Kategoria:
fotografia
W listopadzie (o czym niebawem) zakończyłam sezon wyjazdów bliższych i dalszych. Poniżej kilka kulinarnych typów plus drobiazgi z podróży. Staram się przy kilkugodzinnej podróży robić przerwę w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie można coś zjeść, unikając przyautostradowych fastfoodów. Wszystkie poniższe restauracje były świetne, okolice Bolesławca z polecenia Chris.
Restauracje:
- Kuźnia Smaków - Małe Pułkowo 20 [2022 - link nieaktualny]
- Opałkowa Chata - Augusta Cieszkowskiego 17, Bolesławiec [2022 - link nieaktulny]
- Niebieski Burak / Blue Beetroot - Łaziska 50, Bolesławiec
- Unikatonia - Zielonogórska 1, Lubin [2023 - strona nieaktualna]
Kuźnia Smaków
Opałkowa Chata
Unikatonia
Blue Beetroot
Murale - tym razem w Dąbrowie (ul. Pałucka) i Głogowie (“Księżna i gołąb” na Sikorskiego) - pojawiają się przypadkowo przy drodze, szybka akcja - TŻ (dedykowany kierowca na długie wyjazdy) szuka miejsca, ja fotografuję. Do sklepu przyfabrycznego w Bolesławcu zajechaliśmy głównie dlatego, że było tuż przy restauracji, ale wyszliśmy z ogromnym kartonem zakupów - dzbankiem do herbaty, cukierniczką, talerzami i miseczkami dla kotów, wszystko we wzór w monstery. Dzbanek obłędnie długo trzyma ciepło - herbata stygnie przez jakieś 2 godziny. Zbieram też zwykle śmieszne nazwy miejscowości do notesika, ale tym razem zgubiłam karteczkę z notatkami, ostała się tylko jedna - wieloznacznie zabawny Rożental.
EDIT: znalazłam karteczkę (ja to umiem w chowanie rzeczy). Na Mazurach przejeżdżałam przez: Pluskowęsy, Niewierz, Siabdę i wspomniany Rożental. W drodze do Liberca jechałam przez: Irządze, Pęcław, Gwizdanów i już po czeskiej stronie Hubojedy, co wzbudziło wiele nieprzystojnych chichotów.
Mural w Dąbrowie
Gwizdanów
Bolesławiec
Głogów
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 4, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W listopadzie (o czym niebawem) zakończyłam sezon wyjazdów bliższych i dalszych. Poniżej kilka kulinarnych typów plus drobiazgi z podróży. Staram się przy kilkugodzinnej podróży robić przerwę w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie można coś zjeść, unikając przyautostradowych fastfoodów. Wszystkie poniższe restauracje były świetne, okolice Bolesławca z polecenia Chris.
Restauracje:
- Kuźnia Smaków - Małe Pułkowo 20 [2022 - link nieaktualny]
- Opałkowa Chata - Augusta Cieszkowskiego 17, Bolesławiec [2022 - link nieaktulny]
- Niebieski Burak / Blue Beetroot - Łaziska 50, Bolesławiec
- Unikatonia - Zielonogórska 1, Lubin [2023 - strona nieaktualna]
Kuźnia Smaków
Opałkowa Chata
Unikatonia
Blue Beetroot
Murale - tym razem w Dąbrowie (ul. Pałucka) i Głogowie (“Księżna i gołąb” na Sikorskiego) - pojawiają się przypadkowo przy drodze, szybka akcja - TŻ (dedykowany kierowca na długie wyjazdy) szuka miejsca, ja fotografuję. Do sklepu przyfabrycznego w Bolesławcu zajechaliśmy głównie dlatego, że było tuż przy restauracji, ale wyszliśmy z ogromnym kartonem zakupów - dzbankiem do herbaty, cukierniczką, talerzami i miseczkami dla kotów, wszystko we wzór w monstery. Dzbanek obłędnie długo trzyma ciepło - herbata stygnie przez jakieś 2 godziny. Zbieram też zwykle śmieszne nazwy miejscowości do notesika, ale tym razem zgubiłam karteczkę z notatkami, ostała się tylko jedna - wieloznacznie zabawny Rożental.
