Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: rozne

3 starty, 3 lądowania

Czyli wróciłam. Po stronie strat: jeden Dr Pepper pękł w walizce, więc się ciuchy piorą, DVD, książki i CD nie ucierpiały. Po stronie zysków to już mi się nie chce nawet wymieniać. Może jak odeśpię.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 12, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


3 starty, 3 lądowania

Czyli wróciłam. Po stronie strat: jeden Dr Pepper pękł w walizce, więc się ciuchy piorą, DVD, książki i CD nie ucierpiały. Po stronie zysków to już mi się nie chce nawet wymieniać. Może jak odeśpię.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 12, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj




Pani Krystyna

Była najlepszą żarłoczną Bunią na świecie. Miałam listę sztuk, w których grała w Teatrze Nowym i cały czas miałam nadzieję je obejrzeć, bo bliżej już było niż dalej, żeby bez niej się odbyły. Nie zdążyłam zobaczyć "Królowej piękności z Leenane" i "Androkles i lew". Obejrzałam za to "Tango" Mrożka. W piątek widziałam ją na Dworcu Centralnym w Warszawie. Jest mi przykro, ale nie będę wklejać świeczki.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 24, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Pani Krystyna

Była najlepszą żarłoczną Bunią na świecie. Miałam listę sztuk, w których grała w Teatrze Nowym i cały czas miałam nadzieję je obejrzeć, bo bliżej już było niż dalej, żeby bez niej się odbyły. Nie zdążyłam zobaczyć "Królowej piękności z Leenane" i "Androkles i lew". Obejrzałam za to "Tango" Mrożka. W piątek widziałam ją na Dworcu Centralnym w Warszawie. Jest mi przykro, ale nie będę wklejać świeczki.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 24, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wyjątkowo o jedzeniu

W Warszawie bardzo zacny jest bar "Krokiecik" na Zgoda (Zgody?).

W IKEI sprzedają niesamowicie smaczne sery - Wastgotta Kloster. Czerwony jest słodkawy, jak sery typu Illertaler, czarny - ostry i pikatntny jak Cheddar. Niedrogie, 7 zł/300g. Generalnie IKEA ma sporo goodies, po które warto się wybrać - pierniczki imbirowe, ciastka owsiane, prażoną cebulkę, kotbullary, czasem gruszkowy cydr w puszkach (TŻ zawsze winszuje sobie hotdoga z cebulką, ogórkami i musztardą). A, potwierdzam - zupa brokułowa z IKEOwego barku naprawdę przyjemna.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 11 komentarzy - Skomentuj


Wyjątkowo o jedzeniu

W Warszawie bardzo zacny jest bar "Krokiecik" na Zgoda (Zgody?).

W IKEI sprzedają niesamowicie smaczne sery - Wastgotta Kloster. Czerwony jest słodkawy, jak sery typu Illertaler, czarny - ostry i pikatntny jak Cheddar. Niedrogie, 7 zł/300g. Generalnie IKEA ma sporo goodies, po które warto się wybrać - pierniczki imbirowe, ciastka owsiane, prażoną cebulkę, kotbullary, czasem gruszkowy cydr w puszkach (TŻ zawsze winszuje sobie hotdoga z cebulką, ogórkami i musztardą). A, potwierdzam - zupa brokułowa z IKEOwego barku naprawdę przyjemna.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 11 komentarzy - Skomentuj


Gdybym ja musiała lubić moich przyjaciół, to bym nie miała żadnego

Na regionalnych był program o USC i nadawaniu imion dzieciom. Bezapelacyjnie zwyciężyła ZAAKCEPTOWANA przez urzędników Pężyrka.

