Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Sue Townsend - Numer 10

Książka szczególnie mnie rozbawiła zwłaszcza z okazji klimatu politycznego - wicepremier Lepper, wicepremier Giertych. Tyle że nie jest to humor wesoły, a raczej czarny. Na Downing Street, pod numerem 10, mieszka premier Wielkiej Brytanii. Jako że nie wie nawet, ile kosztuje mleko czy jak się jeździ pociągami, w celu poprawienia notowań politycznych wpada na pomysł wyjazdu incognito na tydzień w rajd po Anglii. Incognito składa się z przebrania za kobietę. I tak Edwina (dawniej Edward), brana przeważnie za transseksualistę wraz ze swoim ochroniarzem Jackiem, jeździ po Anglii. Pociagi mają opóźnienia, służba zdrowia to tragedia ("wypadek ciężki - czas oczekiwania na pomoc - 2h, dzieci - czas oczekiwania 2h, atak serca - czas oczekiwania - 2h"), rasizm, bieda, opieka społeczna nie jest w stanie pomóc tym, którym pomóc powinna, efektem rządów jest totalna zapaść gospodarki, a premiera tak naprawdę nikt nie lubi. W międzyczasie żona premiera przechodzi załamanie nerwowe, matka Jacka wplątuje się w narkotyki, Jack zakochuje się w siostrze premiera, a premier dostaje propozycję roli w prześmiewczym spektaklu o sobie.

Sue Townsend zawsze postrzegana była jako pisarka "humorystyczna", ale po pierwszych Adrianach Mole'ach, kiedy jeszcze była dość pogodna, zaczęła być bardziej zgryźliwa i cyniczna. Life's a piece of shit, when you look at it. To ciut bardziej pozytywna książka niż "Widmowe dzieci" (aborcja i syndrom postaborcyjny) czy "Czas cappuccino" (Adrian Mole i jego spaprane życie), ale jest bardziej melancholijna niż wesoła. Aczkolwiek, jak wyobrażę sobie Giertycha czy Leppera w peruce Marylin Monroe i kusząco umalowanych ustach...

Książka ma jedną wadę - przypisy na końcu. Nie cierpię co chwila przewracać całej książki, żeby przeczytać jedno zdanie o jakimś brytyjskim prezenterze czy o typowym brytyjskim wierszyku.

Inne tej autorki:

#19

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2006 - 0 komentarzy - Skomentuj


Peter Mayle - Jeszcze raz Prowansja

Kiedy patrzę na moje niechlujnie zastawione regały z książkami, marzy mi się, żeby ktoś wpadł na pomysł i ustandaryzował wydawanie książek. Dwa rozmiary - rozmiar "książka" i rozmiar "album" (bo jednak ciężko się czyta komiksy w A5). Wtedy miałabym równo i zgrabnie poukładane. Do tej pory moim ulubionym wydawnictwem był Prószyński, który dzielnie trzymał się rozmiarów. Niestety, i jemu się zdarzają odchyły - ostatnio kupiona przeze mnie książka Mayle'a jest o centymetr wyższa od pozostałych dziesięciu w serii. Jakoś CD i DVD da się wydawać w jednakowych pudełkach.

"Jeszcze raz Prowansja" to kolejna (po "Lekcjach francuskiego" i "Roku w Prowansji") książka o wsiowym życiu. Tyle że wieś tutaj leży w środku Prowansji. Wino, oliwki, ryneczki z lokalnymi produktami, Francuzi grający w bule, szkoła "nosów perfumeryjnych" tylko dla niewidomych, boskie nic-nie-robienie, zakładanie ogrodu, upierdliwość francuskiej papierkologii, celebrowanie życia i życiowych przyjemności. I jedzenie. Dużo jedzenia. Od samego czytania robię się głodna. Nie wiem, na ile sielskość życia opisanego w książce jest prawdziwa, a na ile, jak sam autor stwierdza, pamięta się tylko rzeczy przyjemne, a te upierdliwe po pewnym czasie wspomina się z sentymentem, ale tak czy tak, książka (i inne tego typu) to świetna lektura.

Inne tego autora:

#18

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2006, podroze - 0 komentarzy - Skomentuj


Peter Mayle - Jeszcze raz Prowansja

Kiedy patrzę na moje niechlujnie zastawione regały z książkami, marzy mi się, żeby ktoś wpadł na pomysł i ustandaryzował wydawanie książek. Dwa rozmiary - rozmiar "książka" i rozmiar "album" (bo jednak ciężko się czyta komiksy w A5). Wtedy miałabym równo i zgrabnie poukładane. Do tej pory moim ulubionym wydawnictwem był Prószyński, który dzielnie trzymał się rozmiarów. Niestety, i jemu się zdarzają odchyły - ostatnio kupiona przeze mnie książka Mayle'a jest o centymetr wyższa od pozostałych dziesięciu w serii. Jakoś CD i DVD da się wydawać w jednakowych pudełkach.

"Jeszcze raz Prowansja" to kolejna (po "Lekcjach francuskiego" i "Roku w Prowansji") książka o wsiowym życiu. Tyle że wieś tutaj leży w środku Prowansji. Wino, oliwki, ryneczki z lokalnymi produktami, Francuzi grający w bule, szkoła "nosów perfumeryjnych" tylko dla niewidomych, boskie nic-nie-robienie, zakładanie ogrodu, upierdliwość francuskiej papierkologii, celebrowanie życia i życiowych przyjemności. I jedzenie. Dużo jedzenia. Od samego czytania robię się głodna. Nie wiem, na ile sielskość życia opisanego w książce jest prawdziwa, a na ile, jak sam autor stwierdza, pamięta się tylko rzeczy przyjemne, a te upierdliwe po pewnym czasie wspomina się z sentymentem, ale tak czy tak, książka (i inne tego typu) to świetna lektura.

Inne tego autora:

#18

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Peter Mayle - Jeszcze raz Prowansja

Kiedy patrzę na moje niechlujnie zastawione regały z książkami, marzy mi się, żeby ktoś wpadł na pomysł i ustandaryzował wydawanie książek. Dwa rozmiary - rozmiar "książka" i rozmiar "album" (bo jednak ciężko się czyta komiksy w A5). Wtedy miałabym równo i zgrabnie poukładane. Do tej pory moim ulubionym wydawnictwem był Prószyński, który dzielnie trzymał się rozmiarów. Niestety, i jemu się zdarzają odchyły - ostatnio kupiona przeze mnie książka Mayle'a jest o centymetr wyższa od pozostałych dziesięciu w serii. Jakoś CD i DVD da się wydawać w jednakowych pudełkach.

"Jeszcze raz Prowansja" to kolejna (po "Lekcjach francuskiego" i "Roku w Prowansji") książka o wsiowym życiu. Tyle że wieś tutaj leży w środku Prowansji. Wino, oliwki, ryneczki z lokalnymi produktami, Francuzi grający w bule, szkoła "nosów perfumeryjnych" tylko dla niewidomych, boskie nic-nie-robienie, zakładanie ogrodu, upierdliwość francuskiej papierkologii, celebrowanie życia i życiowych przyjemności. I jedzenie. Dużo jedzenia. Od samego czytania robię się głodna. Nie wiem, na ile sielskość życia opisanego w książce jest prawdziwa, a na ile, jak sam autor stwierdza, pamięta się tylko rzeczy przyjemne, a te upierdliwe po pewnym czasie wspomina się z sentymentem, ale tak czy tak, książka (i inne tego typu) to świetna lektura.

Inne tego autora:

#18

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 8, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2006, podroze - 0 komentarzy - Skomentuj


Ważne!

Dzień po długim weekendzie, zwłaszcza jeśli podczas miała miejsce awaria, a kołorker na urlopie, to dzień łatania i naprawiania na gwałt skutków. Grzecznie proszę wtedy zaGGadywaczy, żeby zamiast elaborować mi na GG, wysłali maila, bo jestem zajęta. Ok. Nie ma maila, więc zlewam, widać nie było ważne. Po 3h zaGGadywacz wraca i pyta, czy już mam czas. Dalej nie mam. Bo on tylko chce powiedzieć, że 3h temu nie działało to i to. A czemu nie wysłał maila? Bo był zajęty, a poza tym wyszedł potem. Kurtyna.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ważne!

Dzień po długim weekendzie, zwłaszcza jeśli podczas miała miejsce awaria, a kołorker na urlopie, to dzień łatania i naprawiania na gwałt skutków. Grzecznie proszę wtedy zaGGadywaczy, żeby zamiast elaborować mi na GG, wysłali maila, bo jestem zajęta. Ok. Nie ma maila, więc zlewam, widać nie było ważne. Po 3h zaGGadywacz wraca i pyta, czy już mam czas. Dalej nie mam. Bo on tylko chce powiedzieć, że 3h temu nie działało to i to. A czemu nie wysłał maila? Bo był zajęty, a poza tym wyszedł potem. Kurtyna.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ważne!

Dzień po długim weekendzie, zwłaszcza jeśli podczas miała miejsce awaria, a kołorker na urlopie, to dzień łatania i naprawiania na gwałt skutków. Grzecznie proszę wtedy zaGGadywaczy, żeby zamiast elaborować mi na GG, wysłali maila, bo jestem zajęta. Ok. Nie ma maila, więc zlewam, widać nie było ważne. Po 3h zaGGadywacz wraca i pyta, czy już mam czas. Dalej nie mam. Bo on tylko chce powiedzieć, że 3h temu nie działało to i to. A czemu nie wysłał maila? Bo był zajęty, a poza tym wyszedł potem. Kurtyna.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 0 komentarzy - Skomentuj


A jak to się robi?

Padła w weekend ogromna macierz, kilkunastodyskowa. Macierz szczęśliwie ma backup, naprawa polega na tym, że odłącza się walniętą, przyłącza backup i bez oddechu wrzeszczącej publiki naprawia. Od pół roku nie jestem w stanie się doprosić, żeby niektóre mniej dynamiczne rzeczy były na backup kopiowane. Za każdym razem, po każdej awarii słyszę, że tak, tym razem już na 100% ten katalog będzie przekopiowany. I nie jest. Na głównej stronie białe dziury, w niektórych miejscach białe dziury. Kołorkerka pisze maila, że brakuje plików z katalogu x/y/1/, Dzielny Uprzejmy Pomocny Administrator pisze, że chętnie to naprawi, ale nie wie, jak. Na moją nieco wkurzoną sugestię, że skoro była podmiana dysków i na starym dysku był katalog, a na nowym nie ma, to wystarczy skopiować zawartość katalogu x/y/1/ z naprawionej już macierzy głównej na działającą macierz backupową. odpisuje: "hmm to problem w takim razie jest innego typu bo katalog x jest tak jak byl. Po prostu dysk na ktorym byly obrazki zostal podmieniony na inny. Jutro pogadamy". No shit, Sherlocku. Sanity -10. A potem mi mówią, że wyrażam się w sposób niezrozumiały i muszę nad tym popracować... Tak, ja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 0 komentarzy - Skomentuj


A jak to się robi?

Padła w weekend ogromna macierz, kilkunastodyskowa. Macierz szczęśliwie ma backup, naprawa polega na tym, że odłącza się walniętą, przyłącza backup i bez oddechu wrzeszczącej publiki naprawia. Od pół roku nie jestem w stanie się doprosić, żeby niektóre mniej dynamiczne rzeczy były na backup kopiowane. Za każdym razem, po każdej awarii słyszę, że tak, tym razem już na 100% ten katalog będzie przekopiowany. I nie jest. Na głównej stronie białe dziury, w niektórych miejscach białe dziury. Kołorkerka pisze maila, że brakuje plików z katalogu x/y/1/, Dzielny Uprzejmy Pomocny Administrator pisze, że chętnie to naprawi, ale nie wie, jak. Na moją nieco wkurzoną sugestię, że skoro była podmiana dysków i na starym dysku był katalog, a na nowym nie ma, to wystarczy skopiować zawartość katalogu x/y/1/ z naprawionej już macierzy głównej na działającą macierz backupową. odpisuje: "hmm to problem w takim razie jest innego typu bo katalog x jest tak jak byl. Po prostu dysk na ktorym byly obrazki zostal podmieniony na inny. Jutro pogadamy". No shit, Sherlocku. Sanity -10. A potem mi mówią, że wyrażam się w sposób niezrozumiały i muszę nad tym popracować... Tak, ja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


A jak to się robi?

Padła w weekend ogromna macierz, kilkunastodyskowa. Macierz szczęśliwie ma backup, naprawa polega na tym, że odłącza się walniętą, przyłącza backup i bez oddechu wrzeszczącej publiki naprawia. Od pół roku nie jestem w stanie się doprosić, żeby niektóre mniej dynamiczne rzeczy były na backup kopiowane. Za każdym razem, po każdej awarii słyszę, że tak, tym razem już na 100% ten katalog będzie przekopiowany. I nie jest. Na głównej stronie białe dziury, w niektórych miejscach białe dziury. Kołorkerka pisze maila, że brakuje plików z katalogu x/y/1/, Dzielny Uprzejmy Pomocny Administrator pisze, że chętnie to naprawi, ale nie wie, jak. Na moją nieco wkurzoną sugestię, że skoro była podmiana dysków i na starym dysku był katalog, a na nowym nie ma, to wystarczy skopiować zawartość katalogu x/y/1/ z naprawionej już macierzy głównej na działającą macierz backupową. odpisuje: "hmm to problem w takim razie jest innego typu bo katalog x jest tak jak byl. Po prostu dysk na ktorym byly obrazki zostal podmieniony na inny. Jutro pogadamy". No shit, Sherlocku. Sanity -10. A potem mi mówią, że wyrażam się w sposób niezrozumiały i muszę nad tym popracować... Tak, ja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 4, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 0 komentarzy - Skomentuj