Kategoria:
moje-miasto
To takie trochę nadużycie semantyczne, bo w poznańskim ogrodzie dendrologicznym cytrusowców raczej nie znalazłam (acz migdałowca mają przy samym wejściu, jak raz miał owocowe zalążki), ale to bardzo miłe, pachnące i zielone miejsce przy samej przelotówce, którą jeździłam przez ostatnie kilka lat mniej więcej co drugi dzień i za każdym razem myślałam, jakby to miło było iść do ogrodu zamiast za biurko.
W środku pusto (dziewczyna z książką i starsza pani bez książki), cieniście, czasem kolorowo i leniwie. Ogród nie jest duży, ale wystarcza na godzinny spacer w tempie artretycznego żółwia. Z zadyszką. Czyli coś dla mnie. A potem można iść na tartę do "Francuskiego Łącznika"[1] na Sołaczu.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Wadą rozwiązania jest brak toalety we "FŁ", na podwóreczku mają tylko toitoi-a, a to jest pewien hardcore, zwłaszcza latem.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 30, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To takie trochę nadużycie semantyczne, bo w poznańskim ogrodzie dendrologicznym cytrusowców raczej nie znalazłam (acz migdałowca mają przy samym wejściu, jak raz miał owocowe zalążki), ale to bardzo miłe, pachnące i zielone miejsce przy samej przelotówce, którą jeździłam przez ostatnie kilka lat mniej więcej co drugi dzień i za każdym razem myślałam, jakby to miło było iść do ogrodu zamiast za biurko.
W środku pusto (dziewczyna z książką i starsza pani bez książki), cieniście, czasem kolorowo i leniwie. Ogród nie jest duży, ale wystarcza na godzinny spacer w tempie artretycznego żółwia. Z zadyszką. Czyli coś dla mnie. A potem można iść na tartę do "Francuskiego Łącznika"[1] na Sołaczu.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Wadą rozwiązania jest brak toalety we "FŁ", na podwóreczku mają tylko toitoi-a, a to jest pewien hardcore, zwłaszcza latem.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 30, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Irytuje mnie powstanie kolejnego banku w miejscu, gdzie chwilę wcześniej (i jeszcze kilka chwil w przeszłość) było miejsce, w którym karmili. Nie byłam specjalną fanką Cafe Głos, acz zdarzało mi się tam pójść na herbatę i ciacho. Nie byłam specjalną fanką Fudo, które powstało po remoncie, acz zdarzało mi się tam zjeść jakiś obiad. Mimo to prestiżowy lokal dla VIP-ów jakiegoś banku mnie irytuje. Ale ja nie o tym. Pozytywną zmianę odkryłam, kiedy zaczęto remontować śmieszny ukośny sklep (z butami) na rogu 27. Grudnia i placu Wolności. Śmieszny, bo zajmował tylko kawałek narożnika budynku, reszta była otwarta i pozwalała na przechodzenie pod kamienicą. Spodziewałam się oczywiście kolejnego banku, bo tego przecież nigdy nie za mało w centrum (gdzie nie można parkować i dla wszystkich pracujących w normalnych godzinach centrum wypada przeraźliwie nie po drodze), ale zamiast tego jak jaskółka pojawiła się kawiarnia da Vinci. I po szybkim rzucie oka okazało się, że na małym - długości jednej przecznicy - kawałku powstało małe a sympatyczne zagłębie knajpiane. Od najstarszej chyba spageterii Piccolo, którą znają wszyscy studenci, bo to jedno z niewielu miejsc w Poznaniu z formułą "all-you-can-eat" (za 20 zł można dostać 5 porcji, przy czym dwie starczają na dużego chłopa). Zamiast pseudochińskiego fastfooda powstało przyjemne bistro rybne Fisheria, gdzie dają świeżą rybę, a jedyną wadą jest to, że przez resztę dnia czuć z odzieży, co się jadło. Krok obok - niby fastfood, ale z bardzo dobrym jedzeniem - grecka przekąskownia Meze (i mały sklepik, gdzie można dostać halumi, grecki miód, oliwki, dżemy czy oliwę). Po drugiej stronie ulicy Sprytna kuchnia z ratunkiem dla tych, którym się nie chce robić obiadu. Za skrzyżowaniem ze Świętym Marcinem jest już gorzej, bo jednak więcej banków, ale zaraz obok jest Pasaż Apollo z kilkoma restauracjami, Głośna Samotność i Greenway na Taczaka.
Widok na bibliotekę Raczyńskich z Meze.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 20, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Irytuje mnie powstanie kolejnego banku w miejscu, gdzie chwilę wcześniej (i jeszcze kilka chwil w przeszłość) było miejsce, w którym karmili. Nie byłam specjalną fanką Cafe Głos, acz zdarzało mi się tam pójść na herbatę i ciacho. Nie byłam specjalną fanką Fudo, które powstało po remoncie, acz zdarzało mi się tam zjeść jakiś obiad. Mimo to prestiżowy lokal dla VIP-ów jakiegoś banku mnie irytuje. Ale ja nie o tym. Pozytywną zmianę odkryłam, kiedy zaczęto remontować śmieszny ukośny sklep (z butami) na rogu 27. Grudnia i placu Wolności. Śmieszny, bo zajmował tylko kawałek narożnika budynku, reszta była otwarta i pozwalała na przechodzenie pod kamienicą. Spodziewałam się oczywiście kolejnego banku, bo tego przecież nigdy nie za mało w centrum (gdzie nie można parkować i dla wszystkich pracujących w normalnych godzinach centrum wypada przeraźliwie nie po drodze), ale zamiast tego jak jaskółka pojawiła się kawiarnia da Vinci. I po szybkim rzucie oka okazało się, że na małym - długości jednej przecznicy - kawałku powstało małe a sympatyczne zagłębie knajpiane. Od najstarszej chyba spageterii Piccolo, którą znają wszyscy studenci, bo to jedno z niewielu miejsc w Poznaniu z formułą "all-you-can-eat" (za 20 zł można dostać 5 porcji, przy czym dwie starczają na dużego chłopa). Zamiast pseudochińskiego fastfooda powstało przyjemne bistro rybne Fisheria, gdzie dają świeżą rybę, a jedyną wadą jest to, że przez resztę dnia czuć z odzieży, co się jadło. Krok obok - niby fastfood, ale z bardzo dobrym jedzeniem - grecka przekąskownia Meze (i mały sklepik, gdzie można dostać halumi, grecki miód, oliwki, dżemy czy oliwę). Po drugiej stronie ulicy Sprytna kuchnia z ratunkiem dla tych, którym się nie chce robić obiadu. Za skrzyżowaniem ze Świętym Marcinem jest już gorzej, bo jednak więcej banków, ale zaraz obok jest Pasaż Apollo z kilkoma restauracjami, Głośna Samotność i Greenway na Taczaka.
Widok na bibliotekę Raczyńskich z Meze.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 20, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Albowiem jak się w mieście nic nie dzieje, to się nie dzieje. A jak się dzieje, to jak raz jestem Zupełnie Gdzie Indziej. Wczoraj przez cały dzień Poznań pokazywał swoje alternatywne oblicze w ramach festiwalu Urban Legend, okrutnie ubolewam, że nie zdążyłam wrócić na koncert Gracjana R. (ale nie oszukujmy się, ON wróci). Dodatkowo w zajezdni tramwajowej na Gajowej odbywał się plener, mogę tylko posiorbać sobie oglądając czyjeś zdjęcia. Dzisiaj już tylko zostały strzępki wczorajszej instalacji "Grawitacja":
Na Rynku Jarmark Świętojański. Co roku cieszę się, że jest, bo to dobry kierunek, w którym powinna iść poznańska starówka co weekend. Niestety, na razie więcej jest zwyczajowego badziewia (wiatraczki, korale z metra czy świątki ze sztancy) niż lokalnych wyrobów. Bardzo obiecujące stoisko z pajdą chleba, na chlebie można smalec, ogórki, lokalną kiełbasę i inne dobra. I słońce, dawno nie widziałam w Poznaniu aż tyle.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 15, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Albowiem jak się w mieście nic nie dzieje, to się nie dzieje. A jak się dzieje, to jak raz jestem Zupełnie Gdzie Indziej. Wczoraj przez cały dzień Poznań pokazywał swoje alternatywne oblicze w ramach festiwalu Urban Legend, okrutnie ubolewam, że nie zdążyłam wrócić na koncert Gracjana R. (ale nie oszukujmy się, ON wróci). Dodatkowo w zajezdni tramwajowej na Gajowej odbywał się plener, mogę tylko posiorbać sobie oglądając czyjeś zdjęcia. Dzisiaj już tylko zostały strzępki wczorajszej instalacji "Grawitacja":
Na Rynku Jarmark Świętojański. Co roku cieszę się, że jest, bo to dobry kierunek, w którym powinna iść poznańska starówka co weekend. Niestety, na razie więcej jest zwyczajowego badziewia (wiatraczki, korale z metra czy świątki ze sztancy) niż lokalnych wyrobów. Bardzo obiecujące stoisko z pajdą chleba, na chlebie można smalec, ogórki, lokalną kiełbasę i inne dobra. I słońce, dawno nie widziałam w Poznaniu aż tyle.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 15, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Żal mam, bo jak noszę ze sobą, to nie padadzieje się nic, a mnie tylko garb rośnie. A wczoraj po deszczowym burym poranku był jeden z piękniejszych wieczorów tego roku. Wracaliśmy z pokazu trójwymiarowych slajdów[1] P. z Piwnicy Farnej[2], nad miastem wisiały różowo-złote chmury i co kilkanaście kroków robił się widoczek jak z kalendarza infantylnej pensjonarki. Mnie się telefon wyładował, TŻ-owy odmówił zwrócenia czegokolwiek strawnego i to by było na tyle. Do tego grochodrzewy pachły. Na placu Wolności kręcili się bębniarze, kilka osób leniwie podskakiwało (kto nie skacze, jest z policji). Miejskie ciepłe wieczory są miłe.
[1] Slajdy trójwymiarowe dają nową jakość zdjęć z wakacji. Nawet nie widzę sensu się czepiać kadrowania czy selekcji, bo w przeciwieństwie do płaskich (i nawet doskonałej jakości zdjęć) nie mam poczucia oglądania obrazków, a poczucie bycia w zasięgu wzroku.
[2] Piwnica Farna [2019 - link nieaktualny] to bardzo miłe miejsce na Placu Kolegiackim, gdzie można dobrą herbatę czy kawę, ciacho czy coś drobnego na ząb. Jak również przyjść na pokazy zdjęć.
PS Zdjęcie nie z wczoraj, ale.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Żal mam, bo jak noszę ze sobą, to nie padadzieje się nic, a mnie tylko garb rośnie. A wczoraj po deszczowym burym poranku był jeden z piękniejszych wieczorów tego roku. Wracaliśmy z pokazu trójwymiarowych slajdów[1] P. z Piwnicy Farnej[2], nad miastem wisiały różowo-złote chmury i co kilkanaście kroków robił się widoczek jak z kalendarza infantylnej pensjonarki. Mnie się telefon wyładował, TŻ-owy odmówił zwrócenia czegokolwiek strawnego i to by było na tyle. Do tego grochodrzewy pachły. Na placu Wolności kręcili się bębniarze, kilka osób leniwie podskakiwało (kto nie skacze, jest z policji). Miejskie ciepłe wieczory są miłe.
[1] Slajdy trójwymiarowe dają nową jakość zdjęć z wakacji. Nawet nie widzę sensu się czepiać kadrowania czy selekcji, bo w przeciwieństwie do płaskich (i nawet doskonałej jakości zdjęć) nie mam poczucia oglądania obrazków, a poczucie bycia w zasięgu wzroku.
[2] Piwnica Farna [2019 - link nieaktualny] to bardzo miłe miejsce na Placu Kolegiackim, gdzie można dobrą herbatę czy kawę, ciacho czy coś drobnego na ząb. Jak również przyjść na pokazy zdjęć.
PS Zdjęcie nie z wczoraj, ale.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ludzie narzekają, że powiesili i zaraz się popsuł albo że nie włączają, bo żre za dużo prądu, ale mnie się podoba nawet jak się nie rusza. Opertus Lunula Umbra (Ukryty cien księżyca) Choe U-Rama wisi w Starym Browarze i jest zwyczajnie uroczy. Tu można zobaczyć film, jak się rusza.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 11, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Ludzie narzekają, że powiesili i zaraz się popsuł albo że nie włączają, bo żre za dużo prądu, ale mnie się podoba nawet jak się nie rusza. Opertus Lunula Umbra (Ukryty cien księżyca) Choe U-Rama wisi w Starym Browarze i jest zwyczajnie uroczy. Tu można zobaczyć film, jak się rusza.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 11, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj