Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Alternatywy 4

Wszyscy widzieli, ale znalazłam właśnie prześliczny artykuł o "Alternatywy 4".

Najtrudniejsze było zapełnienie lodówki prominenta. Ekipa oddawała kartki (po jednym odcinku na 30 dkg mięsa), konserwy pożyczano z Peweksu, a wędliny przynosiło się z domu. Największy dramat był w scenie, w której pies docenta zjada pęto kiełbasy. Scenę powtarzano kilka razy, utracono bezpowrotnie 5 kg zwyczajnej.
Cenzorka z Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk po pierwszym pokazie powiedziała, że musi obejrzeć film ponownie, bo za pierwszym razem tak się śmiała, że nie zwróciła uwagi na meritum.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Śmieszne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogma

Wspominałam już, że kocham Kevina Smitha. Za to, że umieszcza w swoim każdym (poza Jersey Girl, ale tego nawet nie mam ochoty obejrzeć) filmie ten sam set fajnych bohaterów. Jay i Silent Bob grają siebie (a przy okazji proroków, z których jeden nie boi się powiedzieć, że jeśli za 5 minut będzie koniec świata, to on chce się pieprzyć), Earl gra upadłego anioła, Randy - głos potwora z kloaki, gdzieniegdzie pojawia się Dante Hicks w roli reportera, a karzącym ramieniem Boga są Damon i Affleck. No i zapomniałam o Randallu, którzy pracował w sklepie z bronią.

Do tego wystarczy dodać Lindę Fiorentino, Salmę Hayek w półnegliżu, Chrisa Rocka spadającego nago a nieba ("nie zostawiaj nas tutaj, faceci nie spadają z nieba"), Alana Rickmana bez spodni, trochę bluźnierstw i krwi i powstaje świetna komedia o religii i Bogu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogma

Wspominałam już, że kocham Kevina Smitha. Za to, że umieszcza w swoim każdym (poza Jersey Girl, ale tego nawet nie mam ochoty obejrzeć) filmie ten sam set fajnych bohaterów. Jay i Silent Bob grają siebie (a przy okazji proroków, z których jeden nie boi się powiedzieć, że jeśli za 5 minut będzie koniec świata, to on chce się pieprzyć), Earl gra upadłego anioła, Randy - głos potwora z kloaki, gdzieniegdzie pojawia się Dante Hicks w roli reportera, a karzącym ramieniem Boga są Damon i Affleck. No i zapomniałam o Randallu, którzy pracował w sklepie z bronią.

Do tego wystarczy dodać Lindę Fiorentino, Salmę Hayek w półnegliżu, Chrisa Rocka spadającego nago a nieba ("nie zostawiaj nas tutaj, faceci nie spadają z nieba"), Alana Rickmana bez spodni, trochę bluźnierstw i krwi i powstaje świetna komedia o religii i Bogu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogma

Wspominałam już, że kocham Kevina Smitha. Za to, że umieszcza w swoim każdym (poza Jersey Girl, ale tego nawet nie mam ochoty obejrzeć) filmie ten sam set fajnych bohaterów. Jay i Silent Bob grają siebie (a przy okazji proroków, z których jeden nie boi się powiedzieć, że jeśli za 5 minut będzie koniec świata, to on chce się pieprzyć), Earl gra upadłego anioła, Randy - głos potwora z kloaki, gdzieniegdzie pojawia się Dante Hicks w roli reportera, a karzącym ramieniem Boga są Damon i Affleck. No i zapomniałam o Randallu, którzy pracował w sklepie z bronią.

Do tego wystarczy dodać Lindę Fiorentino, Salmę Hayek w półnegliżu, Chrisa Rocka spadającego nago a nieba ("nie zostawiaj nas tutaj, faceci nie spadają z nieba"), Alana Rickmana bez spodni, trochę bluźnierstw i krwi i powstaje świetna komedia o religii i Bogu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Marian Keyes - Anioły

Jak na razie, cokolwiek by pani Keyes nie napisała, to ja historię kupuję. Irlandka, ze sporą i bardzo zaangażowaną we wszystko rodziną, dowiaduje się, że mąż ma kogoś na boku. Nie jest to fajnie, gdy taka rzecz wychodzi po 7 latach od ślubu, nie dziwmy się więc pani Anieli, że nie poznała swojego męża, kiedy stanął w drzwiach w kostiumie łosia... Wróć. Nie dziwmy się Margaret, że rzuciła męża (ustalając, kto będzie przedtem spłacał kredyt hipoteczny), wyprowadziła się z domu, pomieszkała chwilę u rodziców, gdzie odbębniła małą depresję, po czym poleciała do znajomej do Los Angeles. Miasta piękna, operacji plastycznych ("nos sobie zrobiłam głównie dlatego, żeby jak urodzę dziecko, to też miało ładny, po mnie"), wszechobecnych aktorów (aktualnie będących lodziarzami, kelnerami czy kosmetyczkami, ale już niedługo to hoho) i słońca. W książce można znaleźć odpowiedzi na pytania, czy piękni ludzie mają piękne wnętrza (wiem, nie trzeba czytać książki, żeby to ustalić), czy Maggie znajdzie kogoś, kto wypełni jej pustkę po utraconym związku (nie powiem, bo mnie pointa ciut zaskoczyła), co zrobiła rodzina Walshów w środku Hollywood, a poza tym - jak to u Keyes - dość błyskotliwy opis świata okiem felietonisty.

Inne tej autorki tu.

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Marian Keyes - Anioły

Jak na razie, cokolwiek by pani Keyes nie napisała, to ja historię kupuję. Irlandka, ze sporą i bardzo zaangażowaną we wszystko rodziną, dowiaduje się, że mąż ma kogoś na boku. Nie jest to fajnie, gdy taka rzecz wychodzi po 7 latach od ślubu, nie dziwmy się więc pani Anieli, że nie poznała swojego męża, kiedy stanął w drzwiach w kostiumie łosia... Wróć. Nie dziwmy się Margaret, że rzuciła męża (ustalając, kto będzie przedtem spłacał kredyt hipoteczny), wyprowadziła się z domu, pomieszkała chwilę u rodziców, gdzie odbębniła małą depresję, po czym poleciała do znajomej do Los Angeles. Miasta piękna, operacji plastycznych ("nos sobie zrobiłam głównie dlatego, żeby jak urodzę dziecko, to też miało ładny, po mnie"), wszechobecnych aktorów (aktualnie będących lodziarzami, kelnerami czy kosmetyczkami, ale już niedługo to hoho) i słońca. W książce można znaleźć odpowiedzi na pytania, czy piękni ludzie mają piękne wnętrza (wiem, nie trzeba czytać książki, żeby to ustalić), czy Maggie znajdzie kogoś, kto wypełni jej pustkę po utraconym związku (nie powiem, bo mnie pointa ciut zaskoczyła), co zrobiła rodzina Walshów w środku Hollywood, a poza tym - jak to u Keyes - dość błyskotliwy opis świata okiem felietonisty.

Inne tej autorki tu.

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2006 - 0 komentarzy - Skomentuj


Marian Keyes - Anioły

Jak na razie, cokolwiek by pani Keyes nie napisała, to ja historię kupuję. Irlandka, ze sporą i bardzo zaangażowaną we wszystko rodziną, dowiaduje się, że mąż ma kogoś na boku. Nie jest to fajnie, gdy taka rzecz wychodzi po 7 latach od ślubu, nie dziwmy się więc pani Anieli, że nie poznała swojego męża, kiedy stanął w drzwiach w kostiumie łosia... Wróć. Nie dziwmy się Margaret, że rzuciła męża (ustalając, kto będzie przedtem spłacał kredyt hipoteczny), wyprowadziła się z domu, pomieszkała chwilę u rodziców, gdzie odbębniła małą depresję, po czym poleciała do znajomej do Los Angeles. Miasta piękna, operacji plastycznych ("nos sobie zrobiłam głównie dlatego, żeby jak urodzę dziecko, to też miało ładny, po mnie"), wszechobecnych aktorów (aktualnie będących lodziarzami, kelnerami czy kosmetyczkami, ale już niedługo to hoho) i słońca. W książce można znaleźć odpowiedzi na pytania, czy piękni ludzie mają piękne wnętrza (wiem, nie trzeba czytać książki, żeby to ustalić), czy Maggie znajdzie kogoś, kto wypełni jej pustkę po utraconym związku (nie powiem, bo mnie pointa ciut zaskoczyła), co zrobiła rodzina Walshów w środku Hollywood, a poza tym - jak to u Keyes - dość błyskotliwy opis świata okiem felietonisty.

Inne tej autorki tu.

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2006 - 0 komentarzy - Skomentuj


Cache me if you can.

Jednym z powodów, dla których praca w Fabryce jest ok, są kontakty z zagranicą. Z kołorkerem Węgrem ostatnio ustalaliśmy, że u nich śliwka węgierka to po prostu śliwka i że "I spy" to krap totalny, bo ścigając się po Budapeszcie przekraczają most, a mimo są dalej po tej samej stronie Dunaju.

Ostatnio są ruchy w związku z Ukrainą. Fantastic country. Kupno domeny trwa trzy lata. Albo tydzień, jeśli zapłaci się 1000 dolarów. I wtedy nie jest istotne, czy domena jest wolna, czy zajęta - można ją mieć w ten tydzień.

Szczyt lenistwa. Kot czarno-biały jest pozszywany i żeby się nie forsował, postawiłam krzesło koło kaloryfera, żeby miał po czym wejść. Tymczasem krzesło zostało NAJLEPSZYM MIEJSCEM DO SPANIA DZIŚ. Kot czarny leży na nim i szczeka na poruszające się liście na balkonie, nie schodząc z krzesła.

Pada deszcz ze śniegiem. Jest normalnie świetnie. Idę się najeść igliwia, żeby spać do wiosny. Będę się budzić tylko po to, żeby kupować kolejne kupony Totolotka (wczoraj przyniosłam z kolektury 162,1 zł, wychodzi, że chyba jestem na plusie w ogólnym rozrachunku). No, jeszcze mogę przeczytać w międzyczasie parę książek. Ale nie chcę wychodzić z domu dopóki nie będzie ciepło.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 1, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Cache me if you can.

Jednym z powodów, dla których praca w Fabryce jest ok, są kontakty z zagranicą. Z kołorkerem Węgrem ostatnio ustalaliśmy, że u nich śliwka węgierka to po prostu śliwka i że "I spy" to krap totalny, bo ścigając się po Budapeszcie przekraczają most, a mimo są dalej po tej samej stronie Dunaju.

Ostatnio są ruchy w związku z Ukrainą. Fantastic country. Kupno domeny trwa trzy lata. Albo tydzień, jeśli zapłaci się 1000 dolarów. I wtedy nie jest istotne, czy domena jest wolna, czy zajęta - można ją mieć w ten tydzień.

Szczyt lenistwa. Kot czarno-biały jest pozszywany i żeby się nie forsował, postawiłam krzesło koło kaloryfera, żeby miał po czym wejść. Tymczasem krzesło zostało NAJLEPSZYM MIEJSCEM DO SPANIA DZIŚ. Kot czarny leży na nim i szczeka na poruszające się liście na balkonie, nie schodząc z krzesła.

Pada deszcz ze śniegiem. Jest normalnie świetnie. Idę się najeść igliwia, żeby spać do wiosny. Będę się budzić tylko po to, żeby kupować kolejne kupony Totolotka (wczoraj przyniosłam z kolektury 162,1 zł, wychodzi, że chyba jestem na plusie w ogólnym rozrachunku). No, jeszcze mogę przeczytać w międzyczasie parę książek. Ale nie chcę wychodzić z domu dopóki nie będzie ciepło.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 1, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, SOA#1 - - 2 komentarze - Skomentuj


Cache me if you can.

Jednym z powodów, dla których praca w Fabryce jest ok, są kontakty z zagranicą. Z kołorkerem Węgrem ostatnio ustalaliśmy, że u nich śliwka węgierka to po prostu śliwka i że "I spy" to krap totalny, bo ścigając się po Budapeszcie przekraczają most, a mimo są dalej po tej samej stronie Dunaju.

Ostatnio są ruchy w związku z Ukrainą. Fantastic country. Kupno domeny trwa trzy lata. Albo tydzień, jeśli zapłaci się 1000 dolarów. I wtedy nie jest istotne, czy domena jest wolna, czy zajęta - można ją mieć w ten tydzień.

Szczyt lenistwa. Kot czarno-biały jest pozszywany i żeby się nie forsował, postawiłam krzesło koło kaloryfera, żeby miał po czym wejść. Tymczasem krzesło zostało NAJLEPSZYM MIEJSCEM DO SPANIA DZIŚ. Kot czarny leży na nim i szczeka na poruszające się liście na balkonie, nie schodząc z krzesła.

Pada deszcz ze śniegiem. Jest normalnie świetnie. Idę się najeść igliwia, żeby spać do wiosny. Będę się budzić tylko po to, żeby kupować kolejne kupony Totolotka (wczoraj przyniosłam z kolektury 162,1 zł, wychodzi, że chyba jestem na plusie w ogólnym rozrachunku). No, jeszcze mogę przeczytać w międzyczasie parę książek. Ale nie chcę wychodzić z domu dopóki nie będzie ciepło.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 1, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, SOA#1 - - 2 komentarze - Skomentuj