Wish List
W MM znalazłam DVD box z siedmioma filmami z serii "Lody na patyku".
Nie, nie chcę w prezencie ;-)
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
W MM znalazłam DVD box z siedmioma filmami z serii "Lody na patyku".
Nie, nie chcę w prezencie ;-)
W MM znalazłam DVD box z siedmioma filmami z serii "Lody na patyku".
Nie, nie chcę w prezencie ;-)
W MM znalazłam DVD box z siedmioma filmami z serii "Lody na patyku".
Nie, nie chcę w prezencie ;-)
Tym razem postaram się nie używać tego słowa na f. I obiecuję, że na razie wrócę do bardziej mainstreamowej literatury (ale to tylko dlatego, że mi się Keyes skończyła). Bardzo miła książką. Jak zwykle o związkach. Trójka znajomych z małego miasteczka, szczupła i zasadnicza Katherine, tłustawa i zakompleksiona Tara i gej Finlan mieszka sobie od 10 lat w Londynie. Piją co jakiś czas razem i mają życie prywatne. I wszystko jakoś się toczy do momentu, kiedy Finlan ląduje w szpitalu w dość ciężkim stanie. I nagle wszystkim przychodzi do głowy, co by mogli zrobić, jeśli mają przed sobą kilka miesięcy życia.
Oczywiście mnóstwo świetnych tekstów i przemyśleń o stosunkach damsko-męskich. Przez książkę przewija się istny sukinsynek, rudy seks-symbol Lorcan, niby aktor, a prywatnie lodołamacz serc. Niesamowicie mnie bawią wszelkie historie opowiadane fężczyznom przez fężczyzn, jakie to są "100% sposoby na podryw", "gwarantowane teksty, na które poleci każda lasia". Normalnie, jakbym czytała Cosmo dla panów (są takie czasopisma? W sensie nie panny na rozkładówce, tylko tips&tricks).
Co jest też fajne - wielowątkowość. Jak w paru filmach ostatnio (m.in. w nadmiernie obsypanym Oskarami Crashu) czy w paru książkach kiedyś (m.in. w genialnym "Wieczorze przy Oak Lane") kilka historii się przeplata, żeby na końcu połączyć w jedną. Ciekawe też są wątki o powielaniu błędów swoich rodziców - wiązanie się z toksycznym partnerem, takim jak ojciec czy zaciążenie z przypadkowym facetem jak 20 lat wcześniej matka.
Inne tej autorki tu.
#82 (a zaczęłam liczyć w marcu, więc!)
Tym razem postaram się nie używać tego słowa na f. I obiecuję, że na razie wrócę do bardziej mainstreamowej literatury (ale to tylko dlatego, że mi się Keyes skończyła). Bardzo miła książką. Jak zwykle o związkach. Trójka znajomych z małego miasteczka, szczupła i zasadnicza Katherine, tłustawa i zakompleksiona Tara i gej Finlan mieszka sobie od 10 lat w Londynie. Piją co jakiś czas razem i mają życie prywatne. I wszystko jakoś się toczy do momentu, kiedy Finlan ląduje w szpitalu w dość ciężkim stanie. I nagle wszystkim przychodzi do głowy, co by mogli zrobić, jeśli mają przed sobą kilka miesięcy życia.
Oczywiście mnóstwo świetnych tekstów i przemyśleń o stosunkach damsko-męskich. Przez książkę przewija się istny sukinsynek, rudy seks-symbol Lorcan, niby aktor, a prywatnie lodołamacz serc. Niesamowicie mnie bawią wszelkie historie opowiadane fężczyznom przez fężczyzn, jakie to są "100% sposoby na podryw", "gwarantowane teksty, na które poleci każda lasia". Normalnie, jakbym czytała Cosmo dla panów (są takie czasopisma? W sensie nie panny na rozkładówce, tylko tips&tricks).
Co jest też fajne - wielowątkowość. Jak w paru filmach ostatnio (m.in. w nadmiernie obsypanym Oskarami Crashu) czy w paru książkach kiedyś (m.in. w genialnym "Wieczorze przy Oak Lane") kilka historii się przeplata, żeby na końcu połączyć w jedną. Ciekawe też są wątki o powielaniu błędów swoich rodziców - wiązanie się z toksycznym partnerem, takim jak ojciec czy zaciążenie z przypadkowym facetem jak 20 lat wcześniej matka.
Inne tej autorki tu.
#82 (a zaczęłam liczyć w marcu, więc!)
Tym razem postaram się nie używać tego słowa na f. I obiecuję, że na razie wrócę do bardziej mainstreamowej literatury (ale to tylko dlatego, że mi się Keyes skończyła). Bardzo miła książką. Jak zwykle o związkach. Trójka znajomych z małego miasteczka, szczupła i zasadnicza Katherine, tłustawa i zakompleksiona Tara i gej Finlan mieszka sobie od 10 lat w Londynie. Piją co jakiś czas razem i mają życie prywatne. I wszystko jakoś się toczy do momentu, kiedy Finlan ląduje w szpitalu w dość ciężkim stanie. I nagle wszystkim przychodzi do głowy, co by mogli zrobić, jeśli mają przed sobą kilka miesięcy życia.
Oczywiście mnóstwo świetnych tekstów i przemyśleń o stosunkach damsko-męskich. Przez książkę przewija się istny sukinsynek, rudy seks-symbol Lorcan, niby aktor, a prywatnie lodołamacz serc. Niesamowicie mnie bawią wszelkie historie opowiadane fężczyznom przez fężczyzn, jakie to są "100% sposoby na podryw", "gwarantowane teksty, na które poleci każda lasia". Normalnie, jakbym czytała Cosmo dla panów (są takie czasopisma? W sensie nie panny na rozkładówce, tylko tips&tricks).
Co jest też fajne - wielowątkowość. Jak w paru filmach ostatnio (m.in. w nadmiernie obsypanym Oskarami Crashu) czy w paru książkach kiedyś (m.in. w genialnym "Wieczorze przy Oak Lane") kilka historii się przeplata, żeby na końcu połączyć w jedną. Ciekawe też są wątki o powielaniu błędów swoich rodziców - wiązanie się z toksycznym partnerem, takim jak ojciec czy zaciążenie z przypadkowym facetem jak 20 lat wcześniej matka.
Inne tej autorki tu.
#82 (a zaczęłam liczyć w marcu, więc!)
Pozbierane:
Pozbierane:
Pozbierane:
Bardzo nie lubię recenzowania porównawczego, ale tym razem trochę mi ciężko tego uniknąć. Z pewnym takim zacięciem przejechałam przez twórczość Marian Keyes (tak, wiem, idę po śladach jak pies gończy, dopóki czuję trop) i znalazłam to, co lubię - humor, świetne sformułowania i dużo celnych myśli, mimo że książki są lekkie i bynajmniej do wielkiej literatury nie pretendują.
Książki Indii Knight (nawet ciężko mi rozdzielić na oba tytuły, bo nie tylko przemyślenia mam identyczne, ale i konstrukcja jest podobna), mimo entuzjastycznych blurbów, nie wychodzą poza tzw. literaturę kobiecą. Jest w zasadzie tylko o babach, o seksie i o związkach. Czyta się dobrze, ale to taka literatura pociągowa - jedziesz do końca, żeby zobaczyć, jak się skończy. Nie ma nad czym się zatrzymać, najwyżej można pomlaskać nad scenami łóżkowymi, bo są.
W tego typu książkach bawi mnie zawsze, że jest sobie główna bohaterka kobieca. I to ona ma głębię, przemyślenia i tzw. osobowość, mimo że naprawdę, jak się człowiek przyjrzy, to wychodzi, że ni cholery. Bohaterka "Mojego życia na talerzu" jest antypatyczną, nudną i głupawą kurą domową z dwojgiem dzieci, udającą, że zarabia jako dziennikarka. No na litość, nawet w idiotycznym świecie czasopism dla pań, nieobowiązkowa baba, której podczas przeprowadzania wywiadu udaje się upić, zarazić wywiadowanego wszami i kilkakrotnie go obrazić, nie wspominając o tym, że nawet nie bardzo wiedziała, po co wywiad robi, wyleciałaby z roboty na kopach (pomijając cierpliwość czytelnika, któremu co i raz prostuje się nóżka, żeby kopnąć wspomnianą bohaterkę w tłustawy zadek). Ale tutaj nie - autorka dzielnie przekonuje, że to wszystko to są Złe Okoliczności Zewnętrzne, mimo których jednak bohaterce się Udaje. A potem było już tylko gorzej. Czytałam i czekałam na moment, aż życie pannę ugryzie w dupę. Ale nie; znajomi i rodzina ją wspierała, a gdy mąż - co naprawdę było do przewidzenia - znudził się nieodpowiedzialnym zwierzątkiem - okazało się, że i tak można sobie szybciutko ułożyć życie.
W "Nie chcesz mnie" też jest przewidywalnie do bólu. Samotna matka, ale z przyjaciółmi, więc zupełnie niesamotna, mieszka z seksownym współlokatorem, który ryćka żeńską połowę Londynu. Oczywiście na samym wstępie zapewnia, że z tym współlokatorem to nigdy i nic, bo on ją - rozumiecie - fizycznie odrzuca. Yeah, right. W ogóle konsekwencja nie jest silną stroną bohaterki. Ze współlokatorem nieeee, ale jednak trochę żal, jak słyszała, że posuwa kolejną panienkę na jedną noc. Narkotyki nieee, ale wystarczyło, że poszła do klubu, gdzie dostała paczkę kokainy, żeby z małą pomocą przyjaciół i karty kredytowej nawalić się jak stodoła. Jak zwykle - pełna głębia przemyśleń, nie szkodzi, że dość płytkich. Za to - obowiązkowo - faceci są czarną skrzynką. U Keyes w tym, co kobiety myślały, widać było sporo analizowania zachowania facetów, co jest czynnością dość naturalną ("zasymuluj zachowanie faceta w próżni, dla uproszczenia obliczeń załóż punktowość obiektu"). Tutaj - wkładamy dane na wejściu, zachodzi bliżej niezidentyfikowany proces, facet wypluwa reakcję. Nie wiem, co przyświecało autorce, ale rezultat wyszedł psychologicznie dość nijaki. A faceci wyglądali na dość ciekawych, wbrew temu, że autorka usilnie próbowała pokazać, że nie myślą. Czy są jakieś książki (poza Hornbym) o tym, jak faceci widzą sferę związkowo-erotyczną?
Trochę celowo marudzę, bo książki czytalne, jak najbardziej. Ale jednak nie takie, żeby do nich wracać.
#80-81