Na MTV leciało 50 One-Time-Hits, czyli zespołów, którym raz udało się machnąć hiciora i to by było na tyle. Leciał m.in. Chesney Hawkes, słodki blondas z pieprzykiem, co to śpiewał, że jest jedyny i niepowtarzalny. Pomijając moją wstydliwą słabość do tego typu hiciorów-kalafiorów z czasów młodości, kojarzy mi się głównie z pierwszymi edycjami czasopisma Bravo w Polsce. Koniec podstawówki, MTV tylko via anteny satelitarne lub - rzadko we Włocławku - kablówkę, w telewizji całe dwa programy. Mimo iż Bravo było na szmatławym papierze, plakaty były prawie przezroczyste, było to niesamowity powiew wielkiego świata. Muzykę można było dostać na pirackich kasetach TAKTu za równowartość 1 zł (niecałe 10000 starych zł), z filmami było gorzej. Pamiętam fotostory z planu filmu ze wspomnianym Chesneyem, który grał z jakąś panną w rozbieranej scenie i żeby ich ośmielić, cała ekipa zrzuciła ciuszki. Normalnie jak kilka lat temu zobaczyłam wreszcie w TV ten film, to mi łezka poleciała. Oczywiście w czasach, kiedy to Bravo namiętnie czytywałam, nie szło wiele w kinie obejrzeć, o telewizji nie wspominając. I fotostory były! Już z późniejszych czasów pamiętam historię o Zuzie, co poszła na całość (poszła!) i artykuł o tym, że Eloy ma nowego chłopaka. Coś pięknego i niedrogo. Wracając do Chesneya, nieustannie - od kiedy załapałam jaką taką konsumencką świadomość - zastanawiał mnie sens publikowania takich nowinek w kraju, gdzie nie było ani klubów, ani celebrities ani możliwości zakupu takich ciuchów. A, i były też tłumaczenia piosenek. Normalnie kwiat za kwiatem. Najlepsza była polska wersji piosenki "Boom boom boom, I want you in my room". Po polsku można było zaśpiewać "Riki tiki tak, połóż się na wznak".

Poza tym ziew. Kupiłam Persen, łyknęłam, obudziłam się o 7 rano. Z bolącym gardłem. Nie polecam.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 13, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 9 komentarzy - Skomentuj


Gdybym ja musiała lubić moich przyjaciół, to bym nie miała żadnego

Na regionalnych był program o USC i nadawaniu imion dzieciom. Bezapelacyjnie zwyciężyła ZAAKCEPTOWANA przez urzędników Pężyrka.

Na MTV leciało 50 One-Time-Hits, czyli zespołów, którym raz udało się machnąć hiciora i to by było na tyle. Leciał m.in. Chesney Hawkes, słodki blondas z pieprzykiem, co to śpiewał, że jest jedyny i niepowtarzalny. Pomijając moją wstydliwą słabość do tego typu hiciorów-kalafiorów z czasów młodości, kojarzy mi się głównie z pierwszymi edycjami czasopisma Bravo w Polsce. Koniec podstawówki, MTV tylko via anteny satelitarne lub - rzadko we Włocławku - kablówkę, w telewizji całe dwa programy. Mimo iż Bravo było na szmatławym papierze, plakaty były prawie przezroczyste, było to niesamowity powiew wielkiego świata. Muzykę można było dostać na pirackich kasetach TAKTu za równowartość 1 zł (niecałe 10000 starych zł), z filmami było gorzej. Pamiętam fotostory z planu filmu ze wspomnianym Chesneyem, który grał z jakąś panną w rozbieranej scenie i żeby ich ośmielić, cała ekipa zrzuciła ciuszki. Normalnie jak kilka lat temu zobaczyłam wreszcie w TV ten film, to mi łezka poleciała. Oczywiście w czasach, kiedy to Bravo namiętnie czytywałam, nie szło wiele w kinie obejrzeć, o telewizji nie wspominając. I fotostory były! Już z późniejszych czasów pamiętam historię o Zuzie, co poszła na całość (poszła!) i artykuł o tym, że Eloy ma nowego chłopaka. Coś pięknego i niedrogo. Wracając do Chesneya, nieustannie - od kiedy załapałam jaką taką konsumencką świadomość - zastanawiał mnie sens publikowania takich nowinek w kraju, gdzie nie było ani klubów, ani celebrities ani możliwości zakupu takich ciuchów. A, i były też tłumaczenia piosenek. Normalnie kwiat za kwiatem. Najlepsza była polska wersji piosenki "Boom boom boom, I want you in my room". Po polsku można było zaśpiewać "Riki tiki tak, połóż się na wznak".

Poza tym ziew. Kupiłam Persen, łyknęłam, obudziłam się o 7 rano. Z bolącym gardłem. Nie polecam.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 13, 2007

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 9 komentarzy - Skomentuj