Kategoria:
ogladam
Jedno słowo: żałość. Wiecej słów: niestety, jeżeli gdzieś jest szeroko reklamowany film polski, nie ma co czekać, należy spieprzać. Pomijając fatalne światło (buro, szaro i ciemno nawet w pełnym słońcu), całość nie ma sensu. Nie wiem, czy autorzy aspirowali do zrobienia drugiego "Rejsu", ale tragicznie nie wyszło. Jest parę scen śmiesznych, kilka genialnych tekstów (aczkolwiek żadnego nie pamiętam ;-)), niezłe sytuacje, ale całość nie ma sensu. Zabrakło pomysłu na polepienie kabaretowego aktorstwa, scenek i muzyki w coś spójnego.
Nieporozumieniem jest puszczenie tego filmu w normalnej dystrybucji zamiast na offowym festiwalu kabaretowym typu A'YoY. Uwielbiam MUMIO za pierwszy program, za drugi mniej, cenię za świetne reklamy Plusa. Ale filmów to oni nie umieją jeszcze kręcić.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 3, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Offowy komiksik, głównie z zestawem stripów, drukowanych w Produkcie. Niektóre są bardzo brutalne, cyniczne i zabójcze. Krew, odcięte członki i Szatan. Ale i tak kocham KRL-a za jego wredne poczucie czarnego humoru.
#15
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 2, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Offowy komiksik, głównie z zestawem stripów, drukowanych w Produkcie. Niektóre są bardzo brutalne, cyniczne i zabójcze. Krew, odcięte członki i Szatan. Ale i tak kocham KRL-a za jego wredne poczucie czarnego humoru.
#15
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 2, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To chyba pierwszy Woody Allen, który mi się nie podobał. Nie miał nic z Woody'ego Allena, ani tekstów, ani dylematów, ani postaci. Kiepscy aktorzy (seksbomba Johanssen, mhar har har), akcja ani nie trzymała w napięciu, ani nie nudziła, ot, przeciętna obyczajówka z jednym ciut komediowym momentem (morderstwo). Psychologicznie nic mi nie pasowało. I opera oraz banda pretensjonalnych angielskich bubków. Tyle że ładny Londyn i ładne wnętrza z książkami. Ale zdecydowanie wolę filmy o nowojorskich Żydach.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 2, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
To chyba pierwszy Woody Allen, który mi się nie podobał. Nie miał nic z Woody'ego Allena, ani tekstów, ani dylematów, ani postaci. Kiepscy aktorzy (seksbomba Johanssen, mhar har har), akcja ani nie trzymała w napięciu, ani nie nudziła, ot, przeciętna obyczajówka z jednym ciut komediowym momentem (morderstwo). Psychologicznie nic mi nie pasowało. I opera oraz banda pretensjonalnych angielskich bubków. Tyle że ładny Londyn i ładne wnętrza z książkami. Ale zdecydowanie wolę filmy o nowojorskich Żydach.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 2, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Angels in America rekomendowało mi parę osób, uważających się za znawców "ambitnego" kina. I nie rozczarowałam się - seria jest ambitna, nie trzyma się kupy i nudna jest do wyrzygu. Back in 1985, biedni homoseksualiści po zjedzeniu porcji budyniu borsuczą się bez zabezpieczeń i dopada ich AIDS bez względu na to, czy są ważnymi prawnikami, którzy kierują zza kulis rządem, czy mniej ważnymi utytułowanymi potomkami podróżników z Mayflower. Prawie czterogodzinna miniseria mozolnie pokazuje anioły, seks, widzenia, amerykańskim mistycyzm i rozrachunki z historią (tą starszą - ciężkim losem osadników czy Mormonami i tą nowszą - epoką Reagana czy Żydami). Może jest w tej historii jakieś głębsze dno, ale ja dotarłam tylko do dna (czy warto siedzieć kilka godzin przed ekranem, żeby się dowiedzieć, że AIDS zabija?). Dodatkowo film jest ekranizacją sztuki i cierpi na wszystkie tego konsekwencje - nienaturalność dialogów, aktorzy grają po kilka ról, mimo że naprawdę nie ma takiej potrzeby, umowność świata i zdarzeń.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 23, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Angels in America rekomendowało mi parę osób, uważających się za znawców "ambitnego" kina. I nie rozczarowałam się - seria jest ambitna, nie trzyma się kupy i nudna jest do wyrzygu. Back in 1985, biedni homoseksualiści po zjedzeniu porcji budyniu borsuczą się bez zabezpieczeń i dopada ich AIDS bez względu na to, czy są ważnymi prawnikami, którzy kierują zza kulis rządem, czy mniej ważnymi utytułowanymi potomkami podróżników z Mayflower. Prawie czterogodzinna miniseria mozolnie pokazuje anioły, seks, widzenia, amerykańskim mistycyzm i rozrachunki z historią (tą starszą - ciężkim losem osadników czy Mormonami i tą nowszą - epoką Reagana czy Żydami). Może jest w tej historii jakieś głębsze dno, ale ja dotarłam tylko do dna (czy warto siedzieć kilka godzin przed ekranem, żeby się dowiedzieć, że AIDS zabija?). Dodatkowo film jest ekranizacją sztuki i cierpi na wszystkie tego konsekwencje - nienaturalność dialogów, aktorzy grają po kilka ról, mimo że naprawdę nie ma takiej potrzeby, umowność świata i zdarzeń.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 23, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Widziałam film, zaczęłam czytać książkę (ćś, leży w łazience, ale chwilowo się przesunęła na dalsze miejsca w kolejce po "Saharze" Palina i "Zawsze Prowansji" Mayle'a). Co do teatru mam stosunek ambiwalentny. Doskonale pokazane były "efekty specjalne" - retrospekcje, wyobrażenia oraz rozmowy z Humpreyem Bogartem (za czarnymi siatkami - "ekranem TV" widać było sceny z "offu"). Natomiast chyba nie przemawia do mnie aktorska gra teatralna - ekspresja, miotanie się po scenie, przewracanie oczami i załamywanie rąk. Rozumiem, konwencja, ale mimo to mi się gryzie. I Woody Allen - to musi być on. Aktor grający Allana Feliksa był niezły, opowiadał woodyallenowskie onelinery, miał podobną mimikę i gestykulację, ale nawet w rogowych okularach to nie było to. I aktorka grająca Lindę była tłustawa (wszędzie ostatnio widzę tłustawych ludzi...). I Teatr Nowy/Scena Nowa po remoncie to coś pięknego - marmury, ściany obite czerwonym skóropodobnym(?) czymś, jak w porządnym psychiatryku.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 23, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Widziałam film, zaczęłam czytać książkę (ćś, leży w łazience, ale chwilowo się przesunęła na dalsze miejsca w kolejce po "Saharze" Palina i "Zawsze Prowansji" Mayle'a). Co do teatru mam stosunek ambiwalentny. Doskonale pokazane były "efekty specjalne" - retrospekcje, wyobrażenia oraz rozmowy z Humpreyem Bogartem (za czarnymi siatkami - "ekranem TV" widać było sceny z "offu"). Natomiast chyba nie przemawia do mnie aktorska gra teatralna - ekspresja, miotanie się po scenie, przewracanie oczami i załamywanie rąk. Rozumiem, konwencja, ale mimo to mi się gryzie. I Woody Allen - to musi być on. Aktor grający Allana Feliksa był niezły, opowiadał woodyallenowskie onelinery, miał podobną mimikę i gestykulację, ale nawet w rogowych okularach to nie było to. I aktorka grająca Lindę była tłustawa (wszędzie ostatnio widzę tłustawych ludzi...). I Teatr Nowy/Scena Nowa po remoncie to coś pięknego - marmury, ściany obite czerwonym skóropodobnym(?) czymś, jak w porządnym psychiatryku.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 23, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wprawdzie oglądanie serialu skończyłam już jakiś czas temu, nie mogłam się zebrać, żeby cokolwiek napisać, co nie brzmiałoby jak naukowa a pretensjonalna rozprawka. "Czerwony karzeł" jest chyba jedną z najlepszych serii komediowych BCC (lepszą niż "Allo Allo"). Na wielkim statku kosmicznym, przemierzającym nieograniczoną przestrzeń, w dalekiej przyszłości, następuje awaria. Po awarii i po ustaniu promieniowania, po trzech milionach lat, ze stazy (staza - miejsce, gdzie nie ma czasu, w niektórych napisach nazywana była "bezruchawką", co mnie dodatkowo bawi) wychodzi Dave Lister, niedomyty i niechlujny załogant "Red Dwarfa". Okazuje się, że jest ostatnim człowiekiem we wszechświecie. Człowiekiem, bo oprócz niego na statku jest hologram Arnolda Rimmera, zwanego Bucem - człowieka składającego się ze wszelkich możliwych irytujących cech, komputer pokładowy Holly - niegdyś IQ 6000, teraz trochę mniej, bo się zdegenerował oraz stworzenie, które zmutowało z czarnego kota przemyconego przez Listera na pokład (Kot jest świetny, ma wystające ząbki i jest najbardziej zachwycającym samcem w okolicy). W trakcie ośmiu (krótkich - 6-8 odcinków) sezonów serialu pojawia się jeszcze Kryten - android z wątpliwościami i poczuciem winy oraz kilka osób z innych strumieni czasu. Humor bywa na poziomie komedii college'owych, ale mnie to nie przeszkadza, bo jestem fanką. Jest niepoprawnie politycznie, seksistowsko, szowinistycznie i przaśnie, ale za to Red Dwarfa kocham (i chcę więcej!).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 23, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 2 komentarze
- Skomentuj