EDIT: znalazłam karteczkę (ja to umiem w chowanie rzeczy). Na Mazurach przejeżdżałam przez: Pluskowęsy, Niewierz, Siabdę i wspomniany Rożental. W drodze do Liberca jechałam przez: Irządze, Pęcław, Gwizdanów i już po czeskiej stronie Hubojedy, co wzbudziło wiele nieprzystojnych chichotów.
Mural w Dąbrowie
Gwizdanów
Bolesławiec
Głogów
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 4, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16.10.2021]
Niby październik, ale zimno było jak w listopadzie. Zimno, szaro i nieprzysiadalnie. Kolor zapewniły poznańskie tramwaje, lokalnie zwane bimbami, którymi mogłam pojeździć po przestronnym terenie zajezdni MPK na Franowie dzięki @Igerspoznan_. Dostaliśmy dedykowany tramwaj z okazjonalną tablicą i przewodnika, który o tramwajach - w tym zabytkowych - wiedział wszystko. Oglądałam tramwaj od spodu, byłam w tramwajowej myjni i dzwoniłam dzwonkiem na drucie w jednym z pierwszych tramwajów elektrycznych w Poznaniu. Mniej architektury, więcej blachy, bardzo przyjemnie spędzone sobotnie przedpołudnie.
GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_zajezdniafranowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 27, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[16.10.2021]
Niby październik, ale zimno było jak w listopadzie. Zimno, szaro i nieprzysiadalnie. Kolor zapewniły poznańskie tramwaje, lokalnie zwane bimbami, którymi mogłam pojeździć po przestronnym terenie zajezdni MPK na Franowie dzięki @Igerspoznan_. Dostaliśmy dedykowany tramwaj z okazjonalną tablicą i przewodnika, który o tramwajach - w tym zabytkowych - wiedział wszystko. Oglądałam tramwaj od spodu, byłam w tramwajowej myjni i dzwoniłam dzwonkiem na drucie w jednym z pierwszych tramwajów elektrycznych w Poznaniu. Mniej architektury, więcej blachy, bardzo przyjemnie spędzone sobotnie przedpołudnie.
GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia pozostałych uczestników na #instameet_zajezdniafranowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 27, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Michał Exner przybywa do maleńkiego miasteczka Opolna (które jest wzorowane na realnie istniejącej miejscowości Opočna) na urlop, który planuje spędzić ze swoją odwieczną przyjaciółką Gabrielą Stein. Jak w poprzednich tomach, Gabrieli nie udaje się planowo dotrzeć, Exner szybko pociesza się ponętną długonogą i długowłosą studentką Lidą Murszówną, siostrą Eryka, znanego z jednego z poprzednich tomów (ubolewam, nietłumaczonego na Polski). Zawiązaniem akcji wcale nie jest znalezienie zwłok szewca Rambouska, opryskliwego malarza-samouka, tylko fakt, że urlopowany Exner ukrywa się przed swoimi kolegami po fachu, żeby nacieszyć się wolnością przed powrotem do pracy. Oczywiście nie umie odpoczywać bezczynnie, więc poza romantycznymi schadzkami z panną Lidą prywatnie rozmawia sobie z mieszkańcami miasteczka i pracownikami renesansowego zamku, usiłując dociec, kto zabił podobno zamożnego mężczyznę i metodycznie zniszczył jego prace. Podczas śledztwa płynie dużo alkoholu, Exner rozbiera się do bielutkich majtek, żeby wyłowić obciążające dowody zbrodni, a w samym finale pojawia się doktor Soudek, również znany z poprzednich tomów, żeby powiadomić Exnera o kolejnym morderstwie (o czym, niestety, nie przeczytam, bo - tak - nie przetłumaczono tego tomu na polski).
Ten tom jest chyba najlżejszy - dużo żarcików i docinków, łącznie z powtarzanym bon motem Exnera, że “wie to Bóg i święty Wacław”. Detektyw kilkukrotnie “zaciera ręce gestem semickiego kupca”, a w finale tłumaczy mordercy, jak wpadł na trop “tonem instruktora objaśniającego na lekcji Przysposobienia Obronnego technikę rzutu ręcznym granatem”.
(...) - Na podeście drugiego piętra proszę uważać na wypchanego niedźwiedzia.
- Gryzie?
- Przepaliła się żarówka.
Się je: rogaliki serowe, karpatkę i mleko na kiepskie śniadanie, befsztyk bez jajka, za to garnirowany wątróbką po angielsku.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 26, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Michał Exner przybywa do maleńkiego miasteczka Opolna (które jest wzorowane na realnie istniejącej miejscowości Opočna) na urlop, który planuje spędzić ze swoją odwieczną przyjaciółką Gabrielą Stein. Jak w poprzednich tomach, Gabrieli nie udaje się planowo dotrzeć, Exner szybko pociesza się ponętną długonogą i długowłosą studentką Lidą Murszówną, siostrą Eryka, znanego z jednego z poprzednich tomów (ubolewam, nietłumaczonego na Polski). Zawiązaniem akcji wcale nie jest znalezienie zwłok szewca Rambouska, opryskliwego malarza-samouka, tylko fakt, że urlopowany Exner ukrywa się przed swoimi kolegami po fachu, żeby nacieszyć się wolnością przed powrotem do pracy. Oczywiście nie umie odpoczywać bezczynnie, więc poza romantycznymi schadzkami z panną Lidą prywatnie rozmawia sobie z mieszkańcami miasteczka i pracownikami renesansowego zamku, usiłując dociec, kto zabił podobno zamożnego mężczyznę i metodycznie zniszczył jego prace. Podczas śledztwa płynie dużo alkoholu, Exner rozbiera się do bielutkich majtek, żeby wyłowić obciążające dowody zbrodni, a w samym finale pojawia się doktor Soudek, również znany z poprzednich tomów, żeby powiadomić Exnera o kolejnym morderstwie (o czym, niestety, nie przeczytam, bo - tak - nie przetłumaczono tego tomu na polski).
Ten tom jest chyba najlżejszy - dużo żarcików i docinków, łącznie z powtarzanym bon motem Exnera, że “wie to Bóg i święty Wacław”. Detektyw kilkukrotnie “zaciera ręce gestem semickiego kupca”, a w finale tłumaczy mordercy, jak wpadł na trop “tonem instruktora objaśniającego na lekcji Przysposobienia Obronnego technikę rzutu ręcznym granatem”.
(...) - Na podeście drugiego piętra proszę uważać na wypchanego niedźwiedzia.
- Gryzie?
- Przepaliła się żarówka.
Się je: rogaliki serowe, karpatkę i mleko na kiepskie śniadanie, befsztyk bez jajka, za to garnirowany wątróbką po angielsku.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 26, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[31.10.2021]
Bardzo się cieszę, kiedy coś nowego i potencjalnie ciekawego pojawia się w Poznaniu, zwłaszcza na zewnątrz. W Ogrodzie Dendrologicznym na Golęcinie bywałam kilkukrotnie (oczywiście nie wtedy, kiedy pracowałam tuż po drugiej stronie Niestachowskiej, bo po co), ale raczej za dnia. Lumina Park zwiedza się dla odmiany po zapadnięciu zmroku i - w przeciwieństwie do okresu wiosna-jesień - za opłatą. Z pozytywów - wszystko działa, instalacje świetlne są estetyczne, animacje dopracowane, elementy światło-dźwięk ciekawe, zwłaszcza burza czy świetlny zamek. Na wejściu można pobrać mapkę parku z zagadkami dla dzieci.
Słabiej wypadła organizacja, możliwe że z powodu ogromnych tłumów i chaosu rozpoczęcia (byłam trzeciego dnia po otwarciu); możliwe, że już to się zmieniło. Teoretycznie liczba wejść na godzinę jest limitowana, ale w praktyce nie, bo są dwa wejścia i nikt nie sprawdza ruchu wychodzącego, skończenie się e-biletów na daną godzinę nie oznacza bynajmniej, że nie można ich kupić na miejscu. Nie ma oddzielnej bramki dla osób z e-biletami, odstałam kilkanaście minut, zanim obsługa wpadła na pomysł rozdzielenia kolejki na tych, co już bilety mają i tych, co chcą kupić. Brak było oznaczeń w terenie, gdzie jest wejście, informacje na stronie były mylące, podobnie na Google Maps, które uparcie kierowało na ulicę Warmińską, zamkniętą dla ruchu samochodowego. Dotychczasowe wejście do Ogrodu od strony Niestachowskiej było nieczynne, weszłam przez tereny Uniwersytetu Rolniczego, idąc za ludźmi. W samym parku też oznaczeń specjalnie nie było, tym bardziej kłopotliwe było poruszanie się w ciemności i tłumie, zwłaszcza że część ludzi szła pod prąd i większość z dziećmi, również bardzo małymi (a teren do wózków niespecjalnie dostosowany, zwłaszcza po ciemku). Przy wejściu dość ubogie stanowiska gastronomiczne, oblężone przez odwiedzających. Podsumowując - raczej się nie wybiorę ponownie, choć instalacja wzrokowo przyjemna i będzie dostępna do lutego 2022.
GALERIA ZDJĘĆ i wcześniejsze: lato 2009, jesień 2011 oraz wiosna 2014.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 21, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[31.10.2021]
Bardzo się cieszę, kiedy coś nowego i potencjalnie ciekawego pojawia się w Poznaniu, zwłaszcza na zewnątrz. W Ogrodzie Dendrologicznym na Golęcinie bywałam kilkukrotnie (oczywiście nie wtedy, kiedy pracowałam tuż po drugiej stronie Niestachowskiej, bo po co), ale raczej za dnia. Lumina Park zwiedza się dla odmiany po zapadnięciu zmroku i - w przeciwieństwie do okresu wiosna-jesień - za opłatą. Z pozytywów - wszystko działa, instalacje świetlne są estetyczne, animacje dopracowane, elementy światło-dźwięk ciekawe, zwłaszcza burza czy świetlny zamek. Na wejściu można pobrać mapkę parku z zagadkami dla dzieci.
Słabiej wypadła organizacja, możliwe że z powodu ogromnych tłumów i chaosu rozpoczęcia (byłam trzeciego dnia po otwarciu); możliwe, że już to się zmieniło. Teoretycznie liczba wejść na godzinę jest limitowana, ale w praktyce nie, bo są dwa wejścia i nikt nie sprawdza ruchu wychodzącego, skończenie się e-biletów na daną godzinę nie oznacza bynajmniej, że nie można ich kupić na miejscu. Nie ma oddzielnej bramki dla osób z e-biletami, odstałam kilkanaście minut, zanim obsługa wpadła na pomysł rozdzielenia kolejki na tych, co już bilety mają i tych, co chcą kupić. Brak było oznaczeń w terenie, gdzie jest wejście, informacje na stronie były mylące, podobnie na Google Maps, które uparcie kierowało na ulicę Warmińską, zamkniętą dla ruchu samochodowego. Dotychczasowe wejście do Ogrodu od strony Niestachowskiej było nieczynne, weszłam przez tereny Uniwersytetu Rolniczego, idąc za ludźmi. W samym parku też oznaczeń specjalnie nie było, tym bardziej kłopotliwe było poruszanie się w ciemności i tłumie, zwłaszcza że część ludzi szła pod prąd i większość z dziećmi, również bardzo małymi (a teren do wózków niespecjalnie dostosowany, zwłaszcza po ciemku). Przy wejściu dość ubogie stanowiska gastronomiczne, oblężone przez odwiedzających. Podsumowując - raczej się nie wybiorę ponownie, choć instalacja wzrokowo przyjemna i będzie dostępna do lutego 2022.
GALERIA ZDJĘĆ i wcześniejsze: lato 2009, jesień 2011 oraz wiosna 2014.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 21, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[26.09.2021]
Z perspektywy listopada (szarość, burość, kostropatość) trudno mi uwierzyć, że raptem półtora miesiąca temu było słońce, nagołenogi, można się było tarzać w trawie i wprawdzie jeszcze nie było kasztanów, ale nasiąkało się zapachem wiatru, fakturą liści, a pod powiekami zostawały jasne powidoki. Można było łapać świerszcze i pomagać żukom przewrócić się z grzbietu na odnóża. Nikt nie wpadł do stawu tym razem, chociaż podczas turlania się z górki nastąpiły pewne uszkodzenia naskórka.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[26.09.2021]
Z perspektywy listopada (szarość, burość, kostropatość) trudno mi uwierzyć, że raptem półtora miesiąca temu było słońce, nagołenogi, można się było tarzać w trawie i wprawdzie jeszcze nie było kasztanów, ale nasiąkało się zapachem wiatru, fakturą liści, a pod powiekami zostawały jasne powidoki. Można było łapać świerszcze i pomagać żukom przewrócić się z grzbietu na odnóża. Nikt nie wpadł do stawu tym razem, chociaż podczas turlania się z górki nastąpiły pewne uszkodzenia naskórka.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj