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Wielka Brytania dalej tłucze się z Rosją o Krym, mimo że mamy rok 1985 (1985? Prawie jak 1984). Bohaterką jest Thursday Next, pracująca jako Detektyw Literacki w jednym z wydziałów OpSpeców. OpSpece to po części jawne, po części tajne służby, które mogą podróżować w czasie, wymazywać ludzi z pamięci innych, czy - jak Thursday - doskonale znają książki i ich bohaterów i potrafią naprawić książkę, w której ktoś zniszczył fabułę. Nie odmówiłabym zakupu czegoś w rodzaju Fforde's Annotated Files ze zgrabnym wprowadzeniem we wszelkie literaturowe niuanse i aluzje, których z powodu zbyt skromnego wykształcenia kierunkowego (a czasem i braku zainteresowania) nie łapię.

Nie jest nudno i naukowo-literaturoznawczo, mimo że akcja głównie wokół książek się obraca - jest superłotr Acheron Hades (potem jego kobiece alter ego), Thursday ma za sobą kampanię wojenną, którą okupiła śmiercią brata i stratą narzeczonego, ptaka Dodo (bo w tej rzeczywiści można odtwarzać wymarłe gatunki) i dość ekscentryczną rodzinę. Taty nie ma, bo został wymazany przez OpSpeców po tym, jak wykrył szachrajstwa na samej górze organizacji, ale mimo nieistnienia, czasem wpada z wizytą, przez co bardzo przypomina Wojtyszkowego Pciucha, który dziś jest za tydzień. Wujek jest błyskotliwym wynalazcą, a brat kapłanem kościoła Boga, który dopasowuje się do potrzeb religijnych każdego. Niezła jest też warstwa społeczno-polityczna - OpSpece to niezła odpowiedź na Wielkiego Brata, organizacja potrafiąca kontrolować społeczeństwo i sprawić, żeby historia układała się dokładnie tak, jak powinna.

W "Porwaniu Jane E." Acheron Hades, genialny złoczyńca, który chce być zapamiętany jako najwredniejszy przestępca świata, szantażuje OpSceców zniszczeniem najbardziej pewnie znanej angielskiej powieści wiktoriańskiej, chyba że otrzyma słony okup. W "Skoku w dobrą książkę" Thursday usiłuje odnaleźć męża, którego skorumpowani i niekoniecznie zupełnie fair ludzie, "zniknęli", a przy okazji uczy się, w jaki sposób można przechodzić z książki w książkę.

Nie narzekam na tłumaczenie, ale przypuszczam, że w oryginale warstwa językowa jest bogatsza. Za wejściem w książki angielskie przemawia też fakt, że raczej nie doczekamy się wydania kolejnych tomów (są już chyba 2 czy 3), ponieważ wydane się "nie sprzedały"...

Inne tej autora:

#53-54

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 9, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Unit (Jednostka)

Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).

Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.

Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Unit (Jednostka)

Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).

Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.

Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Unit (Jednostka)

Miało być takie trochę "Desperate Housewives", trochę "Jerycho", czyli coś dla dziewczynek i coś dla chłopców. Żony Dzielnych Amerykańskich Żołnierzy (ŻDAŻ) pod nieobecność mężów mieszkają sobie w bazie wojskowej, próbując prowadzić tzw. normalne życie, podczas gdy mężowie w Tajnych Misjach walczą o wolność naszą i waszą, ale głównie amerykańską. Część dla chłopców nudna do wyrzygu - panowie są zwykle undercover, potem dowiadują się, że Jest Akcja i ruszają bronić. Są tak tajni, że sami nie wiedzą, kto jest kim (przyznam, że bywają i zabawne momenty, bo ciemnoskóry jest panem White, a biały - panem Black).

Część dla dziewczynek ma trochę większy potencjał - ŻDAŻ, które czają już bazę, nie oglądają wiadomości, bo wiadomo - ten kawałek oderwanej ręki czy mózg na ścianie to może być mąż, który poległ ku chwale. Nowa żona, która żyła w błogim przekonaniu, iż nie będzie mieszkać w bazie, a mąż jedzie na jakieś przeszkolenie, zostaje szybko naprostowana, że Dobro Ojczyzny na pierwszym planie, a poza tym przecież nie pozbawi męża udziału w tej Życiowej Przygodzie (kóra może się skończyć powrotem w plastikowym worku i zawiśnięciem na ścianie Zaszczytnie Poległych). N. ogląda toto, przewijając część dla dziewczynek, ja bym najchętniej przewinęła część dla chłopców. Niestety to właśnie w części o trudnym żywocie wojskowych żon, co to nie wiadomo, kiedy seks i czy robić obiad dla męża, pojawia się najwięcej napuszonych frazesów o Wielkiej Przygodzie, Ratowaniu Kraju i innych amerykańskich bzdetach.

Obejrzałam jeden odcinek, nie wiem, czy chcę następne. Na plus - serial tworzył Mamet i wzrokowo jest całkiem-całkiem.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 8, 2007

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj