Kategoria:
czytam
Trzy kuzynki - Hania, Dorota i Amelia - żyją w cieniu klątwy, którą podobno na żeńskie potomkinie rzuciła tytułowa babcia Józia, skrzywdzona przez nieuczciwego narzeczonego. Otóż jeśli nie wyjdą za mąż do 25. urodzin, czeka je nieszczęście w związku. Klątwę propagują ich matki, wszystkie trzy dewotki, dodatkowo z problemem alkoholowym, co owocuje nie tylko pijackimi planami typu swatanie wbrew woli, ale też przemocą psychiczną i próbami szantażu. Każda z dziewcząt radzi sobie z tym inaczej - Hania wychodzi naprędce (choć na skutek przypadku tuż po 25. urodzinach) za mąż i szybko zachodzi w ciążę; Amelia kłamie rodzicom, bo spotyka się z - fuj - ateistą; Dorota poznaje fajnego chłopaka, który potrzebuje żony, organizują więc ślub na papierze, ale mąż okazuje się być nie tylko wdowcem, ale i rozwodnikiem z trójką dzieci, co w katolickim świecie jest gorsze od bycia mordercą. W międzyczasie dzieje się pandemia, a w finale jedna osoba idzie po rozum do głowy i próbuje ustalić, jak wiarygodna jest ta cała klątwa.
To nie jest tak, że spodziewałam się salw śmiechu i doskonałej rozrywki, nie. Ale zamiast wesołej opowiastki o nieco ekscentrycznej rodzinie, dostałam detaliczny opis toksyczności w rodzinie na co dzień, z grożeniem wydziedziczeniem i zmuszaniem do małżeństwa. Przykro się słuchało, zwłaszcza że naczelnym motywem było wchodzenie w spiralę kłamstwa (pozorowana ciąża, ukrywanie zdrad partnera, fikcyjne studia itp.), z której wyjścia specjalnie nie ma. Zupełnie nie śmieszne, mocno niekoniecznie.
Inne tej autorki.
#79/#12
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 24, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Trzy kuzynki - Hania, Dorota i Amelia - żyją w cieniu klątwy, którą podobno na żeńskie potomkinie rzuciła tytułowa babcia Józia, skrzywdzona przez nieuczciwego narzeczonego. Otóż jeśli nie wyjdą za mąż do 25. urodzin, czeka je nieszczęście w związku. Klątwę propagują ich matki, wszystkie trzy dewotki, dodatkowo z problemem alkoholowym, co owocuje nie tylko pijackimi planami typu swatanie wbrew woli, ale też przemocą psychiczną i próbami szantażu. Każda z dziewcząt radzi sobie z tym inaczej - Hania wychodzi naprędce (choć na skutek przypadku tuż po 25. urodzinach) za mąż i szybko zachodzi w ciążę; Amelia kłamie rodzicom, bo spotyka się z - fuj - ateistą; Dorota poznaje fajnego chłopaka, który potrzebuje żony, organizują więc ślub na papierze, ale mąż okazuje się być nie tylko wdowcem, ale i rozwodnikiem z trójką dzieci, co w katolickim świecie jest gorsze od bycia mordercą. W międzyczasie dzieje się pandemia, a w finale jedna osoba idzie po rozum do głowy i próbuje ustalić, jak wiarygodna jest ta cała klątwa.
To nie jest tak, że spodziewałam się salw śmiechu i doskonałej rozrywki, nie. Ale zamiast wesołej opowiastki o nieco ekscentrycznej rodzinie, dostałam detaliczny opis toksyczności w rodzinie na co dzień, z grożeniem wydziedziczeniem i zmuszaniem do małżeństwa. Przykro się słuchało, zwłaszcza że naczelnym motywem było wchodzenie w spiralę kłamstwa (pozorowana ciąża, ukrywanie zdrad partnera, fikcyjne studia itp.), z której wyjścia specjalnie nie ma. Zupełnie nie śmieszne, mocno niekoniecznie.
Inne tej autorki.
#79/#12
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 24, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
(Aniemówiłam?)
Przedwojnie, ale nie do końca wiadomo, czy przed pierwszą, czy drugą wojną. Narratorka właśnie przebywa w “sanatorium”, który raczej jest psychiatrykiem dla zamożnych. Jej wspomnienia niedawnych wydarzeń się zacierają, ale świetnie pamięta wydarzenia z dzieciństwa, kiedy do tytułowego Czarnego, letniska rodzinnego, przyjechał ojciec, znany lekarz i malarz-amator i przywiózł ze sobą piękną Jadwigę, warszawską aktorkę. Pretekstem oczywiście było malowanie portretu, ale żona malarza wiedziała, jak takie sesje się kończą. Z kawałków wspomnień wynika, że 14-letnia wtedy dziewczynka była zafascynowana piękną panią, ale weekend nie zakończył się dobrze, bo znaleziono aktorkę martwą, a narratorka rozpoczęła swoją pielgrzymkę od zakładu do zakładu. Minęło kilkadziesiąt lat, narratorka odczuwa coraz większe odklejenie od realności, obserwuje dookoła siebie przenikanie czasów, widzi przyszłość, a dzięki wsparciu jasnowidzki trafia do kawiarni, w której spotyka swojego młodszego ojca. Udaje aktorkę Jadwigę, żeby pojechać do Czarnego i dowiedzieć się, co się wydarzyło w ostatni weekend pamiętnego sierpnia.
Nie jest to typowy kryminał, raczej gotycka powieść grozy. Od pewnego momentu jest dosyć oczywiste, co odkryje narratorka, chociaż wprowadzenie traumy sprzed lat, podejrzenia schizofrenii, która jednak może być źle zdiagnozowana, jeśli pozwolimy sobie uwierzyć w element nadprzyrodzony, nie do końca pozwala przewidzieć finał. Ładnie napisane, ale jednak wolę realizm.
Inne tej autorki.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 23, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
(Aniemówiłam?)
Przedwojnie, ale nie do końca wiadomo, czy przed pierwszą, czy drugą wojną. Narratorka właśnie przebywa w “sanatorium”, który raczej jest psychiatrykiem dla zamożnych. Jej wspomnienia niedawnych wydarzeń się zacierają, ale świetnie pamięta wydarzenia z dzieciństwa, kiedy do tytułowego Czarnego, letniska rodzinnego, przyjechał ojciec, znany lekarz i malarz-amator i przywiózł ze sobą piękną Jadwigę, warszawską aktorkę. Pretekstem oczywiście było malowanie portretu, ale żona malarza wiedziała, jak takie sesje się kończą. Z kawałków wspomnień wynika, że 14-letnia wtedy dziewczynka była zafascynowana piękną panią, ale weekend nie zakończył się dobrze, bo znaleziono aktorkę martwą, a narratorka rozpoczęła swoją pielgrzymkę od zakładu do zakładu. Minęło kilkadziesiąt lat, narratorka odczuwa coraz większe odklejenie od realności, obserwuje dookoła siebie przenikanie czasów, widzi przyszłość, a dzięki wsparciu jasnowidzki trafia do kawiarni, w której spotyka swojego młodszego ojca. Udaje aktorkę Jadwigę, żeby pojechać do Czarnego i dowiedzieć się, co się wydarzyło w ostatni weekend pamiętnego sierpnia.
Nie jest to typowy kryminał, raczej gotycka powieść grozy. Od pewnego momentu jest dosyć oczywiste, co odkryje narratorka, chociaż wprowadzenie traumy sprzed lat, podejrzenia schizofrenii, która jednak może być źle zdiagnozowana, jeśli pozwolimy sobie uwierzyć w element nadprzyrodzony, nie do końca pozwala przewidzieć finał. Ładnie napisane, ale jednak wolę realizm.
Inne tej autorki.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 23, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).
Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.
Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.
Inne tej autorki.
#77
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 19, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).
Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.
Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.
Inne tej autorki.
#77
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 19, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Louisa tuła się po domach tymczasowych, jedynym jasnym promyczkiem jest rysowanie i przyjaźń z Rybką. Niestety, Rybka wcześniej niż Luisa zostaje pełnoletnia i wsparcie systemowe już jej nie obejmuje, co dość szybko kończy się odejściem dziewczyny, która za bardzo lubiła narkotyki. Louisa zostaje z pękniętym sercem i decyduje się tuż przed swoimi 18. urodzinami na ucieczkę i wyprawę do galerii sztuki. Jedną z relikwii jest dla niej pocztówka z obrazem “Ten z morzem” niszowego, choć cenionego artysty C. Jata; nie może więc opuścić okazji, kiedy oryginał obrazu jest wystawiony na licytację. Na skutek zupełnego przypadku zderza się pod miejscem aukcji, skąd została wyrzucona, z niepozornie wyglądającym, ewidentnie chorym człowiekiem, który… oczywiście, jest samym C. Jatem. Gdy Artysta umiera, jego najlepszy przyjaciel, Ted, odnajduje cudem Louisę i oddaje jej - według ostatniego życzenia Artysty - obraz, co rozpoczyna szaloną podróż pociągiem i początek opowieści o dawnej i współczesnej przyjaźni.
Obiecywałam sobie, że będę twarda, nie rozpłaczę się bez względu na to, czym autor we mnie rzuci, to tylko historia, to się nie wydarzyło. Nie zdziwicie się zapewne, jak przyznam się do porażki, bo łezka mi pociekła, a od książki się nie mogłam przez dwa dni oderwać. Nie pisałam, bo czytałam. Nie wiem, skąd Backman bierze tę ogromną wrażliwość na niedostosowanych do świata ludzi, często w spektrum, często nie rozumianych i pogardzanych, ale jeśli potrzebujecie budującej opowieści o tym, że bycie innym może być trudne, ale nie zawsze źle się kończy, to to jest lektura dla Was. A, jest też dość zabawna.
Inne tego autora.
#76
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 18, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Louisa tuła się po domach tymczasowych, jedynym jasnym promyczkiem jest rysowanie i przyjaźń z Rybką. Niestety, Rybka wcześniej niż Luisa zostaje pełnoletnia i wsparcie systemowe już jej nie obejmuje, co dość szybko kończy się odejściem dziewczyny, która za bardzo lubiła narkotyki. Louisa zostaje z pękniętym sercem i decyduje się tuż przed swoimi 18. urodzinami na ucieczkę i wyprawę do galerii sztuki. Jedną z relikwii jest dla niej pocztówka z obrazem “Ten z morzem” niszowego, choć cenionego artysty C. Jata; nie może więc opuścić okazji, kiedy oryginał obrazu jest wystawiony na licytację. Na skutek zupełnego przypadku zderza się pod miejscem aukcji, skąd została wyrzucona, z niepozornie wyglądającym, ewidentnie chorym człowiekiem, który… oczywiście, jest samym C. Jatem. Gdy Artysta umiera, jego najlepszy przyjaciel, Ted, odnajduje cudem Louisę i oddaje jej - według ostatniego życzenia Artysty - obraz, co rozpoczyna szaloną podróż pociągiem i początek opowieści o dawnej i współczesnej przyjaźni.
Obiecywałam sobie, że będę twarda, nie rozpłaczę się bez względu na to, czym autor we mnie rzuci, to tylko historia, to się nie wydarzyło. Nie zdziwicie się zapewne, jak przyznam się do porażki, bo łezka mi pociekła, a od książki się nie mogłam przez dwa dni oderwać. Nie pisałam, bo czytałam. Nie wiem, skąd Backman bierze tę ogromną wrażliwość na niedostosowanych do świata ludzi, często w spektrum, często nie rozumianych i pogardzanych, ale jeśli potrzebujecie budującej opowieści o tym, że bycie innym może być trudne, ale nie zawsze źle się kończy, to to jest lektura dla Was. A, jest też dość zabawna.
Inne tego autora.
#76
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 18, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Nadmorskie Przeradowo, 1986. Pola skończyła szkołę i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, chwilowo pomaga w prowadzonym przez matkę pensjonacie, nic prestiżowego, recepcja, odbieranie telefonów. Po sezonie nuda, prawie nie ma gości, dlatego Pola ma dużo czasu na myślenie. A ma o czym myśleć, bo jakiś czas temu znaleziono zwłoki jej koleżanki ze szkoły, Reginy. Kiedyś były przyjaciółkami, a potem już niekoniecznie, ale śmierć Reginy, małomiasteczkowej gwiazdy, nią wstrząsnęła. Nie do końca wierzy, że zamordował ją aresztowany właśnie Andrzej, który twierdzi, że był jej chłopakiem i go zostawiła. Takiego samego zdania są też milicjanci, tym bardziej, że dwa miesiące po zbrodni zgłasza się niejaki Kowalski, z zawodu menel, ale zaskakująco elokwentny i z zaplombowanymi zębami i twierdzi, że Regina była jego ostatnią ofiarą, a zabija regularnie od 7 lat.
Niesamowicie wciągająca, intrygująca historia, która tak naprawdę nie jest o morderstwie, tylko o samotności, nieprzystosowaniu i dawaniu drugiej szansy. Oczywiście, motyw zamordowania Reginy brzmi jak nawiązanie do “Twin Peaks”, a mroczny, listopadowy klimat małego miasteczka po sezonie podnosi atmosferę nierealności. A finał jest jak najbardziej rzeczywisty i ma fabularnie sens.
Inne tej autorki.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 17, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nadmorskie Przeradowo, 1986. Pola skończyła szkołę i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, chwilowo pomaga w prowadzonym przez matkę pensjonacie, nic prestiżowego, recepcja, odbieranie telefonów. Po sezonie nuda, prawie nie ma gości, dlatego Pola ma dużo czasu na myślenie. A ma o czym myśleć, bo jakiś czas temu znaleziono zwłoki jej koleżanki ze szkoły, Reginy. Kiedyś były przyjaciółkami, a potem już niekoniecznie, ale śmierć Reginy, małomiasteczkowej gwiazdy, nią wstrząsnęła. Nie do końca wierzy, że zamordował ją aresztowany właśnie Andrzej, który twierdzi, że był jej chłopakiem i go zostawiła. Takiego samego zdania są też milicjanci, tym bardziej, że dwa miesiące po zbrodni zgłasza się niejaki Kowalski, z zawodu menel, ale zaskakująco elokwentny i z zaplombowanymi zębami i twierdzi, że Regina była jego ostatnią ofiarą, a zabija regularnie od 7 lat.
Niesamowicie wciągająca, intrygująca historia, która tak naprawdę nie jest o morderstwie, tylko o samotności, nieprzystosowaniu i dawaniu drugiej szansy. Oczywiście, motyw zamordowania Reginy brzmi jak nawiązanie do “Twin Peaks”, a mroczny, listopadowy klimat małego miasteczka po sezonie podnosi atmosferę nierealności. A finał jest jak najbardziej rzeczywisty i ma fabularnie sens.
Inne tej autorki.
#75
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 17, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj